To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Retrospekcje - Taniec z szablami

Thorn - 9 Grudzień 2017, 17:56
Temat postu: Taniec z szablami
Co pół roku na Tęczowej Arenie organizowane są Wielkie Igrzyska w których udział wziąć może każdy. Nie każdy jednak ma dostęp do co poniektórych dyscyplin sportowych. Niektóre zarezerwowane są jedynie dla Szlachty Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani. Pojedynki tak samo widowiskowe jak i wymagające, dlatego biorą w nich udział jedynie wprawieni w walce wojownicy.
Do takich dyscyplin należała właśnie szermierka. Wielki Turniej Szermierczy, organizowany przy okazji Wielkich Igrzysk zachęcał Możnych do sprawdzenia się w tej jakże trudnej sztuce władania bronią białą. Tego właśnie dnia, wszyscy ważniejsi Upiorni Arystokraci, Szklani i wiekowi Baśniopisarze zjeżdżali się na Tęczową Arenę, by chwytając za miecz, rapier bądź szablę, dowieść swojej wartości.

Dzień był piękny. Thorn od dawna przygotowywał się na tę chwilę. Dużo trenował, całymi dniami wymachiwał rapierem. Jakoś nie mógł się przyzwyczaić do cięższej broni. Szabla faktycznie była poręczna ale pałasz już zdecydowanie za ciężki. Rogaty od lat walczył rapierem i ciężko było nagle przerzucić się na coś toporniejszego.
Pewien swoich umiejętności zgłosił się do Wielkiego Turnieju Szermierczego i od rana aż go nosiło. Z kim przyjdzie mu się zetrzeć? jak daleko zajdzie? Czy udowodni Szlachcie, że jest kimś więcej niż tylko Bękartem?
Od tygodnia wybierał strój w jakim wybierze się na Igrzyska. Jako Szlachcic, musi się pokazać. Plotki są stałym elementem takich Zabaw, dlatego musiał wybrać coś specjalnego. Ostatecznie padło na piękny, okazały zestaw w którym mężczyzna prezentował się wyjątkowo dobrze. Przed wyjściem zapakował jeszcze ubranie turniejowe - przecież nie będzie walczył w płaszczu podszytym futrem, byłby głupi.
Tancerz też był stosownie przygotowany, by wyglądał godnie i bogato. Końska zbroja którą miał na sobie może nie była praktyczna, ale za to Thorn jadąc na swoim rumaku wyglądał jak Bóg Śmierci.
Wyruszył z samego rana i dość szybko dotarł na Arenę.
Słyszał rozmowy innych, gdy przejeżdżał przez tłum. Szlachta rozpoznawała go i była podzielona - jedni wzdychali widząc jak bogato jest odziany, inni po cichu spluwali pod końskie kopyta, psiocząc jak szewcy.
Takie już życie Bękarta.
Skierował wierzchowca ku namiotom zawodników. Kogo spotka w środku? Czuł podekscytowanie ale też i niepokój. Był dość młody... może za młody na tak poważne zawody?
Tancerz kroczył powoli, pewnym krokiem z wysoko uniesionym łbem. Jeździec i jego koń wyglądali przepięknie, gdy tak jechali przez tłum kłębiący się przy wjeździe.
Co przyniesie turniej? Nie wiadomo. Thorn zatrzymał Tancerza dopiero gdy dotarł do strefy dla zawodników ale nie zsiadł od razu. Był ciekaw ilu ciekawskich zawodników wyjdzie do niego z namiotu.

Vyron - 10 Grudzień 2017, 11:57

Obrosły wieloma legendami, Wielki Turniej Szermierczy z dnia na dzień stawał się bardziej rzeczywistym i realnym przedsięwzięciem. Każdego dnia do uszu Vyrona, młodego szlachcica, który po raz pierwszy miał brać udział w takich zmaganiach, i jednocześnie głowy rodu Laraziron, napływały nowe informacje. Oto na turnieju mieli wystąpić najlepsi z najlepszych. Wielcy Szermierze i prawdziwi Mistrzowie fechtunku. Wśród tych najsławniejszych wymienić by można choćby Aeravara Areneosa zwanego Świszczącą Śmiercią, Kyllana Morrassa w swej charakterystycznej złotej zbroi, Sir Baegora Vellaerisa, któremu chyba całe życie upłynęło na turniejach czy Ivarna Rhyslinga występującego zawsze z emblematem czarnego węża na piersi.
