To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Retrospekcje - Początek nowego życia

Mari - 7 Grudzień 2016, 21:18
Temat postu: Początek nowego życia
Mari odetchnęła z ulgą wychodząc z gabinetu Czarnej Róży w Różanej Wieży. Nie mogła uwierzyć, że dostała taką szansę zyskania nowego, można powiedzieć w końcu normalnego, życia. Po kilku latach na ulicy, było to dla niej wybawienie i nie spodziewała się, że tak to się wszystko ułoży. Co prawda spędziła jakiś czas w domu Kesslerów, jednak wtedy wiedziała, czuła, że to tylko krótka odskocznia i wróci w końcu na ulicę. I tak się stało...w Akademii do której się zapisała ktoś zaczął szaleć i była zmuszona by uciec, tym razem do Szkarłatnej Otchłani.
Gdy wróciła do życia bezdomnego rabusia, przysięgła sobie, że będzie pomagać każdemu kto będzie tego potrzebował. I właśnie w jednej z takich sytuacji znalazła ją pani Dark. Pomagała akurat dziecku, które zwinęło pewnemu mężczyźnie kawałek chleba. Dziewczynka była głodna, a Mari nie mogła patrzeć jak mężczyzna ją katuje, stanęła więc między nimi i przyjęła na siebie karę. Pomogła dziewczynce uciec, choć sama mocno przy tym oberwała. Szefowa Stowarzyszenia, zaproponowała jej wtedy, że przyjmie ją do organizacji i że w taki sposób również będzie mogła pomagać innym istotom i to nawet bardziej niż jakby została na ulicy, niedożywiona, bez szans na lepszą przyszłość.
Kotka ucieszyła się bardzo i przyjęła ofertę kobiety. Na jedno się tylko nie zgodziła. Nie chciała mieszkać w Wieży. Nie lubiła ciasnych pomieszczeń, Dark zaproponowała jej więc, że może zamieszkać w domku w ogrodzie. Będzie blisko, a jednocześnie nie będzie zmuszona do tego aby przebywać w grubych murach siedziby. Rozmawiały długo, aż w końcu Dark pozwoliła Dachowcowi zobaczyć jak teraz będzie żyć i powiedziała, że wezwie ją gdy przyjdzie na to czas. Zapewniła ją jednak, ze domek jest dobrze wyposażony i już przygotowany na to by tam zamieszkała. Musiała ją obserwować już wcześniej choć się do tego nie przyznawała.
Ruszyła przed siebie korytarzem, zastanawiając się jak teraz będzie wyglądać jej życie. Co będzie tu musiała robić. Miała tylko nadzieję, że nie będą od niej wymagać tego, by odbierała innym życie. Zrobiła to raz i wystarczy jej na długo o ile nie na całe życie. Szła ubrana tylko w poplamioną krwią i ziemią, znoszoną koszulkę oraz potargane spodnie. Do paska miała przyczepioną pochwę ze sztyletem oraz pokrowiec z jej drewnianym fletem. Nie mogła się doczekać kiedy będzie mogła się wykąpać i przebrać, a także w końcu się wyspać i może najeść. O tak..jedzenie to podstawa, a dawno nie miała nic ciepłego w ustach. Nawet chyba nie pamiętała kiedy to było.
Szła taka zamyślona, cała brudna i zakurzona, jej futerko było szare, a jej długie, włosy sięgające pasa, poplątane.
Nie zauważyła nawet kiedy skręciła w niewłaściwy korytarz i po kilku minutach marszu, zatrzymała się i zaczęła rozglądać mocno zdezorientowana, nie wiedząc gdzie się znajduje ani którędy powinna iść aby trafić do ogrodów.

Goshenite - 8 Grudzień 2016, 00:26

Miało iść o wiele szybciej. Zazwyczaj składanie raportu z misji trwało parę chwil, czasem godzinę lub dwie. Jednak misja ostatniej nocy wyjątkowo się skomplikowała. Ostatniej nocy? Nie, to było dwa dni temu. Chyba. Zbyt dużo się działo żeby to wszystko naraz spamiętać. Potarł skronie idąc przez zimne korytarze zamku. Choć nie często tu bywał, to siedziba Stowarzyszenia zawsze wpływała na niego kojąco. Może to przez tą wysokość; w końcu Różana Wieża znajdowała się nad ziemią. No i jego własne lokum było o rzut kamieniem stąd, a to było dużym udogodnieniem.
Trzy godziny. Tyle zabrało mu spisanie wszystkiego. Dziwne uczucie; spisywać neutralnym tonem śmierć kogoś kogo jeszcze niedawno widziało się żywego. Kto tak naprawdę zginął z jego własnej ręki. Nigdy nie zapamiętywał do końca wszystkich ofiar. Zbyt dużo ich było. Pamiętał za to kolor ich krwi. Choć każda normalna istota nie zauważyłaby najmniejszej różnicy pomiędzy jedną plamą a drugą, on z miejsca potrafił rozróżnić kilka rodzajów. Oczywiście nie rozpisywał się za bardzo o tym w swoich raportach... i tak mało kto byłby w stanie docenić ten trud.
Zebrawszy swoje rzeczy ruszył w drogę powrotną. Gdzieś pomiędzy jednym piętrem a drugim spotkał innego członka Stowarzyszenia Czarnej Róży. Przywitał się z nim i zamienił parę słów; plotki były w cenie, tym bardziej jeśli misja się przedłużała. Od niego też dowiedział się między innymi że przyjęta została nowa osoba. Żadnych szczegółów, ale to zawsze coś. Pożegnawszy się z kompanem ruszył dalej.
Nie uszedł daleko. Korytarz prosto i dwa zakręty dalej przywitał go osobliwy widok. Oto bowiem kamiennym przejściem szedł sobie Dachowiec. Na pierwszy rzut oka nic dziwnego. Jednak gdy Shen przyjrzał się jej nieco uważniej, dostrzegł stan w jakim się znajdowała. Podarte i pobrudzone ubrania, przybrudzone futerko (to go zabolało najbardziej) świadczyły że była tu nowa. Szklany człowiek pamiętał o zabezpieczeniach działających w zamku; nikt spoza Stowarzyszenia nie miał możliwości dostania się do środka, toteż przyjął że zakurzony pluszak musiał być nowym członkiem. Niestety, najwidoczniej nikt nie zaznajomił jej z trasą, bowiem jak na nowicjusza przystało, pluszanka wyglądała na mocno zagubioną. Uśmiechnął się i wyszedł zza rogu który służył mu jako punkt obserwacji, po czym odezwał się w stronę dziewczyny.
-Miło widzieć nową twarz w zamku.- przywitał się, po czym dodał -Coś wydaje mi się że nie bardzo wiesz gdzie jesteś, czyż nie? Łatwo się tu zgubić za pierwszym razem.- wskazując na korytarz rozciągający się przed nią. Nie podszedł zbyt blisko, widząc sztylet przypięty do paska. Wprawdzie nie powinien mieć problemu z obroną w razie gdyby okazała się ona wrogiem, no ale lepiej być ostrożnym.-Jak masz na imię?- zapytał przyglądając jej się uważnie. Uszka. Puszyste.

