To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Rdzawa Kamienica - Lokum Gawaina

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 02:05

Rumieniec powoli wracał na jej policzki i oddychała już normalnie. Przynajmniej Gawain nie czuł się już jakby całował starą i świszczącą babcię na łożu śmierci. Początkowo na niego nie patrzyła, ale nie zatrzymywała go ani nie protestowała. Serce podskoczyło mu w piersi, gdy zaczęła się pod nim ruszać. Mimowolnie zacisnął dłoń na rękojeści sztyletu. Zupełnie niepotrzebnie, Luci jedynie złapała go za rękę i przycisnęła ją do siebie. Czuł jej puls i narastające ciepło. Rozczapierzył palce, tak by Luci mogła wsunąć między nie swoje własne.
Uważnie przyjrzał się jej tęczówkom, gdy w końcu zdecydowała się na niego spojrzeć i przerwał na moment obcałowywanie jej. Nic nie mógł poradzić na uśmiech, który zagościł na jego twarzy. Wyrażał ogromną ulgę. Wtulił się w nią i przytknął czoło do jej policzka.
Sam również znacząco się uspokoił. Nadal się bał i pewnie jeszcze przez parę nocy będzie potrzebował alkoholu, by zmrużyć oko choć na moment, ale bywało gorzej. Może wyjedzie na trochę za miasto, wyrwie się z tych czterech ścian i rozbije namiot w jakimś lesie. Tudzież wynajmie pokój, z którego będzie mógł obserwować, czy nikt niepożądany nie interesuje się mieszkaniem samotnego Cienia. Ale to później, teraz czekała go ważna rozmowa, choć nie wiedział co z niej wyjdzie.
- Nikomu nic nie powiem... - zaczął cichym szeptem - jeśli ty też nikomu nie powiesz i nie pokażesz niczego innym Cieniom w swoich snach - poruszył się i obrócił na bok by schować sztylet do pochwy, nie spuszczając Luci z oczu. Robił to niechętnie, ale wiążące słowa nie powinny padać pod przymusem lub jakąkolwiek groźbą. Nawet mając ostre ząbki i zestaw pazurów nie stanowiła dużego zagrożenia. Siły dopiero jej wracały, a i tak spokojnie mógłby unieruchomić ją paroma wystudiowanymi chwytami. - Doprowadzę twoje leczenie do końca, bo podejrzewam, że klinika odpada przez twoje pasożytnictwo. Mogę też odstawić cię do twojej willi jeśli chcesz - zaproponował, wyrzucając z siebie swoje przemyślenia. Starał się nadać swemu głosowi obojętny ton. Tak naprawdę był zdesperowany i zmęczony. Chciał wiedzieć na czym stoi i był zainteresowany, czy Luci postawi jakieś warunki.

Yako - 19 Styczeń 2017, 02:38

Zaskoczył ją uśmiech pełen ulgi, którym uraczył ją mężczyzna. Nic jednak nie powiedziała na jego temat. Spokojnie kończyła pobierać energię. Jej tęczówki zrobiły się na powrót fioletowe, jednak nie był to ten czysty ametyst, który Gawain widział na początku ich znajomości. Można w nim było dojrzeć czerwone przebłyski.
Gdy Cień wtulił się do niej, ona objęła go delikatnie rękoma i przytuliła z wdzięcznością. Mimo wszystko cieszyła się, że zmusił ją do jedzenia. - już po wszystkim - wyszeptała kończąc już całkiem pobieranie energii - jeśli wezmę choć trochę więcej poczujesz zmęczenie. Mnie ta ilość wystarczy by przeżyć, a jednocześnie jest za mała, żebym stanowiła dla Ciebie jakieś większe zagrożenie - wyjaśniła spokojnie, chcąc jednocześnie pokazać, że nie musi się jej bać.
Spojrzała uważnie na mężczyznę gdy ten zaczął do niej mówić - nie miałam zamiaru nikomu nic pokazywać. Tobie zaufałam i pokazałam więcej niż innym, zdradziłam tajemnice, której nikt inny nie zna, choć zastanawiam się czy to był dobry pomysł - przyznała, jednak nie był w jej głosie słychać wyrzutów. Była spokojna. Westchnęła z wyraźną ulgą gdy mężczyzna schował broń. Słysząc dalsze słowa przytaknęła mu - w klinice na pewno nie będę miała dostępu do energii, a do tego na pewno zaczną się głowić, czemu żadne leki na mnie nie działają - podsumowała. Słysząc jego dalszą propozycję, uśmiechnęła się lekko - jeśli chciałbyś mnie odstawić do domu, musiałbyś tam zostać ze mną - przyznała - wbrew temu co myślisz, nie mam żadnej służby, nie jest mi potrzebna do czynności, które w końcu mogę sama wykonać.
Odsunęła się od mężczyzny i usiadła powoli - chciałaby Cię prosić o przysługę, ale nie wiem czy nie jest dla Ciebie za trudna - zaczęła ostrożnie i spojrzała smutno na pochwę ze sztyletem, wypowiadając magiczne słowo - czy póki nie wyzdrowieję, mógłbyś odłożyć broń i pokazać mi przynajmniej przez te kilka dni, że nie jestem sama? - zapytała smutno - mam już dość samotności i jestem gotowa poświęcić wszystkie przysługi, żebyś wykonał moją prośbę...obiecuję, że nie zrobię nic wbrew Twojej woli i bez Twojej wiedzy - spojrzała mu w oczy - nie proszę o zaufanie, bo wiem, że na nie nie zasłużyłam, tylko o odrobinę wiary, że jednak nie zrobię Ci krzywdy, nawet Cię nie dotknę bez Twojej zgody... - uszy znów miała smutno opuszczone, jednak było widać, że czuje się o wiele lepiej. Czekała na decyzję Cienia z zapartym tchem.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 03:28