Vyron Laraziron, zwany też Viridianem nie zaniedbywał przygotowań. Chciał pokazać się z jak najlepszej strony. Chciał WYGRAĆ za wszelką cenę. Z tego powodu za dnia trenował a nocami obmyślał technikę walki z każdym ze znaczniejszych przeciwników. Zamykał oczy i w wyobraźni toczył symulowane walki. Wyobrażał sobie każde natarcie, każdą zasłonę, paradę, fintę, odpowiedź, przeciw tempo, sztych, cięcie czy unik. Wszystko to zapisywał sobie tylko znanymi schematycznymi rysunkami złożonymi z trójkątów, kwadratów, krzyżyków, odcinków zaznaczanych linią ciągłą i przerywaną oraz łuków. Gdy tylko obmyślił jakiś plan walki ćwiczył i szlifował go przez tak długi okres czasu, aż jego ciało wykonywało ruchy automatycznie, bez udziału świadomości. Im więcej trenował tym bardziej był przekonany o tym, że w prawdzie jest znakomitym szermierzem, a nawet można by pokusić się o stwierdzenie, że mistrzem, ale to jeszcze nie koniec jego rozwoju. Zdawał sobie sprawę, że za murem, blokadą do której dotarł znajdują się jeszcze ogromne pokłady talentu. Dlatego też musiał wystąpić w turnieju. Starcie z przeciwnikami wielekroć bardziej doświadczonymi z pewnością pomoże mu pokonać tę barierę i pozwoli stać się NAJLEPSZYM szermierzem w Krainie Luster.
Nadszedł dzień turnieju.
Przed samym sobą musiał przyznać, że nieco przeceniał przeciwników. Ich siłę w dużym stopniu stanowiła legenda i szlachetna patyna jaką obrośli, a nie faktyczne umiejętności. Teraz czekała go walka finałowa. Jego ostatnim przeciwnikiem miał być Aeron Vaele.
Viridian słyszał o nim co nieco. Ponoć byli prawie w tym samym wieku i obaj mogli poszczycić się niezłymi umiejętnościami szermierczymi. Niby obaj byli Arystokratami, ale różniła ich pewna dość zasadnicza rzecz. Aeron Vaele był bękartem. Kto wie, może jego ojcem był przygłupi pałacowy sługa, przydrożny zbój albo zwykły, śmierdzący łajnem koniuch? Jakimś cudem, pewnie dzięki pieniądzom i wstawiennictwu swojego Szlachetnie Urodzonego dziadka, Bękartowi udało się dostać w poczet Arcyksiążęcych gwardzistów. Błyskotliwa kariera dla takiego zera.
Vyron odruchowo wykrzywił usta. Miał walczyć z bękartem, który nie wiadomo jakim prawem śmiał nosić nazwisko Vaele. Pewnie Szanowny Stary Vaele nadał mu je z łaski i przez wzgląd na swoją puszczalską córkę. Dziwkę, która rozkładała nogi i przyjmowała na siebie rolę siennika gotowa gościć w sobie pierwszego lepszego kutasa. Choćby i z gminu. To było obrzydliwe i zakrawało niemal na sodomię. Seks z chłopstwem? Vyron splunął na ziemię namiotu, po czym jednym ruchem buta zakopał plwocinę. Cóż, starzec był zbyt dobry i miał zbyt miękkie serce. Gdyby to Viridian był dziadkiem Bękarta, kazałby go natychmiast zabić lub porzucić gdzieś w lesie na pastwę losu a córkę wysmagać batem i zamknąć w odosobnieniu w najgłębszych lochach. Cóż za upokorzenie, mieć za wnuka Bękarta …
Vyron spokojnie przechadzał się po wnętrzu swojego okazałego namiotu. Długo zastanawiał się nad wyborem broni, ale finalnie zdecydował się na pałasz . Był to jego ulubiony oręż. Wykonany na indywidualne zamówienie, wzorowany na pałaszu wz. 1889 - broni przywiezionej za Świata Ludzi. Długi na nieco ponad metr (104,5 cm), pozornie ciężki, lecz znakomicie wyważony dzięki ciężkiemu jelcowi o budowie kabłąkowo-tarczowej (z ażurową tarczką) i masywnej, kapturkowej głowicy pałasz łączył w sobie zalety szabli i rapieru. Pozwalał wykonywać pchnięcia i cięcia, był elastyczny, ale nie tak delikatny jak rapier.
