To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Malinowy Las - Lisia norka

Gawain Keer - 12 Luty 2017, 01:27

Barki mu już wysiadały. Co prawda zmieniał ramię, o które opierał kij z zawieszonym na nim jeleniem, ale podróż z Namalowanej Pustyni rozciągnęła się w czasie. Obciążenie skutecznie spowolniło ich marsz, a palące słońce niczego nie ułatwiało. Teraz witał ich przyjemny chłód wieczoru i nęcący wygodami dom.
Piwnica, do której zaprowadził go Lusian, może nie była zbyt obszerna, ale z pewnością dobrze wyposażona. Zawodowy rzeźnik by się takiej nie powstydził. - Zwierzyna i tak musi wystygnąć - powiedział z ulgą w głosie i trochę rozmasował ramiona i kark mocnymi uciśnięciami.
Szedł razem z demonem w stronę jego posiadłości i odpinał sztylet. Zasyczał lekko, gdy poczuł ramię lisołaka na swoim barku. A jutro będzie bolało jeszcze bardziej.
Parsknął cicho słysząc propozycję przyjaciela. - I to jeszcze jak! - również go objął i klepnął otwartą dłonią w bok. - Jest niezawodna! Nie mogło się nie udać - powiedział chwytając kuszę i potrząsając nią lekko. Już dawno nie był tak uradowany, jak teraz. No i nigdy z nikim wcześniej nie polował. Cieszył się, że Yako trochę się przełamał, zwłaszcza po tym niefortunnym wypadku na polanie.
- Też potrzebuję kąpieli. Grzebanie w czyichś trzewiach i tarzanie się w śniegu do czystych zabaw nie należy - zgodził się z Yako, zasuwając za sobą drzwi. Ruszył za lisem na górę. Też musiał wziąć czyste ubrania.
- Dzięki - rzucił krótko do mężczyzny, odkładając broń na szafkę i odprowadził go wzrokiem.
Wybór padł na luźne bordowe spodnie wiązane sznurkiem. Przy kostkach miały doszyte długie pasy materiału, by móc dopasować nogawki do łydki. Do tego dobrał ciemnoszary bezrękawnik i udał się z tym wszystkim pod prysznic.
Dobrze było zmyć z siebie całą tę zaschniętą krew. Zwłaszcza spod paznokci. Szybko się wyszorował, wysuszył i odział. Na mokre włosy zarzucił odrobinę wilgotny już ręcznik, a brudne ubrania wrzucił do kosza na pranie. Na więcej ceregieli nie miał czasu, a nie chciał kazać Lusianowi na siebie czekać.
Zszedł do salonu i rozsiadł się na skórzanej sofie. Przeciągnął się, rozprostowując wszystkie kończyny. Ręcznik przewiesił na kark, by wchłaniał wodę z nadal mokrych włosów. Demon wylazł z piwnicy i miał ze sobą coś dobrego.
Gawain nie pospieszał Lusiana. Przyjął od niego kieliszek i uniósł go zaraz po nim - Za wspólne polowanie - upił mały łyk. Trunek doprawdy był wyśmienity. - Jest doskonałe - mruknął z zadowoleniem, przyglądając się winie w kieliszku. Obsunął się na sofie i odchylił głowę do tyłu wbijając spojrzenie w sufit. - Lepiej wymyśl, co upitrasisz z tego całego mięsiwa - uśmiechnął się szyderczo, ale szybko spoważniał - Naprawdę możesz je sobie całe zabrać. Zwykle sprzedaję wszystko, a u ciebie i tak mam dług - upił nieco wina i odstawił kieliszek na stół. Pochylił się odrobinę i porządnie wytarł włosy. Teraz ciemnordzawe kosmyki stały w każdą stronę. Część opadała na twarz, część sterczała. Niby taki szczegół, ale Keer przestał emanować charakterystycznym dla siebie chłodem. Z nieułożoną fryzurą wyglądał jak dziki młody.
Ręcznik zawiesił na rogu stołu. Nie miał zamiaru niszczyć skórzanych mebli. Łokcie oparł o uda, a dłonie splótł. - Przynajmniej tak mogę odwdzięczyć się za ten prezent, więc nie myśl, że przyjmę jakąkolwiek odmowę - powiedział wbijając w Lusiana swoje bursztynowe spojrzenie. Oczy demona zdradzały jego zmęczenie. Nic dziwnego. Po tych wszystkich porannych gimnastykach, rąbaniu drzewa, wybrykach z Kapelusznikiem i długim polowaniu musiał odczuć jakiś ubytek energii. Jestem okropny, ale uwielbiam ten kolor - pomyślał z przekąsem podziwiając powoli pojawiający się fiolet.
Znów sięgnął po kieliszek i obrócił do w palcach. - Żeby każde łowy były równie udane - wzniósł toast i wychylił zawartość naczynia do końca. Jeśli Lusian też dokończył swój kieliszek, nalał im obu wina, jeśli nie, postanowił zaczekać na niego z następną kolejką.

Yako - 12 Luty 2017, 01:53

Uśmiechnął się, słysząc jak Cień chwali swoją nową kuszę. Przynajmniej z tą jedną niespodzianką trafił. Cieszył się też, że Gawain ma dobry humor. Mimo zmęczenia uśmiechał się i był radosny. W końcu Lusianowi udało się coś dla niego zrobić.
- Najlepsze jakie posiadam - powiedział miło połechtany komplementem. Nie musiał się jednak chwalić, że sam przyłożył się do stworzenia tego wspaniałego alkoholu.
Zamyślił się słysząc, że ma się zastanowić co zrobić z mięsem z jelenia - myślę, że samym mięsem możemy się podzielić po połowie - powiedział w końcu - Ty sprzedasz połowę i zarobisz, a ja z reszty sobie coś przygotuję. Mięso z tego gatunku jest delikatne i rzadko spotykane, więc na pewno znajdziesz dobrego kupca na nie i zarobisz prawie jak za całego, zwykłego jelenia - zaśmiał się i upił znów łyk wina - jednak jeśli pozwolisz zostawiłbym poroże i skórę. Zawsze chciałem ją zdobyć, jednak przez mój sposób polowania, nie dało się zbyt wiele wyratować z białej, cętkowanej sierści - zaśmiał się i pogładził po karku lekko zakłopotany.
- I nie masz u mnie żadnego długu - dodał na koniec poważnym tonem[/color] - miło czuć, że dom nie jest całkiem pusty, gdy się do niego wraca i nie panuje tu taka nieprzyjemna cisza. Mimo, że mam kanarki, to ona naprawdę potrafi być dość irytującą kochanką - westchnął smutno - dlatego zapomnij o jakimkolwiek długu u mnie - klepnął lekko Cienia w ramię, jednak tak by nie zadać mu więcej bólu niż spowodowało to przenoszenie jelenia.
Również uniósł kieliszek z uśmiechem i opróżnił jego zawartość. Pozwolił sobie dolać trunku i popijał go dalej z uśmiechem. Rozsiadł się wygodnie na kanapie zakładając nogę na nogę tak, że opierał kostkę jednej o kolano drugiej nogi.
- Powiedz mi mój drogi, bo bardzo mnie to ciekawi - powiedział nagle - jak to zrobiłeś, że mimo mojego słuchu, nie słyszałem nawet najmniejszego szmeru w związku z Twoim podkradaniem się do tych jeleni - spojrzałam Gawainowi w jego bursztynowe oczy, a w jego tęczówkach było widać wyraźne zaciekawienie - w zamian mogę Ci powiedzieć, czemu ta Krwiopijczyni zareagowała na mnie w taki, a nie inny sposób, bo domyślam się, że Cię to zaciekawiło - zaśmiał się i wyszczerzył zadziornie zęby, czekając na decyzję swojego towarzysza.

