To jest tylko wersja do druku, aby zobaczyć pełną wersję tematu, kliknij TUTAJ
Po drugiej stronie krzywego zwierciadła...

Misje - Skarb Pompei

Rosemary - 22 Styczeń 2018, 20:38

Jej twarz pozostała spokojna, mimo że w sobie się z deczka zagotowała. Po takim zbiorze osobistości, nie powinna była za wiele się spodziewać, jednak przechodzenie od razu na per „Ty” które zaserwowała jej dziewczyna ubrana jak chłop. Rosie wiedziała że co gusta, to gusta, no ale cóż. Organizator się spóźnia. Jedyna warta czegokolwiek informacja. W swoim fachu nigdy nie spotkała się z czymś podobnym. Jak się ktoś spóźniał, a już tym bardziej zleceniodawca, znaczyło to tyle samo, że zdechł. Prosty rachunek. Miała jedynie nadzieję, że tym razem tak nie było. Pewnie z lekka by ubolewała, nad tym iż wyprawa się nie odbędzie.
Kiwnęła głową, nie patrząc na nikogo konkretnie. Z resztą, przez jej oczy, czasem trudno było pojąć gdzie patrzy.
Czuła że jest oceniana i taksowana spojrzeniami. Czuła też swoisty dreszczyk, gdy odezwał się rogacz z grotami. Miał głos tak ociekający fałszem i ostrzeżeniem, że aż się jej ciepło zrobiło.
Dziecko na wózku (bo tak odebrała ją Rosemary), było denerwujące. Żaden rodzaj osób nie działał nikomu na nerwy, jak ciche sarenki które trzeba bronić. Fakt, faktem, pewnemu odsetkowi mężczyzn się to podoba. Ich ego rośnie gdy mają kim się zajmować…
Ira, Viridian, jakaś hybryda ryby i człowieka , zwijmy ją dziewczyną X, koniec końców nie przedstawiła się przeto.
Jej ubranie, wbrew pozorom było bardzo praktyczne. Widać Ira oceniała po ogóle, nie przyglądając się szczegółom. Sukienka dzięki takiemu a nie innemu krojowi, nie ograniczała ani trochę ruchu, w tak obszernych rękawach łatwo coś schować (kto wie, może już ma schowane?), pod pasem materiału, zawiązanego w niepozorną kokardę, schowała glocka (gdyby się przyjrzeć można było dostrzec jego zarys). Rosie lubiła ładne i wyzywające ubrania. Taki a nie inny wygląd pozwalał jej na spore pole do manewru. Wielu ludzi mówiących : nie kieruje się stereotypami, tak naprawdę kłamie. Widząc blondynkę, ubraną tak a nie inaczej od razu nasuwają im się pewne słowa : puszczalska, dziwka, pustak, tępak. Jej było to na rękę. Przynajmniej na razie.
Skierowała spojrzenie na drugiego mężczyznę. Kiwnęła nieznacznie głową.
- Faktycznie, widzieliśmy się już raz. Ubolewam nad tym, iż nasze poprzednie spotkanie, nie skończyło się inaczej. - Uśmiechnęła się delikatnie. Sposób w jaki to powiedziała, mógł nasuwać różne możliwości, zakończenia owego spotkania. Mówiła z lekkim, brytyjskim akcentem. Zwykle go maskowała, był trochę zbyt charakterystyczny. W tej jednak sytuacji, nie widziała powodu by go skrywać.
Nachyliła się trochę bardziej w stronę Thorna, jednak tak by Viridian nie poczuł się „przyparty”.
- Korzyści mój Panie. Korzyści wszelakiej maści. To zaskakujące jak wiele możliwości, niosą ze sobą tego typu wydarzenia. - Oparła brodę na dłoni, patrząc prosto w oczy Thorna. Przez dosłownie chwilę, w jej oczach widniał swoisty błysk. Ukradkiem spojrzała na drugiego mężczyzne, uśmiechając się i do niego delikatnie.
- Możecie mnie nazywać Rosie.- rzadko kiedy podawała pełne imię.