Mari - 8 Grudzień 2016, 00:54

Marionette szła mocno zdezorientowana, rozglądając się i szukając jakiegoś znajomego elementu, żeby choć trochę ułatwić sobie zlokalizowanie właściwej trasy. Niepewnie machała, związanymi szarą wstążką ogonami i szła przed siebie. Nie skupiała się zbytnio nad tym czy ktoś za nią nie idzie. Zapewniono ją, że nikt spoza Stowarzyszenia nie ma prawa wejść do Wieży, pozwoliła więc trochę sobie odpuścić i nie być aż tak czujną. Po chwili jednak zaczęła sobie pluć w brodę, ze jednak tego nie robiła. Nagle zza jej pleców usłyszała obcy, męski głos. Aż podskoczyła zaskoczona i odwróciła się, sięgając łapą do sztyletu. Gotowa się bronić. Warknęła przy tym cicho, widząc jednak starszego od siebie mężczyznę, który po prostu stał rozluźniony, wzięła oddech i odsunęła łapę od broni. Stanęła przed nim i przyjrzała mu się uważnie. Na pierwszy rzut oka nie wyglądał na groźnego, coś jej jednak mówiło, że powinna przy nim uważać.
Westchnęła i podrapała się w tył głowy - przyznaję, trochę się zgubiłam - powiedziała niepewnie - ta Wieża to istny labirynt, a idąc w stronę wyjścia trochę się zamyśliłam i nagle znalazłam się tutaj - przyznała i uśmiechnęła się nieśmiało - i faktycznie bardzo łatwo się zgubić gdy się jest tu pierwszy raz.
Słysząc jego pytanie, wyprostowała się i splotła łapki za plecami - mam na imię Marion...Mari - poprawiła się szybko. Uznała, że nieznajomy nie musi znać jej pełnego imienia. Użyła więc tego, którym nazywał ją Daniel. Tak będzie łatwiej i szybciej. - A pan jak się nazywa? - zapytała przekręcając lekko głowę, ale nie spuszczając rozmówcy z oczu.
Widziała, że trzyma się na dystans, sama też go nie zmniejszała. Nie znała go i nie wiedziała jakie są jego zamiary, wolała więc trzymać się z dala. Widziała jak skanuje ją wzrokiem. Stała więc przed nim, lekko poruszając związanymi ogonami i lekko się uśmiechając. Wolała zrobić dobre wrażenie na kimś z kim może kiedyś będzie pracować. Nie wiedziała też przecież, czy osoba przed którą stoi nie jest jakąś szychą tutaj, jej przyszłym przełożonym czy czymś w tym rodzaju, choć z drugiej strony może być zwykłą płotką, która nie ma tu nic do gadania. Wolała jednak nie ryzykować i nie podpaść przy pierwszym spotkaniu.

Goshenite - 8 Grudzień 2016, 20:05

Shen wcale nie miał obsesji na punkcie puszystych uszów. Ani miziatych ogonów. Wcale. No dobra, trochę je lubił. Trochę bardzo. Za bardzo. Ale przecież to nie zbrodnia. Oczywiście nie miał zamiaru wyskakiwać nagle na biedną dziewczynę tylko dlatego że ma uszy. Czy ogon. W sumie to dwa. Puchate. Cholera. Niedobrze. Miał ochotę walnąć się twarz na uspokojenie, ale czyn ten mógłby zostać odebrany przez nowo poznaną dziewczynę nie do końca w sposób który sobie życzył. Jeszcze uzna go za szaleńca. Którym zresztą był, ale po co od razu się tym chwalić.
Widząc jak Mari sięga po przyczepiony do pasa sztylet, w reakcji na jego nagłe pojawienie się, Shen w duchu przyznał że nowy członek Stowarzyszenia ma odpowiednio wypracowane odruchy. Wprawdzie prawa noga była nieco zbyt blisko postawiona, lewa zbyt daleko, a odchylenie ciała minimalnie za duże, to całościowo wyglądało to nawet dobrze. –Spokojnie panienko, nie jest moim zamiarem sprawienie Ci jakiejkolwiek krzywdy.- powiedział spokojnym głosem. Była zakurzona, jakby ktoś znalazł pluszaka gdzieś na ulicy i zabrał go ze sobą. Shen widział oczyma wyobraźni jak mogło wyglądać jej życie tam gdzie mało kto potrafi dać sobie radę. W końcu on sam wychował się na ulicy, choć było to bardzo dawno temu. Można by powiedzieć że to już prehistoria. Inne czasy. Gorsze czasy. Z pewnością bardziej niebezpieczne. Jednakże to przeszłość. Mimo to zawsze miło zobaczyć że ktoś z ulicy stara się wyjść na prawilną Istotę.
-Och, z pewnością nie trudno o zbłądzenie. Nie jesteś jedyną której się to przydarzyło, i jeśli to Cię pocieszy, dam głowę że nie będziesz ostatnia. Zresztą, dawno temu gdy pierwszy raz tu trafiłem to również posiałem własną osobę nie tam gdzie trzeba.- powiedział lekko, mając nadzieję że ta prosta wymiana zdań nieco rozluźni futrzaną osóbkę. Sam Shen zarzucił utrzymywanie swojego ciała w gotowości, bowiem nie było to już potrzebne.
Nie umknęła mu próba zamaskowania imienia Mari. W pełni to zresztą rozumiał, w końcu należeli do Stowarzyszenia Czarnej Róży, i lepiej dla nich by nikt niepowołany się o tym nie dowiedział. Różne Istoty miały różne cele, i zdecydowanie zbyt dużo z nich nie liczyło się z kosztami. Szczególnie jeśli chodziło o czyjeś życie. Nie zwrócił jednak na to uwagi, za to odpowiedział
-Mari.. To ładne imię. Zupełnie jak jego posiadaczka. Ja zaś nazywam się Shen, i miło mi panienkę poznać.- kończąc zdanie lekkim ukłonem. Mało co a nie powiedział „ma panienka niezwykle puszyste uszy”, ale w porę ugryzł się w język, prawie go odgryzając. Odchrząknął, maskując irytację na własną osobę i zwrócił się do Mari z pytaniem
-Jeśli panienka zechce, to z wielką przyjemnością odprowadzę ją do wyjścia z zamku, przy okazji zdradzając parę wskazówek co do poruszania się po tym zabytku.- ostatnie słowa zabrzmiały prawie jakby powiedział je jakiś przewodnik turystyczny. Tyle lat już chodzi po tym zamku że pewnie za jednego mógłby robić.

