To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Morze Łez - Klif

Anonymous - 14 Styczeń 2012, 16:01
Temat postu: Klif
Idąc krętymi ścieżkami Malinowego Lasu najłatwiej dotrzeć w to miejsce. Las kończy się nagle pofałdowaną linią drzew, niczym na rysunku. Często las przechodzi w zagajnik, potem jeszcze jakiś czas idzie się przez krzaki malin i inne zarośla utrudniające często wędrówkę, lecz nie tutaj. W tym miejscu Gęsty bór kończy się nagle i dość niespodziewanie, a dalej rośnie jedynie niska trawa. Nieostrożny wędrowiec oślepiony nagle przez słońce po kilku krokach zaledwie może niechybnie zakończyć żywot. Łąka ta ma jakieś osiem kroków szerokości i kończy się pionowym urwiskiem wypiętrzonym ponad dwadzieścia metrów nad powierzchnią wody. Ktoś by mógł pomyśleć idealne miejsce do soków z wysokości i popełniłby błąd. W dole rumowisko skalne pełne głazów o ostrych krawędziach przykrywa woda sięgająca dorosłemu ledwie do pół uda.
Jednak widok stąd na morze zapiera dech. Stojąc tyłem do drzew po prawej ręce widać lagunę, a stąd jest mniej więcej wielkości placka z jagodami, a ludzie, bądź nieludzie, tam przebywający są ledwie niewyraźnymi kropkami. Za laguną zaś rozległa wstęga piaszczystych plaż. Po lewej zaś Las to cofa się, to zbliża do urwiska i niknie w oddali, zaś tam, gdzie drzewa są najbliżej brzegu wąski skalny most wyżłobiony siłami natury prowadzi na owalną półkę skalną o pionowych ścianach i nieco wyższą od urwiska. Ten dziw natury o prawie idealnie płaskiej powierzchni ma mniej więcej dwadzieścia kroków średnicy.


Cesar zatrzymał się oślepiony słońcem. odruchowo uniósł dłoń do czoła, by choć trochę patrzałki przed światłem zasłonić, a źrenice zmieniły się w cieniutkie kreski. Widok robił wrażenie. Stał przez chwile rozglądając się wokół. Po prawej dostrzegł znajome miejsce. Pamiętał, że raz, na krótko wytrzeźwiał na tamtej lagunie. A potem znalazł się gdzieś indziej. To mu przypomniało o jego pani i zaraz miał ochotę znów się napić. Nie, pokręcił głową, z tym koniec. Pora pogodzić się z losem i żyć dalej.
Po chwili dopiero dostrzegł skałę oddaloną od brzegu i prowadzące do niej wąskie przejście. Rzucił okiem na trzymany w dłoni kij i uśmiechnął się. Poszedł w tamtym kierunku i śmiało przeszedł przez "mostek". Zatrzymał się na środku i na chwilę zamknął oczy. Potem złapał badyl oburącz wykonał nim cięcie od dołu z lewej, zasłonę ustawiając "broń" po skosie i poziome cięcie z półobrotu Tym samym rozpoczynając trening. Płynnie przechodził od jednego znanego sobie stylu do kolejnego, lecz każdą technikę wykonując tylko raz, a zakończył dziewięcioma formami Shigure Soen Ryu, jak nazywał ten styl jego mistrz, choć on sam nie bardzo wiedział, co to znaczy. Wreszcie usiadł zdyszany na środku skały krzyżując nogi i kładąc kij na kolanach. Zamknął oczy, by przez medytację wyciszyć się po treningu. Pierwszy raz od dawna nie myślał o niczym szczególnym. Tylko woda. skał, wiatr i las szumiący na brzegu za plecami.