Postanowił przebrać się w strój prezentacyjny . Zapinał już ostatnie paski gdy nagle do namiotu wpadł jeden ze służących. Młody chłopak, liczący sobie najwyżej piętnaście czy szesnaście wiosen.
- Panie ! Bękart przy … - nie dokończył
Na klepisko namiotu wypadły dwa zęby. To wyprowadzony przez Viridiana na odlew cios ręką odzianą w stalową rękawicę wyekspediował je z jamy ustnej wprost na ziemie w towarzystwie deszczu śliny i krwi.
- Dla ciebie Pan Bękart, sukinsynu! Znaj swoje miejsce! – warknął sprzedając słudze (będącemu aktualnie w klęku podpartym na ziemi) kopniaka w okolice pomiędzy żebrami a miednicą
Chłopak zwalił się ciężko na ziemię.
Vyron klasnął w ręce i do namiotu szybko wpadli dwaj inni słudzy i gnąc się w pokłonach wywlekli chłopaka. Po nim do namiotu weszła dziewczyna, która ze spuszczoną w pokorze głową zasypała świeżym piaskiem plamy pozostałe po bezczelnym słudze. Jak on śmiał określać Arystokratę mianem bękarta? Dla tego bezczelnego chama Arystokrata, nawet jeśli był bękartem, powinien być Jaśnie Panem Bękartem.
Popatrzył na dziewczynę i zaczął poprawiać ekwipunek.
Do namiotu, mijając się w wejściu z dziewczyną, wszedł starszy sługa. Mężczyzna mający już około pięćdziesięciu lat, siwe słowy i krótko przyciętą brodę tego samego koloru.
- Jaśnie Panie, Pan Aeron Vaele zjawił się na polu.
- To dobrze. Ja również za chwilę będę gotowy.
- Wybacz Panie, ale ośmielam się zauważyć, że Pan Vaele uzbroił się w rapier a ubrał w czerń i biel, z nieco większym przepychem i z takim też przepychem przyozdobił swego konia.
Słowa Starego Sługi podziałały na Vyrona Larazirona jak kubeł zimnej wody. Ten pierdolony Bękart, to niegodne łask płynących z bycia Arystokratą ścierwo, śmiało się wystroić bogaciej niż On, Jaśnie Pan Vyron Gravven Sanoran Laraziron, Głowa Rodu Laraziron? Niedoczekanie!
- Pomóż mi – rozkazał Viridian pokazując stojak ze strojem, który był przygotowany do tego by w nim odebrać główną nagrodę.
Klasnął w ręce dwa razy. W wejściu do namiotu w mgnieniu oka pojawił się jeden ze sług i gnąc się w ukłonie czekał na dyspozycje.
- Każ okryć konia najlepszą zbroją paradną. – powiedział po czym od razu dodał - Na co czekasz?! Zapierdalaj bo cię wychłoszczę!
Z pomocą Starego Sługi szybko przebrał się w nowy strój prezentacyjny i przygotował sobie również adekwatny pancerz wprost idealny do walki z kimś uzbrojonym w rapier.
Poprawił cały przyodziewek.
Sługa wypolerował szczerozłote elementy stroju tak że lśniły one teraz niczym maleńkie słońca. Ubranie było najwyższej jakości, i trzeba przyznać, było to po nim widać.
Chwilę później przed namiot przyprowadzono konia. Potężną karą bestię, o gęstej szczotce na pęcinach i uszach przyciętych w celu nadania mu bardziej demonicznego wyglądu. Koń zakuty był w końską zbroję , która idealnie harmonizowała ze strojem prezentacyjnym Vyrona.
Uśmiechnął się pod nosem. Chciał się bękart popisać bogactwem, ale coś mu nie wyszło. Cóż, bękart nigdy nie będzie pełnowartościowym Arystokratą. Choćby nie wiem ile pieniędzy wydał, prawdziwej godności sobie za owe nie kupi.
Viridian wsiadł na koń i ruszył przez tłum w kierunku błoni turniejowych.
Ludzie rozstępowali się czyniąc mu miejsce, ale starali się zachowywać ciszę.
Gdzieniegdzie matki przytulały mocniej swoje dzieci, a mężowie starali się osłonić żony i córki własnymi ciałami. Lord Laraziron nie należał do łagodnych i wyrozumiałych.
W pewnej chwili przed konia wybiegło jakieś małe dziecko.
