To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Tęczowa Arena - Opuszczone ogrody - Zielona Estrada

Anonymous - 4 Listopad 2014, 14:36

Spojrzał najpierw na wręczoną pozytywkę, a potem na oddalające się rodzeństwo. Pomachał im entuzjastycznie na pożegnania, po czym wrócił do badania prezentu. Co on mówił? Że dźwięki mają różne konsekwencje? Yay! Już nie mogę się doczekać, by ją wypróbować! Schował pozytywkę do kapelusza, po czym nie wiedząc, co ze sobą zrobić, ruszył w dalszą drogę.

z/t

Kejko - 11 Listopad 2014, 22:53

To całkiem wygodne, kiedy Twój pupil służy Ci również za środek transportu, chociaż Neo bywał kapryśny zgodnie z kocią naturą lubił wędrować własnymi ścieżkami, więc nie zawsze podróż kończyła się tam gdzie planowała to błękitnooka. Na szczęście dla Dachowca tym razem bestyjka posłuchała swój właścicielki i teraz oboje znaleźli się na terenach okalających Tęczową Arenę. Kotowata postanowiła udać się właśnie tutaj, ponieważ razem z Krukiem odwiedzała to miejsce i miała cichą nadzieję, że może i on odwiedza ów miejsce, na ile jej nadzieje okażą się słuszne? Kejko odziana w czarny kaptur rozglądała się badawczo po okolicy, poza wzrokiem wyczuliła również swój czuły nos. Parę metrów za dachowcem leniwie podążała kocia bestia, jednak ta nie angażowała się w poszukiwanie a jedynie podążała za swą właścicielką.
-Kruk? Jesteś gdzieś tu może…?
Błękitnooka zatrzymała się i zawołała nagle, choć wątpiła w to, aby poza niosącym się echem usłyszeć również pozytywną odpowiedź ze strony Cienia. Kotka westchnęła tylko, pokręciła głową i dalej ruszyła przed siebie. To było chyba jeszcze gorsze niż szukanie igły w stogu siana… Kraina Luster była ogromna, sama nie znała całej a przecież to był jej dom, prawda?
-No i gdzie Cię poniosło… co?

Anonymous - 11 Listopad 2014, 23:19

Cóż może być lepszego od spokojnego spaceru wokół ruin starego amfiteatru? Z drugiej strony może to też świadczyć o tym, że osóbka, która na ten spacer wybrała się w takie miejsce musi się wyjątkowo nudzić. Ale prawda była taka, że tutaj była w stanie odpocząć. Spokój i cisza. W dodatku Zielona Estrada przypominała jej o przemijaniu. To z kolei zmuszało ją do filozoficznych refleksji nad swoim życiem. No i przy okazji doładowywała swoje pokłady weny do rysowania. W końcu inspiracja jest potrzebna przy twórczości. Prawdopodobnie tak zleciałby jej czas wolny, gdyby nie usłyszała kroków i głośno odbijającego się echa głosu.
Rany, a myślałam, że nikt już tutaj nie przychodzi.
Jakiś kawałek od niej stała zakapturzona postać, w dodatku nie samotna, bo towarzyszyło jej całkiem zjawiskowe stworzenie. Tajemnicza osoba sprawiała wrażenie, jakby czegoś szukała. Rossaline przyglądała jej się z nieskrywaną ciekawością. Ale z drugiej strony była na tyle cicho, że jej obiekt zainteresowania jeszcze nie zdał sobie sprawy z jej obecności, ale nie na długo.
Po sylwetce była w stanie stwierdzić, że to dziewczyna, nie większa od niej.
-Proszę, proszę. Raczej nie spodziewałam się tutaj czyjegoś towarzystwa.- powiedziała zachodząc nieznajomą od tyłu. Nie chciała jej straszyć, to też miała nadzieję, że nie ta nie rzuci się na nią z kijkiem czy też ucieknie. Chociaż takie czajenie się mogło dać do myślenia. Ale tym się raczej nie przejmowała.
-Zgubiłaś coś może, hm?- zapytała udając zamyślenie. Nie żeby interesował ją powód dla którego dziewczyna tutaj jest, bo gdyby miała tak zaczepiać każdą osobę w Krainie Luster to dawno nie miałaby czas na bezsensowne chodzenie w te i we wte. Bardziej chodziło i zabicie nudy, czy też po prostu okazanie trochę zainteresowania, od tak z grzeczności. W końcu nie chciała wyjść na gbura, który by powiedział "spadaj na drzewo malutka" i poszedł w swoją stronę udając, że nigdy mu nie stanęła na drodze. Co to to nie.