Loki - 14 Styczeń 2012, 16:59

Cesar pochłonięty treningiem nie zwrócił szczególnej uwagi na fakt, że słońce zawędrowało już za linię horyzontu i zawisło nad szeroko zarysowaną przez morskie fale linią. Zaraz z resztą oddał się medytacji toteż nie dostrzegł dwóch postaci, które zawędrowały w tę okolicę. Byli to dwaj mężczyźni. Z pleców drugiego wyrastały kościane skrzydła, drugi zaś nie odznaczał się czymś równie szczególnym jeśli nie liczyć potężnej blizny o kształcie trzech ukośnych linii, rozcinającej nieciekawie całą twarz. Obaj nie wyglądali na typy nadmiernie przyjazne. Ubrani w obszarpane stroje, o zdecydowanie zbyt zadbanej tkance mięśniowej rozrastającej się do niebywałych rozmiarów. Żaden nie odznaczał się szczególnie wzrostem. Mieli raczej krępe sylwetki i wyglądali tak, jakby głowy ich pozbawione zostały szyi i osadzone bezpośrednio w szerokich barkach. Jeden z nich na głowie miał pasiastą chustę. Opętany zaś, całkiem łysy, miał wytatuowaną na czaszce pajęczynę. Te nieprzyjemne sylwetki zawędrowały na klif i poczęły rozglądać się nerwowo. Zaraz ten skrzydlaty dostrzegł kocią postać siedzącą na kamieniach w oddali i łokciem trącił swojego towarzysza.
-Ty cho...-chciał już wykrzyknąć tamten, ale powstrzymał się widząc palec na wargach kumpla wycelowany w niespodziewanego gościa.
-Niech to szlag...-wyszeptał-Myślisz, że przylazł za tym co my?-zapytał spoglądając na niego niepewnie.
-A myślisz, że co tam robi? Pewnie ten śmierdzący szlamem pokerzysta miał więcej niż jedną mapę...
-Ty, a może on wie coś więcej?-obaj wyszczerzyli się i potarli ręce.
-Bierzmy go-to krótkie porozumienie spowodowało, że dwa goryle ruszyły, o dziwo całkiem cicho w stronę Cesara. Pokonali most dość sprawnie, zanim nocny muzykant zdążył się zorientować. Zaraz też założyli mu wyjęty z kieszeni worek na łeb. Szamotanina trwała krótko, bo kotowaty już po chwili poczuł potężny cios jakimś ciężkim przedmiotem w tył głowy i osunął się na ziemię...
Ocknąłeś się po jakimś czasie. Po rozchyleniu powiek mogłeś dojść do słusznego wniosku, że worek który umieszczono Ci na głowie został zdjęty. Wciąż czułeś pulsujący ból w tyle czaszki. Nozdrza drażnił zapach wilgotnego drewna, a jednostajne kołysanie i skrzypienie nasuwało jedno skojarzenie - statek. Znalazłeś się na łajbie. Sądząc po panującym półmroku, pod pokładem. Do drewnianych belek przywiązane były liczne towary. Wyglądały przy tym silnie nielegalnie. Były to bowiem skóry rzadkich magicznych istot, podejrzane zioła i wiele różnych rodzajów broni.
-Ej, ocknij się-szorstki ochrypnięty głos przerwał kontemplację otoczenia-Weź się w garść, kapitan chce Cię widzieć-byłeś przywiązany do krzesła, wszelkie ruchy były cokolwiek utrudnione-Ale nie możesz mu się pokazać wyglądając jak zombiak. Kapitan nie wpuszcza do kajuty zombiaków-pirat zarechotał pod nosem rozbawiony żenującym dowcipem i splunął gdzieś w bok.
-Coś ty w ogóle za jeden?

Anonymous - 14 Styczeń 2012, 21:36

Dostał w łeb, zapomniał o ostrożności i siadł na tej przeklętej skale tyłem do przejścia. Kołysanie nie robiło na nim wrażenia. To był jedyny plus, ale na widok skór zazgrzytał ze złością zębami. Owszem, sam nie raz i nie dwa polował, ale nie dla zysku, a by napełnić żołądek. Istoty polujące dla skór rzadko zjadają swoje ofiary, najczęściej wyrzucają to, co im zbędne.
Słysząc głos marynarza odwrócił się do niego patrząc jakby chciał go zabić wzrokiem.
Takiemu zaproszeniu trudno odmówić - rzucił przez zęby. I wrócił do rozglądania się po ładowni. Wśród łupów były skóry Rawnarów, lecz nie czul by jakąś sprawiono ostatnio. Może miał jeszcze przytępione zmysły od uderzenia i swoich szaleństw, ale to dawało nadzieje, ze Ivana nie złapali, może nawet go nie zauważyli. Jeśli tak, szczurek może sprowadzić pomoc. Wiedział, że pewnie już dawno zapiłby się na śmierć, gdyby nie gryzoń. W jakiś sposób dzięki małemu przyjacielowi jeszcze żyje, szkoda było by zmarnować jego wysiłek.
Jednak nie wiedział czy kołysze tak spokojne morze, czy stoją gdzieś na kotwicy. On sam włóczył się bez celu i znalazł ciekawe miejsce do treningu, ale piraci pewnie czegoś tam szukali.
Spróbował poprawić się na krześle, ale osiągnął tylko to, że zauważył brak fajki w kieszeni. Zabrali jego rzeczy.
Kapitan zawsze karze ograbić i związać swoich gości? - zapytał ironicznie. Może i nie powinien się stawiać, bo już i tak był w dość kiepskim położeniu, ale jakoś mało go to obchodziło.
Mogę chociaż zapalić? - dodał po chwili. Dym czasem pomagał się uspokoić i zastanowić nad wszystkim. Może i nie jest to zdrowy nałóg, ale w tej chwili wiele by dal za nabitą fajkę, a coś mu mówiło, ze ten tutaj wie gdzie jest jego, wraz z tytoniem, fletem i obrożą, którą nie wiedzieć po co wsadził przed wyjściem z domu do kieszeni.