Zwierzę drgnęło zamierzając z początku stratować intruza ale mocne szarpnięcie za cugle powstrzymało je od tego. Vyron pochylił się w siodle i złapawszy dzieciaka jedną ręką posadził do przed sobą na siodle.
Wjechał na błonia ustawiając konia tuż przed trybuną.
Wolną dłonią uniósł w górę rękę dziecka. Przez krótką chwilę ów malec mógł się poczuć jak zwycięzca turnieju. Wyjął z sakiewki dwie duże, złote monety i wręczył ją dziecku uśmiechając się ciepło.
- Proszę, to dla ciebie. Kup sobie za to co zechcesz.
Powiedziawszy to zdjął dziecko z siodła.
Dopiero po tym geście ludzie zaczęli wznosić pierwsze okrzyk na wiwat.
Lord Laraziron jednak nie jest aż taki zły jak mówiono. W końcu ofiarował małemu dziecku dwie złote monety, a przecież mógł wyjąć z kieszeni …

Thorn - 12 Grudzień 2017, 22:26

Był tu już wcześniej. Wielki Turniej trwał bowiem kilka dni i dziś nastał Finał. A los chciał, że Thorn pokonał wcześniejszych przeciwników i bez trudu dotarł do walki finałowej. Ale może lepiej powiedzieć - jego umiejętności, nie los. Tylko i wyłącznie jego wiedza i wyjątkowy talent szermierczy zapewniły mu wygraną.
Bardzo długo przygotowywał się do zawodów. Miesiącami ćwiczył walkę, na nowo rozczytywał podręczniki, układał strategię. Każdy Szermierz walczył inaczej. Thorn musiał ukryć swoje słabe punkty, bo jak każdy, również i on je miał.
Długie treningi przyczyniły się w końcu do tego, że jego Rapier stał się przedłużeniem ręki. Mężczyzna wymachiwał nim pewnie. Każdy ruch był przemyślany i wynikał z ruchu przeciwnika. Co prawda ciężko ćwiczyło się z nieruchomym manekinem, ale doświadczony Gwardzista przecież wiedział czym jest prawdziwy pojedynek.
Jadąc przez pole Areny zastanawiał się i na nowo obmyślał strategię. Z wcześniejszymi przeciwnikami poszło mu bardzo łatwo. Nie dlatego, że nie potrafili walczyć, czy że nie byli dla niego wyzwaniem. Nie nie. Upiorny darzył wielkim szacunkiem starych szermierzy. Ale jednak byli starzy. A co za tym idzie, ich sposób walki był przestarzały, schematyczny. Thorn z łatwością przewidywał ich ruchy, bo sztywno trzymały się zasad podręczników sprzed kilkuset lat. Starzy mistrzowie, stara szkoła. Nie mógł wymagać od nich więcej, zwłaszcza, że szermierze pokroju Świszczącej Śmierci czy Czarnego Węża nie zjedli zębów na wojnie. Oni już wtedy byli za starzy. Siedzieli w wygodnych fotelach i wydawali rozkazy, popijając wino czy inne szlachetne trunki.
Aeron zaskakiwał swoim nowoczesnym podejściem do tematu. Stosował w walce zwody, prowokował, wiedział kiedy pozornie się wystawić by już za chwilę zadać śmiertelny cios. Gra pozorów była jego mocną stroną, podobnie też jak praca nóg. Arystokrata który stosuje w Szermierce elementy tańca jest poważnym i nieprzewidywalnym przeciwnikiem. Figury które dla tancerza były naturalne, dla zwykłego fechtującego już nie dlatego też piruety czy odskoki rogatego tak mocno dezorientowały starych przeciwników. Cóż, tak już jest, że kiedyś trzeba zejść ze sceny i zrobić miejsce młodym. Świeżemu pokoleniu. Wychowanemu na historii starych z tą jednak różnicą, że niepopełniającemu błędów jakie popełniło poprzednie pokolenie.
Droga do namiotów zawodników nie była długa ale Aeronowi dłużyła się niemiłosiernie. Gdyby mógł, spiąłby konia i galopem puścił się w tamto miejsce. Jechał jednak powoli, z wysoko uniesioną głową. Dumnie. Udawał, że nie słyszy obelg pod swoim adresem, jego twarz pozostawała spokojna a uśmiech łagodny i uprzejmy. Tylko wnętrze krwawiło.