Kejko - 12 Listopad 2014, 06:27

Czyjaś obecność… to właśnie o niej została poinformowana Kejko za sprawą niskiego pomruku, jaki wydobył się z gardła jej futrzastego towarzysza. Zmysły bestii były czułe, więc nawet ostrożnie stawiane kroki nie uszły uwadze Gatto, natomiast błękitnooką w porę zaalarmowana o towarzystwie miała krótką chwile, jaką poświęciła na namysł. Dachowiec z niezadowoleniem spostrzegł, iż w chwili obecnej poza własnymi pazurami nie posiada innej broni, sztylety, które zostały zgubione nie doczekały się jeszcze swych następców, podobnie było też z ukochanym instrumentem kotki. Źrenice kocich ślepi zwęziły się a słysząc kobiecy głos, uszy wyprostowały się podnosząc tym samym nieco materiał kaptura. Kejko nim jeszcze się odwróciła i odpowiedziała na pytanie nieznajomej wykonała szybki ruch ręką, polegający dwukrotnym klepnięciu dłonią o udo, był to sygnał dla Neo, aby zbliżył się do swej właścicielki, co też uczynił, dopiero wtedy kotka odwróciła się tak nieznajoma mogła dostrzec jej twarz.
-Ta okolica, co prawda nie należy do zbyt popularnych jednak nadal posiada swych stałych bywalców.
Dachowiec skomentował krótko jej wypowiedź, po czym błękit spojrzenia przesuwał się po aktualnej rozmówczyni do chwili aż nie natrafił na szkarłat jej oczu. Młoda dziewczyna z jakiegoś powodu przez chwilę wydała się jej dziwnie znajoma, jednak kotka jak daleko sięgała pamięcią nie przypominała sobie, aby wcześniej miała okazję spotkać ów osóbkę. Błękit uparcie tkwił utkwiony w szkarłacie, kiedy to zostało zadane pytanie.
-Zgadza się, choć nie szukam czegoś a kogoś.
Kilka kroków ze strony dachowca zmniejszyło dystans dzielący dwie nieznane sobie Panny. Kim była nieznajoma? Ciężko od razu zyskać odpowiedź na to pytanie, zwłaszcza na podstawie zaledwie chwili obserwacji.
-Mężczyzna, o prawie 2 metrach wzrostu, włosach sięgających do pasa i czarnych jak Twoje, dzielił z Tobą również szkarłat spojrzenia. Ale chyba najlepszą wskazówką będą bandaże, którymi zwykł się owijać i za nimi też chować część swej twarzy. Jego miano Kruk i należał do tych, którzy karmią się snami. Nie spotkałaś go może?

Anonymous - 12 Listopad 2014, 13:23

To byłoby zbyt łatwe, proste, a nawet zbyt mało ekscytujące, gdyby tak po prostu miałyby sobie rozmawiać o poszukiwaniach czy innych tematach. Może więc jest to okazja do małej rozrywki na którą wpadła pewna obłąkana, praktycznie rzecz biorąc, niematerialna istota? Tą istotą był przesuwający się cień, taki który posiada każdy. Jednak ten nie miał odniesienia od którego powstawał i żył własnym swobodnym żywotem. Na chwile na słońcu ujawniał się tak jakby przedstawiał wielką osobę której nigdzie nie było, by po chwili wejść w cień innego obiektu na którym zniknął i pojawiał się dopiero, gdy z niego wyszedł. W skrócie, wtaczał się w inne cienie. Kryjówka idealna, prawda? Pytanie skąd wziął się tak dziwaczny swobodny praktycznie niematerialny byt? Ciężko odpowiedzieć na takie pytanie, wszak dzieją się tutaj zawsze dziwaczne rzeczy, a ten akurat zapragnął opuścić swojego właściciela i doskonale jak widać mu się to udało.
Ta istota jest ciężka do uwzględnienia, nie wydaje aury, nie oddaje zapachu, ani nawet dźwięku. Dlatego dla normalnego instynktu, nawet wrażliwego zwierzęcego, wydaje się niemożliwy do odkrycia, do póki nie ujrzy się go gołym okiem! Jednak nawet jeśli pewien pupilek i dwójka dziewczyn go nie spostrzegły, nie musiały się tym trapić, gdyż zaraz po tym jak wkradał się z cienia na cień, natychmiast się wyjawił.