Gawain Keer - 12 Luty 2017, 04:13

Aż zrobiło mu się głupio. Rzadko coś świętował i to jeszcze z taką pompą. - Więc cieszmy się nim - powiedział nie chcąc urazić gospodarza. Skoro Lusian już otworzył tę butelkę, to Gawain postanowił jej nie marnować i grzecznie pić.
Przejechał kciukiem po brodzie wysłuchując propozycji. Skóry i poroża nie budziły jego większego zainteresowania. Były piękne, ale nie znajdował dla nich innego zastosowania niż dekoracyjnego. Większość galanterii, pochew, obuwia i reszty podobnych produktów, była wyrabiana z końskiej lub bydlęcej skóry. W dodatku jeśli mięso było tak poszukiwane na rynku, jak zapewniał o tym demon, to może odbije się trochę po przymusowym remoncie swojego skromnego lokum.
- A więc połowa. Co do reszty, to możesz ją sobie wziąć. O ile z oskórowaniem i odcięciem łba mogę ci pomóc, to wyprawianiem skóry i preparowaniem poroży już się nie zajmuję. Tak cenne trofea wolę pozostawić profesjonalistom - uśmiechnął się uprzejmie.
- Skoro tak nalegasz. - westchnął z ulgą, gdy Lusian go klepnął. - Ale obawiam się, że jestem na tyle cichy, że moja obecność nie zrobi dużej różnicy. Poza tym nie mogę na tobie bez końca polegać. Jeszcze trochę i będę miał gdzie się podziać - zaśmiał się i posłał demonowi pobłażliwe spojrzenie. Sączył swoje wino i wpatrywał się w kieliszek. Słysząc pytanie wydał z siebie pomruk i również rozsiadł się na sofie.
- Rany, nie mów tak do mnie. Mój drogi. Brzmisz wtedy jak Cierń. Chyba, że też masz zamiar mnie przesłuchiwać - parsknął rozbawiony i upił porządny łyk. Wino było mocne, a pite tak szybko zaczęło wywierać na Gawaina wpływ. Wyraźnie się rozluźnił i nabrał ochoty na żarty i docinki.
- Ha! To najdziwniejsza wymiana informacji, w jakiej brałem udział! Pikantne szczególiki za opowiastkę o mnie - spojrzał w ciemniejące oczy Yako i uśmiechnął się półgębkiem. - Ale niech ci będzie. Stoi - poprawił się na siedzeniu i przeczesał bladymi palcami jeszcze wilgotne włosy. - Taką już mam moc. Potrafię wyciszyć część dźwięków. Jeśli są zbyt głośne przebijają się przez moją barierę, dlatego mogłeś słyszeć trzask cięciwy, ale już moich kroków albo oddechu nie. Zaraz po tym jak odkryłem, że potrafię takie rzeczy dostałem szlaban - mówił z nostalgią w głosie. - Zamiast wrócić z Krainy Snów, przeszedłem do kolejnego marzenia. Trochę straciłem wtedy poczucie czasu i w końcu doszło do nieuniknionego. Gdzieś tam zapiał kur, a mnie wywaliło ze snu. Znalazłem się w nieznanym sobie miejscu, w czyimś domu. Skryłem się w skrzyni na pościel - kontynuował swą opowieść i zrobił króciutką pauzę, by zwilżyć gardło. - Pani domu krzątała się po pokoju i szykowała na kolejny dzień, a ja siedziałem tam zamknięty. Z pościeli poleciały jakieś farfocle, które wlazły mi do nosa i kichnąłem parę razy. Myślałem, że już po mnie, że przyjdą po mnie strażnicy albo oberwie mi się od niej lub jej sąsiadów. O dziwo mnie nie usłyszała. Jak poszła już do pracy, to wylazłem przez okno i jakoś odnalazłem drogę do domu. Potem, gdy udało mi się powtórzyć tę sztuczkę jeszcze parę razy, zorientowałem się, że to nie jest kwestia przypadku. - szyderczo uśmiechnął się do Lusiana, kończąc opowiastkę, jak i drugi kieliszek wina. - No to teraz twoja kolej. Powiedz, czym zafundowałeś jej taką traumę, bo z pewnością nie byłeś wtedy takim dżentelmenem jak dzisiaj - zmrużył groźnie oczy, drażniąc się z demonem.

Yako - 12 Luty 2017, 10:20

-I tak miałem zamiar udać się z tym do specjalisty - śmiał się uradowany, że Gawain przystał na jego propozycję - mam już pomysł co zrobić z tej mięciutkiej skóry i znam gościa, który się tym zajmuje więc nie będzie się trzeba martwić, że się zmarnuje - powiedział spokojnie, popijając swoje wino.
- Nie musisz być głośny, żeby dom nie wydawał się pusty - zapatrzył się w czerwoną ciecz, znajdującą się w jego kieliszku - wiem, że ostatnio się nie zorientowałem, że jesteś tutaj, ale było to spowodowane ogólnym rozdrażnieniem - wzruszył ramionami - a tak to jak Cię nie będę słyszał to i tak od czasu do czasu zobaczę, że jakiś rudzielec mi się pałęta po domu - zaśmiał się serdecznie i poczochrał Gawaina po wilgotnych włosach. Sam przeczesał swoje kłaki, które opadały mu na twarz. Był w pełni rozluźniony. Ufał Cieniowi obok, dlatego też nie musiał się martwić o bycie czujnym i ostrożnym. Po prostu był sobą.
Parsknął śmiechem, słysząc, że brzmi jak Thorn - myślę, że nasz znajomy rogacz też ma kilka setek na karku i może to powodu, że czasem mówimy podobnie - poprawił się na sofie - a co do przesłuchania nie martw się, nie jestem w tym dobry i nawet nie próbuję - przeciągnął się lekko, odkładając wcześniej swój kieliszek na stolik. Lusian w końcu wrócił do formy, czuł, że powoli zaczyna głodnieć, jednak nie przywiązywał do tego wielkiej wagi, póki jego oczy nie zaczynały nabierać czerwieni, nie musiał się przejmować zdobywaniem energii. Do tego pewnie jakby poprosił Cienia, to ten by go nakarmił. Ale na to przyjdzie jeszcze czas, nie spieszy się.
- Wymiana nie jest dziwna - powiedział tajemniczo - mnie interesuje co się stało na polanie i domyślam się, że Ciebie interesuje co się wydarzyło z Senną, że na mój widok, o mało nie dostała zawału - wzruszył ramionami.
Słuchał uważnie opowieści Cienia, popijając swoje wino. Nie przerywał mu, ale na twarzy Kitsune wykwitł lekki uśmieszek. Gdy rudowłosy skończył, Lusian automatycznie dolał mu wina. Przez to, że sam nie reagował zbytnio na alkohol zdarzało mu się zapomnieć, że większość istot jest podatna na działanie procentów.
- Widzę, że już za dzieciaka lubiłeś trochę namieszać - zaśmiał się. Dolał sobie do kieliszka i zamieszał czerwoną cieczą, zastanawiając się nad tym jak odpowiedzieć na pytanie.
- Dżentelmenem byłem zawsze - powiedział z udawaną urazą - tylko, że ta blondi postanowiła trochę nadużyć tego - wzruszył ramionami i upił trochę wina.
- Jakieś dziesięć lat temu miałem przerwę w kręceniu filmów, po prostu ktoś tam się z ekipy rozchorował i wstrzymano produkcję, więc miałem spokój. Postanowiłem wybrać się do klubu i może złowić sobie jakąś przekąskę - mówił trochę znudzony głosem - w tamtych czasach, mimo, że nie było to tak dawno, miałem nieograniczony dostęp do energii, więc nie lubiłem uczucia, gdy zaczynałem robić się głodny - upił łyk wina - do tego, zmieniające kolor tęczówki, szybko mogły zdemaskować, że wcale nie jestem sobie po prostu człowieczkiem, tylko, że coś ze mną jest jednak nie tak - wyjaśnił zerkając na Gawaina - poszedłem do klubu i szukałem ta jakiejś ciekawej dziewczyny, miałem ochotę trochę zaszaleć i moją uwagę zwróciła tancerka na rurze, która akurat dawała swój pokaz, ku mojemu zaskoczeniu, gdy tylko skończyła pracę, podeszła do mnie - wyszczerzył swoje lisie zęby - nie żebym nie wierzył w swój urok osobisty, jednak rzadko się zdarza, że podchodzi do Ciebie zdobycz, tak sama z siebie, akurat kiedy masz ochotę na nią zapolować - zaśmiał się szczerze - wydawała się bardzo rozochocona więc szybko przenieśliśmy się do mnie, tam okazało się, że kobitka lubi dominować. Cóż, sam jestem dominantem, ale z natury dostosowuje się do tego na co ma ochotę druga osoba - wzruszył ramionami - przykuła mnie kajdankami i zaczęła się bawić, okazało się, że w swoim płaszczyku trzyma spory arsenał zabawek, na jej nieszczęście trafiła na kogoś kto ma dostęp do rekwizytów z planów filmowych - wyszczerzył się tajemniczo - pierwsze czym mnie wkurzyła to zaciski na sutki, może nie jestem małą dziewczynką co boi się bólu, jednak nie jestem z tych, którzy wolą bawić się zabawkami niż drugą osobą, do tego nie miałem nastroju na takie zabawy - ziewnął lekko, jednak nie był zmęczony - potem postanowiła, że mnie trochę przypali kadzidełkiem z marihuaną. Szpicrutę mogę spokojnie znieść, sam jej czasem lubię użyć no ale bez przesady.
Spojrzał zadziornie na mężczyznę obok - szybko udało mi się przejąć nad nią dominację, a z racji, że kajdanki nie były prawdziwe, jeśli ktoś wie jak to można się z nich łatwo wyswobodzić bez klucza, takie zabezpieczenie w razie jakby coś się stało w trakcie kręcenia, przykułem ją i zacząłem małą zemstę - powiedział lekko rozmarzony - sypnąłem jej w oczy mieszanką suszonego białka z kurzych jaj i soku z wilczej jagody, po czym założyłem opaskę, by nic nie widziała i nie domyśliła się co się święci. - opróżnił swój kieliszek - najwidoczniej jej się spodobało, że została zdominowana, jednak zdenerwowała mnie więc dostała pieszczoty, były jednak delikatne i nie pozwalałem jej skończyć. W międzyczasie zacząłem podejrzewać, że jest Senną Zjawą, więc sprawdziłem to, nacinając sobie skórę. Miała zakryte oczy więc nie mogła tego wiedzieć, a mimo to dość szybko się we mnie wgryzła, jednak nie pozwoliłem jej się nacieszyć moim smakiem - zaśmiał się - sam postanowiłem pokazać jej jakie to fajne uczucie jak ktoś pije Twoją krew, jednocześnie dałem jej to czego chciała, skoro ładnie poprosiła to czemu by nie? - spojrzał Gawainowi w oczy - na koniec jednak uznałem, że pokażę, jej co się kiedyś robiło z osobami, które grasują po świecie do którego nie pasują i nasmarowałem ją tłuszczem, jakimś takim dziwnym z Krainy Luster po czym zdjąłem opaskę i ją podpaliłem - podrapał się po karku i przeczesał przydługie włosy - mój ogień jak sam wiesz, nie robi krzywdy, jednak w połączeniu z tym tłuszczem daje dość ciekawy efekt, jakby paliło się kogoś żywcem, nie sądziłem, że dziewczyna aż tak się tego boi, jednak nie cieszyła się długo ciepełkiem bo przez upływ krwi i energii zemdlała - dolał sobie wina i jeśli Gaw też miał już pusty kieliszek, wlał mu pozostałą zawartość butelki - opatrzyłem ją, ba! nawet zamówiłem dla niej świeżutką krew, a ona jak doszła do siebie to po prostu ubrała się i wyszła wściekła, ale cóż, nie sądziłem, że ją kiedyś spotkam, w szczególności, że chyba wzięła mnie za demona ale takiego z piekła, który przychodzi karać niegrzeczne wampirki i chyba jej powiedziałem nawet, że tak jest - zaśmiał się - ale nic na to nie poradzę, ja tam przygód z nią więcej nie chcę, ale jak Ty lubisz takie zabawy to się nie krępuj - puścił mu oczko - wiem jak na Ciebie patrzyła, ma na Ciebie ochotę, a nie wygląda na osobę, która szuka stałego partnera...biedny Gopnik - zaśmiał się jeszcze - ale jedna zasada, jak sprowadzasz panienki to korzystasz ze swojego łóżeczka, nie chce mi się co chwila prać pościeli bo pachnie obcymi mi osobami, których na oczy nawet nie widziałem - mrugnął do Cienia i znów rozsiadł wygodnie, czekając na reakcję swojego towarzysza na jego historię.

