• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Malinowy Las » Karciana Twierdza » Komnata Królowej
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 17:38   Komnata Królowej

      Gdy wejdziesz na szczyt Karcianej Twierdzy, skręcisz w pierwszy zakręt w lewo, przejdziesz ciemnym korytarzem ozdobionym obrazami przedstawiającymi karciane postaci. Rzekomo. Są to jednak byli oraz teraźniejsi, co ważniejsi, członkowie owej Organizacji. Miniesz straż usytuowaną tuż po obu stronach ogromnych, dębowych drzwi, na których to piękny grawer Trefla się znajduje. Gdy pchniesz jedno z odrzwi, twym oczom ukaże się duża, jasna przestrzeń. Ściany komnaty mają niezwykle jasną barwę beżu, podobną do smakowitego kremu. Ściana na przeciw zdumiewa pomysłowością. W trzech zagłębieniach znajdują się trzy, smukłe, czarne wazy, podświetlane sprytnie ukrytym światłem. Po obu stronach zawijają się ciemne sploty, fantazyjne, niczym pędy roślin. Tam ów znajduję się łoże rozsądnych rozmiarów, kształtem bliższe nowoczesnej formie, niźli tutejszym standardom. Mebel umiejscowiony jest na puszystym, czarnym dywanie. Po obu stronach leża znajdują się czarne, kryształowe stoliczki, na których postawiona lampy. Dalej, po prawej stronie, znajduje się biały mebel: krzesło z podnóżkiem, który komponuje idealnie z całością. Zaś po lewej stronie, na ścianie, powieszono cztery obrazy. Ukryte sprytnie drzwi z tej strony prowadzą do małej pracowni, gdzie znajdowały się sztalugi, płótna i farby, wszystko poukładane niemal w pedantyczny sposób. Dalej mała łazienka.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Wiktorka



    Gość

    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 18:01   

    Wydawałoby się, że żywego ducha tutaj nie ma prócz, strażników. Ale był, choć dłuższy czas siedział w bezruchu. Choć to marionetka, nie miała charakterystycznych stawów, a jednak podobna była do tych tworów, acz bliżej jej do miana lalki. Właśnie – jak laleczka wyglądała. Choć nie... Po prostu urok taki miała. W bezruchu siedziała, kąt zdobiła. Nic a nic nie robiła. Ale przecież ona chciała, aby jej właścicielka była zadowolona! Wstała więc przecierając piękne ślepka i postawiła parę kroków, aby rozprostować kości. Nikt nie wie, czy prawdziwe czy nie. Jej twórca nic nie powiedział, ale każdy wie, że dążył, aby była jak najbardziej podobna do jego martwej ukochanej. Pomijając tą nieodgadnioną kwestię, poczęła sprzątać. Ot dbała o czystość i przyjemność tego miejsca. Pani de Clare była zbyt dobrą kobietą, aby żyć w nieidealnych progach. Dobra dla niej z jej punktu widzenia. Kto wie jaka dla osoby obiektywnej była. Sprawnie sprzątała, miała do tego smykałkę. A z myślą, że jaśnie Właścicielka mogłaby ją pochwalić oczęta jej błyszczały, a kąciki ust mimowolnie się unosiły. Nie, nie zawiedzie Właścicielki! Byle kto tego tytułu nie nosi – ba! Była Królową w Karcianej Szajce. Choć jej pierwszy właściciel – Gerwazy – był arystokratą, a druga właścicielka – Olga – wpływową kobietą, to w czasie bycia laleczką Verny wysuwała ją na piedestał. A nim Właścicielka ją przygarnęła z tęsknoty łkała szepcząc imię pierwszego. Kto wie jakby było, gdyby Pani de Clare ją zostawiła umierając lub porzuciła. Na pewno nic miłego z drugiej opcji nie wynikło. Załamałaby się Wiktusia i mimo wszystko starała się ją zabić. Bo to niedorzeczność – ją porzucić? Porzuciła ją Olga i teraz jest „tą złą”. Psia mać, sczeźnie! Na chwilę oderwała się od roboty naburmuszona na wspomnienie o Opętańcu, jednakże z kamienną twarzą do pracy powróciła. Było czyściej niż czysto – najczyściej, ot co. Dbała o każdy szczególik. A sobą nie chciała psuć nienagannego wizerunku komnaty, a więc poszła do łazienki i zadbała, aby sama nie wadziła. Po dłuższym czasie z zadowoleniem stwierdziła, że jakoś nadaje się, aby móc przebywać u Właścicielki i powróciła do swego kąta zasiadając w nim podkuliwszy na boku nogi. Znów niewiele się ruszyła, ale teraz pierś ruszała się jak w geście oddechu.