Ira - 23 Styczeń 2018, 16:52

Ira uśmiechnęła się złośliwie na czepialstwo Viridiana.
- Poprawnie się wysławiać? Czy język nie różni się w zależności od miejsca i sytuacji? Ciężko pewnie skminić takiej fiszy, że jak tak brechta to korci macuszki, bo widać, że puryc i fujara. Każdy kto ma kiepełe fasta się by móc samemu okroić fanty. - potencjalny szok spowodowany tym zupełnie odmiennym słownictwem skomentowała by krótkim chichotem. - Świat jest o wiele większy niż wasze kręgi towarzyskie. - oczy jej się błyszczały. Prowokowały. Podejmą rękawicę czy odpuszczą, bo nie będą się zadawać z prostą dziewczyną więcej niż muszą? Lub jak to oni by penwnie nazwali - plebejeszką (czy jakoś tak).
I znowu on. Tym razem czepiając się jej wypowiedzi. Zaczynał ją ten dupek o rozbuchanym ego i poczuciu własnej wyższości irytować.
- Odpowiedziałam stereotypowo na stereotypowe stwierdzenie. Czujesz się lepiej jak mówisz truizmy, mości lordzie? - przy czym jego tytuł zabrzmiał w jej ustach niczym jak obelga, bo szacunku w nim nie można się było doszukać.
Och, jestem taki lepszy, bom bogaty i stary... Weź mnie nie rozśmieszaj dupku.
- Powiedział człowiek w atłasowym garniturze. Prawdopodobnie jedwabnym. Może przez moje życie, ale niebezpieczeństwo mi się nie kojarzy z groźbą zadławienia na bankiecie czy tym, że ktoś pobrudzi ubrania przy spacerze po parku. Taka hipotermia to nieprzyjemna rzecz. Zabójcza wręcz.
Zgodzę się, że nie ma lepszego nauczyciela niż doświadczenie. Jednak kto ma większe doświadczenie życiowe - ktoś kto ma trzysta lat i miał wszystko podstawiane pod nos czy ktoś kto ma trzydzieści i całe jego życie było walką o przeżycie? Nie znam dobrze arystokracji, ale co wy umiecie? Zarządzać innymi? Walczyć na miecze czy inne szpady w warunkacj pojedynkowych? Pięknie mówić? Dobierać wino do jedzenia?
- dziewczyna była lekko mówiąc sceptyczna. Widziała z bliska wcześniej tylko jednego arystokratę, który bez pomocy służby by własnej dupy nie znalazł obiema rękoma.

Rejs po morzu... Powinnna chyba uważniej słuchać. Choć w sumie dlaczego jej to w ogóle zaoferowano? Potrzeba ofiary by otworzyć skarbiec i ktoś kto nie będzie mógł uciec był dobrym wyborem? No, do wyławiania z morza to pewnie się nieźle nadaje.
To co zrobiła dość zaskoczyło popielatowłosą, zapewnie nie tylko nią. Zrobiła coś czego można by się spodziweać po krzyżówce delfina z kotikiem (delfina widziała w internecie, a kotika w zoo). Gdyby ta krzyżówka miała ludzką górną połowę. Przez chwilę się zastanawiała czy nie zaklaskać, ale to by było raczej źle odebrane. Jakby pochwailiła zrobienie sztuczki.
- O to mi chodzi. Jak trzeba będzie wiać to masz przerąbane. Słyszałam różne górnolotne obietnice, ale jak przychodzi co do czego to każdy ratuje własną skórę.

Ira drgnęła słysząc sposób w jaki się zwraca do Thorna. Spotkała kiedyś podobną osobę. Najkrócej można by było ją opisać jako drapieżnik. Brytyjski akcent też jej się nie podobał. Oznaczał, że spędziła dużo czasu lub wychowała się w Świecie Ludzi. Ludzie nie mieli takich oczu. To oznaczało, że nie mogła być głupia, bo jednak ludzie dość źle podchodzą do obcych rzeczy. Zazwyczaj w rodzaju - najpierw strzelać, a potem zadawać pytania. Ponaddto była jakaś organizacja, która prowadziła tę wojnę kilkadziesiąt lat temu. Sama się ich wystrzegała przez cały okres bycia w Glassvile. Nie śpieszyło się jej umierać.
Rosie. Brzmiało tak niewinnie. Było maską. Miała wrażenie, że Rosie jest najniebezpieczniejszą osobą w pomieszczeniu. Pewnie dość odważna by nie powiedzieć wyzywająca suknia była też manewrem mającym odwrócić uwagę. Celowo zwraca na siebie uwagę by nikt jej nie widział.