Gawain Keer - 12 Luty 2017, 17:03

Pokiwał głową z aprobatą. - To świetnie. Moje kontakty trochę podupadły. Szczerze mówiąc, to po tylu latach zaczynam praktycznie od nowa. Może gdzieś w Krainie znajdzie się jeszcze parę znajomych mi twarzy, ale to dawne dzieje. Byłbym wdzięczny, gdybyś dał mi na niego namiary - powiedział rezolutnie. Musiał odnowić swoją sieć kontaktów, a nic nie przyspiesza tego procesu bardziej niż udział przyjaciół i znajomych.
Każdy miał jakiś interes albo prowadził biznes, ale co mu po tym jeśli nikt o nim nie wiedział?
Klepnął go odrobinę zirytowany, gdy Lusian poczochrał go po głowie. Ułożył włosy przeczesując je rękoma parę razy. - Zawsze musisz to robić? - zbeształ go, choć bardziej mówił do siebie niż do lisołaka. Zresztą obojętnie jakby zareagował, demon zwykle się z niego śmiał.
- Tak, a do tego jest niezłym graczem. Prawie dorównuje ci w aktorstwie - powiedział z wyraźnym niezadowoleniem. Cierń spokojnie mógłby szpiegować dla Arcyksięcia. Albo już to robi. Gawainowi nie przechodziło przez myśl, że ktoś pozwoliłby na zmarnowanie takich talentów. Z nieukrywaną przyjemnością dorwałby się do jego akt. Nie wierzył, że Cierń wybrałby życie zwykłego Gwardzisty.
- Teraz jestem spokojny. Uwierz - zaśmiał się i dalej sączył swoje wino. Jako dziecko wszędzie było go pełno, ale starał się trzymać z dala od problemów. Zresztą i tak nie miał czasu na wybryki. Rodzice znajdowali mu mnóstwo zajęć i podsycali jego pasje. Tylko znudzone umysły mają głupie pomysły - jak zwykł mawiać jego ojciec.
Z zainteresowaniem słuchał o tym jak pewien głodny demon i Senna Zjawa spotkali się w klubie. Prócz wielu pikantnych opisów przebiegu ich znajomości, których na gust Gawaina było odrobinę zbyt dużo w tej opowieści, dowiedział się paru ciekawych rzeczy nie tylko o Lusianie, ale również o Rose. W tym przypadku nie było mowy o zgorszeniu. To były klimaty, które przemawiały do jestestwa Keera. Widział wszystko dokładnie oczami wyobraźni. Demon nie tylko kręcił kiedyś porno, ale i potrafił je opowiedzieć. Luki, które pozostawiał, części, które pomijał, zostawały wypełnione przez nienasycone i spragnione wrażeń szare komórki.
Rudzielec skrzywił się słysząc o kadzidełkach z marihuaną. Po pierwsze sam pomysł był poroniony, po drugie alkohol i dragi przy takich rozrywkach były niewskazane, żeby nie powiedzieć surowo zakazane.
Wlał w siebie kolejną porcję alkoholu. Wina było coraz mniej, a butelka była już prawie pusta. W głowie trochę mu szumiało. Szybko się dziś upijał, ale nie martwiło go to. Nie musiał przejmować się powrotem do domu i trzymaniem fasonu. Lubił leniwe wieczory przy kieliszku, zwłaszcza po aktywnie spędzonym dniu.
Szelmowski uśmiech zagościł na jego twarzy, gdy usłyszał jak Lusian z łatwością przejął kontrolę. Do tego ta posypka z białka i belladonny. Pierwszorzędny numer! Jednak mina trochę mu zrzedła, gdy usłyszał, że Rosemary jest krwiopijcą. Wiedział, że Yako nie osuszyłby go do ostatniej kropli. Po prostu kręciło go to i tyle, a Gawain nie miał z tym problemu. Do tego nie gryzł głęboko, a nie zamierzał sprawdzać dokąd sięgają kły poznanej dziś blondyny.
- Ech... popsułeś mi apetyt - przejechał dłonią po karku - Jakoś nie mam ochoty na bycie gryzionym bez jakiegokolwiek opamiętania, przypalanym i chłostanym. A już zwłaszcza ze switchem, którego nie znam zbyt dobrze - cmoknął z niezadowoleniem i dokończył kieliszek. - Poza tym żaden ze mnie masochista - wzdrygnął się odrobinę.
Spojrzał na Lusiana dziwnie, gdy ten powiedział o sprowadzaniu kobiet do jego domu. - Skąd pomysł, że sprowadzałbym je tutaj? No i kto, jak kto, ale ty nie masz problemu z poznawaniem nowych osób. Szybciej to ja będę musiał pilnować, by twoje kochanki nie zaglądały do mojego pokoju - zaśmiał się i klepnął demona w ramię wierzchem dłoni. Lusian z pewnością nie mógł narzekać na brak uwagi ze strony obu płci. Każdy nowy partner lub partnerka, to nowa osoba, a co za tym idzie interesująca. Po ośmiuset latach nuda w sypialni nie byłaby niczym dziwnym. - Odnoszę wrażenie, że lubisz urozmaicony jadłospis - uśmiechnął się blado. Yako był trudnym i wymagającym żywicielem, a Gawain był boleśnie świadom, że nie jest w stanie dać mu wszystkiego. Ta niemoc kłuła w serce, ale nie będzie ograniczał z jej powodu kogoś tak potężnego. Skoro demon mógł mieć wszystko, to powinien mieć wszystko. Musiał to tylko najpierw zdobyć, a Cień nie chciał mu w tym przeszkadzać.
A co jeśli pragnie właśnie mnie? Jeśli to mnie chce zdobyć?
Ta myśl była trochę przerażająca. Gawainowi wystarczył przyjacielski stosunek z Yako. Okazyjny seks i zamartwianie się o demona nie oznaczały jeszcze niczego poważniejszego. Martwił go jedynie dzisiejszy sen Luci. Czy faktycznie coś do niego czuła, czy też miał być tylko kolejnym trofeum? Zabaweczką, którą można pochwalić się na salonach, a potem wyrzucić, gdy się popsuje.
Gdy się nad tym głębiej zastanowił, zobaczył jak lis ostatnio o niego zabiegał. Robił to niczym taran, bez wyczucia, nawet nie pytając, ale starał się jak mógł. Obsypywał go podarkami, zabawiał i organizował różne wypady, pomagał przy remoncie, kiedy mógł, płacił za niego. A teraz rudzielec siedział w jego domu, na jego skórzanej eleganckiej sofie i raczył się jego wyśmienitym winem.
- Czy ty mnie próbujesz kupić? - wymamrotał, obracając się szybko w stronę demona. Był już pijany, co dodało mu animuszu tym samym odbierając pokaźną część jego zdrowego rozsądku i opanowania.