Nawet teraz, gdy dotarł do walki finałowej, Szlachta nie mogła go zaakceptować. Nawet gdy dowiódł, że może zajść tak daleko, pluli pod końskie kopyta i zabierali swoje urodziwe córki, by przypadkiem Bękart nie spojrzał w ich stronę. To było zwyczajnie przykre, ale przecież młody Vaele przywykł. Przecież tak wyglądał każdy jego dzień.
Tancerz kroczył powoli, prychając ze zniecierpliwienia. On też nie lubił tych spojrzeń. Czuł zdenerwowanie jeźdźca. Podrzucał łbem, przez co wyglądał jak rumak który rwie się do taranowania tłumu. Kto wie, może właśnie tego teraz chciał i tylko czekał na to aż Aeron ściśnie jego boki, dając mu sygnał do szarży.
Thorn nie mógł spuścić głowy. W końcu dotarł tak daleko, nie mógł okazać słabości. Prawdę mówiąc bał się. Tylko głupiec staje do walki będąc zbyt pewnym siebie. Gdy Vaele usłyszał, kto ma być jego przeciwnikiem w walce finałowej, zamarł. Tylko i wyłącznie piekielnie dobra gra aktorska Subtelnego Kłamcy nie zdradziła, że wiadomość zmroziła mu krew w żyłach.
Przeciwnikiem miał być Vyron Laraziron. Młody Arystokrata, który po raz pierwszy brał udział w Turnieju i, podobnie jak Aeron, dotarł do Finału stosując swoją własną kombinację szermierczą.
Thorn nie miał pojęcia o strategii przeciwnika. Nie znał też jego ruchów, bo organizatorzy zadbali, by walczący nie obserwowali walk innych. Obawiał się go, to naturalne. Strach przed nieznanym.
Może Laraziron okaże się gorszy i będzie zaskoczony elementami tańca, jakie wplata w walkę tęczowooki… Ale może być też o wiele lepszy. Thorn musiał pamiętać o swoich silnych i słabych stronach. Może i pracę nóg miał wyśmienitą, pewne wypady i ładne riposty ale… jak na Szermierza, był dość szeroki w klatce piersiowej. A to zwiększało pole w które przeciwnik może uderzać.
Kolejną niewiadomą była broń. Aeron, używający Rapiera poradził sobie z powolnymi mieczami, zarówno jednoręcznymi jak i dwuręcznymi. Wygrywał prędkością, zawsze był ponadprzeciętnie zwinny. Ale czym miał zamiar walczyć jego ostatni przeciwnik? Thorn nawet nie chciał obstawiać. Wolał poczekać na walkę i na świeżo obmyślać taktykę działania.
Koń wreszcie zatrzymał się pod Namiotami ale mężczyzna nie zsiadał. Miał tutaj własne lokum ale niestety nie mógł przyprowadzić własnych Służących. Pozostawała więc obsługa Turnieju. Siedział więc w siodle i patrzył na wejście do namiotu, czekając na kogoś kto odprowadzi rumaka, gdy Upiorny z niego zejdzie. Słyszał za swoimi plecami wyzwiska, ale również i westchnienia zauroczonych młodym, urodziwym Szlachcicem panien. Bo która nie chciałaby zostać porwana przez Przeklętego ale Piekielnie Przystojnego Bękarta? Zakazana miłość smakuje lepiej niż ta zwykła, nudna. Jest w smaku… ostrzejsza.
Nagle jednak tłum zamilkł. Thorn zmarszczył brwi. Gdy usłyszał stukot kopyt, pociągnął swojego wierzchowca za lejce by go obrócić. Tancerz zwyczajowo zatańczył w miejscu, obracając siebie i jeźdźca frontem do nadjeżdżającego jegomościa.
Upiorny uśmiechnął się szerzej, gdy zobaczył kto się do niego zbliżał. W głębi serca poczuł nieprzyjemny ucisk, ale nie dawał tego po sobie poznać. Co jak co, musiał zachować twarz. Do samego końca.
Na koniu, albo czymś co kiedyś nim było a teraz pozostawało śmieszną, poprzebieraną karykaturą konia, jechał nie kto inny a Vyron Laraziron. Przed sobą miał usadzonego jakiegoś dzieciaka, który początkowo miał minę jakby jechał na ścięcie ale gdy dostał coś od Szlachcica, rozpromienił się. Zdjęty z siodła, pognał z radosnym piskiem w tłum, który po chwili zaczął wiwatować, witając tym przybyłego Upiornego.