Vyron - 23 Styczeń 2018, 20:19

Kiedy tylko okazało się, że jest tchórzliwa, biedna syrenka Kalto przestała go interesować. Fakt, że nie może chodzić i musi jeździć zdecydowanie komplikował wiele spraw, ale była na tyle dorosła by umieć ponieść odpowiedzialność za swoje czyny i zmierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów.
Gdyby palił i miał przy sobie papierosa, to zapalił by właśnie tryumfalnego Fajka Zwycięstwa. Bękart się speszył i zamilkł na chwilę. Vyron zastanawiał się, ile jeszcze wytrzyma Aeron, i kiedy w końcu odpowie mu agresją. Jakoś już tak to było, że wytykanie Aeronowi błędów w wypowiedzi stanowiło przaśną i przyjemną zabawą godną wysublimowanego poczucia humoru Upiornego Arystokraty. Viridiana setnie bawiło irytowanie, drażnienie i wbijanie przysłowiowej szpili swojemu rozmówcy, nie z tego powodu, że nie przepadał za Bękartem, ale dlatego, że ten za wszelką cenę starał się zachować pozory kultury i dobrego wychowania. Ciekawe na jak długo?
Dobre obyczaje i szlachecką pompa były dobre, ale Viridian zachowywał się tak zazwyczaj wtedy gdy musiał, Aeron zaś, starał się zachować maniery przez cały czas. Vyron traktował to jako grę pozorów i maskaradę, którą odstawia Bękart, by uchodzić za Jaśnie Pana. Przecież każdy wiedział, że nazwa „Upiorny Arystokrata” nie wzięła się znikąd. Ciągłe utrzymywanie maski było jak ustawiczne powtarzanie, że jest się Władcą. Ten, kto to robił ciągle był tylko samozwańcem, za którym mało kto podąży.
Vyron już miał skomentować wycofanie się Aerona z rozmowy, prowokując dalszą wymianę zdań, gdy nagle odezwała się siwowłosa dziewczyna. O ile pierwsze słowa były zrozumiałe, o tyle dalsza część jej wypowiedzi brzmiała jak jakiś bełkot debila, albo slang stałego rezydenta rynsztoków. Nie wywołała jednak zdziwienia u Arystokraty, jeśli o to jej chodziło.
Wywołała uśmiech politowania i chwilową zmianę celu.
Iro, w chwili gdy wydałaś z siebie ten "odgłos", Ja i Aeron rozmawiamy. Jakbyś nie zauważyła, co jest typowe dla plebsu, który reprezentujesz, nie byłaś brana pod uwagę w tej wymianie zdań. Racz zatem stulić mordę i zająć się czymś sobie właściwym. Żebraniem albo prostytucją dla przykładu. - przeniósł na dziewczynę swoje zielone oczy i uśmiechnął się uprzejmie - Jesteś wyjątkowo wyszczekaną chamką, z tego powodu dam ci pierwsze i ostatnie ostrzeżenie. Pilnuj gęby i bacz na to co i w jaki sposób mówisz, albo – tu sięgnął do wewnętrznej kieszeni garnituru i dobył z niej szczyptę kryształowego miału, pokazał go Irze trzymając na wyprostowanych palcach, po czym dmuchnął w jej stronę - ktoś, kiedyś zdmuchnie cię z powierzchni świata jak ten pył.
Drobinki kryształu osiadły na ubraniu i włosach dziewczyny.
Dalszą część wypowiedzi dziewczyny zielonooki skwitował wykonując palcami dłoni gest kłapania dziobem. Przestał jednak, gdy usłyszał fragment o podstawianiu pod nos i walce o życie. Przez chwilę patrzył na Irę jakby ta właśnie wskoczyła na stół i strzeliła na nim wyjatkowo dorodnego klocka, po czym przeniósł wzrok na Aerona i zaczął się śmiać .
To żałosne, gówno wiedzące, marne stworzonko z siwym łbem miało czelność zabierać głos i mówić o tym jak wygląda walka o życie, oraz próbować dociekać tego, co potrafi przeciętny Arystokrata? Wolne żarty.