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 19:27   

    Droga do Szkarłatnej Bramy zajęła im nie wiele czasu. Przez ten okres Verna w ogóle się nie odzywała, tylko od czasu do czasu spoglądała na swą tymczasową maskoteczkę z zagadkowym, a jednak pełnym uwodzicielskiego blasku, spojrzeniem. Przeszły przez wrota bez wahania. Trzymała drobną rączkę w swej szkaradnej dłoni, pokrytej pancerzem, ostrymi igiełkami na nadgarstku i paliczkach. Zakrzywione ostrza wychodzące spod łokci błyskały czasami w świetle groźnymi refleksjami. A jednak w tej chwili była łagodna, broń naturalna w tej chwili była usposobieniem łagodności. Dziwne to zjawisko, jak coś śmiercionośnego mogło zamienić się w narzędzie niemal łagodne, mające na celu, powiedzmy, ochronę, niźli wyrządzanie krzywdy.
    Prowadziła swój łup pewnym, równym krokiem pełnym kociej gracji i finezji. Biodra poruszały się płynnie raz w jedną, raz w drugą stronę. Długie, czekoladowo rude włosy opadały kaskadą na plecy, pieszcząc zazdrośnie skórę ud. Jakiś czas minął, nie długi, a jednak ciągnący się w nieskończoność, nim pochłonęły je zapraszające ramiona Natury. Matka w tym miejscu była bujna i żywotna, przepełniona magią życia. Pieśń tego miejsca trąca wrażliwą nić jestestwa Modliszki, wypełniała dotąd puste ciało, podobne skorupie, pewną obecnością, która niosła ziano ukojenie. Uwielbiała te miejsce. Ciche, chłodne, przesycone miliardem aromatów i dźwięków. Gdzieś odzywało się nocne stworzenie, może jakieś kotowate wyruszyło na łowy. Często, gęsto, Jaskółka zapominało o tej drobnej różnicy, która odróżniała Świat Ludzi od Świata Luster. Tutaj wszystko mogło być wszystkim. Twarze przybierały rozmaite oblicza. Nic nie było tym, na co wyglądało z pozoru. Weźmy ją samą. Smukła, gibka, o bladej cerze i akwamarynowym spojrzeniu, z rogami demona wyrastającymi z czaszki, zawijającymi się z morderczą fantazją ku tyłowi. Wszystko to mówiło jej, iż niegdyś, nim została schwytana i wcielona w projekt MORII, przynależała do szlachetnego rodowodu, jakim jest Upiorna Arystokracja. I nic to, że nie chciała pamiętać swej przeszłości. na sama ubiegała się o jej względy, bez jej woli, bez jej wysiłku. Verna wiedziała, że nic, co zaplanuje człowiek, czy istota ludzio - podobna, nie ma sensu, gdyż prawa losu same upomną się o swoje.
    Teraz była Cyrkowcem, Królową Karcianej Szajki. Tego również nigdy nie przewidziałaby, chociaż pragnęła tego w głębi serca. Czyż to nie ona knuła niecne plany mające na celu zdobycie tytułu? Czyż nie pragnęła zemsty na swych oprawcach i ludziach, którzy śmiali wytykać jej ułomność, wszakże nie zrodzoną z natury, a z ręki podłych Naukowców?
    Ach, mniejsza z tym, nie potrzebnie tak o tym wspomina. Wszakże miała przy sobie piękną, młodą kobietkę, szacującą na około siedemnaście ludzkich wiosen, a jednak nos i intuicja podpowiadały jej, iż zgoła jest zupełnie inaczej. Oblizała ponownie górną wargę, nieco podekscytowana. Już dawien dawno nie czuła się w podobny sposób. W tej chwili mogła uczuć, iż żyła, a nie tylko pozostawała w zawieszeniu między życiem a śmiercią. Byłą to cudowna woń życia!
    Las gęstniał z każdym krokiem, upajał słodkawą, lekko cierpką wonią setki malin. Już, już, zaraz miał wychynąć niecodzienny widok. Twierdza, cudowna, fantazyjna, jej pałac z monstrualnych kart. Cudowna siedziba dla jej organizacji.
    -To tutaj, moja miła. Witaj w moich skromnych progach - odezwała się pierwszy raz od ponad godziny, która zajęła im na dotarcie do tego urokliwego miejsca.
    -Chodź, tutaj nic ci przy mnie nie grozi - szepnęła, pomijając skromnie fakt, iż sama jej obecność, Modliszki, Panienki Ludożerki, mógł ukazać się dla tego dziewczęcia dość okrutnym aktem... wiary.
    Poprowadziła ją pewnie ścieżką, gdzie w dali majaczyły dwie sylwetki Karcianych Strażników, dwóch indywiduów, recydywistów, zsuniętych na margines wszystkich trzech społeczeństw. Byli to jej pobratymcy, kochane laleczki w dłoniach sztukmistrza.
    Gdy przechodziły koło nich: Balazar i Melhiar, skłonili się sztywno w jej stronę, uderzając dłonią w pierś. Na ich kamizelkach przypięte były karty, Pik i Karo.
    Uśmiechnęła się zimno w ich stronę, błyskając białymi, drobnymi ząbkami, między którymi zabłysły dwa ostre, zakrzywione kły. Drgnęli. Podobne zachowanie napawało ją ogromną satysfakcją. 'Tak, tak, bójcie się, moje drogie dzieci. Okażcie pokorę'
    Szły wolnym krokiem przez korytarze, multum różnych odnóg. Przez schody na górę, potem w lewo, do Ścieżki Zwycięzców.
    Przed pięknymi, dębowymi wrotami z wizerunkiem Trefl, stało również dwóch strażników, tym razem kobiety: Kier i Pik. Cudowny duet nożowniczek, piromanek.
    -Pani - obie skłoniły głowy, pozwalając przejść swej Królowej.
    -Nie wpuszczajcie nikogo, Astrid, Neo - warknęła.
    Gdy weszły do środka, wrota zamknęły się za nimi cichutko. czom Shi mógł ukazać się piękny widok. Jasna komnat, z ciemnymi akcentami, wielkim łożem, rozjaśniona dwoma lampami.
    -Witaj w moim królestwie - orzekła, wodząc ręką dookoła. Verna wręcz nie mogła nie zauważyć, jak czysto zrobiło się w komnacie. Ubrania z łoża zniknęły, oręż ustawiona koło krzesła również. W powietrzu unosił się zapach czystości, a nie kurzu.
    Wodziła chwilkę oczyma po kątach, wypatrując drogiej jej sercu laleczki. Uśmiechnęła się niemal ciepło, delikatnie, widząc ciemną główkę wystającą w rogu. Puściła lekko dłoń białowłosej i podeszła długim krokiem do kukiełki.
    -Moja kochana Laleczka, złotko moje - ozwała się melodyjnym głosem, chwytając Wiktorię za szczupłe nadgarstki, tym samym podnosząc ją zgrabnie z miejsca. Przyjrzała się drobnej twarzyczce, już poznanej, do której przywykła.
    -Jak zwykle dajesz więcej, niż musisz, moja miła - powiedziała, klepiąc małą po głowie. Palcem wskazującym prawej dłoni przejechała po filigranowej skórze marionetki, przekrzywiając przy tym lekko głowę.
    -T jest moja laleczka, Wiktoria - przedstawiła swą własność białowłosej dzierlatce.
    -Wiktorio, to nasz, mój, dzisiejszy gość - zwróciła się tym razem do ciemnowłosej dziewczynki. -Dlatego prosiłabym cię, byś na wieczór zajęła się swymi sprawami, gdyż ja mam do... pomówienie z tą młodą damą - przejechała ponownie dłonią po główce lalki.
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Shi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 20:14   