Skoro tyle energii jej wystarczy to czemu się od niego nie odsunęła? Tuliła go do siebie i mówiła spokojnie, jakby starała się go uspokoić... albo uśpić jego czujność. Przynajmniej zdawała się rozumieć jego tok myślenia. Nic jednak nie mówił, był ciekaw nadchodzących słów.
Chyba padnie. Ufać? Jemu? On sam by sobie nie zaufał, a co dopiero nie powinna tego robić obca osoba. Dla niego to było praktycznie obce uczucie, zostać obdarowanym czymś takim. Od czasu wydarzeń w Świecie Ludzi i tego jak się tam prowadził, uważał, że nie zasługuje na coś takiego - Chcesz mi powiedzieć, że zaufałaś obcemu facetowi, który postrzelił cię w nogę w środku lasu? - prychnął pod nosem i wyzwolił się z jej niemalże matczynego uścisku. Zwiesił głowę i wbił wzrok w swe dłonie. Z drugiej strony Luci żyła już tak długo, zapewne miała więcej przeżyć i doświadczenia. Może faktycznie przesadzał. Gdzieś po drodze popadł w zupełną paranoję i manię prześladowczą, ale pozwalało mu to spokojnie spać i stawiać czoła codzienności. Zamknął się w swojej skorupie dającej poczucie bezpieczeństwa i było mu w niej dobrze.
To co powiedziała o klinice skwitował skinieniem głowy na znak, że rozumie. Za to, gdy wspomniała o zostaniu z nią w willi posłał w jej stronę badawcze spojrzenie - skoro wszystko robisz sama, to po co byłbym ci potrzebny? - spytał ostrożnie. Pewnie chodziło jej o łatwy dostęp do pożywienia, ale nigdy nic nie wiadomo. Wolał pytać zawczasu.
Gdy usłyszał prośbę, zamarł wpatrzony w Luci. W rzeczy samej była trudna.
Serce znów waliło mu jak młot, a dłonie zaczęły się pocić. Nie był pewien, czy faktycznie go to nie przerasta. Ulegnie prośbie i potem znów się sparzy. Bez broni przebywał jedynie w miejscach, o których wiedział, że są bezpieczne, a i tak nie rozstawał się z kuszą i sztyletem zbyt chętnie.
Przyjrzał się Yako oceniając jej stan. Nie mogła jeszcze dobrze chodzić, rano zasłabła i dalej pozostawała na granicy głodu. Była uzależniona od jego dostaw energii.
Gawain przełknął nerwowo ślinę i potarł dłonie. Niemal spazmatycznie wypuścił powietrze. To znacznie wykraczało poza jego strefę komfortu. Był niczym dziecko napełnione irracjonalnym lękiem, choć nie zdawał sobie z tego do końca sprawy. Prośba była przerażająca i niemalże niemożliwa do spełnienia. Widać było jak ze sobą walczy, jak się waha. Nici z tego całego rozejmu, jeśli tego nie zrobię Przeczesał swoje krótkie włosy dłonią.
- Spróbuję... - powiedział cicho i mocno zacisnął zęby i powieki. Wstał z łóżka i odpiął pas. Poszedł schować broń do szafy. Chwilę stał przed nią, patrząc na kuszę odwieszoną na hak, po czym zamknął drzwi i przekręcił kluczyk. Wziął ten mały kawałek metalu, od którego zależało tak wiele. Nawlekł go na sznurek i zawiesił go sobie na szyi.
- Zadowolona? - spytał unosząc ręce w górę i okręcając się wokół własnej osi, by pokazać, że niczego przy sobie nie ma.

Yako - 19 Styczeń 2017, 03:56

Wzruszyła ramionami słysząc pytanie Gawaina - chyba po prostu znudziło mi się dotychczasowe życie i uznałam, że zaryzykuję, a Ty nie wydawałeś się taki zły skoro uznałeś, że weźmiesz obcą kobietę pod swój dach, nie wiedząc o niej nic poza tym, że wygląda jak Dachowiec i jest ranna - spojrzała na niego - poza tym nikt na mnie nie czeka, więc i tak nie miałam za wiele do stracenia - poruszyła lekko ogonem.
Zauważyła zaskoczenie na twarzy Cienia - nie umiem jeszcze za dobrze chodzić, więc czemu jesteś taki zdziwiony, że potrzebowałabym jednak jakiejś pomocy? Nie miewam gości, więc dodatkowo nie miałabym dostępu do energii, choć pobieranie Twojej nadal mi się nie podoba - wyjaśniła pokrótce.
Widziała reakcję mężczyzny na jej prośbę. Nie odzywała się jednak, tylko obserwowała. To musiało być dla niego naprawdę trudne, tak pozbawić się dużej części możliwości obrony. Widziała to w jego oczach i ruchach. Był spięty, bał się, ona jednak nic z tym nie robiła. Chciała zobaczyć jak bardzo mu zależy na tym, żeby jednak nie mieć w niej wroga, bo tak odczytała te wszystkie jego propozycje. Wcześniej gniewny, pokazujący dominację, nagle postanowił, że jednak chce jej pomóc i być dla niej miłym. To musiało mieć drugie dno.
Przytaknęła głową, gdy powiedział, że spróbuje. Spoglądała na niego wyczekująco. Wypuściła głośno powietrze, gdy Gawain zamknął broń w szafie - dziękuję - posłała mu ciepły uśmiech, pełen wdzięczności i przeciągnęła się, rozluźniając mięśnie. - teraz to mogę rozmawiać - zaśmiała się - masz jeszcze jakieś pytania? Coś Cię trapi? Mów śmiało, nie mam powodów, żeby Cię okłamywać, skoro i tak jestem tu uwięziona, póki nie będę w stanie sama wrócić do domu - poruszyła kilka razy ogonem - ale to chyba nie oznacza, że muszę się czuć jak w więzieniu prawda? - uśmiechnęła się stawiając wysoko uszy i przekręcając lekko głową - i nie martw się, dotknięcie mnie nie oznacza utraty energii, nie jest to automatyczne, muszę chcieć się pożywić, żeby to zadziałało, a poza tym, zawsze możesz sprawdzić czy czasem Cię nie oszukuję, patrząc mi w oczy, nie potrafię panować nad zmianą kolorów tęczówek, to akurat jest całkowicie zależne od mojego głodu.
Siedziała już całkiem rozluźniona, jednak nie kombinowała nic. Po prostu siedziała grzecznie na łóżku, poruszając delikatnie swoim ogonem i uśmiechając się do mężczyzny, chcąc mu dodać otuchy.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 04:44