Thorn uniósł wyżej twarz, celowo powodując Tancerzem, by rumak jeszcze przez chwilę drobił w miejscu, jakby chciał znaleźć odpowiedni kąt. Arystokrata czekał na swojego przeciwnika uśmiechając się przejmie. Gdy tamten zbliżył się wystarczająco, Aeron uspokoił myszatego konia i skłonił się Larazironowi, jak nakazywał protokół.
- Lord Vyron Gravven Laraziron. – powiedział na głos, pewnym i miłym tonem – To będzie zaszczyt, móc skrzyżować z panem miecze, Lordzie. Nie mogłem wymarzyć sobie lepszego przeciwnika. – słodki jad sączył się z jego ust, ale czy ktokolwiek miał wątpliwości co do jego przyjacielskich zamiarów? A skąd! Przecież Subtelni Kłamcy zawsze wyróżniają się na tle innych swoją szczerością.
Spojrzenia ich oczu spotkały się, bo Thorn właśnie na to liczył i do tego dążył. I właśnie to było prawdziwym powitaniem dwóch Upiornych Arystokratów. Bez kłamstw i zbędnej obłudy. Obaj nie wiedzieli o sobie nic poza plotki, które chociaż rozchodziły się bardzo szybko, nie zawsze niosły prawdę.
Aeron nie schodził z konia. Do końca pozostanie na jego grzbiecie, nie zejdzie pierwszy. Nie okaże uległości, bo niby czemu miałby to robić? Czekał więc na ruch przeciwnika bo ich pojedynek właśnie się rozpoczął.

Vyron - 19 Grudzień 2017, 05:20

Jechał w stronę areny i spoglądał z góry na plebs kłębiący się pod kopytami konia.
Stali przed nim niczym trawy na stepie. Przemieszani i w bezładzie. Ci barwni i ci szarzy. Ci warci chwili uwagi i ci nie warci splunięcia. Wszyscy oni stali teraz przed nim. Ciżba gotowa zacząć się wzajemnie rwać zębami na strzępy i szarpać pazurami do krwi o wrzuconego pomiędzy nich złocisza. Ojcowie i matki ze swoimi zasmarkanymi dzieciakami na rękach. Z resztą kto wie, czy to faktycznie były dzieci tych ojców? Ladacznice i wywłoki w czepkach mężatek nigdy nie powiedzą prawdy, jeśli nie połamie im się gnatów i nie zerwie pazurów z łap i nóg. Dopiero ból i nieustępliwość przesłuchującego zmuszała je do wyznania prawdy o kurewstwie, którego się dopuściły, a kurewstwo i zepsucie było jak nowotwór. Atakowało wszystkich i szerzyło się na każdym stopniu drabiny społecznej.
Uniósł rękę by pozdrowić tłum. Tak wypadało i tego od niego oczekiwano.
Poza matkami i ich bachorami przyglądali mu się też ojcowie - głowy rodzin. W większości bezwartościowe padło, jedynie omyłkowo nazywane istotami rozumnymi, mięso armatnie, których w bitwie motywuje się do walki razami bata lub bzdurnymi hasłami w stylu „Żołnierze! Walczcie za wasze rodziny! Za waszych bliskich! Za psy, koty, krowy, świnie, kurczaki, szczury, myszy i inną, chuj wie jaką, chudobę”. Wszyscy oni stali teraz butni i dumni z faktu, że uczestniczą w czymś ważnym. Każdy z nich miał przyklejony do tępego ryja uśmiech godny arcydebila.
Przebił się przez śmierdzącą czeredę, przez tę pstrą zbieraninę pospólstwa i chamstwa, i wyjechał na pole przed areną.
Na miejscu powitał go Bękart z przyklejonym do twarzy uśmiechem.
Czego się tak cieszysz bękarcie? Błaznem chcesz zostać? – pomyślał Vyron podjeżdżając swoim ogromnym, karym koniem niemal pod pysk konia Bękarta i zmuszając nieszczęsne zwierzę do stępu w tył i niewygodnego przygięcia zadu. Ogier Viridiana, rosły i masywny, należący do rasy wyhodowanej po to, by w szarży przełamywać szyki ciężkiej piechoty, miał łeb niemal dwukrotnie większy od łba konia, na którym siedział Aeron. Bestia na której siedział zielonooki raczej nie nadawała się do rekreacyjnych przejażdżek. Żywiołem tego konia była wojna i walka, co było widać już na pierwszy rzut oka. Bestia parsknęła i uderzyła przednim kopytem o ziemię aż piach strzelił na boki. Krótki ruch wędzidła zatrzymał atak, który miał nastąpić chwilę po tym. Koń obrał za cel udo jeźdźca, które stanowiło miękki i łatwy cel.