Mari - 9 Grudzień 2016, 10:41

Kotka rozluźniła się trochę, słysząc zapewnienie, że nowo poznany, nie ma zamiaru zrobić jej krzywdy. Wypuściła powietrze i spojrzała na rozmówcę. Opuściła lekko uszy, słysząc jak mężczyzna przyznaje, że nie jest ona ani pierwszą, ani ostatnią osobą, która się tu zgubił. Uśmiechnęła się lekko, gdy Shen przyznał się, że sam kiedyś się tu zgubił. Widocznie się rozluźniła. Nie oznaczało to jednak, że nie była gotowa sięgnąć po broń gdy tylko zajdzie taka potrzebna. - cieszę się, że nie wyszłam na aż taką gapę - przyznała - przekazano mi gdzie mam się udać, jednak nie dodano żadnej mapki czy poradnika, jak dotrzeć do celu - zaśmiała się.
Cieszyła się, że Szklany podszedł do tego jednak bardziej na luzie, a nie od razu wyjechał na kotkę jaką to jest gapą i jak niemądre z jej strony było to, że nie uważała ani gdzie idzie, ani czy ktoś za nią nie podąża. W końcu nie zwróciła uwagi jak długo mężczyzna ją obserwował. Może odkąd wyszła z gabinetu? A może dopiero teraz na nią wpadł? Nie pokazała jednak tego po sobie. Lepiej nie przyznawać się do tego, bo jeszcze się okaże, że jest kompletną bułą, która nie nadaje się do niczego.
Słysząc komplement na temat jej imienia i wyglądu, cofnęła się o krok. Widać jednak było, że nie jest to spowodowane strachem czy ostrożnością, tylko po prostu...zawstydzeniem? - Bardzo mi miło pana poznać - powiedziała, widząc jak mężczyzna się przedstawia i kłania lekko. Zaskoczyło ją jego zachowanie. Przecież chyba tylko ślepy nie zauważyłby skąd ona jest i że dopiero co tu trafiła. Czuła też, że jest od Szklanego młodsza, uznała jednak, że nie będzie dopytywać o przyczyny tak miłego zachowania z jego strony.
Słysząc propozycję, westchnęła z ulgą - byłabym bardzo panu wdzięczna - uśmiechnęła się i zbliżyła lekko do niego - coś czuję, że jeszcze trochę mi zajmie ogarnięcie tego miejsca, a wolałabym jednak nie błądzić tu zbyt długo - przyznała nieśmiało - jeśli mogłabym też prosić o wskazanie mi drogi od ogrodów, byłabym tym bardziej wdzięczna, gdyż tam kazano mi się udać.
Jeśli tylko Shen wyraził na to zgodę, ruszyła za nim, starając się zapamiętać każdy szczegół, zarówno tego co ich otaczało jak i tego co mówił jej przewodnik - i...żadna ze mnie panienka, jestem po prostu Mari - powiedziała z uśmiechem, mając nadzieję, że mężczyzna, zacznie się do niej zwracać po imieniu. Może nie znali się długo, ale nie była przyzwyczajona do tego by zwracać się do niej takimi zwrotami, zamiast po prostu imieniem czy przezwiskiem.

Goshenite - 9 Grudzień 2016, 20:44

Jego słowa podziałały a kocia towarzyszka widocznie się rozluźniła. A o to Shenowi właśnie chodziło. W końcu nie zrobiła niczego złego, a zgubienie się w całkiem obcym sobie miejscu było wystarczającą dla niej karą. Wcale nie pomagał jej ze względu na puszyste uszy którym to przyglądał się za każdym razem gdy nie patrzyła. Ich ruch zawsze go fascynował, a futerko je pokrywające zazwyczaj było niezwykle mięciutkie. No chyba że ktoś w ogóle nie dbał o najważniejszą część ciała. Nie potrafił wybaczyć tak poważnej zbrodni. Ciekawe czy istnieje gdzieś więzienie dla istot nieszanujących kocich uszu. Ekhm. Czasem dobrze że inni nie potrafią czytać w jego myślach. Jedna szalona osoba w zupełności wystarczy.
-Doprawdy? Któż mógł zachować się tak mało szarmancko, i zostawił damę w potrzebie w środku ogromnego zamku?- zapytał, faktycznie zastanawiając się co za idiota pozwala nowo przyjętemu członkowi samotnie wałęsać się po ogromnym zamczysku. Przecież coś mogło stać się jej usz... znaczy jej osobie. Dobrze że na nią trafił. W duchu podziękował wyrobionemu przez lata instynktowi cichego poruszania się. Choć czasem był to problem, szczególnie gdy osobnik do którego się podkradał miał słabe nerwy. Albo serce.
Uśmiechnął się gdy zobaczył jaki efekt sprawiły jego komplementy. Dachowiec czy nie, odpowiednio dobrany komplement zawsze sprawi przyjemność kobiecie. Tym bardziej kobiecie z uszami! I ogonem. Właściwie to dwoma. Głaskałby.
-Nocą w zamku może być nieco zimno. A nie sądzę by ubiór panienki zbyt dobrze chronił przed zimnem. Faktycznie, dobrze się stało żem trafił tu właśnie w tej oto chwili.- odpowiedział. Droga do ogrodów nie była zbyt skomplikowana ani długa, i na dłuższą metę jakoś powinna tam trafić, nawet idąc na zupełnego czuja. Uśmiechnął się i wskazał ręką na korytarz skręcający w ich prawą stronę.-Zatem idźmy, w stronę pięknych ogrodów Różanej Wieży, aczkolwiek wątpię by znalazły się tam kwiaty piękniejsze od mej towarzyszki.- powiedział, po czym spokojnym krokiem ruszył w stronę którą pokazał. Usłyszał jeszcze uwagę Mari na temat zwracania się Gosha do niej, na którą zareagował tajemniczym uśmiechem. -Nie wyobrażam sobie by inaczej można było się zwrócić do panienki, lecz jeśli taka jest Twoja prośba, gotów jestem ją spełnić, Mari.- dodał, kryjąc uśmiech i ciągle idąc naprzód.

