To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Historie Postaci - Tyk!

Tyk - 31 Grudzień 2010, 00:54
Temat postu: Tyk!


Wielu rodzi się wśród burz świata niezliczonych
Nie widzą sztormów o setki mil oddalonych
Inaczej z Tykiem (maleńkim, który ratunkiem.
Jakże szalone w światy, w których narodzeniem
Bitwy się zwycięża. ) Jerozolimy krzyżem!
Choć często udział jego nazbyt wyniesiony,
Przecież on tylko natchnął naród zwyciężony.
Gdzie miejsce miała dziwna opowieść początku?
Wśród łąk pięknych świata lustrzanego porządku.
Gdzie ptactwo śpiewało pięknie, na tej zieleni,
Rozciągniętej szeroko nawet dniem jesieni.
Nieszczęściem gdy świat ujrzało maleńkie dziecię
Śpiewały gromy artylerii, w bębny bicie,
Piekielne wybuchy i szable sprawne ruchy.
A gdy przyjaciela rodu bronił mur kruchy
Do uszu ich wieść dotarła o niemowlęciu,
Pomocą cud niepewny w szali przesunięciu.
Murów przekroczeniu i wroga wypędzeniu.
Gdy w boje szli rodacy, pod dwiema różami,
Ich inspirator spał otoczony ścianami
Perłowymi, głosy batalii tłumiącymi.
Najlepiej przed agonii krzykiem broniącymi.
Smaczny sen zapewniło dziecka otoczenie,
Przyszłości persony może zapowiedzenie?

Narodziny postaci niezwykle burzliwe,
Dzieciństwo natomiast całkiem alternatywne.
W wydarzeń mnogość obfite, temu nie przeczmy.
Nie w wojny krwawe. Choroby wszelkie wyleczmy.
Porwań było kilka, lecz sprawnie unikniętych.
Raz tylko dziecię krew przelało. Spadniętych
ciał z łóżka miękkiego nie można jednak liczyć.
Czego więc ponad miarę, że nie można zliczyć?
Zabaw, sielanki dziecięcej: niewinnej, wielkiej.
Jedyne marzenie: poznanie kulki chodzącej.
Drobnostki dały szczęście na całe godziny,
Nieszczęście zaś nie trwało więcej od minuty.
Jeden jad tylko błogość dni każde zatruwał.
(Brak możności, ruchu, poznania irytował,
Żądza niezatrzymana, niezaspokojona
Wiedzy)

Nie skałą niewzruszoną, raczej małym piórkiem
Podmuch rąk wszelakich dla niego poruszeniem.
Zmian czekać próżno lecz cierpliwość opłacona,
Najpierw chodzeniem mgła tajemnicy zdradzona,
Następnie mową srebrzystym darem, zgładzona.
Mniej obce rzeźby anielskie wielkie i zimne
Nowym światem wrażenie nowe oraz piękne.
Nie tak już straszne nocne flagi powiewanie,
Nie tak już tajemnicze zakątki niezbadane,
Bo ręki machnięcie, nogi tylko jeden kroczek
Coraz lepiej! Nowości dawał każdy roczek.
Podróżą każda wyprawa, choćby i błaha.
Wszakże ogródek domu do puszczy bliźniaczy
Termin rozwiązły przecież tylko jedno znaczy.
Dzień za dniem na bezmyślności przemija zawsze,
Lecz nie tak samo, bo coś jednak jest barwniejsze.
Z początku szczególiki dumy oraz szczęścia
Na początku zapowiedź wiedzy wygarnięcia.
Wielkości podstawa nowe rodzi nieszczęścia.
Co niegdyś dorosłością nazywało dziecię
Dzisiaj polityką mianuje przedsięwzięcie.
Wciąż wiekiem młody, ledwo mówić nauczony
A już retor świetny dla wiedzy sprowadzony.
Setka terminów nowych na lekcji dziesiątce
Czytać uczono dziś, jutro już znaków tysiące.
Postaci miliony, niezliczone zdarzenia.
Dziecię inne doznaje zwykle przerażenia.
Czym Tyk inny? Mocą wielką: zaciekawienia,
i pedagogów starannego dobierania.
Nigdy nie zostawszy do szkoły zniechęcony,
Poszedł popychany, swą naturą zwiedziony.
Pilne i bardzo staranne dziecię lat siedmiu,
Do wyników słusznych tylko samo dotarło,
I na świat ogromny pogląd wtedy przetarło.
Sympatią obdarzył wielką ludzi uczonych:
Erudytów niezwykle przez niego szanowanych.
Nim jeszcze szkołę ukończył, w dziesiątym roku
Miasto ludzkie w podróży zobaczył po zmroku.
Do Rzymu, Wenecji, Mediolanu, Florencji
Podróż wcale niekrótką okazję miał odbyć.
Awiniońskie wzgórze, palatyn boski zwiedzić
Dawne bagno gdzie świata stolica by przybić
(Do bruku dawnego tablic dwunastu) siebie.
Nóżką zdeptał świątynie Cezarejską. (Wielkie!
Z zachwytem głosem siły całej, dziecka krzyknął.
I niebo w świętej Marii bazylice ujrzał
Drugie, gdy we florenckim domu miesiąc gościł.
Jadł często, figury drobnej, nigdy nie pościł,
Figury jednak spodobał, ten przyjacielem
Zostawał pomnik, który ciałem - człowiekiem
Albo stworem boskim uskrzydlonym aniołem.
Wśród kanałów Wenecji nie wodę podziwiał,
A budynki piękne, które jeszcze ozdabiał
Wyobraźni swojej dziecięcej białym pędzlem.
Bramą Mediolańską jakże dumnym kroczeniem
Pożegnał Włochy piękne: słowem i obiecaniem
Powrotu. Spełnił je nie raz swym długim życiem.
Jednak we Włoszech spotkał się z pewnym przeżyciem.
Pierwszy raz w życiu swoim krótkim, szablą zawładnął.
Niestety plastikową, lecz już go pouczał
Nauczyciel bezczelny, nieprzyjemny wielce.
Marzenie chore w główce dziecięcej zrodzone.
Wrednego człowieka jak najszybciej przeszycie
Szablą ze stali najprawdziwszej jakże krwawej.
Następnie zatryumfować przy twarzy zbladłej.
Nie doszło jednak do czynów wielce haniebnych
Dawni wrogowie do czynów przeszli chwalebnych
Gdy herbatę pili po treningach okrutnych
Dawny diabeł stał się człekiem wielce przyjaznym
W historiach opowiadanych nie był poważnym,
Opowiadał o rzeczach prawdziwych i ważnych.
Słuchaczów brakowało mu jednak uważnych
Zbytnio oko Agasharra było zwiedzione,
Można również rzecz pięknem gmachów uwiedzione.