    Podekscytowana Shi dreptała tuż obok niezwykłej kobiety, przyglądając się jej co i rusz. Podziwiała jej ciało, w głębi duszy mając nadzieję, że za niedługi czas zobaczy o wiele więcej, niż teraz. Znów we łbie się jej zakręciło z emocji. Cholera, musi się opanować, bo jeszcze się przypadkiem przeobrazi i co wtedy? Będzie świecić jak cholerna żarówka... Swoją drogą, przydatne to światełko w nocy, ale niekiedy takie uciążliwe. Dobrze, że po wyparowaniu Przeobrażenia nie boli jej głowa. Na początku, kiedy się do tejże mocy dopiero przyzwyczajała miewała dość mocne bóle. Ale te minęły z czasem, kiedy coraz lepiej władała tą umiejętnością. A panowanie nad własną krwią? Ho ho, z tego powodu ile razy przyszło jej spoczywać w łożu śmierci! Ale marudzie za każdym razem udawało się z niego zwiać! Stety, czy niestety?
    Wdychała słodką woń malin. Ów zapach nie był w jej guście, zbyt "osłodzony" jak dla niej. Ale nie marudziła. Zastanawiała się za to, gdzież to mieszka jej miła towarzyszka. Shi nie pamięta, żeby w malinowym lesie znajdowały się jakieś domostwa, tylko... No właśnie. Jej oczom ukazało się w końcu karciane zamczysko. Ślipka jej błysnęły zaciekawione. Na szept zapewnienia jej bezpieczeństwa, białowłosa uśmiechnęła się do dziewczyny kącikami ust. Jej zainteresowanie tą tajemniczą osóbką rosło z każdą kolejną minutą. Najpierw strażnicy przy głównej bramie, potem strażniczki przy drzwiach komnaty Królowej. Tia, Królowej. Shi miała ochotę gwizdnąć, domyśliwszy się, kim zapewne jest jej towarzyszka. Jedynym nowym uczuciem, jakie pojawiło się w białowłosej to był podziw, nic więcej. Podziwiała tylko tę urodziwą kobietę, że rządzi Karcianą Szajką. Ta znajomość na pewno będzie ciekawa...
    Będąc już w środku komnaty, dziewczyna rozejrzała się dookoła. Jej usta ułożyły się w literkę "u", po czym szczęka jej opadła. No, to jest Coś w porównaniu z jej lichym domostwem. Jej wzrok pomaszerował za Królową. Cos tam w kąciku siedziała, co to może być... Laleczka! Sama słodycz... Shi uniosła brew i wpatrywała się bez słowa w obie panny, przysłuchując się słowom kobiety. Swoją drogą, przydałoby się w końcu zapytać ją o imię, a i samej się przedstawić. Jak na razie stała tylko, oparta o drzwi i uśmiechała się delikatnie, acz z niewinnym błyskiem w rubinowym oczku.
    Wiktorka