- Chyba znudziło ci się całkowicie - mówił co myślał, choć odrobinę rozbawiło go podejście Luci do ryzyka. Musiała czuć się okropnie osamotniona, skoro posuwała się do takich kroków. Była doprawdy odważna... albo tak szalona. - To był wypadek. Miałaś wyzdrowieć, a ja skubnąć twój sen, po czym każde poszłoby w swoją stronę. Nie spodziewałem się zobaczyć w nich takich rzeczy - machnął ręką w irytacji. Nie tak to sobie zaplanował. Nic nie powiedział na to, że nie wydawał się jej wtedy zły. I o dziwo chyba nadal o nim tak nie myślała.
- Coś jest nie tak z moją energią, że nadaję się tylko na niańkę? - zapytał badawczo. Nie chciał bezpośrednio poruszać kwestii spraw sercowych. Być może dowie się czegoś ciekawego o sobie lub preferencjach Luci. Swoją drogą to było interesujące zjawisko, żywienie się czyjąś energią. Czy Yako czuła jej 'smak' albo aurę? Jak dobierała sobie żywicieli? Nic dziwnego, że trzymała to w tajemnicy. Pewnie niejeden naukowiec MORII dałby się pokroić za godzinę badań nad nią.
Bez broni czuł się nagi, a Luci, która właśnie odzyskała rezon, nie pomagała mu swoją otwartością. Miał dość zadawania pytań i rozważania, czy otrzymana odpowiedź jest zgodna z prawdą. Był psychicznie wykończony. Fizycznie zresztą też, bo stres i adrenalina szybko obdzierały organizm z sił. - Póki co nie mam pytań - westchnął i zaczął zbierać książki i wkładać je z powrotem na półkę. Przynajmniej miał się czym zająć. Woluminy szybko odnalazły swe dawne miejsce, a Gawain został bez zajęcia po zaledwie paru minutach. - Wiem. Mówiłaś już - skomentował uwagę o jej zmieniających barwę tęczówkach.
Poszedłby się teraz wykąpać, poczytałby coś lub położył spać, ale czuł się zbyt nieswojo. Z miłą chęcią wyszedłby na miasto i zahaczył o jakąś knajpę, ale zostawienie Luci samej nie wchodziło w grę. Przynajmniej nie będzie biegał po targowiskach i spożywczakach jak ostatni debil. Niektóre sprzedawczynie brały go za świeżo upieczonego tatusia,bo on momentami nie był pewien co kupuje. Każdy przecież wiedział, że małe Cienie nie są na tyle samodzielne, by pożywiać się snami. Dopiero później, dojrzewając, wykształcają chrapkę na inny pokarm. Zastanawiał się co zrobić w sprawie kuli i rzeczy, które wypełniłyby im obojgu wolno upływający czas. Nie wyobrażał sobie spędzić reszty tygodnia w tej krępującej ciszy.
Usiadł na blacie biurka i pochylił się w stronę okna by je otworzyć i wpuścić nieco świeżego powietrza. Jego spojrzenie utkwiło gdzieś za szybą, ale myślami był daleko.

Yako - 19 Styczeń 2017, 10:03

Spojrzała na swoje ręce jednak nie skomentowała tego co powiedział na temat wzięcia jej pod swój dach. Czego innego się spodziewałam? Że ktoś jednak mnie polubi i będzie chciał się czasem spotkać? Yako kryła się za zadziornością i kłamstewkami, by nikogo nie wystraszyć, niestety nie każdy to lubił, a sama też miała obawy przed tym, żeby zdradzać innym swoje tajemnice. Jak widać miała wcześniej rację.
Westchnęła lekko zirytowana słysząc pytanie Gawaina - naprawdę nie wiem czemu tak jest! - lekko podniosła głos - przynajmniej nie wiedziałam na początku, po mojej pierwszej nocy tutaj coś mi powiedziało, że nie powinnam brać Twojej energii...a teraz... - zacisnęła lekko dłonie w pięści - teraz Twoja energia drży, czuję, że się boisz...tak jak Ty preferujesz jakieś konkretne sny, ja nie lubię strachu...kiedyś go uwielbiałam, dawał mi poczucie wyższości jeszcze większe nic samo bycie ucieleśnieniem bóstwa - położyła się znów pod kołdrę, odwracając do Cienia plecami - dlatego nikt, kto teraz chodzi jeszcze po ziemi, poza jednym Cieniem, nie wie o tym - zamknęła oczy ale nie miała zamiaru iść spać. Była już zmęczona tą całą sytuacją. - Postanowiłam zaryzykować i pokazać Ci kim jestem, spróbować zaufać obcemu facetowi. Miałam dość wiecznego ukrywania się, chciałam zobaczyć czy ktoś zaakceptuje to, że rozmawia z demonem, a nie jakimś pospolitym Dachowcem... - otworzyła oczy i wpatrywała się smutno przed siebie -wiesz teraz o mnie więcej niż ktokolwiek inny, ja nie wiem o Tobie nic, poza tym, że Twoja matka spisywała te ciekawe historie, po kim, w pewnym sensie, odziedziczyłeś imię oraz, że spędziłeś trochę czasu w Świecie Ludzi - odwróciła się w jego stronę i spojrzała mu w oczy - nie pytałam o Twoje tajemnice, ujawniając Ci własne, ale jak widzę, przez setki lat nic się nie zmieniło, w żadnym ze światów.
Była zirytowana całą tą sytuacją. Położyła się ostrożnie na brzuch i schowała twarz w poduszkę. Nie płakała, ani nie spała. Chciała się uspokoić. Gdyby była tym samym demonem, który opuścił Japonię setki lat temu, spaliła by to mieszkanie i wyszła z niego jakby nigdy nic. Ale co się z nią działo, że nie mogła myśleć już o energii Cienia jako pożywieniu. Coś było z nią nie tak....ale co?
- Utrzymałam swoje tajemnice przez setki lat, czemu miałabym nie umieć dotrzymać także tej, że Cię w ogóle poznałam? - dodała z wyraźnym smutkiem w głosie - choć teraz żałuję, że do tego wszystkiego doszło.
Leżała tak dłuższą chwilę. Cisza, która nastąpiła po kilku minutach zaczynała ją drażnić. Przekręciła się na plecy i zakryła twarz dłońmi. Uszy miała nisko opuszczone. Bił od niej smutek i irytacja.
Zerknęła na mężczyznę kątem oka i westchnęła - widzę, że nie masz ochoty na moje towarzystwo, jak chcesz to idź się gdzieś napij czy wyżyj jakoś...ja dotrzymuję obietnic i nie zrobię nic bez Twojej wiedzy, jednak jeśli masz zamiar mnie zostawić samą, to prosiłabym tylko, żebyś przyniósł mi coś do picia, żeby nie było, że znów mnie znajdziesz na podłodze. - znów odwróciła się do niego plecami. - przyzwyczaiłam się do samotności, a to nie Ty jesteś więźniem w tym domu, więc nikt Ci nie każe mnie niańczyć cały czas - dodała po czym zamknęła oczy, chcąc się uspokoić. Nerwy nie były najlepszym rozwiązaniem konfliktów, ale czuła się teraz źle, nie tylko dlatego, że okłamała wcześniej mężczyznę, ale też dlatego, że widziała jak ją traktował. Wydawał się wiedzieć co to znaczy być nie do końca dopuszczanym do siebie przez innych...ale chyba się bardzo pomyliła.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 15:03