Mari - 10 Grudzień 2016, 01:21

Mari wolała przemilczeć kto ją wysłał do Ogrodów bez jakiś większych wskazówek. Bo jeszcze by wyszło na to, że Shen obraża ich przełożoną, a wolała tego uniknąć. - po prostu byli zajęci, a ja uznałam, że sobie poradzę- powiedziała niepewnie - ale nie pomyślałam, że wnętrze jednego budynku może być bardziej skomplikowane niż ulice niejednego miasta - zaśmiała się lekko i machnęła ogonami.
Ruszyła spokojnie za swoim nowym przewodnikiem. Gdy jednak usłyszała komentarz na temat swojego ubrania, opuściła smutno wzrok i uszy. Zwolniła troszkę. Wiedziała dobrze, że wygląda jak wygląda i że jej strój nie jest przystosowany do czegokolwiek poza zakrywaniem ciała, przed wzrokiem innych istot. Powstrzymała się jednak przed komentarzem na ten temat. Zagryzła lekko wargę i wróciła do poprzedniego tempa. Z tego co zostało jej powiedziane, w domku, który na nią czeka ma już przygotowaną garderobę. Chciała więc jak najszybciej tam trafić i pozbyć się tego co ma na sobie. Chodzenie w brudnych ubraniach wcale nie sprawiało jej przyjemności.
Wsłuchiwała się w słowa Szklanego. Mógł zauważyć, że czuje się przez nie trochę niezręcznie. Nikt się do niej tak nigdy nie zwracał. Było to co prawda miłe, ale przytłaczało młodą kotkę. Nie odzywała się jednak na ten temat. Nie wiedziała przecież czy Shen nie ma czasem takiego sposobu mówienia do wszystkich, nie wiedziała ile ma lat. Grzecznie więc słuchała tego co ma do powiedzenia. Słysząc komentarz o kwiatach uśmiechnęła się nieznacznie - akurat nie idę tam po to aby oglądać kwiatki - powiedziała nie patrząc na rozmówcę. Szła tam po to by w końcu mieć swój kąt, do którego może wrócić i odpocząć. Swój dach nad głową, gdzie nie będzie musiała się martwić o to, że ktoś może jej w nocy zrobić coś złego lub po prostu wyrzucić, bo zasnęła na czyimś terenie. A takie sytuacje często się zdarzały.
Zaciekawił ją tajemniczy uśmiech Shena, jednak nie dała tego po sobie poznać. Przyglądała się mu po prostu, tak jak każdej innej napotkanej osobie. Bez jakiś większych emocji. Gdy ten zgodził się na to, by mówić jej po imieniu odparła - dziękuję panu bardzo, nie jestem po prostu przyzwyczajona do tego, żeby ktoś zwracał się do mnie w taki sposób - wyjaśniła szybko, mając nadzieję, że jej przewodnik to zrozumie i nie będzie chciał wprawiać kotkę w zakłopotanie.
Widząc jak pewnie Shen prowadzi ją przez korytarze, postanowiła zapytać - od jak dawna pan tutaj przychodzi, że tak dobrze orientuje się gdzie co jest? - zapytała zaciekawiona, chcąc jednak pociągnąć jakoś rozmowę. -o ile to oczywiście nie jest jakaś wielka tajemnica.
W międzyczasie rozwiązała ogonki i poruszyła nimi z wyraźną ulgą. W miejscach, gdzie wcześniej była wstążka, można było zauważyć pasy jaśniejszego futerka, które świadczyły o tym, że faktycznie miało ono kolor bardziej biały niż szary. Kroki stawiała praktycznie bezszelestnie. Można jednak było zauważyć, że musi to być dla niej zupełnie naturalne, gdyż nie wyglądało na to by się na tym skupiała. W sumie pewnie nawet nie zwracała na to uwagi.