    Gość

    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Czerwiec 2011, 20:53   

    Siedziała dłuższy czas sama w tęsknocie za jaśnie Właścicielką ciężko wzdychając. Ach, jakże nieopisana będzie jej radość na jej widok! Nic ciekawego się nie wydarzyło, jak siedziała tak siedziała. A czas leciał. Jednak w końcu przyszła jej Pani de Clare! Ale radość nie była tak duża, albowiem przyprowadziła z sobą kogoś jeszcze. Było to dziewczę, niższe od Wiktorii i według jej gustu pozbawione urody. Niewielka zazdrość zrodziła się w jej sercu, ale gdy Królowa szajki podeszła do laleczki, tą drgnął nikły cień nadziei i radości. Aż się uśmiechnęła, gdy prowadzona przez dłonie kobiety powstała. Wpatrzona w nią chciała dać znak nieznajomej, że nie jest czegokolwiek warta i winna zmiatać gdzie pieprz rośnie. Ale ta nadal tu była, a to nie satysfakcjonowało Wiktorii. Poklepana po głowie [jak pies] pyszniła się tym, chcąc jakoś udowodnić białowłosej, że nie jest tu potrzebna i Verna woli ją, acz nie potrafiła tego zanadto okazywać, a więc nie odrywała wzroku od Właścicielki uśmiechając się w miarę szeroko jak na siebie. Na słowa, że jest to gość i winna opuścić komnatę Pani de Clare poczuła silne ukłucie w sercu, ból w zatokach i kościach. Pierś trawił ból, a zazdrość opanowywała umysł. Zawód? A jakże! Będzie musiała pozbyć się „gościa”. Nikt nie będzie miał prócz niej jej Właścicielki. A kysz siło nieczysta! „Swymi sprawami”? Poza nie niespecjalnie wykraczała osoba Królowej Karcianej Szajki. Chciała, ale nie potrafiła się sprzeciwić. Zmierzyła niższą od siebie dziewczynę wzrokiem, który mroził krew w żyłach i przyprawiał o mdłości, ze względu na swój jad i nienawiść. Zazdrosna okropnie złożyła delikatny pocałunek na policzku kobiety jakoby oznaczając, że jest bardziej jej, niż albinoski i poczęła stawiać kroki w kierunku drzwi. Wzrok miała wciąż utkwiony w białowłosej, nieprzychylne spojrzenie. Stanęła obok niej odwracając się jeszcze do Właścicielki.
    -Miłego dnia, proszę Pani.
    Głos miała dość niski, kobiecy. Sama słodycz lalki, ale jednak nie był komiczny, ani dziecinny. Przyjemny, ale i mógł być przepełniony praktycznie namacalną furią. Poczekała, aż albinoska zwolni jej drogi – bo opierała się na drzwiach, okropna – i wyszła, acz jeszcze przejechała ostrymi paznokciami po jej skórze dosłyszalnie tylko dla niej szepcąc „sczeźniesz”. Zamknąwszy drzwi zrobiła parę kroków i odwróciła się do strażniczek kłaniając z uroczym uśmieszkiem i beztrosko pohasała przez korytarze, aby ot tak zniknąć w chmurze morskiej barwy. I nie ma – kot zza lustra.