Żarty, psikusy, kawały, figle... Właśnie te pomysły chodziły istocie. Wtopił się w cień dachowca, by po chwili wślizgnąć się jej pod ubranie, jednak jedyne co mogła poczuć, to jakby delikatnie dotknął skóry wiatr, a nawet nie do końca. Ni to zimny, ni to ciepły, jakby kompletnie niemy, oddając tylko dziwne wrażenie że coś po prostu się wślizga. Bez problemu z pewnością mogła to zauważyć rozmówczyni, która dachowca oglądała, zwłaszcza gdy cień wylał się z różnych miejsc by zrobić jej ubranie. Ubranie z cienia. Nawet jeśli by machała ręką by go odczepić, cień niczym przylepiony w żaden sposób by nie uciekł, a wręcz poruszał wraz z nią. Po chwili mogła wyglądać jak żeńska wersja znanego wszystkim batmana, z spiczastymi wychodzącymi do góry uszami, znacznie dłuższymi od jej własnych, które miały okazywać część kaptura jaki udawał. Tylko że było to widać przy lepszym przyjrzeniu się, że to nie jest ubranie tylko solidne zaciemnienia które starają się je emitować. Co najlepsze, ubiór z cienia nie dało się dotknąć, tak jakby nie istniał.


Kawały, kawały.
Psikusy, psikusy.
Żarty, żarty.
Figle, figle.

Anonymous - 12 Listopad 2014, 17:00

Nawet nie zwróciła uwagi na ten jakże dyskretny ruch dający znać pupilowi jej rozmówczyni, że należy się zbliżyć. Jednakże Ross wiedziała, że nie ma się czego obawiać, w końcu i ona nie kryła złych zamiarów.
-Rozumiem.- zauważyła, że nieznajoma dziwnie jej się przygląda, tak jakby coś sobie próbowała przypomnieć. Po chwili już dowiedziała się o co chodzi.
-Przykro mi, ale raczej nie wiem gdzie jest ten, którego szukasz. Nawet nie wiem o kim mówisz...- odparła. Z opisu wywnioskowała jedynie, że chodzi o cienia. O tak, bo po tej krainie chodzi tak mało cieni, że wszyscy winni się znać i miłować. Zaśmiała się w duchu na samą myśl o tym. Zdecydowanie to by było zabawne. Chociaż podejrzewała, że dla tej panny szukanie igły w stogu siana nie jest śmieszne.
-Niektórzy nie chcą być odnalezieni.- dodała od siebie. Może to mogło być okrutne, ale wiedziała, że nie tak łatwo znaleźć jakiegokolwiek cienia dzięki samym chęciom.
Gdy tak stała i rozmawiała nagle zauważyła w dziewczynie coś dziwnego. Nie wiedziała co to takiego ale zaczęło ją niepokoić. Przetarła oczy, bo może to tylko przewidzenie albo gra światłocienia? W końcu są otoczone przez gęste zarośla i inne twory matki natury.
Próbowała skupić na czymś innym myśli, była pewna, że to tylko wyobraźnia płata jej figle. Miała wrażenie, że "to coś" się pogłębia. Zrobiła krok do tyłu, zwiększając dystans. Chciała zachować obojętny wyraz twarzy, ale póki co jej mina wyrażała jedynie lekkie zdziwienie. Aczkolwiek osoba na przeciwko nie musiała tego zauważyć. Rossaline poruszyła wargami w niemym "co to" i to tyle. Nie była wystraszona, ale zdecydowanie zwiększyła swoją czujność nadal próbując sobie wmówić, że to tylko gra cieni krzewów i zarośli. Choć już to tak nie wyglądało...