Słyszał jej słowa jakby dochodzące z oddali. Widział wszystko oczyma wyobraźni. Naprawdę nie różnili się zbytnio od siebie. Oboje samotni i odrzuceni w jakiś sposób.
- To nie tak, że się ciebie boję. Boję się nieprzewidzianych konsekwencji, tego że wszystko posypie się jeszcze bardziej i wybór stanie się koniecznością. A tak się składa, że lubię mieć pole do manewru - zaczął grobowym głosem. Czuł się jak przed robotą, zestresowany i niepewny, i tak się właśnie zachowywał. Normalnie biegałby po mieszkaniu zbierając potrzebne rzeczy, konserwował broń, ostrzył sztylet. Gdy miał czym zająć ręce przestawał myśleć. Chyba będzie potrzebował nowego hobby, przynajmniej na ten tydzień.
- Poza tym nie byłem i nie będę bóstwem... mam tę jedną twarz, którą wolę skrywać za maską. Tutaj brak cienia nie generuje mi kłopotów, ale dalej jestem dość charakterystyczny - powiedział nieco zirytowany, ale ona zdążyła odwrócić się do niego plecami. Nie spała jednak. - Nigdy nie będę bogiem, ani nie będę podziwiany za swoje czyny. Nie wiem co tam sobie o mnie uroiłaś w tej swojej lisiej główce, ale pomyliłaś się. Nie jestem dobry, więc teraz ten jeden zły Cień jest w posiadaniu tej tajemnicy. Postawiłaś na nie tego konia. Ale to nie tak, że komuś ją zdradzę. Cenię sobie to, że nadal oddycham - uśmiechnął się chłodno. Szybko jednak uśmiech znikł z jego twarzy, początkowo zastąpiony zdumieniem, a potem czystą furią. Nie potrafił znieść jak niektórzy szastali swoim życiem ot tak.
- Czemu?! Po pierwszym dniu? - był zły i niemalże zdesperowany - naprawdę nie mieści mi się to w głowie. Tam szaleje MORIA, tutaj typy spod ciemnej gwiazdy, a ty zrobiłaś sobie coming out! - chodził po pokoju od jednej ściany do drugiej i rzucał w stronę Luci pełne wściekłości ukradkowe spojrzenia, ale ona nie mogła tego widzieć, bo dalej uparcie była odwrócona do ściany. Może ona faktycznie zwariowała po tych ośmiuset latach albo była chora. Z jakiegoś powodu przejmował się tym niepokornym lisem, tak jak wcześniej Otome. Wziął głęboki oddech i znów usiadł. - Ale widzę, że rozumiesz to w jaki sposób rozumuję, ale nie wiesz czemu - niech tak będzie, da jej mniej więcej tyle informacji, ile on ma o niej - chyba najlepiej jeśli zacznę od początku. Urodziłem się tutaj, w Krainie Luster jako Gawain Keer. Jako dziecko ze smutkiem stwierdziłem, że ten stan rzeczy utrzyma się aż do mojej śmierci. Miałem paru kumpli, ale najczęściej były to same niemoty, a ja lądowałem w grupie z nimi, bo 'wyglądałem dziwnie' - prychnął, wiedząc, że dziś to już nieprawda. Odkąd swoje miejsce zagrzali tu Cyrkowcy przestał się tak wyróżniać. To jednak stało się później, po wojnie. Do tego czasu byłby popychadłem, gdyby nie to, że odważył się wybić parę zębów tym, którzy się z niego wyśmiewali. - Pomagałem rodzinie, dorastałem i przyszła wojna. Akurat byłem na polowaniu już któryś dzień z kolei. Gdy wróciłem zobaczyłem ludzi przy naszym domu. Z bronią i w ogóle. Obserwowałem ich, gotów do ucieczki, ale nigdy już nie zobaczyłem moich rodziców - znów odwrócił głowę w stronę okna - chciałem wiedzieć co się z nimi stało, ale Świat Ludzi mnie przerósł. Nie znałem języka, kultury. Żeby mieć z czego wyżyć dalej polowałem, z tym, że zwierzyna się zmieniła. Większości nie trzeba było zabijać, ale musiałem być bardzo ostrożny. Co to był za problem dla MORII, by przekupić innego najemnika, żeby mnie sypnął? Zresztą z organizacją też miałem na pieńku, jak chyba każdy w tamtym czasie - przejechał dłonią po twarzy. Była już trochę szorstka. Czas pianki i brzytwy nadchodził nieubłaganie. - W ten sposób upłynęło mi prawie dwadzieścia lat, dla mnie szmat czasu, dla ciebie okamgnienie. Wróciłem, bo miałem dość ludzi. Jedyni, z którymi miałem kontakt byli zbyt pijani by mnie pamiętać lub nic o mnie nie wiedzieli - skończył spokojnie, choć nadal był podminowany. Obyś była zadowolona, bo serio wypierdolę cię za drzwi Tak naprawdę nie chciał tego robić. Przynajmniej przed chwilą, gdy Luci nie mówiła o tym jak żałuje ostatnich wydarzeń. Więc to tak? Wymyślasz sobie posrany plan, a jak nie wyjdzie to obwiniasz za to innych. Nie żeby został o nim wcześniej poinformowany. Gdyby zapytała lub powiedziała, że zdradzi mu tajemnicę, natychmiast by odmówił. Sekret jest sekretem z konkretnego powodu.
- Choćby dlatego, że nie wierzę w coś takiego jak dobra wola. To wciskanie kitu, że komuś na tobie zależy. Wystarczy tak niewiele i kończysz martwy - powiedział obojętnie. Nie potrzebował od Luci łaski czy współczucia. Jedyne czego chciał to jasny, przejrzysty układ, który pozwoli im w spokoju się rozejść. - I nawet nie próbuj wywalić mnie z własnego domu! - pogroził jej palcem i poszedł do kuchni tupiąc jak słoń. Musiał mieć jakieś zajęcie. Na pierwszy ogień poszło polerowanie i pastowanie butów. Musiał jeszcze posprzątać po gotowaniu, miał okna do umycia. Pełno rzeczy, które wypełnią mu czas. Do picia przyniósł po butelce nalewki na głowę, Luci dodatkowo dostała wodę. Nalał sobie kieliszek, ale nawet go nie ruszył. Zdjął swoje swetrzysko by go nie ubrudzić i zaczął wszystko szorować. I tak miał to zrobić, bo mieszkanie nadal pozostawiało trochę do życzenia.