    [z/t]




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 18 Czerwiec 2011, 17:32   

    Verna patrzyła na swą malutką laleczkę, którą przygarnęła już jakiś czas temu. Mogło wydawać się zaskakującym, iż utrzymuje bliższy kontakt z inną istotą, jednak dla samej kobiety ów fakt był bardzo łatwy do wyjaśnienia. A mianowicie, Wiktoria nie należała do żadnej rasy ludzkiej, więc mogła być zaakceptowana, co nie zmienia faktu, iż ta Laleczka posiadała czasami w swym ciałku więcej człowieczeństwa niż niejeden z ludzi. Ucałowała jej czółko, uśmiechając się do niej... ciepło. Tak, tak, można by rzec, iż Modliszka czuła do tej drobniutkiej osóbki coś w rodzaju przywiązaniu. Była nikłą namiastką jej zmarłej córki, chociaż w życiu by się do tego przed nikim nie przyznała. Patrząc w ciemne ślepka lalki, nie wiedzieć czemuż to, pomyślała o Amadeuszu, Lokim. Zastanawiła się przez ułamek sekundy, co też może dziać się u Marionetkarza.Gdy widziała go ostatnim razem, jakieś dwa dni temu, nie wyglądał najciekawiej.
    Ach, głupia, czymże ty się przejmujesz? Zganiła się prędko.
    Na słowa Wiktorii uśmiechnęła się ponownie, schylając nieco głowę, by mogła dosięgnąć bez problemów jej policzka, gdzie mała laleczka złożyła zaborczy wręcz pocałunek. Verna czasami zapominała, jakże uczuciowa i zazdrosna mogła okazać się jej marionetka.
    Odprowadziła ją spojrzeniem lodowatych ślepi. Syknęła pod nosem, widząc cóż uczyniła przed wyjściem. Ach, ta jej Wiktoria. Mimo to uczuła w sercu drobinkę dumy. Mogło to dowodzić, iż małej zależało na jej względach. A to dobrze wróżyło, gdyż Jaskółka była bardzo terytorialną kobietą. To, co należało do niej, nie mogło należeć do nikogo innego. Inaczej komuś mogła grozić kastracja i powieszenie za język, o.
    Dla odmiany zwróciła swą uwagę ku jasnowłosej albinosce, której soczyste tęczówki wibrowały życiem krwi. Ach, jak ona uwielbiała tą barwę. Gdyby przyjrzeć się jej garderobie, to niemal 60% stanowiła czerwień, 10% złoto, 10%, zieleń, 20% czerń.
    -Wybacz mi zachowanie Wiktorii, jest nieco zaborcza - odezwała się cichym, dźwięcznym głosem, zbliżając się do niej powoli. Wydawała się nieco rozbawiona, ale mimo wszystko w jej oczach igrało pożądanie. Ileż w końcu można czekać na swą ofiarę, która miała stać się nagrodą?
    Uniosła wolno dłoń Cyrkowca, błyszczącą, pokrytą wzmocnionym pancerzem chitynowym, zwieńczoną długimi szponami, małymi igiełkami na nadgarstkach i knykciach, a wyżej, sunąc fasetkami, niby pokrytymi gwiezdnym pyłem, spod łokcia wyrastało półkoliste ostrze.
    Palce zetknęły się z nienaganną, ciepłą skórą policzka Shi. Były zaskakująco miękkie, naddające się i nie groziły w tej chwili zranieniem. Verna przechyliła lekko głowę. Schylając się ku niej.
    -Mów mi Sari -szepnęła, muskając wargami płatek ucha pokryty delikatnym meszkiem, przypominający ten u brzoskwini.
    Usta przesunęły się w stronę żuchwy, pieszcząc je delikatnie pocałunkami. Dłonie przeniosły się wolno wzdłuż ramion, na szyję, gdy w tym czasie wargi dotarły do celu, stykając się z bliźniaczymi łukami albinoski. Pocałowała ją gwałtowniej, acz namiętnie, prawą dłonią sunąc ku łopatkom, gdzie płynnym ruchem ześlizgnęła się na plecy, obejmując ją w tali. Lewa zaś pieszcząc skórę prawej ręki dziewczyny, śmiało dążyła do piersi, gdzie palce dotknęły drobnej wypukłości...
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Shi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 18 Czerwiec 2011, 20:42   