Kejko - 13 Listopad 2014, 18:08

To by było zbyt piękne, aby pierwsza napotkana osoba miała doprowadzić Dachowca do celu poszukiwań, to też kotka nie robiła sobie wielkich nadziei. Między Poszukiwanym a nowo poznaną była pewna doza podobieństwa, jednak ta kraina może się pochwalić różnorodnością również wśród ras, więc kilka cech to za mało, aby określić, z kim ma się do czynienia.
-To prawda, jednak niektórzy są tak uparci, że jeśli nie powie się im czegoś wprost, to tak szybko nie odpuszczą.
Kotka oznajmiła z dość pewnym uśmiechem, była natrętna być może… jednak ów natręctwo było wynikiem pewnego rodzaju troski i chęci wyjaśnienia zaistniałych niedawno nieporozumień. Z resztą, co innego miała uczynić? Zapomnieć, po prostu wyprzeć ów znajomość z pamięci? Nie to nie było w stylu błękitnookiej. Nagle w trakcie rozmowy kotowatą przeszły dreszcze i to bardzo podejrzane dreszcze…. Przecież ubrała się całkiem ciepło, więc wiatr czy zimno nie powinno jej dokuczać, a jednak teraz wyraźnie czuła pojawiającą się na swym ciele gęsią skórkę. Kotka luźno objęła się ramionami pocierając dłońmi o przedramiona, nie znała jeszcze przyczyny ów dreszczy a swą uwagę skupiła ponownie na swej rozmówczyni. Zdziwienie może i nie musiało zostać dostrzeżone jednak nie uszło uwadze bystrych kocich ślepi. Dachowcowi do myślenia dała nie tylko mimika, ale i również zwiększenie dystansu, może i niewielkie, lecz jednak. Kotowata kotem oka zerknęła na swego towarzysza podejrzewając, iż to on może być przyczyną, zdziwienia a może nawet zaniepokojenia kruczowłosej panny. Kejko szybko jednak odrzuciła ten trop, ponieważ Neo siedział teraz przy niej spokojnie, a nie znajdując ciekawszego zajęcia zajął się pielęgnacją swego futra poprzez intensywne szczotkowanie sierści na łapach językiem. Pomijając rogi oraz skrzydła Gatto swą naturą nie odbiegał jakoś specjalnie od kociej natury, więc takie zachowanie raczej dziwić nie powinno. Błękitnooka poprawiła nieco swój kaptur, aby odsłonić nieco więcej twarzy i delikatnie przechyliła głowę w geście zdziwienia.
-Hmm coś nie tak?

Anonymous - 13 Listopad 2014, 22:56

Po dumnych imitacjach ubrania, cieniowi jakby się nieco zaczęło nudzić. Falował sobie uszami przy kapturze i mogło się jej zdawać że zdjęła swój kaptur, bo cień pomimo dotyku nie drgnął i przy swoim niby-batmanim stroju utrzymywał. Więc zdawała się nadal mieć wykonany z cieni, kaptur. Jednak jak wspomnieliśmy, nudziło mu się, wielce. W jednej chwili zaczął udawać skąpy pancerz jak w typowych grach MMORPG, potem kimono, by na końcu po prostu udawać oplątane gęsto bandaże. Ciekawe tylko czy dachowiec spojrzy na siebie by to wszystko spostrzec? Bo wszak dziewczyna naprzeciwko miała widok na te dziwy idealny. Z pewnością ta emanacja nie miała równo pod sufitem.

Czego jeszcze można byłoby się spodziewać? I tak raczej niewiele ma możliwości do popisu, oprócz udawania tego co przyjdzie na myśl.