Loki - 15 Styczeń 2012, 01:08

Marynarz wyszczerzył się w odpowiedzi na zagadnienie swojego łupu. Nawet w półmroku złote zębiska zalśniły wyraziście. Stanowiły pewnie połowę jego uzębienia, które poza tymi uzupełnieniami prezentowało się bardzo nieciekawie. Mężczyzna pokręcił głową po czym zacisnął w pięść potężne łapsko. Zaraz z resztą wymierzył precyzyjny cios w twarz Cesara. Głowę kotowatego odrzuciło w bok, a włosy zasłoniły czarnymi kosmykami potężne zaczerwienienie na poliku.
-Za dużo gadasz... Pozwolę uporać się z tobą kapitanowi-zakomunikował pirat po czym podciągnął wyżej spodnie, splunął raz jeszcze i obszedł krzesło z więźniem, kompletnie ignorując jego prośbę dotyczącą papierosa i wszelkie inne postulaty. Zamiast tego złapał za oparcie krzesła, wciskając palce pomiędzy drewniane pręty. Szarpnął do tyłu i zaczął wlec ten załadunek, szurając po nie najlepiej wyszorowanym pokładzie. Najwidoczniej nie miał zamiaru wyswobadzać Cesara. Zamiast tego, gdy dotarł do schodów chwycił za nogi krzesła, wcześniej wrzeszcząc coś w niezrozumiałym dialekcie do skrzydlatego obywatela czekającego na górze. Zaraz też Cesar mógł dostrzec zielone iluminacje energii pod nogami jego 'więzienia', które po chwili zaczęło lewitować i znalazło się ostatecznie na pokładzie. Łajba była dość spora, trzymasztowa. Po rejach zwinnie skakała reszta załogi, zawiązując liny i wykonując komendy rzucane przez jakiegoś oficera, stojącego za sterem. Za tymże oficerem znajdowały się drzwi prowadzące do kajuty kapitana. Statek znajdował się w tej chwili na pełnym morzu... Warto też zaznaczyć, że było już całkiem ciemno i drogę łajbie oświetlała jedynie latarnia zawieszona na dziobie, zwieńczonym postacią wyrzeźbionej, łkającej niewiasty. Kościana perła zamienił kilka słów z oprychem, który pobił Cesara pod pokładem. Brzmiało to raczej niezbyt przyjaźnie. Ostatecznie to łysy mężczyzna z tatuażem przejął kotowatego, raz jeszcze przy pomocy swojej nietypowej zdolności unosząc krzesło i tym razem kierując się z nim w stronę kajuty kapitana. Znaleźli się w końcu w środku, gdzie Cesar został postawiony, Opętany zasalutował do pleców mężczyzny za biurkiem i pośpiesznie wyszedł.
Wnętrze wystrojone było na bogato. Na podłodze leżała rozciągnięta skóra Teneberesa. Kryształowy żyrandol kołysał się wraz z łajbą, czemu towarzyszyły dzwoniące śpiewy uderzających o siebie kryształowych elementów. Za niewątpliwie starym biurkiem wyrzeźbionym z mahoniowego drewna siedział mężczyzna. Głowę jego zdobił potężny, czerwony kapelusz z wystającym zeń strusim piórem. Obok na podłodze drzemała Gatta ze złożonymi długimi, błoniastymi skrzydłami. Cesar mógł dostrzec metalową obręcz na jej szyi podczepioną do potężnego łańcucha, którego koniec umocowany był przy jednym z filarów kajuty. Kapitan odwrócił się w końcu i spojrzał na swojego gościa.
-Witam Cię.-powiedział z lekkim uśmiechem. Był... Zaskakująco młody. Nie mógł mieć więcej niż trzydzieści lat. Spod kapelusza wystawała gęsta jasna czupryna, barwą przywodząca na myśli dojrzałe zborze. Oczy miał modre i ciepłe. W żaden sposób nie kojarzył się z typowym sadystą i piratem. Jedynie uśmiech perłowych zębów. Nadmiernie cyniczny i może nieco okrutny sugerował inne wnioski.
-Moi ludzie powiedzieli, że znaleźli cię w okolicach klifu... Widzę też, że musiałeś się nieźle poobijać... Wybacz rzecz jasna te więzy, ale ostrożności nigdy za wiele-urwał na moment po czym wstał i rozpętał sznur-Lepiej prawda?-podszedł do biurka i sięgnął po drewnianą kasetkę ze zdobieniami z kości słoniowej-Palisz?-zapytał prezentując zawartość pudełka jaką były grube cygara. Sam wziął sobie jedno i zapalił, najwyraźniej z miłą chęcią.

Anonymous - 15 Styczeń 2012, 07:42

Strażnik więc nie grzeszył inteligencją, albo wolał sprawiać takie wrażenie, przynajmniej Cesar takie odnosił wrażenie, po siłowej odpowiedzi na słowną zaczepkę. Od tej pory milczał i najdokładniej jak mógł obserwował otoczenie. Nie znał języka jakim się posługiwali, toteż mógł jedynie wyciągnąć wnioski z tonu rozmowy. Skrzydlatemu widocznie nie spodobało się jak tamten Cesara potraktował.
Byli z dala od lądu, to zła wiadomość. Nawet jak uda mu się zwinąć szalupę daleko nie odpłynie. Lepiej będzie przeczekać aż dotrą do celu - postanowił po drodze do kajuty kapitana.
Wnętrze nie zrobiło wrażenia na Kocie, zbyt wiele czasu spędził w rezydencji, by teraz go to ruszyło. Wnioskował, że kapitan lubi otaczać się luksusem i sprawiać wrażenie istoty majętnej, mającej władzę, co tylko potwierdzał uwiązany zwierzak. Jedynym zaskoczeniem był sam kapitan. Młody, za młody. Albo bardzo sprytny, albo szczęściarz, jednak ten uśmiech przemawiał raczej na korzyść pierwszej opcji. brutalna załoga i dobroduszny młody kapitan, takie chcieli zrobić na nim wrażenie, ale coś mu mówiło, ze ten tutaj, niewiele od niego starszy zresztą, jest najgorszą szują na tej łajbie.
Sam bym się tak nie poobijał - odpowiedział zdawkowym arystokratycznym tonem (jakiego nauczył się od swej pani wydającej innym polecenia) rozcierając nadgarstki i wyraźnie sugerując we własnej opinii, co zaszło pod pokładem, po czym nie zmieniając tonu dodał: - Odpoczywałem w miejscu z przepięknym widokiem na morze, kiedy mnie "zaproszono" bez możliwości odmowy na pański statek kapitanie.
Na proponowane cygara zerknął krytycznie i gestem nieznacznym odmówił, a gdy w myślach doliczył do dziesięciu powiedział:
Do tego gdzieś zapodziała się moja fajka oraz paczuszka dość kosztownego tytoniu. Będę bardzo wdzięczny jeśli się znajdzie. Wraz z resztą przedmiotów z moich kieszeni.
Ciekaw był bardzo jak zareaguje ten osobnik na wzmiankę, o tej kradzieży. Czy Cez odzyska chociaż część swego dobytku?
Warto było spróbować i przy okazji przekonać się jak długo ten tutaj zamierza bawić się w dobrego glinę.