- Witaj i Ty, Aeronie Vaele, ostatni ze swojego rodu – powiedział zielonooki jeździec z uśmiechem patrząc bękartowi w oczy - Zapewniam cię, że mogłeś, ewentualnie masz kiepską wyobraźnię, przyjacielu
O tak, byli przyjaciółmi. Viridian nie wiedział jakimi uczuciami darzył go Bękart, ale z jego strony była to przyjaźń i serdeczność taka, jaką okazują psy dziadowi zagnanemu w ciasny róg.
Lekkim ruchem kolan kazał swojemu wierzchowcowi naprzeć na konia Aerona zmuszając nieszczęsne zwierzę do kolejnych kroków w tył lub obrotu odsłaniającego słabiznę.
Odsłonięcie słabizny jest dla koni mało komfortowe i często kończy się nagłym zrywem w celu zmiany pozycji. Zryw taki, jeśli nie zrzuci jeźdźca to z pewnością postawi go w pozycji kiepskiego jeźdźca, który nie umie zapanować nad koniem.
- Ruszamy na arenę? – zapytał łagodnym głosem godnym księcia z bajki - Zechciej wjechać tam na równi ze mną, unikniemy protokolarnych niezręczności.
Powiedziawszy to, zmusił konia do wykonania ćwierćobrotu w miejscu ustawiając go bokiem do konia Bękarta.

Thorn - 6 Styczeń 2018, 18:50

Postać Vyrona Larazirona była uosobieniem Elegancji ale też i przesadnego przepychu. Strój który miał na sobie krzyczał, że jego właściciel jest majętny i lubi się pokazać. A zbroja końska w którą zakuty był ogromny ogier nie krzyczała, w wrzeszczała i wyła, że czarnowłosy sra pieniędzmi. Thorn przyglądał się nadjeżdżającemu Szlachcicowi bo co miał robić? Nie wiwatował jednak, jeszcze czego. Tłum zgromadzony dzisiaj na Arenie miał prawo wznosić okrzyki, ale Aeron nie dołączył do nich bezmyślnie.
Rumak Larazirona naparł na Tancerza, a ten parsknął gniewnie. Był w bardzo niekomfortowej pozycji, chciał się cofnąć by poprawić ustawienie nóg, ale Thorn przytrzymał go siłą na stanowisku. Szary koń musiał przez to znowu wykonać swój charakterystyczny taniec, drobiąc w miejscu niecierpliwie. Wszystkie ogiery Vaele miały ten odruch, dlatego wszystkie też otrzymywały adekwatne imię. Szkoda tylko, że ten rumak był nieco narwany i momentami głupawy, bo potrafił się rzucić na większego od siebie. Pewnie inni nazwaliby to walecznością, Thorn starał się przytępić charakter konia.
Nawet teraz, gdy prawie wchodził na niego o wiele większy ogier, Tancerz parskał i rzucał łbem niebezpiecznie blisko chrap tamtego. Vaele musiał szarpnięciami i przyciąganiem wodzy trzymać zwierzę. Szkoda by było, gdyby konie Arystokratów się pogryzły.
Na słowa mężczyzny jedna z brwi Ciernia drgnęła ledwo zauważalnie. Ostatni z rodu? I kto to mówi. Aktualnie obaj Szlachcice byli jedynymi przedstawicielami swoich rodzin.
Trzeba przyznać, że Vyron miał piękne oczy. Jadowita zieleń kontrastowała z czernią jego włosów, gdzieniegdzie poprzetykaną srebrnymi, nie siwymi ale faktycznie srebrnymi kosmykami. Thorn wytrzymał jego spojrzenie, unosząc podbródek nieco wyżej i posyłając mu uprzejmy uśmiech.
- To nie kwestia wyobraźni, drogi Lordzie. - powiedział grzecznie - Zwyczajnie pojedynek z tobą uznaję za swoistą wisienkę na torcie. Ekscytującym będzie sprawdzić się na Arenie z kimś tak... Wielce utalentowanym. - dodał, mrużąc nieco oczy przez co tęczowe spojrzenie stało się odrobinę ostrzejsze. Słodki uśmiech maskował sączący się z jego ust jad.