Goshenite - 11 Grudzień 2016, 13:29

Shen po krótkiej chwili zaczął żałować że znajduje się na przodzie. W końcu z tej pozycji nie miał szans dojrzeć jak Mari macha ogonami. Zwolnił więc nieco kroku, prawie niezauważalnie, tak aby dziewczyna sama mogła zrównać krok z jego własnym. Nie chciał robić tego zbyt ostentacyjnie, żeby nie pomyślała że jest zniecierpliwiony czy coś.
-To odważne z Twojej strony.- uśmiechnął się. Miło widzieć że nie boi się nowych wyzwań. A że nie do końca jeszcze potrafiła ocenić potencjalnych problemów? To żadna przeszkoda. Wyrobi się, praca z takim małym nieoszlifowanym jeszcze diamencikiem to czysta wręcz przyjemność. Wcale nie dlatego że ma uszy i dwa puszyste ogonki.
Kątem oka zauważył jak zasępiła się słysząc jego wzmiankę o ubiorze. Uśmiechnął się, nie był to jednak uśmiech radosny; miał coś w sobie nostalgicznego i smutnego, coś na pierwszy rzut oka niewidocznego. Gdy ją pierwszy raz zobaczył, podejrzewał że być może pochodzi z ulicy. Nie było to nic dziwnego, w końcu kto raz tam trafił, musiał nauczyć się od życia jednych z najgorszych i najtrudniejszych lekcji. Sam coś o tym wiedział; przeżył na ulicy wystarczająco długo nim trafił do Stowarzyszenia. Nie zatrzymując się ani nie patrząc na nią, delikatnie położył rękę na jej głowie i lekko pogłaskał. Trwało to ledwie chwilę; na tyle długo by mogła to poczuć, i na tyle krótko by nie poczuła się zagrożona. Powiedział przy tym
-Nie martw się, już tam nie wrócisz.- po czym wrócił jak gdyby nigdy nic do dalszego marszu. Minęli dziwną powykręcaną rzeźbę, stojącą tu już chyba od zawsze; gdy Shen trafił tu po raz pierwszy, wyjaśniono mu że to swego rodzaju drogowskaz. Wskazał na niego ręką
-Ta okropnie wyglądająca rzeźba to taki jakby znak. Droga na prawo prowadzi na górne piętra, czyli tam skąd przyszliśmy, a korytarz na lewo doprowadzi nas do niższych pięter i wyjścia z zamku.- powiedział fachowym głosem.
Dźwięk ich kroków rozchodził się równomiernie we wszystkie strony, czasem zaburzany tylko gdy któreś z nich zmieniło tempo. Miał świadomość że Mari jest od niego młodsza; widać to było po jej zachowaniu i niepewności co do jego osoby. Zauważył że mimo iż on zaczął zwracać się do niej po imieniu, ona pozostała przy oficjalnej formie grzecznościowej. Udając groźny ton powiedział
-Jak nie przestaniesz rzucać tym panem, to ja wrócę do panienki.-
Ile już tu jest? Długo. Wprawdzie mieszkał gdzie indziej, a do zamku trafiał zazwyczaj po misjach, to jednak przez te wszystkie lata gdzieś tam w jego umyśle wytworzyła się mapa korytarzy i dróg wijących się tu i tam. Czasem potrafił chodzić po zamku całą noc; szczególnie wtedy gdy coś zaprzątało mu myśli. Mina innych gdy wpadali na bladą postać w środku nocy była bezcenna.
-Nie, to nie problem. W zamku bywałem już naprawdę niezliczoną ilość razy, i choć mieszkam gdzieś indziej, to jest tu mój drugi dom. W pewnym sensie Czarna Róża uratowała mnie przed nicością.- odpowiedział na jej pytanie mniej pogodnym głosem. W tym samym momencie poczuł delikatne mrowienie w okolicach starej blizny; jakby nawiedzona, zawsze odzywała się podczas takich chwil.

Mari - 12 Grudzień 2016, 11:32

Marionette zerknęła na Shena, zaskoczona jego gestem. Była jednak za niego wdzięczna. Słysząc jego uwagę, znów spojrzała pod nogi. - jaką mogę mieć pewność, że tam nie wrócę? - zapytała cicho - już raz myślałam, że znalazłam swoje miejsce, ale pewna sytuacja zmusiła mnie do tego abym wróciła na ulicę i do tego przeniosła się do Szkarłatnej Otchłani - spojrzała na swojego rozmówcę - jaką więc mogę mieć gwarancję, że i tym razem nie jest to po prostu, krótki odpoczynek na nabranie sił przed powrotem do miasta? - westchnęła ciężko - przepraszam...po prostu jeszcze nie mogę jakoś w to uwierzyć.
Szła dalej w ciszy, skupiając się na drodze. Gdy Szklany wskazał na rzeźbę, stanęła i zaczęła jej się przyglądać. Kiwnęła głową na znak, że rozumie co do niej powiedział i przekręciła głowę - co to w ogóle jest? - zapytała jakby sama siebie. Zrobiła zniesmaczoną minę, wzruszyła ramionami i ruszyła w dalszą drogę za przewodnikiem. Rzeźba faktycznie była okropna, ale przynajmniej rzucała się w oczy, a to chyba było najważniejsze.
Zaczynała powoli się rozluźniać, gdy usłyszała, że Shen przestał do niej mówić w aż tak dystyngowany sposób. Słysząc jednak jego groźny ton, opuściła nisko uszy - przepraszam...Shen - uśmiechnęła się nieśmiało i spojrzała na niego. Chciała być grzeczna i nie sądziła, że jej rozmówcy może przeszkadzać to, że się w taki sposób do niego zwraca. Ale skoro nie chciał, to chyba nawet lepiej, w końcu możliwe, że kiedyś będą musieli ze sobą pracować. Mari nie wiedziała przecież jaką funkcję Szklany pełni w Stowarzyszeniu no i jaką jej przypadnie pełnić rolę.
Wsłuchała się w jego odpowiedź i spojrzała na niego kątem oka, słysząc jakim tonem to mówi. - widzę, że chyba jesteśmy pod jednym względem podobni - uśmiechnęła się smutno - mnie też Czarna Róża uratowała...gdyby nie ona nie wiem ile bym jeszcze wytrzymała - przyznała cichutko.
Zauważyła, że zbliżają się powoli do wyjścia. Już rozpoznawała tę część Wieży. Gdy już byli przy wyjściu zatrzymała się i odwróciła do Szklanego - dziękuję, że mnie stąd wyprowadziłeś - uśmiechnęła się miło - może zechciałbyś mi jeszcze pomóc w znalezieniu domku w ogrodach? - zapytała - w zamian zapraszam na herbatkę... - w tym momencie zaburczało jej głośno w brzuchu - i może zrobię coś do jedzenia? - zarumieniła się zawstydzona. Nie pamiętała kiedy ostatni raz zjadła coś więcej niż jakiś kawałek suchego pieczywa...z trzy dni temu? Tak...Czarna Róża miała idealne wyczucie, kiedy zgarnąć kotkę z ulicy. Z tego co jej powiedziała, to powinna znaleźć w domu zarówno ubrania jak i środki na życie, a w kuchni jedzenie. Kobieta chyba przewidziała wszystko. Mari poruszała niepewnie ogonami i czekała na odpowiedź swojego towarzysza.