Loki - 15 Styczeń 2012, 13:47

Mężczyzna przywdział na twarz wyraz zamyślenia i zwiesił głowę, zaciągając się dymem z cygara.
-No tak, oczywiście. Marynarze czasami mają problemy z cierpliwością, będziesz nam musiał wybaczyć te wszystkie niedogodności. Jestem jednak pewien, że jakoś się dogadamy.-uśmiechnął się lekko i całkiem pogodnie. Skinął głową i wykonał kilka teatralnych gestów-Tak, moja załoga poinformowała mnie w jakich okolicznościach się na Ciebie natknęli...-powiedział marszcząc nieznacznie brwi-Zastanawia nas tylko dlaczego wybrałeś akurat to miejsce na wypoczynek. Jest dość nietypowe, nie sądzisz?-odepchnął się od biurka, wykonał kilka kroków tupiąc wysokimi, skórzanymi buciorami, po czym zasiadł za nim, krzyżując z sobą palce i na skonstruowanym w ten sposób pomoście opierając podbrudek. Zmrużył lekko oczy.
-Ach tak, fajka... Tytoń. O ile się nie mylę miałeś też przy sobie flet, zapałki i butelkę mleka-uśmiechnął się raz jeszcze i wyciągnął w fotelu-Na moim statku nic nie ginie, możesz być pewien, że je odzyskasz...-w tym momencie urwały mu rozchylające się drzwi do kajuty, której próg przekroczył Opętany.
-Kapitanie, cel znajduje się w naszym zasięgu.-zameldował mężczyzna. W oczy rzucić mógł się fakt iż wyglądał na zdenerwowanego. Jego nogi lekko się gięły, może nawet trzęsły, a cała sylwetka nie wyglądała ani trochę na zdecydowaną. Kapitan załogi skinął głową, a jego podwładny odmaszerował z wyraźną ulgą. Niebieskie tęczówki skupiły się znów na Cesarze.
-Opowiesz mi za chwilę czego szukałeś w okolicach tego klifu. Teraz radzę się mocno czegoś chwycić.-zakomunikował, po czym podniósł się i wymaszerował z kajuty, nie zamykając za sobą drzwi. Najwyraźniej był to gest zamierzony, by Cesar mógł wyjść na pokład i zobaczyć... Co też się tam dzieje.

Anonymous - 15 Styczeń 2012, 15:01

Cesar uśmiechnął się ironicznie patrząc jak kapitan odgrywa swoją rolę. Tak jakoś czuł w końcu ogona, że to jedynie gra pozorów, a choć trafił tam przypadkiem, tamta skała ma jakieś znaczenie dla piratów. Słuchając tego typka wyciągnął nogi przed siebie i skrzyżował w kostkach jednocześnie splatając ręce na piersi i lekko przekrzywiając głowę. Taka arogancka postawa w obecnej sytuacji, choć mogłaby okazać się zgubną w wielu przypadkach, Ale póki grają w salonowe rozmowy, raczej m=nic mu nie groziło. Nie odpowiadał kapitanowi, a jedynie uprzejmie i z wyższością nieznacznie skinął głową. Po tych dyplomatycznych próbach raczej przejdą do innych metod zdobywania informacji.
Nie wspomniał kapitan o obroży. Czyżby zanim wyruszyli wysłał z nią kogoś do dzielnicy arystokracji? Zapewne jakiś mało istotny członek załogi, którego śmierć nie będzie znaczącą stratą. A Cesar narozrabiał dość, by nawet służba białej rezydencji go znienawidziła. Tak, mu się przynajmniej zdawało, w końcu zdarzyło mu się zobaczyć, co alkohol robi z ludźmi. Odprawią posłańca z kwitkiem, albo zastrzelą na widok paska. Zależy jak bardzo Cez się im naraził.
Kot zdawał się ignorować marynarza, który przyszedł z meldunkiem, nic bardziej mylnego. Ciekaw był jedynie czy powodem tego strachu jest ten niepozorny kapitan, czy ich cel.
Groźba w tym wielkopańskim stylu, wypowiedziana tonem władcy. Jakoś nie miał ochoty skończyć jako karma dla ryb, a ta częściowa prawda jaką wyjawił wydaje się nie wystarczać. Pytanie ile tamci widzieli. Zastali go już siedzącego, czy przyszli wcześniej? To może być ważne i tłumaczyć podejrzliwość kapitana.
Kot czuł na plecach powiew świeżego powietrza przez otwarte drzwi. Rozejrzał się jeszcze raz po kajucie z chłodnym zainteresowaniem, na dłuższą chwilę zatrzymał wzrok na Gattcie i dopiero potem wstał z krzesła. Musiał się powstrzymać, by się nie przeciągnąć zanim wolnym i przynajmniej w jego mniemaniu dostojnym krokiem ruszył do drzwi. Wzrokiem wielkiego panicza prześlizgnął się po załodze, zrobił dwa kroki w bok i oparł się o ścianę zatykając kciuki za pasek. Dopiero wtedy rozejrzał się za tym ich celem. Nawet był trochę ciekaw, co nastąpi, jednak nie zamierzał się wtrącać, a jedynie przyglądać z boku.