Yako - 12 Luty 2017, 17:43

- Tak uroczo się wtedy denerwujesz - pokazał mu język. Miał dobry humor i raczej trudno mu go będzie popsuć. Siedział zrelaksowany, poruszając leniwie ogonem.
Obserwował reakcję Gawaina na jego opowieść, jednak nie przerywał. Skoro sam jego gość nie chciał się wtrącać to po co kończyć w nieodpowiednim momencie? Może i przesadził z niektórymi szczegółami, jednak uznał, że chce się wygadać. Nigdy nie miał nikogo żeby luźno pogadać o wszystkim i niczym. Jak już to była to relacja, a pogadamy se przy piwku, ja Ci się wyżalę, a Ty mnie słuchaj po czym jego rozmówca zazwyczaj zasypiał pijackim snem. Niezbyt to było ciekawe, choć mógł się dowiedzieć kilku rzeczy o swoim rozmówcy.
Zaśmiał się słysząc, że popsuł Cieniowi apetyt - nie miałem zamiaru Ci psuć zabawy - powiedział rozbawiony - uznałem jednak, że nie ma co ukrywać przed Tobą prawdy i wolałbym, żebyś nagle się nie zdziwił, że kobitka ma ząbki i potrafi się nimi posługiwać. - wzruszył ramionami - ja lubię smak krwi, jednak ona potrzebuje jej do życia, a nie wiem jak daleko potrafi się posunąć, jeśli chodzi o konsumpcje swoich kochanków, a za masochistę nigdy Cię nie brałem - dokończył, wypijając ostatnie krople wina ze swojego kieliszka.
Po następnych słowach Cienia, zamyślił się - obecnie mieszkasz tu, jesteś zdrowym dorosłym facetem, który na pewno ma swoje potrzeby, więc uznałem, że czasem na pewno sobie kogoś tu sprowadzisz - powiedział jakby od niechcenia - a ja nie mam zamiaru Ci tego zabraniać. Masz się tu czuć jak u siebie - dodał - a co do moich kochanek czy też kochanków, to raczej nawet jeśli by chcieli to po zabawie ze mną zazwyczaj nie mają siły by myszkować mi po domu. Nie potrzebuję snu więc też nie mają okazji by wykorzystać moją chwilową nieświadomość, więc nie musisz się martwić, że ktoś Ci nagle wejdzie do pokoju, a poza tym - spojrzał Gawainowi w oczy - jakoś ostatnio nie mam ochoty na przygody, nawet ta kobieta w klubie nie zobaczyła mnie bez spodni - wzruszył ramionami i przeciągnął się lekko.
Spiął się jednak słysząc o urozmaiconym jadłospisie - mówiłem Ci, ze moja dieta nie należy do najbezpieczniejszych dla żywiciela - położył lekko uszy - do tego nie musi dochodzić do stosunku, żebym musiał się pożywić, wystarczy zwykły uścisk dłoni - zaczynał się trochę irytować, jednak trzymał jeszcze nerwy na wodzy. Widział, że Gawain jest już trochę podpity, więc starał się nie okazywać zdenerwowania.
Położył bardziej uszy i lekko uniósł wargę, ukazując ostre demoniczne zęby - co masz na myśli mówiąc czy chcę Cię kupić? - powiedział ostrzegawczym tonem. Poruszał zirytowany ogonem i patrzał Gawainowi prosto w oczy, chcąc wyczytać czy ten robi sobie z niego żarty, czy faktycznie postanowił poruszyć zbyt drażliwy dla demona temat.