Goshenite - 12 Grudzień 2016, 23:04

-Pewności nigdy nie ma zbyt wiele, ale..- powiedział Shen. Szedł na równo z Mari i zastanawiał się nad odpowiedzią. Kiedyś od razu by ją podał. Kiedyś odpowiedzią była dla niego walka. Znał tylko ją i ona kształtowała jego rzeczywistość. Ona i samotność, zawsze razem. Dużo czasu upłynęło nim nauczył się że życie musi mieć jakiś sens. I mimo iż jemu ktoś ten sensu dawno temu odebrał, to teraz wiedział że nic nie jest nigdy tak proste jak byśmy tego chcieli.
-Ale pamiętaj że nie jesteś sama. Już nie.- uśmiechnął się, starając w jakiś sposób pocieszyć Mari. Nie był w tym dobry. Czasem ciężko mu było wyczuć czy jego słowa faktycznie działają, czy to tylko złudzenie.
-Uszy do góry! Jak masz z kimś problem, przyślij go do mnie. I nie przepraszaj, czasem trzeba wyrzucić z siebie żale.- mówiąc to klepnął ją po przyjacielsku w plecy. Nie ma po co zamartwiać się na zapas. Co ma być to będzie. Gdyby każdy mógł przewidzieć swoje własne życie, wtedy wszystko stało się nudne. Spojrzał jeszcze raz na znak, gdy pytanie Mari przerwało jego przemyślenia. -To? Kiedyś myślałem że to jakiś ptak. Potem że jakaś humanoidalna postać. A teraz? Uważam że ktoś stworzył ją tak, by każdemu przypominała coś innego. To nawet fascynujące.- odpowiedział. Odtąd droga wiodła w miarę prosto i bez zbędnych zakrętów, toteż pokonywali ją nieco szybciej. Gdy dziewczyna po raz pierwszy zwróciła się do niego po imieniu, Goshe uśmiechnął się i nieznacznie skinął głową na znak aprobaty. Na wzmiankę o ratunku jego uśmiech nieco przygasł. Jego uratował. Jednakże on nie uratował kogoś, kto wtedy tego ratunku potrzebował bardziej.-Wykorzystaj tą okazję mądrze, Mari.- powiedział tylko, nim dotarli do wyjścia. Nie wiedział nawet kiedy przeszli całą drogę z górnych pięter aż tutaj. Znak że przypadła mu do gustu. To dobrze. Oczywiście fakt że miała puszyste uszka, i w dodatku dwa ogonki nie miał na to najmniejszego wpływu. Odchrząknął.
-Doprawdy nie ma za co dziękować. Przyznam nieskromnie iż sam również czerpałem przyjemność z naszej przechadzki.- Ogród? Dom w ogrodzie to całkiem fajna rzecz. Tym bardziej że stosunkowo mało kto tam zagląda.-Jasne, czemu nie.- odparł po prostu. Już i tak zaszedł tak daleko że przejście dodatkowych kilku minut nie robiło mu żadnej różnicy. Za to propozycja herbaty wygrała sama w sobie, toteż ruszył przez okazały ogród, rozglądając się za domkiem.-Wiesz może jak wygląda?- zapytał, gdyż nie bardzo potrafił go zlokalizować. Szkoda że zapomniał sprawdzić nad głową, bowiem tuż po jego lewej stronie dało się zauważyć pewien kształt. To pewnie przez te uszy. Albo puszyste ogonki. Na pewno.

Mari - 13 Grudzień 2016, 11:37

Kotka była mu wdzięczna za miłe słowa. Uśmiechnęła się lekko słysząc je. Spojrzała na Shena zaskoczona, gdy ten klepnął ją w plecy. - Dziękuję - powiedziała krótko.
Wsłuchiwała się w to, co Szklanemu przypominała rzeźba. Sama zaczęła się temu przyglądać uważniej - a mnie to przypomina jakieś powykręcane coś - po chwili jednak zaśmiała się krótko - no ale ja się nie znam na sztuce więc co ja tam mogę wiedzieć - uśmiechnęła się lekko i ruszyła w dalszą drogę. Od tego momentu już było łatwo i szybko zapamiętała trasę. Coraz bardziej cieszyła się, że nie będzie musiała tu mieszkać, bo by chyba szybciej nauczyła się latać i po prostu by wyskakiwała przez okna, aby się wydostać z Wieży.
Ucieszyła się, gdy Shen zgodził się by pomóc jej w poszukiwaniach. Również ruszyła przez ogród rozglądając się za domkiem. Miała jednak jedną przewagę nad szklany. Wiedziała mniej więcej czego ma szukać.
Gdy Goshe zapytał ją o wygląd domku, Mari zamyśliła się na chwilę po czym zauważyła coś po lewej stronie swojego towarzysza - myślę, że wygląda o tak jak ten - zaśmiała się cicho, pokazując domek na drzewie. Nie wyglądał on jednak tak jak taki zwykły domek. Wyglądał raczej tak, jakby dom został zbudowany normalnie, po czym wyrosło pod nim drzewo i uniosło go nad ziemię.
Stała chwilę przyglądając się budowli i machając z przejęcia mocno ogonami. W jej oczach można było wyczytać szczęście i przejęcie. W końcu miała swój własny kąt, do którego mogła wrócić. Z zewnątrz domek wyglądał wspaniale. Nie był duży, ale jej całkowicie wystarczył.
Podeszła do domku i wspięła się po drabince na tarasik przed drzwiami wejściowymi. Pomachała do Shena zapraszająco. Odwróciła się w stronę drzwi i wyjęła klucz. Jednak gdy miała otworzyć drzwi, zawahała się. Stała tak nie do końca wierząc, że to prawda. Z jednej strony pragnęła tego, by tam wejść, w końcu zobaczyć jak JEJ domek wygląda od środka. Z drugiej jednak bała się, że jak tylko otworzy to wszystko pryśnie jak bańka mydlana.