Loki - 15 Styczeń 2012, 20:17

Cesar mógł zaobserwować jak cała załoga uwija się pod wpływem szybkich i stanowczych rozkazów młodego mężczyzny. Spuszczono i umocowano żagle, łapiąc wiatr i statek zaczął nabierać prędkości. Cel zaś malował się mniej więcej w połowie drogi do linii horyzontu, czyli jakieś cztery kilometry przed nimi. Na razie nie było go widać zbyt wyraźnie. Bandera powiewała na wietrze z symbolem Czarnej Róży na bordowym tle. Wyglądało na to, że był to statek stanowiący własność organizacji, a sądząc po rozmiarach, był zapewne transportowcem. Blondyn w kapeluszu obserwował swój cel przez lunetę, którą następnie wsunął za pas.
-Cała naprzód!-krzyknął-Kanonierzy do dział!-krótka komenda wywołała krótkie zamieszanie. Mężczyźni rozpierzchli się po pokładzie w biegając podeń. Cesar mógł usłyszeć jak otwierane są drewniane luki, do których wypchnięte zostały armaty. Statki zrównały się ze sobą po jakichś dwudziestu minutach, a kapitan piatów dobył szabli.
-Ognia!-krzyknął i padła pierwsza salwa, która nie spotkała się z żadną odpowiedzią. Wyglądało na to, że statek Czarnej Róży nie był uzbrojony. Odczuwalne były jednak odrzuty armat, a huk wystrzału rozdzierał uszy nawet z pewnej odległości. Statek zatrząsł się znacząco i Cesar upadł na drewniane deski.
-Mówiłem, żebyś się trzymał-rzucił z uśmiechem kapitan, po czym wbił spojrzenie w statek, który uległ znacznym uszkodzeniom.
-Zmniejszyć dystans i naszykować ostrza, cała załoga niech się gotuje do abordażu! Nie brać jeńców! Wiecie czego szukamy!-z desek łajby wysunęły się ostrza kształtem przypominające haki i gdy dystans był odpowiedni wbiły się w podszycie okrętu Czarnej Róży. Wtedy też rozpoczęła się napaść. Piraci ruszyli na załogę tnąc ich bezlitośnie. Z resztą, tamci nie mieli większych szans. Nie byli uzbrojeni, a piracka załoga wyposażona też była w spory arsenał ofensywnych zdolności magicznych. Cały atak trwał łącznie może godzinę podczas której kapitan stał obok Cesara przyglądając się rzezi z wyrazem obojętności na twarzy. W końcu wylądował przed nim Opętany.
-Wyrżnięci w pień kapitanie!-zameldował, a blondyn uśmiechnął się-W porządku... Odeskortuj mojego gościa do kajuty. Tylko delikatnie... Zaraz wracam.-odparł po czym ruszył w stronę postawionego pomiędzy okrętami pomostu.
Cesar został wprowadzony do kajuty i zamknięty w środku. Gatta podniosła łeb i spojrzała na niego smętnie. Może była to okazja by poszukać swoich rzeczy? A może lepiej nie zadzierać z bezdusznymi piratami?

Anonymous - 16 Styczeń 2012, 07:45

Cesar nie zdziwił się widząc, że celem jest inny statek. Piraci podobno z tego się utrzymują, jednak ta jednostka różniła się od pirackiego okrętu. Kiedy mógł dostrzec banderę zrobiło mu się nieswojo, ale nie dał tego po sobie poznać. Jego wrogiem była Moria, a teraz jest na łajbie szykującej się do ataku na Różę. W tej chwili żałował, że go rozwiązano. Wtedy miałby alibi, a tak mogą go uznać za jednego z piratów. O ile ktoś przeżyje. Już miał wrócić do kajuty, gdy pierwsza salwa pozbawiła go równowagi. Może i nie zna się na szkutnictwie, ale ta łupina ma zbyt dużą siłę ognia. Jego zdaniem okręt powinien mieć tyle dział by móc oddać strzał z wszystkich jednocześnie nie zmieniając pozycji, a tu trzęsło jak cholera. Tak, za dużo dział tu mają, ale lepiej się nie odzywać. Choroby morskiej nie ma, ale żaden z niego wilk morski.
Nie trudził się by wstawać, póki strzały nie ucichły. Właśnie miał się wyprostować, gdy znów trochę zatrzęsło, przez owe ostrza.
szukamy? - pomyślał kot - znaczy robota na zlecenie? wolę nie wiedzieć czyje, chociaż jeśli to nie tajemnica, to i tak się dowiem.
Powrót Opętanego przerwał te rozmyślania. Chociaż czuł, że nie powinien się cieszyć ze śmierci całej załogi drugiego statku, jemu akurat było to na rękę. Chociaż kto wie, co przyniesie nowy dzień. O ile się go dożyje.
Cez grzecznie wszedł do kajuty, jak go "proszono", toteż "przewodnik" nie musiał zbytnio się wysilać. Ta akcja uświadomiła mu, że załoga trzęsie portkami przed swym niepozornym kapitanem. Gdy szczęknął zamek wzrokiem napotkał spojrzenie Gatty. Miał ochotę wywrócić to miejsce do góry nogami, ale powstrzymała go kolejna myśl.
- Obaj jesteśmy więźniami - powiedział cicho do zwierzaka - Ale możemy pomóc sobie nawzajem.
Cesar starał się obejrzeć dokładnie stalową obrożę zwierzaka. Powinna mieć jakiś zamek, kłódkę, czy coś podobnego.
- Mogę spróbować Ci to zdjąć. Czy ten człowiek, ma tu jakieś rzeczy pachnące mną? - był przekonany, że Gatta ma lepszy nos od niego, a nie bardzo wiedział jak zapytać o swoje rzeczy. - Pochyl głowę na tak, a spójrz w bok na nie. Rozumiesz?
Cały czas mówił szeptem, jakby bał się, że ktoś podsłucha. Chociaż załodze pewnie gadanie do maskotki kapitana wyda się głupotą.