    Obserwowała obie panny z odrobiną zniecierpliwienia. Jeszcze chwilę potrwałoby pożegnanie lalki z jej właścicielką, a Shi zaczęłaby tupać jak małe, zdenerwowane dziecko. Na szczęście powstrzymała się przed tym niegodnym czynem i tylko wpatrywała się z beznamiętną minką to w jedną, to w drugą dziewczynę, acz dłużej zawieszając swoje spojrzenie na Królowej.
    Syknęła cicho, gdy Wiktoria pożegnawszy się ze swoja panią, pożegnała się również z Shi niezbyt przyjacielsko, zostawiając na jej ramieniu widoczny przez chwilę ślad. Kiedy lalka opuściła pomieszczenie, białowłosa zerknęła na ów drzwi, przeklinając w duchu tę bezuczuciową istotkę. Niech no spróbuje tylko jakiś sztuczek... Shi nigdy nie rozpoczynała wojen, ani kłótni, jednakże kiedy trzeba - potrafi się bronić. A wtedy potrafi być też okrutna.
    Z morderczych knowań wyrwał ją głos Verny. Zamrugawszy parokrotnie spojrzała na nią, gdy ta znalazła się już tuż przed albinoską. Otworzyła dzióbek, ale nie wiedząc co ma powiedzieć (obawiała się, że gdy wymówi choćby jedno złe słówko o lalce Królowej spotka ją marny los) zaraz go zamknęła. Zerknęła na boki w poszukiwaniu natchnienia, ale poddała się, jak tylko poczuła dotyk dłoni Verny. Dyskretnie podziwiała to dziwne zjawisko. Ci naukowcy to dopiero mieli chorą wyobraźnię... Strach się bać, co by z całym światem zrobili, gdyby taką władzę mieli...
    - Sari... Dobrze... - wymruczała cichutko lekko drżącym głosem. Z emocji? Prawdopodobnie tak, bo przecież nie ze strachu... Ehh, dawno już tak się nie czuła. Już nawet zapomniała, jak cudowne potrafią być takie chwile, przynoszące o wiele więcej rozkoszy, niż cokolwiek innego.
    Uśmiechnęła się lekko, oddając namiętnie pocałunek. W tymże momencie nie była w stanie wymówić choćby słówka, a gdzie tam, nawet swojego imienia zapomniała, to jak miałaby się przedstawić? Nijak, o.
    Wyczuwając nagle dotyk pod koszulką zamruczała cichutko z rozkoszy. Ach, ta noc zapowiadała się pięknie... Shi mimowolnie poddała się całkowicie woli Verny. Ufała jej? Możliwe, acz nie aż tak pewne, bowiem białowłosa w takich chwilach była gotowa na wszystko.




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 21 Czerwiec 2011, 20:05   

    Wszystko byłoby pięknie, gdyby ktoś nie zastukał do drzwi apartamentowca. Verna odsunęła się z niechęcią od dziewczyny, patrząc chwilkę w jej soczyste ślepka. Zmarszczyła zaraz groźnie brwi, gdy pukanie się powtórzyło. Czyż ci ludzie powariowali? Nie rozumieją po ludzku?! Irytacja odmalowała się na bladym licu kobiety, gdy ta z niechęcią odstąpiła kroku od albinoski. Z drugiej strony nikt by jej nie niepokoił, gdyby nie chodziło o wazną w tym przypadku rzecz. Westchnęła, pocierając zmarszczone czoło. Ciekawe, o cóż mogło chodzić?
    -Wybacz mi na chwilę, moja miła - ozwała się cichszym głosem i składając jeszcze jeden tęskny pocałunek na kuszących wargach, zwróciła swe kroki w stronę drzwi.
    Szarpnęła za klamkę i uchyliła wrota, a jej oczom ukazała się twarz jednej ze strażniczek. Widziała, jak na dłoni, iż jest nieco poddenerwowana i wystraszona faktem, że oto złamała jeden z przykazań swej pani.
    -Królowo, wybacz, że przeszkadzam, jednak przyszedł liścik do pani - głos kobiety zadrżał nieznacznie.
    Verna spojrzała na nią, krzywiąc wargi w niezadowoleniu.
    -Daj mi go, na co czekasz - warknęło chłodno, wyciągając w jej stronę szponiastą dłoń. Strażniczka zawahała się, zbita stropu, jednak zaraz oprzytomniała.
    Wyciągnęła pergamin, z nieznanym kobiecie lakiem, i podała go swej Pani.
    Verna schwyciła go w dwa palce.
    -Czy coś jeszcze? - zagadnęła, gdy Strażniczka wpatrywała się w nią przez chwilę.
    - N-nie, pani - skłoniła szybko głowę i odwróciła się, zajmując miejsce obok swej kompanki. Verna zamknęła drzwi i spojrzała na list w jej dłoniach. Przełamała pieczęć i zaczęła czytać. Im dalej zagłębiała się w treść donosu, tym bardziej jej twarz nabierała chmurnego wyrazu. Rzuciła wyjątkowo paskudne przekleństwo pod nosem. Zmięła list i wsadziła go do kieszeni sukienki.
    -Wybacz, moja miła, ale będziemy musiały przełożyć nasze spotkanie na później - mruknęła. Ruszyła do szafy i poczęła w niej szperać. Wyciągnęła czerwoną, luźną sukienkę, a do tego koronkowy, czarny pasek. Zrzuciła z siebie odzienie, pozostając jedynie w bieliźnie. Szybko naciągnęła swą zdobyć i przejrzała się lustrze. Całkiem, całkiem.
    Odwróciła się i mrugnęła do dziewczęcia. W biegu złożyła na jej policzku całusa.
    -Możesz zatrzymać się w sypialni gościnnej, Astrid wskaże ci drogę -rzuciła i wyszła.
    zt
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Wiktorka