Goshenite - 15 Grudzień 2016, 21:08

Odpowiedział jej uśmiechem. -Nie ma za co.- powiedział, po czym dodał jeszcze -Po prostu wiem jak to jest, tam gdzie nikt o Ciebie nie dba i można liczyć tylko na samego siebie.-, kończąc jednocześnie temat pochodzenia Mari. Bądź co bądź dopiero się poznali. Zbytnia otwartość nie było zbytnio wskazana, tym bardziej że nigdy nie wiadomo jak ich relacje będą wyglądały w przyszłości. Może pozostaną na tym samym poziomie co teraz, a może przerodzą się w coś zgoła innego, niekoniecznie dobrego? Tylko dlatego że dziewczyna miała pewnie atutynie oznaczało wcale że Shen straci dla niej głowę. Nie było łatwo, szczególnie że owe argumenty były puszyste i w dodatku podwójne, ale nie z takich tarapatów udawało mu się wydostać. Odpędził od siebie chęć dotknięcia puszystych części towarzyszki, zamiast tego komentując jej opinię o rzeźbie.
-Pewnie sam autor miał problem z jednolitym określeniem co to tak naprawdę ma być.- stwierdził, kontynuując po krótkiej pauzie -Ja również nie jestem ekspertem, ale sądzę że idealnie sprawdza się w roli którą mu powierzono; rzuca się w oczy i pokazuje drogę. Tyle chyba wystarczy- wzruszył ramionami. O ile dobrze pamiętał gdzieś w zamku znajduje się druga taka rzeźba, prawie że identyczna, różniąca się tylko faktem bycia odbiciem lustrzanym oryginału. Albo na odwrót? Tak czy siak tego paskudztwa było więcej, ale o tym już Mari nie mówił. Ani o ukrytych skrótach. Skoro ma zostać tu dłużej, przyda jej się jakaś rozrywka. A takie rzeczy idealnie się do tego nadawały.
Szukał wzrokiem kształtu możliwie przypominającego kształt domku. Albo innego schronienia ukrytego wśród całej tej roślinności. Im dłużej szukał tym większa była jego irytacja, bowiem nie bardzo lubił gdy coś nie szło po jego myśli. Dopiero słowa Mari wyrwały go z tego stanu skupienia. Jej gest ręki ukazał kierunek w którym faktycznie znajdował się dom. Na cholernym drzewie. Co za (wstaw w to miejsce niecenzuralne słowo określające osobę o znacznych brakach w inteligencji) to tam postawiła. Goshe pokręcił ze zrezygnowaniem głową. Nigdy nie zrozumie mody i praw nią rządzących. Stwierdził tylko -Owszem, to FAKTYCZNIE WYGLĄDA JAK DOM- starając się by jego głos nie brzmiał równie sarkastycznie jak ten w jego głowie. Patrzył jak Mari staje przed nim oczarowana, zapewne zachwycona i nie do końca pewna co zrobić. Zrozumiałem. Shen ukrył uśmiech, dając jej nacieszyć się tym widokiem. Po chwili wszedł po drabince za nią, uprzejmie czekając aż otworzy drzwi. Gdy to się nie stało, odezwał się z nutą rozbawienia -Nie martw się, nie zapadnie się gdy otworzysz drzwi. A przynajmniej mam taką nadzieję. Wisimy jakieś parę metrów nad ziemią, a ja raczej łatwo się tłukę.- rzucił, wskazując na grunt.

Mari - 16 Grudzień 2016, 13:52

Kotka stała przed drzwiami i machała niepewnie ogonami. Słysząc jednak słowa Szklanego, westchnęła - a co jeśli to wszystko okaże się tylko pięknym snem? - powiedziała jakby do siebie i w końcu otworzyła drzwi. Weszła niepewnie do środka, a klucze położyła na stoliczku zaraz przy wejściu. Stała chwilę, nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Jakby nadal nie docierało do niej, że to co ma przed sobą jest od teraz jej.
Domek nie był jakiś duży. Miał dużo miejsca, przestrzeni, był ciepły. Nie przytłaczał pustkami, ani też nadmierną ilością mebli czy dekoracji. Stanęła na środku przedpokoju i rozejrzała się oniemiała. Na moment zupełnie zapomniała o tym, że nie jest sama. Oglądała uważnie każde pomieszczenie. Oczywiście nie, zaglądała w każdy najmniejszy kąt. Zajrzała jednak do szafek by upewnić się, że faktycznie są one wypełnione różnymi ubraniami. Zajrzała najpierw do sypialni, z trudem powstrzymując się przed tym by nie rzucić się na łóżko i poczuć chłód pościeli. Zadowoliła się muśnięciem jej łapą. Przeszła też do łazienki i saloniku. Obejrzała pokoik, który wyglądał jakby został przygotowany do tego, by Kotka sama uznała co tam chce mieć. Dopiero gdy doszła do kuchni to się zreflektowała i odwróciła szybko do Gosha przepraszam - pokłoniła się nisko - bardzo niemiło się zachowałam ale... - nie prostowała się - po prostu...w końcu mam swój dach nad głową i nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę - spojrzała na swojego gościa niepewnie - mam nadzieję, że mi wybaczysz to niezbyt miłe przyjęcie - opuściła smutno wzrok i poruszyła niepewnie ogonami.
W końcu jednak wyprostowała się i rozejrzała zakłopotana - to...może usiądź, a ja zrobię tę herbatę? - powiedziała niepewnie. Widać było, że to jest dla niej całkiem nowa sytuacja. Ruszyła do kuchni, postawić wodę na herbatę i spojrzała na swoje ubrania. - i ... nie miałbyś nic przeciwko, żebym szybko się umyła i przebrała? Szczerze chciałabym się już pozbyć tych szmat, które mam na sobie, a w czystym towarzystwie też pewnie będzie się o wiele milej siedziało - zaśmiała się i jeśli Shen nie miał nic przeciwko, przeprosiła go na moment i zniknęła w sypialni, gdzie zabrała czyste ubrania i pobiegła do łazienki by szybko zmyć z siebie brud ulicy.