Anonymous - 13 Listopad 2014, 23:23

Opanowała się trochę jak usłyszała pytanie. Zamrugała kilka razy oczami i ostrożnie odpowiedziała
-Nie, nic...- ale niewiedza dziewczyny dała jej tylko do zrozumienia, że cokolwiek się z nią dzieje, nie jest to jej wina. W końcu i tak nie było to najdziwniejszą rzeczą jaką w życiu widziała. Przybliżyła się, na tyle by móc ręką dotknąć rozmówczynię. Dziwnie to wyglądało, gdy tak bez słowa po prostu chwyciła ją za ramię jednym okiem obserwując pupila dziewczyny. W końcu mógł uznać to za akt agresji wobec jego właścicielki. Doskonale wiedziała jak działają zwierzęta, a konfrontacja z takim mogłaby się zakończyć dość mocnymi zadrapaniami jak nie gorzej. Wracając do dotyku, nic nie poczuła oprócz ciepłej skóry. I znowu zaczęła się zastanawiać czy przypadkiem nie ma zwidów.
-Przepraszam, chciałam coś sprawdzić...- odepchnęła szybko jej rękę na i odeszła na taką odległość by koleżanka nie poczuła się osaczona.
-Może po prostu spójrz czasem na siebie?- jej ton głosu był wymowny. Ale powiedzmy, że fakt iż to dziwne zjawisko jest niematerialne, nieco jej ulżył. Zawsze lepiej wiedzieć z czym ma się do czynienia. Nagle zdała sobie sprawę, że trochę już tu stoi a nadal nie zna imienia nieznajomej, przez co nie ma pojęcia jak się do niej zwracać. Strasznie upierdliwe, prawda?
-Skoro już tu tak stoimy to może chociaż wyjawisz mi jak powinnam do ciebie mówić?- zagadnęła powoli nadal nie spuszczając wzroku z przedziwnych ułożeń ciemnego kształtu. Nigdy nie widziała czegoś takiego toteż kamiennym wyrazem na twarzy to obserwowała. Ciekawa była czy można się tego pozbyć, trochę działało jej to na nerwy. Nic nie pojawia się znikąd, a jednak. Z jednej strony to było ciekawe, a z drugiej dosyć straszne.

Kejko - 14 Listopad 2014, 12:04

Zachowanie szkarłatnookiej stało się niezrozumiałe dla dachowca z chwilą, kiedy ta bez słowa podeszła do niej i chwyciła ją za rękę. Rozsądnym było obserwować bestyjkę, której rzeczywiście nie do końca spodobało się naruszanie przestrzeni osobistej Kejko. Gatto swe niezadowolenie oznajmił krótkim syknięciem, jednak w tej samej chwili ów akt został skarcony w dość nietypowy sposób po poprzez pacnięcie w łepek końcówką kociego różowego ogona. Niebieskooka, co prawda nie rozumiała jeszcze zamiarów swej rozmówczyni, jednak rządna krzywda się jej przecież nie działa, to też zachowanie jej pupila było nie na miejscu. Kotka powstrzymała się przed wydawaniem osądów bądź komentarzy i jedynie z nieskrywanym zdziwieniem obserwowała poczynania swej towarzyszki. W dalszym ciągu poczynania dziewczyny były dla Dachowca zagadką, co też chciała sprawdzić w ten sposób? Dopiero kolejna wypowiedź sprawiła, że Kejko zmarszczyła brwi, przez co wyraz jej twarzy wyrażał jeszcze więcej zdzwieni.
-Spojrzeć na siebie? O co Ci chodzi?
Spytała, po czym wyciągnęła przed siebie ręce i w tej samej chwili zdębiała, kiedy to dostrzegła jak na jej dłoniach coś się poruszało i zaczęło przybierać dziwne, choć i znajome kształty różnego rodzaju odzieży.
-Co to jest?!
Kotka przez dłuższą chwilę stała jak słup soli wpatrując się w coś, co ciągle poruszało się na jej ciele, co jakiś czas zmieniając swój kształt. Instynkt nakazał jedno, czyli pozbyć się intruza to też w kolejnym odruchu błękitnooka zaczęła energicznie potrząsać rękami trwało to dobrą chwilę nim zdała sobie sprawę, że takie działanie nie przynosi pożądanych efektów a i zapewne wyglądało też dość komicznie. Co więcej przez serię energicznych ruchów, kaptur kurtki opadł zupełnie zdradzając w mniemaniu dachowca różową katastrofę, w jaką zmieniły się niedawno jeszcze piękne czarne włosy. Kejko była teraz jednak zbyt zaabsorbowana próbami odczepienia od siebie „tego czegoś”, aby pamiętać o fakcie swojej nowej koloryzacji. Skoro jeden sposób zawiódł nieco już podirytowana kotka użyła innej metody, to też, mimo iż nie czuła nic na powierzchni skóry starała się jakoś zerwać z jej powierzchni cienisty materiał, najpierw jedynie mocno przesuwała palcami po ręce jednak z czasem w ruch poszły i pazurki, niestety jedynym efektem, jaki udało jej się osiągnąć było pozostawienie delikatnego zadrapania na własnej dłoni, co skłoniło ją do przerwania swych działań. Niezadowolenie spowodowane porażką było wyraźne widoczne w kociej ekspresji odznaczającej się odchylonymi na tył głowy uszami oraz nerwowo bujającym się na boki ogonie, dopiero kolejna wypowiedź dziewczyny zdołała po chwili odciągnąć uwagę kotowatej od intruza.
-Um.. przepraszam.
Dachowiec podszedł do swej rozmówczyni wyciągając w jej stronę rękę w geście powitania, po chwili jednak ją cofając, kiedy dostrzegł kolejne zmiany cienistej istoty. W ostateczności kotka posłała rozmówczyni przepraszające spojrzenie i z zakłopotaniem podrapała się w tył głowy.
-Nazywam się Kejko, niektórzy zwą mnie też Kołysanką. A ja mam przyjemność z …?