Yako - 19 Styczeń 2017, 17:11

Luci słuchała uważnie jego wyjaśnień. Oddychała głęboko, nie przerywała Cieniowi ani na moment. Zrobiło jej się trochę głupio, jednak przynajmniej w końcu się czegoś dowiedziała na temat gospodarza. Leżała tak milcząc, póki nie skończył mówić. Musiała przetrawić to co właśnie usłyszała. Nie spojrzała na mężczyznę, gdy ten wyszedł tupiąc, z sypialni. Był naprawdę wkurzony.
Yako leżała tak kilka minut, po czym uznała, że zaryzykuje. Nie miała najmniejszego zamiaru przez najbliższy tydzień żyć z Cieniem w konflikcie. Wypiła wodę i wstała powoli z łóżka. Dokuśtykała się z trudem do kuchni i stanęła przy zlewie. Przeniosła swój ciężar na zdrową nogę, tak by było stabilnie i jednocześnie nie przeciążało zranionej kończyny - tylko nie próbuj mnie powstrzymywać, bo jeszcze potłucze te naczynia i będziesz miał jeszcze więcej do roboty - powiedziała, nie patrząc na mężczyznę. Podkasała rękawy i zajęła się zmywaniem wszystkich naczyń po obiedzie. Wyczyściła wszystko porządnie i po czym wytarła wszystko szmatką.
Rozejrzała się po pomieszczeniu i zamierzyła przyprawy, które Cień kupił rano, oraz przyjrzała się jakie zioła ma w domu. Wróciła się do sypialni sprawdzić ile jeszcze wina zostało w butelce. Stała chwilę zamyślona po czym znów dokuśtykała do kuchni. Stała tyłem do Cienia i zaczęła znów coś gotować. Tym razem chyba jednak by się zapach mężczyźnie spodobał. Zrobiła bowiem grzańca. Przelała całość do kubków i podała jeden Gawainowi - na zdrowie - powiedziała unosząc kubek i upijając łyk, opierając się o blat.
- To teraz powiedz mi w czym mogę Ci pomóc - powiedziała rozglądając się po mieszkaniu - nie mam zamiaru siedzieć grzecznie w łóżeczku bo się tam zanudzę, a na pewno znajdzie się jakaś robótka, którą mogę wykonać na siedząco lub tak by nie nadwyrężać za bardzo nogi. - mówiła spokojnie, tonem nie znoszącym sprzeciwu. Nie miała zamiaru wracać do poprzednich tematów. To co miało zostać powiedziane, zostało powiedziane i nie było sensu aby to dalej roztrząsać. Byli jednocześnie podobni, a za razem tak bardzo różni. Znali swoje małe tajemnice i musieli jakoś z tym żyć dalej. Gawain pomógł lisicy, a ona nie uznawała brania bez dawania. Jeśli będzie w stanie choć w małym stopniu mu pomóc to zrobi to, w końcu nie ma nic do stracenia, a nudy to ten demon naprawdę nie lubi. Mimo iż powinna, nie będzie siedzieć w łóżeczku, bo po prostu zaraz by ją tam pokręciło.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 18:18