- Wiedziałem, że stworzenia twojego pokroju to w większości butne, chamskie i niedouczone podistoty, ale teraz sam już nie wiem, czy twoje słowa to kwestia bezzasadnej buty, zwykłej głupoty, niedouczenia czy przyrodzonego ci chamstwa. Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale poza Mną, uraziłaś swoją wypowiedzią jeszcze Aerona. Masz talent do robienia sobie wrogów, głupia dziewucho. - oparł brodę na dłoniach i wpatrywał się w nią przez chwilę - Opowiedz nam zatem, jakich to straszliwych mąk, ilu walk o życie i krwawych przepraw doznałeś w swoim krótkim życiu nasz Siwy Pierdzioszku.
Powiedziawszy to wykonał dłonią gest w stylu „nawijaj chamie, masz Pańskie pozwolenie” i rozsiadł się wygodnie na krześle.
Stracił zainteresowanie Irą.
Popatrzył na dziewczynę, którą wziął początkowo za zamówioną latawicę i lekko zmrużył oczy.
Ona i Aeron się znali, albo raczej mieli przelotny kontakt. Ciekawym było to, jak inaczej mogło i miało skończyć się owo spotkanie? Nie dopytywał o to jednak. Nie było potrzeby. Zastanawiał się jednak nad tym, co ta dwójka może wspólnie działać i czy mogą stanowić realne zagrożenie lub niebezpieczeństwo.
Zastanawiał się jak Aeron zareaguje na słowa Iry. Wiedział, że Bękart raczej nie wstanie i nie strzeli jej w pysk rękawicą, na co bardzo liczył, ale miał nadzieję, że wcześniej wyprowadził go z równowagi na tyle by przez to zareagował on ostrzej niż zazwyczaj. W końcu kto może wiedzieć lepiej o trudach życia niż Bękart, a mówią dokładniej szlachetnie urodzony Bękart?
Vyron skłamał mówiąc, że z ekonomiczno-gospodarczego punktu widzenia nie odczuł wzrostu wpływów rodu Vaele, lub raczej jego bękarciej odnogi. Prawdą było to, że Aeron musiał włożyć sporo wysiłku, zaangażowania, uwagi i środków w to, by stać się dominantem w handlu drewnem. Może i do Larazironów należały kopalnie metali szlachetnych i minerałów, ale drewno było podstawowym budulcem Krainy Luster. Bękart przejął je, w chwili gdy Viridian uznał, że powinien położyć łapę również na tym surowcu. Dodatkowo drewno generowało sporo problemów, których każdy liczący się potentat wolałby uniknąć. Jego nagła wycinka i stały dopływ na rynek, który niejednokrotnie przewyższał popyt, dał się odczuć w kursach kruszcu i odbił się na lokalnej ekonomii. Tym samym drewno przestało być surowcem na tyle dochodowym, by w tej dziedzinie konkurować z aktualnym hegemonem. Lepiej było poczekać na jego potknięcie, i zadziałać w chwili gdy ten znajdzie się na kolanach. Jednakże drewno nie mogło być jedynym źródłem dochodów rodu Vaele. Viridian miał niejasne przeczucia, że Bękart w jakiś sposób kontroluje lub zaopatruje czarny rynek, ale do czasu, aż nie zyska na to jasnych dowodów nie chciał tego rozgłaszać ani interweniować. Czarny rynek był prawdziwą żyłą złota ale też znacznie odbijał się na cenach produktów luksusowych i pochodzących ze Świata Ludzi, przez co dochody z handlu tymiż spadały dość znacząco. Aeron Vaele nie posiadał licznej i wyszkolonej armii, zatem Vyrona tym bardziej zastanawiało, na co liczy Bękart i co chce osiągnąć swoją grą?
Ale wyprawa to nie czas by myśleć nad ekonomią Krainy Luster.
Vyron obserwował interakcję pomiędzy Rosie a Aeronem.
Podobnie jak w biznesie, tak i w tym wypadku, ważna była obserwacja poczynań potencjalnych przeciwników.