Gawain Keer - 12 Luty 2017, 20:47

Słysząc jak słowo uroczy pada pod jego adresem posłał Lusianowi mordercze spojrzenie. Nic jednak nie powiedział. Tylko wywołałby tym kolejną falę wesołości. Prychnął i dolał im wina. - Pij, a nie farmazony pieprzysz - uśmiechnął się po chwili, podając mu kieliszek.
- A to ci dopiero - zaczął. W myślach śmiał się do rozpuku. Demon w końcu postanowił mówić prawdę. Był też doskonałym informatorem. Nie kazał sobie płacić i chyba uwielbiał gadać, więc ciągnięcie go za język odpadało. - byłbym Cieniem zabitym przez Senną Zjawę - przystawił szkło do ust i przechylił je lekko. - Wbrew pozorom to wcale nie należy do rzadkości. Niektóre Zjawy są w cholerę niebezpieczne. Dzikie bestie, do których nie zbliżyłbym się za żadne skarby świata. Niebezpieczniej jest chyba tylko na Kryształowym Pustkowiu. Serio - przesunął się na kanapie. Głowę wsparł na oparciu, nogi podkulił, by nie kopać Lusiana, a kieliszek trzymał w opuszczonej na dół dłoni.
- Wydała się interesująca, ale nie uważam się za chodzącą karmę. Jeszcze by mnie ktoś potem znalazł z rozszarpanym gardłem - powiedział chłodno.
Yako znów bawił się w wykładowcę moralności, ogłady i wyrozumiałości. Gawain tylko cicho westchnął i pozwolił mu mówić. Opór został pozbawiony jakiegokolwiek sensu. Gdyby mu przerwał to pewnie nasłuchałby się podwójnie.
Jakby miał mało problemów, cała ta przemowa sprawiła, że wyobraził sobie siebie i Lusiana z kimś innym. Niby razem, a jednak oddzielnie. Gawain nie był tak wszechstronny jak demon. Nie mógł zmieniać wyglądu, a tym bardziej płci i szczerze to nie spróbowałby tego, ale chciałby znaczyć odrobinę więcej w życiu Yako.
Poruszył się niespokojnie. Lusian się z nią wtedy nie przespał? Mało brakowało. Demon powinien z nią wtedy baraszkować. Wyszaleć się. Ponoć był głodny i rozochocony. Teraz wyszło szydło z worka. Też próbował dowiedzieć się, czy Gawainowi na nim zależy. Gdyby Cień zrobił wtedy to samo, to mogłoby się to skończyć tragicznie.
- Ale o mnie to się tak nie trząsłeś - kopnął go lekko na zaczepkę i pokazał mu język. Kąciki jego ust uniosły się, ale był to wymuszony grymas. Nie bał się demona. Ufał mu i nawet go polubił. Nawet jeśli raz zemdlał, to tylko przez swoją nieuwagę i nie najlepsze prowadzenie się w ostatnich dniach.
Energia. To była kolejna rzecz, której nie był w stanie zapewnić mu on sam jeden. Myśl, że będzie musiał dopuszczać do Yako inne osoby powodowała psychiczny dyskomfort. Kolejni zaczną węszyć koło lisołaka oraz niego samego, milczącego Cienia. Niewygodne pytania, podszepty i plotki. Oto, co będzie ich niebawem prześladowało!
Lusian niemalże warknął. Obnażone kły i nisko położone uszy jasno wskazywały na jego gniew. Gawain miał ochotę się wycofać, ale było już za późno. Powiedział A to trzeba było powiedzieć B. Procenty, które w siebie wlał, skutecznie mu w tym pomagały.
- Tym wszystkim - wskazał wokół siebie i dokończył kieliszek. Uśmiechnął się błogo, ale odczucia miał mieszane. Odstawił szkło na stół. - Ja poluję na moją zwierzynę, a ty na swoją. Nie mam racji? - zapytał kąśliwie. Nabrał ochoty na to by dopiec Lusianowi. Przeczesał swoją czuprynę dłonią. On mnie zajebie. Parsknął śmiechem i natychmiast zakrył usta dłonią. Uchlał się szybciej niż przypuszczał. Z czego jest to wino? - pomyślał mgliście i trochę się uspokoił. Oddychał głęboko przez rozchylone usta, cały zgrzany i rumiany. W oczach tliły się iskry rozbawienia, ale nie tylko. Gawain wzięło na odrobinę ryzyka i prowokacji.
Nie robił tego specjalnie. Znaczy, normalnie by tego nie zrobił, ale teraz był odurzony przez alkohol i odświętny nastrój. Pewności siebie dodawało mu jego towarzystwo. Ufał Lusianowi i czuł, że nie musi się go obawiać. - Jak ty to robisz, że wszyscy tak do ciebie lgną? - westchnął zazdrośnie. Głos miał teraz głęboki, ale nadal chrapliwy. Pominięte dawki syropu i alkohol tylko wzmagały jego chrypkę. Spojrzał na lisołaka spod półprzymkniętych powiek i uśmiechnął się zadziornie.

Yako - 12 Luty 2017, 21:43

Zerknął zaskoczony gdy Gawain go kopnął. Ale nie powiedział nic na ten temat. Po prostu pokręcił z niedowierzaniem głową, a na jego ustach nadal gościł uśmieszek. Westchnął cicho z ulgą widząc jak Gawain się przy nim dobrze czuje. Wcześniej wydawał się spięty. Cały czas się go obawiał, jednak po ostatnich wydarzeniach jakby wyluzował. Przy Luci jeszcze jakoś się trzymał, ale przy Lusianie? To była nowość i podobała się lisołakowi.
Czekał cierpliwie na wytłumaczenie co Cieniowi chodziło po głowie. Warknął cichutko, słysząc o polowaniu. Widział jak Gawain go prowokuje. Może robił to świadomie, a może wręcz przeciwnie, jednak to wystarczyło by wzbudzić w demonie pożądanie.
Uśmiechnął się zalotnie i chwycił Gawaina za nogi, rozchylając je lekko by ułatwić sobie dostęp do torsu Cienia. Sunął ręką od niego kolana przez brzuch i klatę, aż do jego ramion. Pochylił się nad rudowłosym, wręcz się na nim położył, po czym chwycił go delikatnie za szczękę i złożył na jego ustach długi, namiętny, ale jednocześnie czuły pocałunek. Nie pozwolił jednak Cieniowi się odsunąć. Jedyne co by mógł zrobić to zepchnąć z siebie demona, jednak w stanie w jakim Keer się teraz znajdował, to było prawie niemożliwe.
Całował długo. Może to się spodobało Gawainowi, a może nie. Kitsune wiedział o swoich umiejętnościach i nie wahał się nimi chwalić. W końcu jednak przerwał pocałunek i spojrzał Cieniowi w oczy - nigdy więcej nie próbuj mnie kusić gdy jestem w tej formie - powiedział głębokim głosem, a w jego coraz bardziej fioletowych tęczówkach było widoczne pożądanie - następnym razem nie będę się powstrzymywał i będę miał gdzieś czy jesteśmy w miejscu publicznym czy w domu - nachylił się do jego ucha i lekko je przygryzł - w tej formie potrafię być bardzo nieprzyjemny, a nie chcę Ci zrobić krzywdy, w szczególności, że wiem iż wolisz płeć przeciwną - wysapał groźnie, po czym wstał i spojrzał na zarumienionego Cienia - nie muszę nic robić żeby inni do mnie lgnęli, taka moja pieprzona natura - warknął odpowiadając na pytanie, które Cień zadał wcześniej - wolałbym jednak, żebyś Ty tak do mnie nie lgnął, nie do Lusiana - gdyby Gaw spojrzał mu w oczy mógłby zauważyć, ze są lekko zaszklone - znaczysz dla mnie więcej niż przypuszczasz, niż sam myślałem, ze to w ogóle możliwe, dlatego staram się jak mogę, żeby było Ci dobrze, żebyś czuł się jak u siebie, byś miał wszystko czego potrzebujesz, jednocześnie nie wymagam od Ciebie ani zasranej wierności, ani odwzajemniania jakichkolwiek uczuć - w jego głosie można było wyczuć smutek - dlatego błagam nie prowokuj mnie więcej - ruszył, na górę, w połowie schodów jednak się zatrzymał - nie wyrzucę Cię stąd, o to się nie martw, możesz uznać to za drugi dom, w którym zawsze jesteś mile widziany, jednak musimy ograniczyć trochę kontakty ze sobą...przynajmniej na razie - powiedział znów ruszając na górę.
W sypialni, przebrał się w czarne jeansy, białą koszulę i czarną marynarkę oraz ciemne buty. Uczesał włosy i związał w kucyk.
Wziął pieniądze i zszedł na dół. Jeśli Gawain nadal siedział na sofie Lusian zatrzymał się na moment - nie wiem kiedy wrócę, nie czekaj na mnie - powiedział spokojnie, jednak unikał wzroku Gawaina - jutro sprawię nowe drzwi oraz zajmę się jeleniem, chyba, że sam się tym zajmiesz wcześniej - wyjaśnił - jakbyś miał ochotę się upić to w szafce są leki na ból głowy, może na mnie nie działają ale czasem miewam gości to mam takie rzeczy na wszelki wypadek, ale proszę...nie zrób nic głupiego - dodał jeszcze po czym wyszedł z domku.
Gdyby ktoś go teraz zauważył, zdziwiłby się bardzo, gdyż po policzkach Lusiana zaczęły ściekać pojedyncze łzy.