Wrócił do domu, lecz ćwiczeń swych nie zaprzestał
Zmienił miejsce - ogród różany, kwiecie ścinał,
Nie dostrzegał jeszcze czerwieni piękna, machał
Więc raz po razie, a kwiat na ziemi lądował.
Niby przypadkiem zbyt w bok ostrze pokierował.
Nauką wiedziony dzielnie ostrze swe kierował.
Nie tylko w szabli się od wycieczki zaprawiał,
Również strzeleckiej nauki pilnie zasięgał.
Gdy rok dwunasty ukończył na konia wsiadał.
Na łowy nie chodził jeszcze, wszakże dzieckiem wciąż
Mimo to miał okazję zapolować gdy wąż
Nieostrożny, biedny do ogrodu się wpełznął
Kulą z broni krótkiej Tyka trafiony zginął.
Więcej szczęścia niż kunsztu w tym Tykowym trafie
Lecz mimo to głośno krzyknął – Potrafię!
I nigdy już więcej w strzelectwo swe nie zwątpił.
W szabli gorszy z początku, wiele ostrzy stępił,
Później wielki z niego szermierz całkiem wprawiony.
Tak oto mijały jego lata chłopięce
Ubogie w zabawy, te typowo dziecięce
Za to pełne nauki oraz istnień wielkich.
Tyk nie będąc jeszcze nikim, znał prawie wszystkich
Wielkich i sławnych tego świata dziwacznego
Gdzie wojny się opłakuje dniem zabawnego
Karnawału w masek barwy uzbrojonego.
Znał generałów ludzkiego i lustrzanego
Świata, lecz i polityków. Dalej aktorzy,
Cyrku oraz sceny wielcy mistrzowie bystrzy.
Od Bali nie stronił Tyk malutki, wystrojony
Chadzał wesoło pośród morderców. Duchowny
Nieraz utracił krzyże do pasa przypięte.
Dłonie Tykowe szeroko bardzo rozpięte
Dosięgały ciastek oraz lodów najsprawniej.
Tańczył pośród sukien wielobarwnych najszybciej,
Dłonie sprawnie chwytał siedzących - rozkazywał.
(Na parkiet chodźmy, waszmość mało pokazywał)
Choćby przed Tykiem król jakowy przesiadywał.
Skromną był osóbką, zasługi swe zatajał,
Choćby godzinami zabawę podtrzymywał.
Wszak niewielu zauważało, dziecko tylko
Któż je dostrzeże przemyka krótką chwilką
Nieco później już w dłonie klaszcze pomysłami
Napełniony wspaniałymi, tylko nowymi.
Światła gasił trwogą napełniając, wybuchem
Sale rozświetlając, aby stworzyć śmiech słowem.
Urocza to istotka, lecz równie nieszczęsna.
Co krok przewrócona misa, zdarta zasłona,
Winem suknia splamiona lub szabla zrzucona.
Zbyt był lubiany, aby został ukarany
A pomimo to sumieniem własnym nękany.
W pokoju decyzją by myśleć zamykany
Decyzją własną, czy filozof wytwarzany?
Myślał często i wiele czasu poświęcając
Jednakże dzieckiem, wciąż niedużym pozostając

*************************************
Już jest 1 k słów więc skończone *.*



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group