Anonymous - 14 Listopad 2014, 23:25

Rzeczywiście bystrze można było zauważyć, że jest nienamacalny. Z pewnością zwykłe sposoby pozbywania się czegoś takiego, spełzną przynajmniej na niczym. W momencie kiedy chciała podać rękę, cień uformował jej w dłoni wielkie szpony, które jakby były prawdziwe, bez problemowo mogłyby przy uściskaniu dłoni, zranić osobę drugą. Strój teraz z nudów ujął się jako czarny strój pielęgniarki, wygląda to tak, jakby okropnie mu się nudziło. Co jeszcze wymyśli? Żeby było zabawniej, w drugiej ręce też uformował jej pazury i nawet sporawe zakręcone niczym u barana, rogi!

Tylko pytanie czym mają takie wygłupy służyć? Ciężko stwierdzić, bo poszczycił się nawet o skrzydła na których raczej nie ma mowy o uniesieniu się.

Anonymous - 15 Listopad 2014, 09:58

Z pobłażaniem patrzyła jak jej towarzyszka produkuje się próbując zrzucić siebie "to coś" co imituje cień, lub nim jest. Tak jakby to miało w czymś pomóc. Skoro to zjawisko było niematerialne to ciężko będzie się go pozbyć i już na pewno nie w taki sposób jak to robił dachowiec. Przy tym energicznym gimnastykowaniu się, dziewczynie spadł kaptur z głowy. I o, Ross już wiedziała z kim ma do czynienia. Jednakże nie kocie atrybuty przykuły jej uwagę a różowy kolor włosów. Rossaline uśmiechnęła się do siebie ale nie skomentowała tego na głos, bo nie było czego. Chociaż ona w życiu nie oddałaby swoich pięknych, kruczoczarnych włosów na jakiś dziwaczny kolor. Z racji tego, że była tolerancyjna i różne dziwaczne gusta nie były jej obce, nie dała po sobie poznać, że oryginalny kolor dachowca ją rozbawił. W końcu kotka przestała zajmować się sobą i przedstawiła się wyciągając do niej rękę. Nie umknęło uwadze Ross, że z ręki nagle zaczęły wyrastać szpony. Westchnęła, wiedziała, że i tak nie mogą jej nic zrobić. Na tą chwilę było to dosyć śmieszne. To tak, jakby jakaś nieznajoma dusza próbowała koniecznie zrobić im psikusa. No cóż, udało jej się. Nawet teraz czarnowłosa była dosyć zdezorientowana. Z chęcią zrobiłaby coś temu, ale nie za bardzo wiedziała co. No bo jak, gdy to uderzy to nie zaboli, podejrzewała, że jak zacznie otwarcie wyklinać tego niematerialnego pasożyta to i tak nic to nie da. W końcu podała rękę Kejko.
-Rossaline, ale możesz mówić mi Ross- tak, zdecydowanie wolała przedstawiać się jako Ross. Na jej gusta, jej imię było zbyt wyniosłe, ten kto je nadał musiał być skończonym idiotą. Tak, zdecydowanie lubiła obrażać swego biologicznego rodziciela. Ale nie o tym teraz. Wskazała ręką na rogi, które wyrosły na głowie rozmówczyni.
-Raczej nie pozbędziemy się tego tak łatwo. Może po prostu poczekamy aż minie?- zdecydowanie była to rozsądna myśl. Chociaż miała wątpliwości co do cierpliwości Kejko. Wydawała jej się dosyć energiczną osobą, którą niełatwo zniechęcić. No, teraz będzie musiała odpuścić i poczekać. W przeciwnym razie mogłaby cała wylądować w zadrapaniach takich jak na dłoni. Ross było wszystko jedno co ta sobie zrobi, w końcu nie znały się na tyle by nagle się o siebie martwić. Jednakże dobrych rad nigdy dosyć, nawet jeśli jest to osoba ledwo poznana to nie czuła do niej wrogości, nie życzyła jej jak najgorzej. A skoro była osóbką cywilizowaną, to wolała zapobiec samookaleczeniu się dachowca niż z błogą satysfakcją patrzeć jak ta syczy z bólu. Gdyby jednak była jej wrogiem, z chęcią pociachałaby ją ostrzem pod pretekstem pozbycia się dziwnego cienia. Uśmiechnęła się do Kejko.
-Myślę, że zaraz powinno sobie pójść... Już za chwilkę...- dodała zachęcająco wpatrzona w dziewczynę. Po chwili zaczęła chodzić w tę i z powrotem, szukając chociażby jakiegoś zajęcia bo samo stanie było dosyć frustrujące.
-Pewnie jeszcze chwilka...- w końcu padła na trawę i wydała z siebie cichy jęk. Wpatrzona w słońce przebijające się przez niektóre gałęzie milczała.