Loki - 17 Styczeń 2012, 21:32

Porozmawianie z Gattą to dobry pomysł... Tylko, że zegar tykał, a można się spodziewać, że kapitan powróci lada chwila. Zwierzę patrzyło na Cesara po czym uniosło się i powędrowało w stronę rzędu okien, pod którym ustawiona była spora skrzynia. Potężny kot (mniejszy jednak od tradycyjnej wersji tego stworzenia, bo rozmiarem odpowiadał może pumie, ale z pewnością nie koniowi) usiadł i położył łapę na schowku. Niemniej skrzynia zamknięta była na klucz, a nim Cesar zabrał się chociażby za otwieranie jej, blondyn wrócił do kajuty z zadowolonym uśmiechem na twarzy... Który też szybko z niej spełzł gdy dostrzegł co też dzieje się pod jego nieobecność...
-No, no...-powiedział podrzucając do góry wisiorek... A może to było wahadełko? Co by to nie było, było jedynie złotą kulką przypominającą globus, lub coś podobnego zawieszoną na sznurku. Skojarzenie z globusem przywodziły na myśl linie i osie wygrawerowane na jej powierzchni, przypominające może niekoniecznie rozkład równoleżników, ale... Zaraz tak! Z pewnością każdy kto kiedykolwiek widział jakikolwiek szkic dotyczący ruchów ciał niebieskich to właśnie z takimi rycinami miał do czynienia. Najwyraźniej zaś przedmiot ten był wcześniej własnością kogoś na statku czarnej róży, bo Cesar na pewno nie widziało przed tym momentem.
Blondyn wsunął kulę do kieszeni czerwonego fraka zdobionego złotymi nićmi i przekrzywił głowę...
-A już myślałem, że się zaprzyjaźnimy-powiedział nie kryjąc ironii. Przekrzywił głowę, po czym dobył szpady przytroczonej do pasa o eleganckiej złotej rękojeści. W jednej chwili znalazł się przy Cesarze, ostrze lokując na jego gardle. Postawę miał doskonałego szermierza. Pewną i mocną. Można przypuszczać, że na ulicy się tego nie nauczył.
-Odsuń się od skrzyni... I powiedz raz jeszcze... Co robiłeś przy tamtym klifie? Bo my od lat szukamy deszyfratora więc jeśli sądzisz, że możesz tak po prostu przyjść i go zabrać... Z resztą-uśmiechnął się i wsunął szpadę do pochwy-Bez tego i tak na nic Ci się nie zda-raz jeszcze wyjął kulkę i chwycił za sznurek tak by zawisła przed nosem Nocnego Muzykanta-To jest klucz... Potrzebujemy teraz tylko mapy z szyfrem i deszyfratora... Dwa elementy układanki dzielą mnie od odnalezienia Odoeame... I zostania najbogatszym piratem w historii dziejów-uśmiechnął się i obrócił w stronę Cesara-Wiesz, mógłbym Ci pozwolić na udział w tym przedsięwzięciu... Wiesz czym jest w ogóle Odoeame? Czy może trafiłeś na ten klif przypadkiem?