Goshenite - 20 Grudzień 2016, 23:41

-To wtedy lepiej byłoby chyba się obudzić. Lepsza rzeczywistość niż złudzenie życia, tak mi się wydaje.- odpowiedział Shen, wzruszając ramionami. Zawsze uważał że trzeba walczyć o swoje. I że w gruncie rzeczy to od nas zależy jak będzie wyglądać nasze życie. Nie mówiąc nic więcej, w ciszy podążył za Mari w głąb domu. Z ciekawością przyglądał się jej reakcjom na całą tą sytuację w której się znalazła. W takich bowiem chwilach prawie niemożliwym jest kontrolowanie własnych emocji, przynajmniej nie w stu procentach. A on właśnie szukał tych pojedynczych paru procentów, by osoba przed nim pokazała swoje prawdziwe oblicze. A skoro był już przy obliczach, nie można było nie wspomnieć o Mari. Jego towarzyszka (była już w sumie), zatraciwszy się w zwiedzaniu, kompletnie o nim zapomniała. Wchodziła wszędzie gdzie wejść mogła, a gdyby była w stanie zamienić się w mysz (haha, Dachowiec w mysz, dobre), weszłaby tam gdzie jeszcze nie dała rady. Shen stał w tym samym miejscu co wcześniej, jedynie lekko się uśmiechając. Zdjął płaszcz z ramion i powiesił go na wolnym haczyku. Nie miał zamiaru przerywać Mari jej radosnego odkrywania nowego życia. Trochę to trwało, ale w końcu futrzanka zreflektowała się nad tym co tak faktycznie tu zaszło. Shen przyjął jej przeprosiny z tym samym uśmiechem z którym ją obserwował. Dodatkowo machnął tylko ręką, mówiąc -Nie przejmuj się, też się tak cieszyłem gdy po raz pierwszy zobaczyłem swoją komnatę.- co zresztą nie mijało się z prawdą. No, może poza tym że jego miejsce pobytu nie umywało się nawet wielkościowo do mieszkanka Mari. Ale sam fakt posiadania czegoś na własność wynagradzał chyba wszystkie trudy życia.
-Oo, z chęcią napiję się czegoś ciepłego- zgodził się z propozycją Mari, i usiadł gdzieś z boku. Odpowiedział jeszcze „Oczywiście, idź”, po czym odprowadził ją wzrokiem. W tym momencie zdał sobie sprawę że Mari poszła, nie przygotowawszy przed tym herbaty. No cóż, jednego nie można jej ująć; z pewnością ma w sobie sporo energii. Odczekawszy parę minut, Shen zebrał z siedzenia własny tyłek i ruszył do kuchni. Chyba nie będzie miała nic przeciwko jeśli Szklany zrobi coś do picia zanim ona wyczyści ogonki. Pomieszczenie było sowicie zaopatrzone; było więc w czym wybierać. Nie bardzo wiedział którą herbatę wybrać. W końcu poprzestał na zwykłej, coby zbytnio nie przekombinować. Zalał wrzątkiem kubki i zaczął odliczać w myślach. Dawno nie pił zwykłej herbaty w czyimś towarzystwie. Już chyba nawet trupy mają ciekawsze życie towarzyskie. W kilka chwil pomieszczenie wypełnił aromat świeżej herbaty.

Mari - 21 Grudzień 2016, 15:08

Marionette uśmiechnęła się nieśmiało do swojego gościa. Ucieszyła się, że nie jest na nią zły i że rozumiał co teraz czuła. Postawiła wodę na herbatę i zabrawszy ubrania zniknęła w łazience.
Zamknęła za sobą drzwi i szybko pozbyła się szmat, które miała na sobie. Weszła pod prysznic i puściła gorącą wodę. Aż westchnęła z ulgą, gdy cały brud ulicy zaczął z niej spływać. Stała tak chwilę po czym chwyciła w łapkę myjkę i zaczęła się szorować by doprowadzić się do stanu, w którym można się już spokojnie komuś pokazać. Wyczyściła się cała, razem z futerkiem i włosami. Cieszyła się ciepłem wody. W końcu mogła się odprężyć. Całkowicie zapomniała o tym, że za drzwiami czeka na nią gość. I nie tylko na nią, ale również na obiecaną herbatę. Nie kąpała się jednak zbyt długo. Gdy wyszła spod strumienia wody, zaczęła się dokładnie suszyć świeżym ręcznikiem. Umyła jeszcze dokładnie swoje kocie ząbki i ubrała się w świeże ubranka. Okazało się, że zabrała spodnie trzy czwarte, obcisłe z dużymi kieszeniami po bokach oraz luźną bluzkę z krótkim rękawem, która kończyła się nad pępkiem i odsłaniała połowę pleców. Już dawno przestałą się przejmować tym, że ktoś zobaczy jej ślady na plecach. Czarna Róża poznała jej historię i zbytnio się tym nie przejęła więc czemu kotka miała by przejmować się jednym ze swoich współpracowników?
Gdy wyszła z łazienki, jej futerko było znów białe jak śnieg i puchate, a włosy lśniły srebrem. Dziewczyna była zarumieniona i uśmiechnięta. Gdy jednak poczuła zapach herbaty i zauważyła, że jej gość obsłużył się sam, opuściła smutno wzrok i uszy - i znów nawaliłam jako gospodarz - powiedziała cicho - bardzo Cię za to przepraszam... - stała przed nim pokornie. Nie wiedziała jak się wytłumaczyć. Nawaliła i tyle. Było jej strasznie głupio. Przestąpiła z nogi na nogę.
Nagle zaburczało jej w brzuchu, zerknęła więc na swojego gościa - może przejdziemy do kuchni i coś ugotuję? - zapytała niepewnie - będzie można wtedy porozmawiać i nie zostawię Cię po raz kolejny bez towarzystwa - uśmiechnęła się delikatnie i jeśli jej towarzysz zgodził się, ruszyła w stronę kuchni. Był tam też stoli z krzesłami więc Shen miał gdzie usiąść - jest może coś na co masz ochotę? - zapytała niepewnie, przeglądając zawartość niewielkiej spiżarki i sprawdzając na co może sobie pozwolić.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group