ZT

Gawain Keer - 13 Luty 2017, 00:59

Całkowicie zbity z tropu gwałtownie wciągnął powietrze, gdy lisołak złapał go za nogi. Zamiast za nie pociągnąć lub zepchnąć je z kanapy, rozchylił je lekko. Keer był święcie przekonany, że Lusian się zdenerwuje. Gdy czuł się urażony odpowiadał gniewem. Teraz było inaczej.
Gawain mimowolnie westchnął czując jak szponiasta dłoń sunie w górę jego ciała. Przygryzł dolną wargę. Miał wrażenie, że traci dech, a wszystkie jego mięśnie wiotczeją, gdy Lusian do niego przylgnął. Pachniał mydłem, wilgotną sierścią i czymś jeszcze, co sprawiało, że rudzielcowi kręciło się w głowie. Był przyjemnie ciepły i ciężki. Kosmyki czarnych niczym wyszlifowany onyks włosów przysłoniły resztę pokoju, gdy demon pochylił się nad nim i złożył na jego ustach namiętny pocałunek.
Złapał Yako za ramiona mocno wpijając w nie palce. Próbował odepchnąć mężczyznę, ale jego wysiłki były na tyle mizerne, że nie odniosły żadnego skutku. Zresztą Gawain walczył bardziej ze sobą, niż z Lusianem. Nie tego się spodziewał, nie tego oczekiwał. Gustował w kobietach, ale z drugiej strony nigdy nie widział tak urodziwego faceta ani nie całował się z kimś nie tylko tak doświadczonym, lecz także zaangażowanym. Wszystko w nim krzyczało i miało ochotę wyszarpnąć się z tych objęć, ale Keer przegrał tę walkę. Chciał ją przegrać. Liczył się fakt, że była jakakolwiek walka, a teraz mógł oddać hołd zwycięscy.
Po chwili bezruchu rudzielec przymknął oczy i niepewnie oddał pocałunek. Czuł miękkie i wypielęgnowane usta lisołaka, czasem jego ostre jak brzytwy zęby na swoich wargach. Serce tłukło mu się w piersi, a demon zachłannie badał wnętrze jego ust.
To było tak złe i plugawe, a zarazem upajające i błogie uczucie. Przeczyło zasadom, temu za kogo się dotychczas uważał, jego światopoglądowi. Jednak nadal to był Yako. Jedyne, co się zmieniało się wraz z postacią to płeć i charakter. Gawain patrzał głębiej. Dostrzegał rozterki demona i nie potrzebował do tego jego snów. Czyny, gesty i ostrożnie dobierane słowa mówiły same za siebie. Mimo nowoczesnego i luźnego podejścia do spraw związków, Kitsune okazywał uczucia w staromodny sposób. Dbałość o drugą istotę i pielęgnowanie relacji jak na jakimś dworze. Cień nie był rycerzem czy szlachcicem, nie znał się na takich zalotach.
Powoli otrzeźwiał, ale nie odpychał Lusiana. I tak nie miał na to siły. Zresztą wtedy właśnie mężczyzna przerwał. Nie odsunął się jednak. Ametystowe spojrzenie przyszpiliło go i zupełnie rozbroiło. Gawain zauważył w nich apetyt, ale nie tylko na energię. Lis pożerał wzrokiem właśnie jego. Uciekł przed tym intensywnym spojrzeniem obracając głowę w bok. Nie pomogło. Lusian nie przerywał swojej przemowy, a jego głos zdradzał pożądanie. Przygryzł nawet płatek jego ucha. Cienia przeszedł przyjemny dreszcz wyrywając z ust kolejne niechciane westchnienie.
Gdy mężczyzna w końcu wstał, był równie zaskoczony jak wtedy, gdy się do niego zbliżył. Podziałało to na niego jak kubeł lodowatej wody. Z szeroko otwartymi oczami wbitymi gdzieś w przestrzeń przed nim dotknął swoich ust samymi opuszkami palców. Momentalnie sposępniał.
- Nie będę... - wychrypiał na wpół oniemiały, po czym przeniósł spojrzenie na Lusiana. Stał i prawie trząsł się z emocji. Melodyka jego głosu również się zmieniła. Wyraźnie posmutniał, wkradły się grobowe tony.
- Przyrzekam, nie będę - powiedział już spokojniej i poważniej. Odprowadził demona wzrokiem. Gdy ten zniknął z jego pola widzenia, ukrył twarz w dłoniach.
Zupełnie straciłem kontrolę! Nigdy więcej nie będę z nim pił... co ja kurwa narobiłem?!
Usiadł na sofie. Ręce mu się telepały.
Był na wściekły na siebie, o demona zwyczajnie się martwił, a poza tym to bał się, że właśnie stracił żywiciela. A przynajmniej pokojowe stosunki z nim. Miał nadzieję, że Yako potrzebuje jedynie krótkiej przerwy, by wszystko sobie poukładać i nieco się wyszaleć.
Był świadom, że prawdopodobnie głęboko zranił lisołaka. Zachował się jak totalny dupek. Kusił go nie raz, nie dwa, wiedząc, że jego partner nie dostanie od niego praktycznie niczego. Zanim poszedł na górę biedak wyglądał, jakby miał się zaraz rozpłakać. Płaczący facet to jeden z najżałośniejszych widoków. Chwycił Gawaina za serce, a ten zdziwił się, że jeszcze jakieś ma.
Kitsune nawet nie stawiał żadnych warunków. Wierność i uczucia może nie znaczyły dla niego zbyt wiele, ale Cień i tak trafił w czuły punkt. Pożądanie. Widocznie dla demona płodności tego typu odrzucenie było boleśniejsze. Jednak Keer przybliżał się do stwierdzenia, że demon pokochał go na tyle, że po prostu brał go takim jakim jest. Bez względu na wszystko. Mógł być Cieniem, zabójcą, zimnym draniem, cichym typem z zamiłowaniem do leśnych eskapad i książek, ale dalej był kochany. Sen tylko utwierdzał go w tym przekonaniu.
Lusian zszedł, uczesany i przebrany. Silił się na obojętny ton i pożegnał się z nim, nawet na niego nie patrząc. Gdy brunet wyszedł, Gawain wstał i w ciszy udał się na górę, by się przebrać i pozbierać rzeczy i broń. Trochę się chwiał, ale zdołał się zmienić ubrania i zebrać potrzebne klamoty. - Niby co miałbym sobie zrobić... - syknął, zły na to wszystko i przeciągnął pasek przez klamrę. Teraz miał na sobie białą koszulę i czarne spodnie. Pochwę ze sztyletem jak zwykle przypiął na lewe udo. Wziął kuszę, sakiewkę i klucze i ruszył na dół, by ubrać buty i płaszcz.
Wyszedł z domu i zamknął drzwi. Znajdował się w totalnym amoku. Wcisnął dłonie w kieszenie i ruszył przed siebie. Do "domu".
Tak będzie lepiej mówił sobie Gawain, ale w głębi duszy czuł straszliwą, pochłaniającą wszystko pustkę. Jakby znów zabił. Tyle, że tym razem, miał wrażenie, że zabił samego siebie.

Z/T

Yako - 11 Marzec 2017, 01:15

Tuż po opuszczeniu rezydencji Ciernia, Luci zmieniła swoją postać na Lusiana, ubranego w ciemnie jeansy, czarne buty, białą koszulę i czarną marynarkę. Do pasa miał przytroczony mieszek z pieniędzmi. Pierwszy kroki skierował do sklepu, gdzie kupił sporą butlę mleka, mięso (w końcu to z jelenia nie od razu nada się do jedzenia), kilka przypraw, owoców i oczywiście wielką paczkę żelek i orzeszków w karmelu, gdyż swoje słodycze zostawił w domu Upiornego.
Gdy wszedł do domu, przywitała go przytłaczająca cisza, nawet kanarki nie ćwierkały - Gawain? - zawołał ze smutną nadzieją w głosie, jednak opowiedziała mu pustka. Westchnął cicho i rozpakował wszystko w kuchni, po czym poszedł na górę i zaczął sprzątać i usuwać spalone drzwi. Zauważył, że Gawain wziął ze sobą większą część rzeczy. Czyli nie zamierzał teraz wracać. Yako znów posmutniał, ale skupił się na pracy. Usunął wszystko i wysprzątał piętro z resztek popiołu.
Potem zajął się jeleniem, wcześniej przebierając się i zakładając na siebie fartuch. Sprawnie oddzielił skórę oraz poroże od reszty ciała, po czym zajął się oprawianiem samego mięsa. Zajęło mu to całą noc, ale skoro nie potrzebował snu to nie przeszkadzało mu to.
Gdy już wszystko było gotowe, zakopał kości głęboko w ziemi, mięso wywiesił by skruszało, a skórę i poroże odłożył na stolik przy wejściu. Rano zaniesie je do specjalisty, by je ładnie przygotował. Sam za to udał się do łazienki, gdzie wziął długą, relaksującą kąpiel.