Anonymous - 17 Styczeń 2012, 22:12

Cesar podszedł za Gattą do skrzyni. I gdy już zamierzał przyjrzeć się bliżej zamkowi oraz zastanowić się jak pokonać tę przeszkodę, wrócił kapitan. Pirat by diabelnie szybki. Czując ostrze na gardle nawet nie drgnął. Najmniejszy ruch mógł kosztować, życie, a jakoś nie miał ochoty umierać. Nawet jeśli skrzydlaty kot by nie podchodził, a głową wskazał schowek, czasu by mu zabrakło. Pirat szybko się uwinął.
Gdy tamten ponownie wyjął kulkę, Cez dokładnie się jej przyjrzał. Miał dobrą pamięć na tyle by w razie potrzeby wykonać kryształową kopię. Ale tego temu typkowi nie powie. Lepiej ukrywać swoje zdolności najdłużej jak się da.
Odoeame? - zapytał - pierwsze słyszę. Mówiłem już, że niczego tam nie szukałem
Cofnął się od skrzyni i usiadł na krześle, na którym go tu wniesiono. Nieznacznym gestem przywołał do siebie skrzydlatego kota i [jeśli ten podejdzie] Drapał go po szyi tuż pod brodą, tak, że kapitan nie mógł dostrzec jego dłoni.
Trafiłem tam przypadkiem po ucieczce - wpadł na pewien pomysł, będzie musiał blefować, choć tego nie cierpi, ale jeśli dobrze rozegra tę partię, to może pomóc - Widziałeś obrożę. Z początku nie było źle służyć tej damie. Ale tylko z początku. De Lacroix jest wampirem.
Przy ostatnim zdaniu wskazał ślad po ukąszeniu na szyi. Noir zrobiła to w ten sposób tylko raz, ale wystarczyło by została blizna. Do tego Cesar skrzywił się przy prezentacji, by jego oszustwo było bardziej wiarygodne. Pozostawała kwestia, czy ów człowiek mu uwierzy na słowo, czy będzie chciał to sprawdzić. W tym drugim przypadku, miałby niezbyt wiele czasu na działanie.
Gdyby twoi ludzie zagadali, zamiast porywać, pewnie bym się do was przyłączył. Teraz jedynie chcę odzyskać swoje rzeczy, wrócić na ląd i zapomnieć o całej sprawie.
Mówiąc odczekał, aż kapitan nie będzie patrzył na jego dłoń wciąż pieszczącą jego pupila i wtedy jedno z ogniw łańcucha zmienił w kryształ, tak delikatny jak tylko mógł. Jedno szarpnięcie Gatty i będzie wolna, reszta zaś zależy od niej samej. Na jej miejscu Cez spróbowałby uciec przez okno, gdy tylko pirat nie będzie zajęty czym innym. Jednak nie było tu Ivana, by powiedział skrzydlatej telepatycznie o tym podstępie, a Cesar pierwszy raz spotkał taką istotę i nie wiedział czy posiada jakieś podobne zdolności.
Jeśli odstawicie mnie na brzeg, nie wspomnę o tej przygodzie nikomu, a mając mój flet mogę ułożyć dla was jakąś melodię, sławiącą to zwycięstwo. - dodał po dłuższej chwili

Loki - 20 Styczeń 2012, 00:19

Cesar dobrze zrobił, że się nie poruszył i chwilę później zagrożenie dla jego życia drastycznie spadło, choć sądząc po szybkości ruchów kapitana, mógłby on bez problemu dobyć ostrza na tyle sprawnie by pozbawić Cesara tchnienia nim ten zdąży się zorientować. To zapewne jedna z jego zdolności... Ale jakiej był rasy?
-Pierwsze słyszysz?-kapitan był wyraźnie zaskoczony-Sądziłem, że każdy dzieciak w Krainie Luster słyszał o tej legendzie... A może to tylko ja...-uśmiechnął się i usiadł na krześle wyraźnie zadowolony z takiego obrotu wydarzeń. To przecież oznaczało, że Cesar będzie wiedział dokładnie tyle ile zechce mu powiedzieć... Co zaś stawiało go w komfortowej sytuacji. Zmarszczył lekko brwi słysząc o LaCroix. Znał to nazwisko, może nawet za dobrze. Szlacheckie... Budziło w nim swoistą odrazę. Jednak nie wnosiło niczego do sprawy. Skinął więc jedynie głową akceptując takie wyjaśnienie.
-Nie jesteś w takim położeniu, w którym możesz stawiać jakiekolwiek warunki-przypomniał mu blondyn splatając ze sobą palce-Znajdujemy się piętnaście kilometrów od linii brzegu. Nie ma mowy by ktokolwiek znalazł Twoje ciało gdziekolwiek w okolicy jeśli zechcemy się go pozbyć. Zeżrą je kałamarnice lub inne stwory, zwłaszcza, że zbliżamy się do okolicy gdzie żerują. Pozwól więc, że ja Ci wyłożę jak wygląda Twoja sytuacja. A ma się tak. Pomożesz nam zdobyć ten deszyfrator i mapę. Jeśli będziesz współpracować, nie zabijemy Cię, a nawet podzielimy się skarbami z zaginionego miasta. Jeśli jednak odmówisz, twoje truchło będzie pożywką dla okolicznej fauny... Rozumiesz?-uśmiechnął się i lekko przekrzywił głowę. Nie żartował, to pewne.

Anonymous - 20 Styczeń 2012, 00:58

Cesar grzecznie wysłuchał słów kapitana. Miał dziwny sposób mówienia, by być zwykłym kryminalistą, czy dezerterem. Nie, ten tutaj kiedyś coś znaczył w Krainie. Był swoja drogą ciekaw, jak trafił na tę łajbę, ale wszystko w swoim czasie. To jak zareagował na szlacheckie nazwisko, tylko pogłębiało te podejrzenia.
Wychowałem się w świecie ludzi, a potem moja pani nie opowiadała mi legend na dobranoc. - wyjaśnił z przepraszającym uśmiechem - Im dalej od niej tym lepiej.
Zapewnił rozmówcę. Nie był tego pewien, ale coś mu mówiło, że Noir nie żyje. Chociaż nie dowierzał temu przeczuciu i łudził się, że jeszcze ją spotka. A reakcja kapitana na nazwisko była ciekawa. Czyżby też należał kiedyś do arystokracji? Nawet jeśli swego czasu był jedynie sługą w którymś z ich domów, raczej za Noir nie przepadał. Więc w tej kwestii taktyka Ceza może się sprawdzić. Pewnie dlatego wstał i pochylając jedynie głowę ukłonił się temu człowiekowi przedstawiając się
Cesar Vilpiano. Może moja obecna sytuacja nie sprzyja stawianiu warunków, ale chciałbym prosić, by nie mieszać mnie zbytnio w wasze "interesy". Nie będę ani przeszkadzał, ani się wtrącał. Wolałbym nie uczestniczyć w ewentualnej walce. Jestem muzykiem, lepiej się przydam pisząc balladę o dzielnej załodze i z jej pomocą sławiąc twe imię, gdy owa przygoda się zakończy, niż w boju, no chyba że przeciwnikiem będzie Moria. Mam z nimi nie uregulowany rachunek. Co o tym sądzisz kapitanie?
Cez zdawał sobie sprawę, że dużo ryzykuje w ten sposób, ale jego zdaniem lepiej było by jak najdokładniej określić jego rolę w tej przygodzie. Pozostawał jeszcze jeden atut. Głośniejsze od żagli na wietrze, są portki załogi trzęsącej się ze strachu. Gdyby znał moce tej istoty, mógłby spróbować się go pozbyć, a piraci raczej by mu w tym nie przeszkadzali. Jednak skoro trzyma ich w ryzach, musi jeszcze coś ukrywać. Dlatego za podstawowy cel obrał sobie Cesar pilną obserwację kapitana.