Właśnie szorował kolejną szklaną szybkę w oknie, gdy Luci dokuśtykała do kuchni. Już opuścił ręce ostentacyjnie wzdychając i otworzył usta by zacząć mówić, ale lisica go w tym ubiegła. Wzruszył ramionami i dalej mył okno, starając się nie pochlapać mydlinami siebie i wszystkiego wokół. Wieczór nadchodził szybko i gonił przed sobą słońce, którego światło umykało za budynkami i horyzontem. W tym czasie Yako kombinowała coś w kuchni z winem. Zapach przypraw w połączeniu ze świeżym powietrzem był dość zachęcający. Do tego zrobiło mu się chłodno. Łapska miał całe mokre aż po łokcie i stał przy otwartym na oścież oknie w samych spodniach. Z wdzięcznością przyjął gorące wino - na zdrowie - również wzniósł toast. Napitek był aromatyczny i krzepiący. Chyba jednak potrzebował dziś kapki alkoholu, by odzyskać dobry humor i odrobinę się rozluźnić. Gdyby mógł schlałby się w trupa i poprawił klinem, ale dziś musiała wystarczyć mu mniejsza ilość. - Dzięki za naczynia - powiedział patrząc na uprzątniętą kuchnię. Słysząc jej propozycję, a raczej polecenie, ledwo widocznie się uśmiechnął. Normalnie każdy uznałby to za jakiś tik nerwowy albo grymas, ale Luci i tak pewnie to zauważy. Dobrze było ją znów taką widzieć, choć przypomniało mu to o tym, że nie ma przy sobie broni. Od biedy mógłby nią być nawet garnek. Poza tym Yako chyba też chciała go ugłaskać. Jak się tak zastanowić, to prócz okłamania go na samym początku i podkradnięciu energii nie zrobiła nic złego. On sam postąpiłby na jej miejscu podobnie, ale nie ryzykowałby ujawnienia swoich tajemnic. Luci musiała czuć się naprawdę osamotniona skoro postawiła wszystko na jedną kartę. Gawainowi zrobiło się trochę głupio. Łatwo było schować się za murem swoich podejrzeń i oceniać każdego wedle swojej miary, a że nie miał silnie rozwiniętej moralności to uważał, że reszta pewnie też jest jej pozbawiona. Czasem naprawdę okazywał się totalnym dupkiem.
- Jeśli chcesz możemy zająć się ziołami. Niektóre z nich powinny już wyschnąć i należałoby je pokruszyć lub odpowiednio rozdzielić - zamknął okno, oparł się o ścianę i pił ze swego kubka. Nagle wizja kolejnych dni nie rysowała się już tak fatalnie. Może uda im się wypracować jakieś długoterminowe rozwiązanie, bo Keer też nieźle podłamał zaufanie Luci do niego. - Usiądź, a ja przyniosę do stołu wszystko - powiedział odkładając pusty kubek do zlewu i szybko go umył wraz ze swymi szarymi od zaschniętego pyłu rękoma. Wylał jeszcze wodę z miski i ubrał sweter. Chwilę krzątał się po pokoju. Dołożył drewna do pieca, przyniósł całe naręcza słoiczków i zioła rozłożone na papierze. Przysiadł się do lisicy i napełnił jej kieliszek nalewką. Nie miał zamiaru pić sam. Skupił się na odrywaniu listków od suchej jak pieprz łodygi i kruczył je w ciężkim moździerzu.
Nawet nie zauważył jak w pokoju zrobiło się ciemniej. Zupełnie zapomniał o tym, że Luci może potrzebować więcej światła by wyraźnie widzieć kolory i kształty. Gawaina całkowicie pochłonęła jego praca.

Yako - 19 Styczeń 2017, 18:46

Poruszyła delikatnie ogonem, gdy Cień przyjął od niej wino. W sumie ucieszyło ją to trochę. Przynajmniej wiedziała, że z jego zaufaniem nie jest aż tak źle, że nawet nie przyjmie niczego od niej. W końcu mogła jakoś zatruć wino, nawet jeśli piła to samo, to przecież na nią to i tak nie zadziała, więc nie musiała się martwić. Oczywiście nie zrobiła tego, bo też po co? Pewnie sporo osób wie, że Gawain ma gościa i gdyby mężczyzna nagle zniknął, to pewnie dość szybko by ją namierzyli.
Nie była przyzwyczajona do tak małych mieszkanek, a raczej odzwyczaiła się. W końcu w trakcie swoich podróży nie zawsze było ją stać na wielki apartament. Nie przeszkadzał jej jednak rozmiar, nawet można powiedzieć, że był jej na rękę. Nie musiała przynajmniej wędrować zbyt daleko z jednego pomieszczenia do drugiego.
Słysząc podziękowania mężczyzny, kiwnęła tylko głową. To nie był żaden problem, a przynajmniej miała coś do roboty. Słysząc jego propozycje, wytarła jeszcze raz porządnie ręce, by na pewno nie było na nich wilgoci, zabrała swój kubek i usiadła przy stole. Czekała cierpliwie aż Gawain przyniesie wszystkie zioła. Mimo wina było jej jeszcze trochę zimno po wcześniejszej utracie energii i przez to, że gdy weszła do kuchni, Cień był w trakcie mycia okien. Ucieszyła się więc gdy dołożył do kominka, bo już po chwili zrobiło się o wiele przyjemniej.
Obejrzała uważnie zioła, po czym spojrzała na Gawaina. Przyglądała się uważnie co robi, żeby wiedzieć co sama ma z tymi ziołami począć. W końcu jednak sama zaczęła rozdzielać suche zioła od tych, które jeszcze nie do końca były gotowe i układała je na kupki przed rudowłosym. Dopiero gdy to zrobiła sama zaczęła zbierać suche listki.
Nie zauważyła kiedy się ściemniło. Miała troszeczkę lepszy wzrok niż przeciętny Kowalski, ze względu na to, że byłą lisem. Jednak nie był on tak dobry jak wzrok Cienia obok niej. W końcu zrobiło się za ciemno i potarła zmęczone oczy po czym przyjrzała się mężczyźnie. Wyglądało na to, że mu mrok wcale nie przeszkadzał w wykonywaniu pracy. Dźgnęła go więc delikatnie palcem w ramie - Gaw, ja rozumiem, że Twoje oczy prócz tego, że są w innym kolorze to jeszcze mają jakieś specjalne właściwości, ale mogłabym Cię jednak prosić o jakieś światło? - zaśmiała się - Bo choćbym nie wiem jak się starała to już jednak przestaję widzieć tę drobnicę na stole - uśmiechnęła się do niego miło i poruszyła swoimi puchatymi uszami.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 21:59