    Gość

    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 25 Czerwiec 2011, 18:07   

    Z komnaty Króla przeniosła się do komnaty Królowej, której już nie było. Nie miała zamiaru powrócić do kąta, miała na celu zmianę odzienia. Na albinoskę tylko w geście niedbałego powitania podniosła rękę i już... weszła pod łóżko? Tak, ale wyciągnęła z niego całkiem ciekawą walizkę. Nie była wielka, ale osóbka rozmiarów Wiktorii mogłaby do niej śmiało wejść. Ale chodzi tu o każdy szczegół, obwód bioder co do milimetra. A i tak nie byłoby to zbyt miłe. Pociągnęła ją za sobą do łazienki. Zważywszy na technikę musiała być cięższa. Nuż trupa targała? Osoba z zdaniem Shi na temat laleczki mogła tak pomyśleć. Ale jej na pewno nie było dane tego się dowiedzieć, bo w łazience zamknęła się na przysłowiowe cztery spusty.
    Tam pozwoliła sobie machinalnie wziąć staranną, choć przeokropnie szybką kąpiel i znów suszenie włosów, czesanie, dbanie o swoją idealność. I wreszcie otworzyła walizkę! Różne tam były rzeczy, ubrania, coś zupełnie prywatnego ale i specyficzna parasolka. Czarna, z koronkowymi wykończeniami. Rączka o dziwo była ze srebra, a jej zakończenie było charakterystyczne – bez zakrzywienia, zwieńczone pajączkiem ze szmaragdowymi oczami. Sama ubrała bluzkę z krótkim rękawem, z czarnego jedwabiu, ciemny gorset kończący się pod biustem w pionowe, białe paski, warstwową spódniczkę do połowy ud z koronkowymi wykończeniami, przezroczyste rajstopy z czarnymi, pionowymi pasami i wysokie kozaki na obcasie wiązane z przodu. Dla zwieńczenia założyła ciemnoszary krawat, a na prawą rękę skórzaną pieszczochę. A parasolka? Chwyciła ją w obie ręce, a jedną pociągnęła rączkę, która o dziwo dała się odłączyć od reszty ukazując ostrze miecza, japońskiego. Schowała, choć otwarcie pragnęła strachu ze strony albinoski. W końcu wyszła znów targając za sobą walizkę. I znów odłożyła ją pod łóżko, aby jak najmniej rzucała się w oczy. Tym razem nie znikła. Pozwoliła sobie się przespacerować, nie sądziła, aby była potrzeba wiecznej teleportacji. Nie była leniwa.