Kejko - 15 Listopad 2014, 20:20

Jedynym niewzruszonym tą sytuacją związaną z cieniem był pupil Kejko, który znudzony odszedł w pobliskie krzaki tam układając się wygodnie rozłożył swe niebieskawe błoniaste skrzydła, grzejąc je w promieniach słońca padających za gałęzi drzew. Kotowata nie mogła dostrzec wszystkich kształtów, jakie przybierał na niej intruz i chyba też powinno ją to cieszyć, bo zapewne byłaby wtedy jeszcze bardziej zażenowana. Dziwne poczucie humoru towarzyszyło tej istocie, tego błękitnooka była pewna w chwili, kiedy podczas powitania jej ręce otoczyły długie groźnie wyglądające szpony. Dobrze, że Ross najwidoczniej podchodziła do tego z dystansem. Na propozycję dziewczyny kotka przytaknęła skinieniem głowy w przeciwieństwie do niej postanowiłam usiąść i poczekać, może rzeczywiście temu czemuś po prostu się znudzi. Usiadłam na ziemi po turecku a moją irytację zdradzał jedynie nerwowo podrygujący ogon.
-Cokolwiek to jest widocznie żarty się tego trzymają.
Kotka wyciągnęła przed siebie ręce, przyglądając się dokładniej otaczającym je cienistym kształtom. Z czym mieli właśnie do czynienia, może gdyby znaleźć odpowiedź na to pytanie dałoby się dojść do porozumienia z tą istotą? Kejko przybrała zamyślony wyraz twarzy i starała się dopasować to stworzenie do tych, o których słyszała choćby pogłoski, w Krainie Luster było w końcu wiele stworzeń, więc może po prostu to jedna z nich?
-Zastanawiam się, co to jest…, co prawda poza wygłupami jego obecność nic złego nie czyni a przynajmniej na razie. Hmmm a może to Yūrei ? Tylko one jakoś bardziej pasują, chociaż nie jestem pewna… wcześniej nigdy żadnego nie spotkałam, więc mogę się mylić.
Naprawdę nic innego nie przychodziło jej na myśl, a tu z tego, co słyszała była całkiem spora zgodność, bo Yūrei to istoty będące w części cieniami właśnie i podobno również trzymały się ich figle. Z czym kolwiek miały do czynienia to musiała być rozumna istota prawda? Idąc tą myślą, może dałoby się z nią jakoś porozumieć czy dogadać? Dachowiec uśmiechnął się sam do siebie, jedną ręką podpierał sobie głowę dla wygody, drugą dalej miał wyciągniętą przed sobą, bo stanowiła obiekt obserwacji.
-Hej, nie uważasz, że dość już tej zabawy? Może być tak się odczepił?
Ostatnie słowa dachowiec wypowiedział ciszej, kierując je do intruza, choć nie wiedziała nawet czy ten je zrozumie i jakkolwiek na nie zareaguje, ale co jej szkodziło spróbować? Mimo to ton głosu miała dość spokojny, mimo ogólnego podenerwowania.