Obrabianie łodyżek z liści, sortowanie, kruszenie, wkładanie suszu do słoiczków i opisywanie pojemników we dwójkę szło im naprawdę szybko. Nie wiedzieć kiedy zrobiło się ciemno i do uszu Gawaina w końcu doszła skarga lisicy. Spojrzał na nią zdziwiony, po czym na jego twarzy wymalowało się zrozumienie.
Natychmiast ruszył by pozapalać wszystkie lampy i świece i już wkrótce pokoje wypełnił miękki, złoty blask płomieni. Wrócił do stolika nieco zażenowany. Chyba naprawdę potrzebował dłuższej przerwy. Miał mieć ją teraz, przez parę kolejnych tygodni, gdyby nie przypałętał się jakiś lis.
- Wybacz. Czasem mi to umyka. Przyzwyczaiłem się do elektryczności i braku gości - mruknął przepraszająco i upił łyk ze swego kieliszka. Czasami przyglądał się sprawnym, długim palcom Yako. Pracowała o wiele szybciej od niego, gdyż łatwiej było jej łapać mniejsze elementy. Do tego jej skóra, włosy i futro były takie cudne w dotyku. Była niczym zabójcze dzieło sztuki. Drapieżnik doskonały. A przynajmniej byłaby nim, gdyby nie on. Trochę mówiło się o więzi łączącej Dręczycieli z ich żywicielami, ale Keer nie znał nikogo podobnego do siebie by się go poradzić. Zwykle to Cienie upatrywały sobie daną osobę, a u nich? On też został w jakiś sposób wybrany, ale nie miał problemu z żerowaniem na snach Luci. Nie osłabiał jej tym w żaden sposób. Ba! Starał się ją wzmocnić zabierając tylko koszmary! Być może zraził ją swym strachem... wyraźnie się jej nie podobał. Co by było gdyby znów dał jej swoją rozkosz?
Gawain przerwał na moment swoje rozmyślania, by dolać trunku im obojgu. Alkohol działał na niego szybciej niż powinien. Może to przez stres lub mieszanie wina z nalewką. W każdym razie miał lepszy humor i lekko szumiało mu w głowie. Znów złapał się na tym, że przygląda się Luci. Trochę go złościło, że pokazała mu te wszystkie rzeczy. Wolałby nic nie wiedzieć lub odkryć jej tajemnice, gdy byłby w bezpiecznej odległości. Przeszkadzało mu to cieszyć się czasem z nią spędzanym. Dla Keera to był aż grzech. Jeden z niewielu, które zauważał. Marnotrawstwem było nie czerpać przyjemności z towarzystwa takiej piękności. Nie miał jej za złe kariery aktorki w filmach dla dorosłych, które były sztuczniejsze niż łóżkowe igraszki pary małżonków. W zasadzie, nie licząc tego, że Luci okazała się być demonem, to z Cienia był cholerny szczęściarz. Przynajmniej ten jeden raz. Uśmiechnął się do swoich myśli i dalej rozcierał liście na pył.

Yako - 19 Styczeń 2017, 23:04

- Dzięki - powiedziała gdy zapalił już wszystkie lampy i wrócił do stołu - nic się nie stało, skoro sam nie potrzebujesz aż tyle światła to wiadomo, że możesz zapomnieć - dodała spokojnie, wracając do ziół. Skupiła na nic całą swoją uwagę. Mimo to zauważyła jak Cień ja taksuje wzrokiem. Nie spoglądała jednak w jego stronę. Nie odrywała swojego wzroku od ziół.
Była całkowicie zrelaksowana. W pomieszczeniu pachniało ziołami co jej poprawiło jeszcze dodatkowo humor. Uwielbiała zapach świeżych ziół. Zamknęła na chwilę oczy i cieszyła się tym aromatem, merdając lekko swoją czarną kitą. Szybko jednak wróciła do pracy. Szło jej to sprawnie. Co jakiś czas popijała śliwkową nalewkę. Nawet nie kontrolowała ile ich wypiła, bo też po co? Musiała by wypić kilka o ile nie kilkanaście litrów, żeby poczuć coś więcej niż tylko przyjemne ciepło rozpływające się po gardle i żołądku. Nie szumiało jej więc w głowie, ani nie rumieniła się pod wpływem trunku.
Poszło im to całkiem sprawnie. Po zakończonej pracy, Yako odchyliła się na krześle i przymknęła zmęczone oczy. Nawet nie zauważyła kiedy w trakcie obrabiania ziół, zrobiło jej się ciepło i rozpięła kilka guzików swojej koszuli. Może i można by to uznać, za kuszenie Gawaina, ale czym się miała przejmować? Widział ją już nago, ba! nawet już doszło między nimi do zbliżenia i brali razem kąpiel. Czemu więc miałaby się przejmować tym, że mężczyzna zobaczy trochę więcej jej ciała?
Zamknęła całkiem oczy i rozkoszowała się przyjemnym ciepłem i aromatem ziół wymieszanym z zapachem palących się lamp i świeczek. Praca ją zrelaksowała. Potrzebowała takiego wyciszenia po tym dość ciężkim dniu. Czuła, że Gawain nabrał do niej dystansu, sama też lekko się od niego odsunęła. Nie mówiła już do niego tym zdrobnieniem, ani nie domagała się jego dotyku. Nie chciała się mu narzucać, w szczególności po tym co się o niej dziś dowiedział, a z drugiej strony sam nadszarpnął lekko jej zaufanie do niego. Siedziała więc sobie spokojnie, nawet nie zwracając uwagi na mężczyznę, który już odczuwał pierwsze oznaki upojenia alkoholowego.