Thorn - 23 Styczeń 2018, 21:37

Niestety nie dane im było zakończyć tej dyskusji, bo w ich małą wymianę zdań wtrąciła się siwowłosa kobieta. Szkoda, bo Thorn chciał się wycofać. Wiedział, że jakichkolwiek słów by nie użył, Laraziron zawsze znajdzie odpowiednią zaczepkę. Nawet jeśli miałaby ona sięgać dna i pachnieć zwykłym prostactwem.
Ale tym razem to Ira przejęła pałeczkę i jej wypowiedź, zaskakująca wypowiedź, początkowo zbiła Gwardzistę z tropu. Zrozumiał połowę i to tylko dlatego, że miał do czynienia z Żołnierzami w Koszarach, którzy posługiwali się takim językiem. Właśnie dzięki nim w jego język wkradły się błędy.
Kobieta użyła sformułowań dziwacznych, zupełnie nie pasujących ani do niej samej, ani do sytuacji w jakiej się znajdowali. Pewnie chciała wszystkich zaskoczyć i sądząc po uśmieszku i wyzywającym spojrzeniu, chciała dopiec Vyronowi.
W duchu zaśmiał się. Biedna istota, nie wiedziała z kim ma do czynienia. Może i Szlachcice na co dzień wydawali się być powolnymi, nudnymi bogaczami którzy polegają na swojej Służbie ale… Rogaci mieszkańcy Krainy Luster nie bez powodu byli nazywali Upiornymi Arystokratami.
Thorn spojrzał na Irę z błyskiem rozbawienia w oczach. Nie dlatego, że gratulował jej zagrania. Dlatego, że ciekawie będzie obserwować starcie między zielonookim, wyjątkowo narwanym jegomościem a drobniutką kobietką która jest nad wyraz pewna siebie. Zbyt pewna.
I wtedy Laraziron skomentował zachowanie bursztynowookiej i wyjął zza pazuchy odrobinę proszku, który wyglądał na piach lecz zdmuchnięty zaczął migotać w powietrzu. Młody Vaele opuścił nieco twarz, tak jakby chciał ukryć paskudny uśmiech satysfakcji który wypełzł na jego usta. Z czego się cieszył? A czy to nie oczywiste? Laraziron który uwielbiał pastwić się nad nim i wytykać mu jego brudne pochodzenie, znalazł sobie nowy cel do drwin. Pięknie.
Nawet zrobiło mu się żal siwowłosej. Była bez wątpienia ciekawą osóbką, ale nie znała najwidoczniej podstawowej zasady zachowania się w obecności Wyżej Urodzonych – najpierw myśleć, potem mówić.
Już miał odezwać się by jakoś załagodzić całą sytuację i zaproponować przyjemniejsze tematy, gdy Ira zeszła na naprawdę kruchy lód. Gdy usłyszał jej uwagę o doświadczeniu, podstawianiu pod nos i śmiesznych umiejętnościach Arystokracji, poczuł jak zalewa go fala gorąca. Dotąd bardzo panował nad sobą gdy docinał mu Vyron, chociaż jego uwagi naprawdę bolały. Ale teraz… złość jaka się w nim obudziła sprawiła, że zacisnął mocno pięści, aż pobielały mu kostki i zgrzytnął zębami. Laraziron spokojnie mógł to usłyszeć, siedział przecież obok.
Brwi Upiornego ściągnęły się mocno a jego twardówki poczerniały na chwilę, zwiastując niekontrolowane użycie mocy. Musiał się szybko uspokoić. Przecież słynął z cierpliwości i tolerancji…
Zacisnął mocno oczy i postarał się uspokoić. Nie sądził, że to Ira wyprowadzi go z równowagi, już prędzej obstawiałby zielonookiego sukinsyna, z którym darł koty już od kilku stuleci.