Loki - 21 Styczeń 2012, 11:33

Pochodzenie kapitana z całą pewnością było tajemniczą sprawą. Wygląd wyraźnie sugerował młody wiek, ale chociażby sam sposób posługiwania się szablą zdradzał lata praktyki. No i ten posłuch ze strony załogi... Coś tu się nie zgadzało.
-Sądziłem, że ona nie żyje-zauważył spokojnie kapitan. Najwyraźniej była to jakaś luźniejsza uwaga z jego strony i chyba nadal nie podejrzewał Cesara o oszustwo. Być może jednak po prostu uważał tę kwestię za nieistotną dla sprawy. Blondyn w milczeniu wysłuchał kwestii kotowatego. Lekko się uśmiechnął, bo najwyraźniej w jakimś miejscu Cesar popełnił jego zdaniem błąd strategiczny.
-MORIA z pewnością będzie nam przeszkadzać... Jednak jest jedna rzecz, w której możesz się przydać. W walce nie potrzebujemy pomocy, to mogę Ci zagwarantować jednakże... Świat ludzi nie jest nam bliski, a mapa, podobnie jak to co przedstawia, znajduje się właśnie tam. Będziesz naszym przewodnikiem panie muzykancie... No i możesz być pewien, że upewnimy się iż Twoja pani Cię nie znajdzie. Mamy swoje sposoby.-uśmiechnął się lekko i dość znacząco...

Anonymous - 21 Styczeń 2012, 15:31

Ukrywam się już od jakiegoś czasu. Do tej pory udawało mi się unikać kontaktów z innymi. Lecz jeśli to prawda, nie tylko mnie ta wiadomość przynosi ulgę. - odpowiedział beznamiętnie na wieść o śmierci Noir. Potrafił świetnie ukrywać swój smutek, chociaż gdyby naprawdę go to ucieszyło, byłoby zgoła inaczej. Ale kapitan o tym wiedzieć nie musi.
Nad "propozycją" zastanowił się chwilę. Był prawie pewien, że ten tutaj jest szlachcicem, który z jakiegoś powodu zajął się piractwem. Nosi szpadę, więc najpewniej w szermierce opiera się na pracy nadgarstka i swojej szybkości. Co za tym idzie walczy raczej w pozycji bocznej mając prawie zawsze ramię z ostrzem z przodu. Nie widział u załogi broni palnej, ale tą sam kapitan pewnie równie dobrze włada. Bardzo możliwe, że władzę na statku zdobył w widowiskowy sposób pokonując ewentualnych buntowników. Tak widowiskowym, że nawet niektórym weteranom zrobiło się od tego niedobrze. Trudny przeciwnik. Z drugiej strony może dysponować jakąś mocą, która trzyma ich w ryzach. Dość nieprzyjemną i skuteczną, by wzbudzać taki lęk w załodze. Jednak Cesar, o tym nic nie wiedział, As w rękawie rozmówcy, dzięki któremu nawet gatta spokojnie leży obok. Czworonogi nie są tak głupie, jak niektórym się wydaje i był pewien, że zwierzak wie, iż wystarczy przydepnąć łańcuch i szarpnąć głową by się uwolnić. Jednym skokiem sięgnęła by gardła pirata, a reszta by jej nie zatrzymywała, może nawet by jej podziękowali, mimo to leży spokojnie na swoim miejscu.
Mimo wszystko przydała by się jakaś brzytwa, byś nie musiał poświęcać swoich ludzi żeby mnie chronili - odpowiedział przystając tym samym na propozycję. Nawet jeśli wątpił, czy los piratów coś, jego rozmówcę obchodzi - Nie chcę udziałów, wystarczy, że będę mógł odejść gdy to się zakończy. O ile nie spodoba mi się życie pirata.
Uśmiechnął się przy ostatnim zdaniu. Raczej wątpił by tak się stało. Wykonywanie cudzych rozkazów, jeśli rozkazujący nie jest ukochaną, raczej nie leżało w jego naturze. Owszem, mistrza słuchał, ale miał tez z tego sporo korzyści. Majątek Ceza nie obchodził, a co poza tym kapitan może mu ofiarować w zamian za posłuszeństwo? Prócz zwrócenia wolności raczej nic, co miało by dla kotowatego wartość.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group