Gawain Keer - 19 Styczeń 2017, 23:52

Yako skończyła swoją część pracy, ale nie wyglądała na zbyt zmęczoną. Jego energia dużo jej dała. Za to on spokojnie dorzucał suszu do moździerza by go rozdrobnić. Pewnie mieliłby jeszcze tak długo, gdyby nie to, że lisica rozpięła koszulę. Gawain spokojnie mógł dojrzeć nęcące krągłości i głęboko odetchnął. Wypuścił powietrze tak gwałtownie, że pył z naczynia buchnął mu w twarz. Cień czym prędzej zamknął oczy i wstrzymał oddech, machając dłonią na boki. Skutecznie ostudziło to jego zapał do pracy.
- Uch... wystarczy na dziś - powiedział odsuwając wszystko na bok. Gdy zielona mgiełka opadła otworzył oczy i taksował swoją towarzyszkę wzrokiem. Spokojnie wstał, podszedł do niej i wziął ją na ręce jednocześnie całując. Nie był kompletnie pijany, ale alkohol skutecznie zniósł kilka barier. Zaniósł ją do sypialni i posadził na łóżku. - Lepiej się przebierz, bo wychodzimy. A raczej ja, bo ciebie będę niósł - powiedział tajemniczo i zaczął ubierać buty i płaszcz. Znalazł klucze od mieszkania, na wszelki wypadek wziął małą sakiewkę monet i wygrzebał koc. Nie spieszył się, by dać Yako czas na zmianę ubrań. Gdy wrócił do pokoju przypiął jeszcze pas ze sztyletem - chyba nie myślałaś, że będę się włóczył po nocy nieuzbrojony - prychnął prowokująco wręczając Luci koc i butelkę z nalewką. Potem wziął ją znów na ręce i podszedł do drzwi. Chwilę mocował się z zamkiem i gdy zamknął swoje mieszkanie na cztery spusty, udał się z nią w ciemną noc.
Doskonale wiedział, gdzie szedł. Szukając drogi do swego lokum nie omieszkał sprawdzić paru swoich ulubionych miejsc. Miał tylko nadzieję, że Luci przypadnie ono do gustu.

z/t

Yako - 20 Styczeń 2017, 00:21

Zaśmiała się cicho, gdy zobaczyła co się stało z zawartością naczynia. Zakryła usta rozbawiona, spoglądając na rudowłosego. Uśmiechała się szczerze, praca chyba naprawdę poprawiła jej humor.
Spojrzała na niego zaskoczona, gdy ten do niej podszedł wziął ją na ręce, całując. Odwzajemniła pocałunek i zaśmiała się - a nie miałeś mnie czasem już w ogóle nie dotykać? - zapytała zadziornie, nie broniła się jednak przed tym. Przekręciła głowę pytająco słysząc, że gdzieś się wybierają. Co on takiego planował? Nie wyglądał jednak na jakoś spiętego czy zdenerwowanego, raczej wręcz przeciwnie. Może to przez ten alkohol, który w siebie wlał, a może po prostu już mu zaczęło przechodzić trochę? Miała nadzieję, że nawet jeśli jego zachowanie spowodowane było trunkiem, to, że i tak choć trochę już go popuściło. Naprawdę nie chciała co krok uważać co powie, żeby go czasem nie zrazić do siebie bardziej lub nie wystraszyć.
Była bardzo ciekawa co też Gawain takiego sobie wymyślił, więc grzecznie przebrała się w ubrania, które jej rano przyniósł. Przymrużyła oczy udając zdenerwowaną, gdy ten wyciągnął z szafy sztylet. Nie miała jednak zamiaru zabraniać mu go brać, gdy wychodzi z domu. - O ile nie będzie on bronią przeciwko mnie to nie mam nic przeciwko abyś go brał na spacery - powiedziała wzruszając ramionami. Raczej chodziło jej o to, by nie czuła ciągłego zagrożenia ze strony mężczyzny. A gdy chodził uzbrojony, miała wrażenie, że kichnie, a on już będzie chciał ją nadziać na ten swój nożyk.
Przyjęła od niego koc i nalewkę i dała się znów podnieść. Uśmiechnęła się pod nosem widząc jak mężczyzna męczy się z drzwiami. Nie skomentowała tego jednak. Wtuliła się do niego i spoglądała przed siebie, zastanawiając się gdzie też postanowi ich zabrać w nocy.

ZT

Yako - 20 Styczeń 2017, 23:27

Yako pomogła Gawainowi z drzwiami. Gdy tylko przekroczyli próg jego mieszkania, poprosiła by postawił ją na ziemię. Czuła się dobrze, a na tak małej przestrzeni nie musiała się bać o upadek, a sam jej wcześniej powiedział, że powinna zacząć powoli używać tej nogi. Oddała mu jeszcze płaszcz, którym cały czas była opatulona i podziękowała za niego.
- Mogłabym Cię prosić o jakąś herbatę na rozgrzanie? Ja w tym czasie poszłabym się przebrać i może trochę odświeżyć? - Zapytała nieśmiało i gdy tylko otrzymała zgodę, dokuśtykała się powoli do sypialni, wzięła ubrania, które wcześniej miała użyczone od Gawa i ruszyła do łazienki. Rozebrała się i usiadła na krzesełku. Obmyła się dokładnie gąbką tak jak poprzedniego dnia i założyła ponownie ubrania mężczyzny. Przejrzała się jeszcze w lustrze, smutno spoglądając w swoje fioletowe oczy, w których widać było przebłyski czerwieni. Co się z tobą dzieje?! Kiedyś postrach, surowa bogini, a teraz co? Co to za akcja z tymi latarniami! Zganiła się w myślach. Westchnęła głośno i poskładała starannie ubrania. Wzięła je ze sobą i ruszyła do sypialni. Tam odłożyła je na szafkę, by mieć do nich dostęp następnego dnia. Skoro już je ma to czemu nie korzystać.
Ruszyła na poszukiwania Gawaina. Jeśli znalazła go w kuchni, usiadła przy stole i tam przyjęła herbatę, jeśli jednak kazał jej wrócić do sypialni to nie spierała się. Zaproponowała jednak, że pomoże mu jeszcze ogarnąć zioła, które zostawili tuż przed wyjściem do kamiennego ogrodu, na stole w kuchni.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group