Jeszcze bardziej ekscytującym będzie cię zmiażdżyć na oczach całego zebranego tłumu.
Nie znosił tego typa. Właśnie za ten cały teatrzyk, popisywanie się, obnoszenie ze swoim bogactwem. Musiał jednak przełknąć to wszystko w imię dobrego pojedynku. Wierzył w siebie, chciał innym udowodnić swoją wartość pokonując na Arenie tego Zielonookiego Demona.
Tancerz ponownie szarpnął wodzami, chcąc się wyswobodzić i ugryźć drugiego rumaka. Thorn i tym razem stanowczo pociągnął niesfornego zwierzaka, nie spuszczając wzroku z oczu Larazirona.
Kary koń ponownie naparł na srebrnego wierzchowca, na co drugi zareagował niezadowolonym rżeniem i wyjątkowo agresywną odpowiedzią - przysiadł lekko na zadzie i podrzucił przednie kopyta by machnąć nimi i tym samym uderzyć drugiego konia. Na szczęście Aeron w porę wyczuł Tancerza i wymierzył mu ostrego kuksańca w bok, co zmusiło ogiera do opamiętania się. Zatańczył w miejscu, cofając się nieco i powodowany udami jeźdźca, ustawił się obok rumaka Larazirona. Wierzchowiec spienił się cały, co tylko utwierdziło Thorna w jego wychowawczej porażce. Będzie musiał zacząć układać kolejnego źrebaka, bo z tego wyrosła niestabilna bestia. A nie ma nic gorszego, niż narwany koń.
Stając obok Vyrona, rogaty odwrócił twarz w stronę areny ale kątem oka patrzył na rywala. Protokolarne niezręczności? Niezręcznie to dopiero będzie, jak Bękart pokona wielkiego Lorda Larazirona w walce.
Thorn nie czekał na sygnał, zmusił swego konia by to on pierwszy ruszył, na chwilę wyprzedzając karą bestię zielonookiego. Tancerz parsknął i chętnie wyszedł na prowadzenie, Aeron teatralnie przytrzymał go jednak by Vyron spokojnie się z nim zrównał. Tak wypadało. Jeśli Upiorny chce się bawić w Grę Pozorów, proszę bardzo. Cierń przecież lubił takie zabawy.
Intensywnie rozmyślał nad tym, jaką broń wybierze jego Rywal. Wiedział, że ze swoim Rapierem nie zwojuje wiele jeśli tamten będzie walczył czymś zwrotniejszym. Ale przecież Thorn miał Asa w rękawie - niepodręcznikową pracę nóg. No i może Laraziron przeliczy się, tak jak wielu jemu podobnych, bo Aeron jak na szermierza posługującego się Rapierem był dość szeroki w barach. Może nawet za szeroki. Ale Thorn doskonale zdawał sobie sprawę ze swoich słabości, dlatego tak długo pracował nad ruchami, by możliwie jak najmniej się odkrywać w walce.
Preferował zrównoważoną batalię, nie przechylając szalę ani na stronę ataku ani na stronę obrony. Jego styl był więc mieszany, wykorzystujący często element zaskoczenia. Czy sprawdzi się w walce z Vyronem Larazironem, o którym Thorn wiedział tak niewiele?
Jadąc obok Szlachcica, Vaele nie zwracał uwagi na miny i krzyki tłumu, jadąc dumnie wyprostowany w siodle. Wyglądał godnie, oczywiście, ale z pewnością drugi rogaty przyćmiewał go swoim bogatym strojem. Jakoś... Aeronowi było to obojętne. W swoim życiu doświadczył przecież wielu przykrych sytuacji, kiedy to wyśmiewano go tylko dlatego, że był Bękartem.
Gdy dotarli do namiotów, zsiadł z konia dopiero gdy go o to poproszono. Tuż przed tym jak zniknął by się przebrać w zbroję i przygotować do walki, odwrócił się do Vyrona i skłonił z szacunkiem, ale nie za nisko, bo przecież również był Arystokratą. Byli na tym samym poziomie.
- Niech wygra lepszy, Lordzie Larazironie. - powiedział błyskając zębami - Życzę szczęścia. Ono zawsze się przydaje.
Tancerz zarżał jakby chciał krzyknąć "A jakże!". Odprowadzony przez Służbę Upiorny skierował się do Namiotu w którym to czekała już na niego jego zbroja i cały ekwipunek.



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group