Po wszystkim ubrał się w jeansy, sportowe buty oraz obcisły czarny t-shirt. Opatrzył na nowo rękę, którą sobie pogryzł w trakcie pobytu u Ciernia oraz nakleił plaster na malinkę, którą zauważył dopiero po kąpieli. Ach ten rogacz. Westchnął rozbawiony i ruszył pobiegać. Zamknął dom, zamienił się w lisa i ruszył przed siebie by odetchnąć świeżym powietrzem i odpocząć od towarzystwa.

ZT

Yako - 14 Marzec 2017, 23:20

Trochę zajęło mu dojście do domu. Nie dość, że musiał nieść tę dzikuskę to jeszcze rana na nodze go bolała. Ta dziwna trucizna z jej pazurów również nie umilała mu spaceru. Ale zdawało się, że już zaczynała ustępować. A może to on się przyzwyczajał?
Gdy tylko wszedł do domu, rozłożył jedną ręką na kanapie koc, po czym położył na nim kotkę. Sprawdził jej puls, choć nie musiał. Czuł ile miała energii. Nie było tragicznie, ale jeszcze trochę sobie pośpi. Sam napalił porządnie w kominku, używając jednak do tego normalnego ognia. Po czym poszedł do łazienki napełnił wannę wodą. Nalał do niej odrobinę olejku o zapachu lasu. Przygotował sobie żel i szampon, które nie powinny drażnić ran, ale za to sprawią, że pozbędzie się wszelkich niechcianych intruzów z włosów i futra kocicy. Nie uważał ją za brudaskę, nie wyglądała na taką. Była zadbana (nie licząc ran), jednak skoro żyła w lesie nie mógł mieć pewności czy nie ma jakiś pasażerów na gapę. Wokół wanny rozlał specyfik, który powinien się zapalić od jego mocy. Na wszelki wypadek, jakby kotka chciała zwiać z kąpieli.
Gdy wszystko było gotowe, rozebrał delikatnie kotkę. Sam został w spodniach. Nie chciał jej nie potrzebnie straszyć. Nie było takiej potrzeby. Lepiej żeby mu w jakimś minimalnym stopniu zaufała niż się go bała. Paradoksalnie strach może dodać odwagi. Gdy ktoś się kogoś boi istnieje większe prawdopodobieństwo, ze zadźga Cię we śnie. Jakie to szczęście, że Yako nie potrzebował snu.
Wszedł ostrożnie do wanny, z kotką w rękach i zanurzył ją w wodzie. Wziął do ręki wcześniej przygotowany kubek i zaczął zwilżać jej włosy, starając się nie oblać jej oczu ani nie zalać uszu. Następnie namydlił ją delikatnie i zaczął spłukiwać. Uśmiechnął się pod nosem, zastanawiając jak Lani zareaguje, gdy odkryje jak miękkie będzie jej futerko i włosy, gdy już się je wysuszy.

Lani - 15 Marzec 2017, 17:12

Ciemno wszędzie, głucho wszędzie. Co to będzie co to będzie?
Dużo czytała. Oj dużo. Gdy nie polowała nie miała nic do roboty.
Czasem sledzila stada wilków które zapuszczaly się na jej teren i obserwowała. Obserwowala i zapamietywala.
Jak ich nie sledzila to dopóki Kaki z nią był uczyla się mówić językiem ludzi. Uczyla się walki i przetrwania. Uczyla się zwyczajów które były dziwne. Po stokroć wolała pierwotnosc. Natura jest jedynym władcą tej planety. I to jej powinno się cześć oddawać. To matka natura ich wszystkich stworzyła. A ludzie? W zamian ją niszczą. Nie szanują.
A gdy już naprawdę nie miała co robić to przeszukiwala swiatynie. A w niej było duzo duzo sal.
W większości były albo dziwne złote statuetki i masa krążków ze złota i srebra.
Ale! Były tez sale z ksiegami! Ksiegami, gazetami, pamietnikami. Wiele wiele wiele dziwow. I to o różnych różnosciach. Przygodach piratów! O tym jak zginęły jakies dinozaury! O zwyczajach ludzkich! O zwierzętach i jakiejś geografii. O historii i znaczeniu słów. Duuuuuzo dużo..
A Lani to wszystko przeczytala po pare razy. Tak. I zapamietała! Wszystko wszystko!
A ciemno było z Dziadow. Takiej pomieszanej opowieści o duchach i ludziach. I demonach. I o złych uczuciach. Lani się nawet podobała. Ale o wiele bardziej wolała książki o przygodach chłopca z jungli. Którego wychowaly małpy! Był podobny do Lani i miał fajne przygody. Ale ludzie go znowu zepsuli. Ludzkie samice są podstępne.
Było ciemno. A ona się jakby unosila. Latanie fajnie wygląda ale ona chyba by nie chciała umieć latać.
Ciemno działo się długo. I nagle zrobiło się mokro. Tak dziwnie. Czuła suche ale mokre.
Oczy się kleiły i nagle otworzyły! I juz słyszała!
Ale. Nie slyszala lasu, ptaków. Nie czuła zapachu lisci i zwierząt. Czuła zapach lisiego samca i slyszala chlupot wody. Była mokra. Jej uszy drgnely. Tak samo jak ogon i nogi.
Wzork powoli wracał. Było ciemno. Widziała kamienie jakby dookola. A ona była w glebokiej kaluzy. Cieplej kaluzy. Która jakby pachniała lasem ale nie do końca. NIE BYŁO NIEBA.
Szarpnela się i probowala wyjść. O co chodzi? Co się dzieje? Gdzie jest niebo? Rozejrzala się spanikowana i zobaczyla pysk lisiego samca. Co on...
Ona nie ma na sobie szmatek. Co on jej robi? I dlaczego kark ja szczypie? Juz chciała się na niego rzucić ale przypomniała sobie o ogniu i drzewie.
Wyszarpala się i wyskoczyła z kaluzy. Podbiegla do jakiegoś kąta i przybrala pozycje na wscieklego kota. Ugiete nogi, ogon majtajacy niczym bicz, uszy położone po sobie i wydluzone pokazane zeby. Do tego syczenie.
- CO ZROBILES Z NIEBEM? - ryknela. Kark i plecy szczypaly tak bardzo bardzo. Serce jej waliło. Co się dzieje. Co się dzieje?