    [z/t]




    Mieszkaniec Krainy Luster

    Godność: Verna Sari de Clare
    Wiek: 24 lata, rzekomo
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Siebie
    Nie lubi: Ciebie
    Wzrost / waga: 174 cm / 64 kg
    Aktualny ubiór: Sukienka w soczystym kolorze czerwieni, zwiewna, na ramiączkach, odsłaniające pokryte bliznami ciało. Czarny, koronkowy pasek, wojskowe, wysokie buty. Znak Trefl wyszyty na lewej piersi.
    Znaki szczególne: Ona cała jest szczególna! Karminowy tatuważ koło prawego oka, kolczyk w dolnej wardze
    Pan / Sługa: Od dzi? sama sobie Pani?|| Laleczka w ludzkim ciele - Wiku? *_*
    Pod ręką: Kolorowe, owocowe sukiereczki, przemycone papierosy miętowe - cieńkie, oprawiony w skórę notes z metalowymi klamrami, kluczyk zawieszony na szyi, fantazyjny, przypominający lecącego motyla
    Broń: Składany nóż, dłonie, krótka włócznia z wiśni
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    SPECJALNE: Upiorna Księżniczka (Halloween 2011)
    Dołączył: 08 Maj 2011
    Posty: 265
    Wysłany: 4 Grudzień 2011, 20:34   

    Verna doczłapała się do Karcianej Twierdzy. Ból w ramieniu falami opadał w głębi jej ciała. Pot sperlił się na czole oraz nad górną wargą. Zazwyczaj była odporna na ból, jednak tym razem mogła doliczyć do beznadziejnej sytuacji wściekłość, że ktoś z Anarchistów odważył się ją zaatakować! A więc została nie tyle odkryta, co wystawiona na strzał jakiegoś pieprzonego żołnierzyka! Niemal tupiąc obutymi w szpilki stopami po schodach, szła z chmurną miną. Opatrunek już dawno przekwitł plamą czerwieni.
    Otworzyła drzwi do swych komnat, mijając dwie strażniczki.
    - Wezwij medyka, Alesso - poleciła wysokiej, muskularnej kobiecie o burzy kasztanowych loków na głowie. Ta pędem zbiegła po schodach. Zatrzasnęła za sobą drzwi, klnąc na czym to świat stoi.
    Zsunęła buty ze stóp i rzuciła je w kąt, co było nie podobne do Ludożerki, ponieważ była niemal chorobliwą pedantką na punkcie czystości i porządku.
    Odgarnęła pukle, kruczych włosów zdrową ręką. Była blada i zmęczona, to nie ulegało wątpliwość.
    Minutę, dwie później ktoś zastukał do drzwi jej pokoju i wszedł, nie czekając na pozwolenie.
    Lodowate ślepia Verny spoczęły na masywnej sylwetce uzdrowicielki, Marigot, która w swym czasie była jej kochanką, przyjaciółką i powierniczką.
    Westchnęła. Kobieta tym razem bez słowa zabrała się za opatrywanie rany Królowej. Zdjęła stary opatrunek i przyjrzała się ranie postrzałowej. Marigot była cenionym członkiem Karcianej Szajki ze względu na swą umiejętność, a posiadałą jedną, ale dobrze rozwinięta, uzdrawianie.
    Przyłożyła duże, oliwkowe dłonie do braku Verny i skupiając się na energii życiowej, wymamrotała kilka słów. Kobieta poczuła pieczenie, a zaraz potem nieznośne swędzenie. Marigot przemyła jeszcze bark miksturą i kłaniając się sztywno, odeszła.
    W tym samym momencie Modliszka zsunęła ze swego ciała delikatną, zniszczoną już suknię, i ruszyła do łazienki, gdzie zaaplikowała sobie niemal godzinną kąpiel z pianką.
    Oparła głowę o brzeg wanny, wzdychając głośno. Tego było jej trzeba. Obmyła twarz wodą i uśmiechając się lekko, przymknęła powieki. Rzęsy rzucały długi cień na oliwkowe policzki Jaskółki.
    O niczym nie myślała, nie miała na to ochoty. Odpoczynek, tego było jej trzeba, a potem... potem zajmie się sprawą Anracch.
    zt
    _________________
    {Galeria}:*|*|*|*|*|*|*|*|*|*|*

      Już nie pamiętam, jak las szumi śniegiem,
      jak słońce złotem w ciszę lasu pryska,
      kiedy płaszczyzna obłąkana biegiem
      ucieka pędem szalona i śliska.
      Już nie pamiętam gór ogromnych wiecznią
      i nocy gęstej, gwiazdami nabitej,
      i pól płaszczyzny bezmiernej konaniem,
      śniegiem zmierzchnącej i puchem skro-litej.
      Już nie pamiętam, jak słońce w śnieg prószy
      i w biele sypie ciszę pyłem złota.
      Dzwonki polami biegną i szeleszczą,
      cisza osiada śniegu mgłą na płotach.
      Już nie pamiętam ! miasto zaczajone
      zza murów mgłą mi dusi jaźń zamarłą
      i krwią już niebo mdłych, przegniłym dymów
      nocą wyszło w ulice
      i dławi mi gardło...
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 9