Anonymous - 17 Listopad 2014, 16:50

Wszystko byłoby w porządku, ale tutaj chyba nie chodziło o okazywaniem braku nim zainteresowania. To głównie cień tracił zainteresowanie nimi, a przynajmniej okazywał to na swój pokrętny sposób. W momencie kiedy uścisnęły sobie dłonie a pazury z cienia padły na drugą osobę, uznał że czas coś sprawdzić. Cały cień w tym momencie uciekał od Kejkowatej by po ręce wślizgnąć się pod całe ubranie Rossaline. Teraz całe odczucie które wcześniej towarzyszyło dachowcowi, czuje teraz jej rozmówczyni. Na początku bez większej problematyki, rozłożył się po całym ciele by po chwili obwiązać ją swoimi niematerialnymi bandażami. Nawet zakrył tym sposobem usta, ale tylko ledwie wizualnie, bo mówić można nadal tak samo bez przeszkód. Tylko, że gdy teraz dachowiec ma okazje patrzeć na figle cienia w jej rozmówczyni, owe bandaże pewnym sposobem uwiązania się, coś może się jej kojarzyć z pewnym byłym towarzyszem.

No i nie powstrzymał się o dodatkowe elementy, zrobił z jej rąk łapy potworka z mniejszymi, ale ostrymi pazurami. Po co? Pewnie dla dziwnej niezrozumiałej zabawy, ale oprócz głupot wydaje się póki co, kompletnie niegroźny.

Anonymous - 18 Listopad 2014, 09:05

Oczywiście poczuła lekki dreszcz, gdy podała rękę Kejko ale szybko zdążyło jej minąć więc nawet nie uważała tego za coś dziwnego. Przecież przy każdym, lekkim powiewie wiatru czuła lekki chłód. Poza tym, jej ubiór nie był gwarancją stałego ciepła. Nie przeszkadzało jej to, od dawna nie wyczuła niższej temperatury.
Pokiwała głową w zamyśleniu. Yūrei? Nie zakładałaby tego tak od razu. Zresztą, nigdy żadnego nie spotkała więc wolała się nie wymądrzać.
-Nie próbuj do tego mówić, gdyby można było się z tym komunikować to pewnie wydałby już jakieś odgłosy, śmiech chociażby...- westchnęła i wszystko byłoby w porządku gdyby nie spojrzała na swoją rękę. Podniosła się gwałtownie, już nie było jej w smak leżenie.
-To coś przeszło na mnie!- jęknęła. Pokręciła głową z niedowierzaniem i dopiero teraz naprawdę zaczęło ją to denerwować. Nie próbowała tego zrzucić czy strzepnąć. Nic nie zrobiła, wpatrywała się w to z lekką fascynacją i nutką zażenowania. Zdawała sobie sprawę z tego, że wygląda pewnie idiotycznie. Ona nie czuła żadnej zmiany, ale jej rozmówczyni mogła być zaskoczona, rzuciła pełne politowania spojrzenie w stronę Kejko.
-Nienawidzę być ofiarą niezrozumiałych mi żartów.- była to trafna uwaga. Bo kto lubi? Chyba nikt nie chciał być w takiej sytuacji. Bo to, czy pozbędą się "intruza" zależało tylko i wyłącznie od tego zjawiska. A konkretniej czy będzie chciało ono sobie pójść czy też nie. Chociaż to dziewczęta mogły już zauważyć wcześniej.
-Nie mam zamiaru tego od nowa przerabiać. Może po prostu opowiedz coś więcej o tym kimś kogo szukasz? A ja z naszym nowym PRZYJACIELEM chętnie cię wysłuchamy.- specjalnie zaakcentowała słowo przyjaciel. Rossaline była po prostu poirytowana i można to było wyczuć. Nienawidziła być bezradna. Wkurzało ją, że ten denerwujący cień nie był materialny, nie można go było uderzyć. Nie można było też z nim porozmawiać. Jednym słowem, tylko ta tajemnicza istota dobrze się bawiła. I może Kejko, jeśli śmieszył ją bulwers Ross.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group