Yako - 15 Marzec 2017, 17:49

Lusian mył kotkę spokojnie. Pozbywając sie wszelkiego pyłu, brudu i krwi. Starał sie byc delikatny. Chciał jej pomoc, a nie dokładać boli. Nie bez konieczności. Ale czemuż by nie usłyszeć tego jej chrapliwego głośniku, jak błaga go by przestał? Jak krzyczy z boli, wije sie w jego objęciach. Uśmiechnął sie demonicznie o troche mocniej nacisnął na poraniony kark. Szybko jednak sie opamiętał. Nie! Nie był juz tamtym demonem! Był kims innym! Lepszym! A może jednak nie? Może robił to co mu wychodziło najlepiej i udawał nawet przed samym sobą, ze sie zmienił, a tak naprawdę nadal był tym paskudnym demonem, który tylko łaknie krwi i energii?
Westchnął ciężko zmywając ostatnie resztki piany z jej włosów. Teraz trzeba było sie zająć jej ranami. Jak na razie nie krwawiły, ale wystarczy, ze Lani znów sie zacznie ruszac i sie otworzą. Musi je szybko nasmarować i opatrzyć.
Ale w tym momencie kotka zaczęła sie budzić. Początkowo wyczuł ruchy jej nóg i ogona. Spojrzał na nią kontrolnie i w tym momencie mu sie wyrwała. Chciał ja zatrzyma całe była za szybka. Westchnął zirytowany, gdy zaczęła na niego syczeć. Spojrzał na nią groźnie - zabrałem Cię do swojego domu, do...nory wiec trudno, żebyś widziała niebo - wyjaśnił lekko rozdrażniony. Wstał i wyszedł z wanny, pokazując rym samym, ze jest ubrany. Na igraszki nie miał nastroju, a tym bardziej z taka dzikuska jak Lani.
- Lani wracaj do wody, bo bedzie bolało - powiedział znudzonym, ale władczym tonem. Patrzył jej prosto w oczy. Nie bal sie jej.
- trzeba sie zająć twoimi ranami, chyba, ze chcesz żeby znów zapadła ciemność - starał sie mowic dosc prostym językiem, tak żeby do niej dotarło. Widział, ze rany zaraz znów zaczną krwawić.
Podszedł do niej kilka kroków, poruszając mokra kita. - wskakuj do wody, bo zaraz zrobi sie tutaj o wiele cieplej niż byś chciała - zawarczał i niedaleko kotki zapłonął ogień. Była tam mała plama płynu latwopalnego, po to żeby ja wystraszyć i pokazac, ze lis nie żartuje. Po chwili zrobił znów krok w jej stronę - nie mam zamiaru Cię udomawiac, ale póki jestes na moim terenie masz sie słuchać. Gdy wydobrzejesz to pójdziesz sobie znów biegać do lasu i mam gdzieś co sie z tobą stanie, ale teraz nie upolujesz nawet martwego jelenia - powiedział z pogarda. Naprawdę była tak głupia, żeby uciekać od pomocy? Czy tylko udawała silna, żeby pokazac, ze z nią sie nie zadziera. Miał to gdzieś. Póki nie dojdzie do siebie jest na jego głowie.
Westchnął ciężko i czekał. Stał blisko ale tak by nie granicząc jej drogi do wanny. Drzwi od łazienki wczesniej zamknął, wiec mogła miec mały problem z ucieczka. Najpierw trzeba przeciez znaleźć wyjście.

Lani - 15 Marzec 2017, 20:04

Nora... Lucka? To Lucki mieszkają w norach? Ale dziwnie! Znaczy. Liso ludzie. Tak. Zmiennokształtni. Wyjątkowi. Dziwnie. Lani mieszkała w budynku. W swiatyni. Wielkiej, z bialego marmuru, ze złotymi zdobieniami i wielkimi posagami. Ładnie ładnie.
Fakt. Skoro nora to bez nieba. Ale pierwszy raz widzi taka dziwną nore! Normalnie to są to dziury w tunelach podziemnych. W norach żyją myszy i inne małe zwierzęta. A Lucek jest wielki. Jak człowiek. Jako lis jest od niej mniejszy. Tak. Lani jest wielka. I silna.
On ją umyl. Ale dlaczego on się myl w szmatach? Takie to było dziwne że się zaśmiała, co zabrzmiało jakby miała jakiś klaczek wypluc.
- Dlaczego... Myjezz się... W szmatach? - wycharczala nadal się podsmiewujac. Naprawdę jest dziwny. Ludzie tak robią? Dlatego on tez tak robi? A może on chce być jak ludzie? Nie chce by brali go za wyjątkowego?
Dziwny Lucek.
Każdy Lucek tak ma?
Ma iść znowu do wody bo będzie boleć? Rany? Tak. Kradzej jej to zrobił. Ciekawe czy Lucek by sobie dał radę z Kradziejem. Podpalil by go i puf! Już po nim. Durny Kradziej!
Niezbyt miała ochotę wrócić do wody. Lubiła pływać. I to bardzo. Ale mycie się było takie nuuudne.
Zrobi się ciepło. Fajnie! Ciepło jest mile. Takie fajne. Jak się leży na drzewie po sytym posiłku a słońce przebijajace się przez liście grzeje ci tak fajnie futro. Ahhh. Tak.
Jednak zrozumiała że nie takie ciepło ma na myśli lisi samiec Lucek. Ogień. Tak. Groził jej. I to tak jawnie! Bardzo bardzo jawnie. Nie wejdzie do wody to on ją podpali. Ale to śmieszne! I straszne. Po co komu ogień?
Mógł zauważyć jej naburmuszona mine. Uszy nadal miała płasko ale podeszła powoli i wślizgnęła się do kałuży.
Udomowi... Znaczy. Nie zrobi z niej takiego kota jak te wymoczki tak? Tak!
To dobrze dobrze. Zrobi coś z jej ranami i będzie mogła iść. Jeszcze lepiej. Tak tak.
- Jelenie to śmierdziele. Są nie smaczne. Fuj. Koty są smaczne. Tak. - powiedziała bardziej do siebie niż do Yako. Dziwne. Woda pachnie. I to lasem. Dziwna ta woda w norze Lisiego samca Lucka.

Yako - 15 Marzec 2017, 22:20

Spojrzał na nią zaskoczony, gdy zaczęła wydawać dziwne dźwięki. Kłaczek? Nie...ona się śmieje. Było to w pewnym sensie urocze. Pokręcił głową niedowierzając jej słowom.
- Żyję już jakiś czas wśród ludzi i istnieje tutaj takie dziwne przekonanie, że jeśli samiec rozbiera się przy samicy to chce z nią kopulować - wzruszył ramionami - samice ludzi są bardzo przewrażliwione na tym punkcie - zakończył - ale skoro Tobie to nie przeszkadza... - powiedział spokojnie i jeśli faktycznie nie sprzeciwiała się, zdjął spodnie i bokserki, lekko się przy tym krzywiąc. Dopiero teraz mógł obejrzeć rany. Były głębokie i na pewno zostanie po nich ślad. Westchnął zirytowany i zajął się oczyszczaniem zadrapań.
Cały czas jednak oglądał Lani, czy nie kombinuje za bardzo. Uśmiechnął się pod nosem, widząc jak wchodzi grzecznie do wody. Namydlił się dokładnie by pokazać jej co będzie robił, po czym nagle zanurzył się na moment w wodzie by pozbyć się piany. Następnie ponownie namydlił kotkę, tym razem dokładniej, bo nie musiał pilnować żeby się nie utopiła. Oczywiście jeśli mu na to pozwoliła. Jeśli chciała mogła się zanurzyć, jeśli nie, to zmył pianę, używając kubka.
Gdy skończył, odkręcił kurek by wanna się opróżniła i wyszedł z wody - dziś musisz ścierpieć jelenia na obiad - powiedział spokojnie, słysząc jej komentarz - nie mam w domu kociego mięsa, a nie zostawię Cię samej by iść na polowanie - wolał jej serio nie zostawiać. Nie wiadomo co by kocicy przyszło do głowy.
Wyciągnął dwa ręczniki. Jednym wytarł się, by pokazać co ma zamiar zrobić. W końcu zbliżył się do kobiety - wytrę Cię, żeby nie było Ci zimno i żebym mógł się zająć ranami, na które trzeba uważać- powiedział zbliżając się powoli. Jeśli mu na to pozwoliła, to najpierw osuszył rany i jej ciało a potem zaczął porządnie suszyć jej włosy, a następnie ogon. Mimo że włosy i futro p wszystkim były wilgotne to kotka mogła zauważyć, że są bardziej miękkie i puszyste.
Gdy już byli wysuszeni podszedł do drzwi i je odsunął. Wypuścił ją do salonu, mogła zauważyć, że drzwi do ogrodu są otwarte, nie była więc zamknięta w tym dziwnym domku - nie mam zamiaru Cię tu przetrzymywać, ale lepiej żebyś została kilka dni- mówił spokojnym ale poważnym głosem - musisz trochę odpocząć i poczekać, aż zagoją Ci się rany i do tego czasu żyjesz na moich zasadach - powiedział władczo - a potem możesz iść sobie mordować inne kotki.
Jeśli mu nie uciekła zaprowadził ją na kanapę i powiedział by usiadła. Przyniósł maść na rany oraz bandaże. Najpierw opatrzył swoją nogę. Robił to tak by widziała wszystko. Z nią trzeba jak z dzieckiem (nie żeby Lusian kiedykolwiek opiekował się dziećmi). Pokazać by wiedziały co je czeka, a że pokazywał to na sobie to tym lepiej, bo mogła mieć pewność, że to nic złego.
Następnie zabrał się za smarowanie ran kotki, uprzedzając ją wcześniej, że może zaszczypać.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group