Wyprostował się i otworzył tęczowe oczy. Chociaż szczękę nadal miał zaciśniętą, o czym świadczyła gra mięśni, postarał się spojrzeć na nią najłagodniej jak umiał. Mimo wszystko jednak, był na tyle wkurwiony by posłać jej gromy.
Nie. Nie może teraz pozwolić sobie na złość, to dopiero początek wyprawy. Musi… dogadać się z innymi Podróżnikami by przynajmniej nie obawiać się sztyletu wrażonego w plecy. Co jak co, z Viridianem nie lubili się, ale jego nie podejrzewał o coś takiego. Nie. Dupek, nie dupek, ale był honorowy.
Aeron spojrzał na Larazirona mniej więcej w tym samym momencie, w którym tamten postanowił wymienić spojrzenia. Wystarczyła sekunda, by nawiązali niewerbalne połączenie. Wszak obaj byli Upiornymi.
Gdy śmiech Vyrona rozbrzmiał w Sali, dołączył do niego niski, ciemny chichot który z wesołością miał tyle wspólnego, co Mizerykordia w brzuchu z dobrym żartem. Thorn spojrzał na Irę, unosząc podbródek wysoko. Nie lubił tego robić, ale w tej chwili patrzył na nią jak na kogoś gorszego. Jego tolerancja poszła się gzić w momencie w którym kobieta postanowiła poruszyć wyjątkowo wrażliwą strunę.
- Nie masz pojęcia, z kim rozmawiasz, droga Iro. – powiedział zmienionym przez tłumioną złość głosem. Najchętniej zwyczajnie wstałby i po prostu trzasnął ją w twarz rękawicą. Tego wymagała od niego szlachecka etykieta, tak należałoby się zachować w obliczu obrazy. Ale czy miałoby to jakikolwiek sens, skoro w pokoju znajduje się tylko on i Vyron?
Gdy przestał chichotać, spojrzał na Larazirona z powagą i delikatnie skinął mu głową, jeśli tamten postanowił odwrócić ku niemu wzrok. Drugi mężczyzna mógł to odebrać jako podziękowanie, ale też i zapewnienie, że również i Thorn zapamięta zniewagę. Bo jedną z paskudniejszych cech długowiecznych Upiornych, jest właśnie pamiętliwość.
Może byli pod tym względem podobni, ale Aeron, podobnie jak Laraziron, skupił teraz uwagę na siedzącej przy trzecim boku stołu kobiecie i czekał na jej opowieść.
- Chętnie posłuchamy o walce, krwi i fruwających flakach, nieprawdaż, drogi przyjacielu? – ożywił się i zagadnął uprzejmie Vyrona, patrząc jednak na Irę – O krzykach konających, smrodzie mieszających się z juchą fekaliów, obezwładniającym strachu i bratobójczych starciach. O rozpaczliwych próbach przeżycia, czołganiu się między ciałami. Och, Vyronie, tak dawno nie rozprawialiśmy o wojnie, jak dobrze, że znalazł się ktoś, kto zechce porozmawiać z nami o trudach życia! – zakrzyknął nagle, radosny jak nigdy i w bardzo poufałym i teatralnym geście położył rękę na ramieniu Upiornego, jakby faktycznie byli najbliższymi przyjaciółmi. Z resztą, cholera ich wie, obaj przecież potrafili mamić słodkimi kłamstwami jak nikt inny.
Puścił kompana i pochylił się w stronę kobiety. Chwilowo to ona znalazła się w centrum jego uwagi. Rosie była miła i chciałby z nią zamienić słówko, podobnie jak i z przestraszoną Kalto, ale w tej chwili… za dobrze się bawił.
- No dalej. – powiedział ciszej, przekrzywiając głowę na bok. Po grzecznym uśmiechu nie było już ani śladu a ściągnięte brwi wskazywały na zupełnie odmienny stan. – Opowiadaj, Dziecino. Nie każ nam czekać na swoją bez wątpienia porywającą opowieść o bólu i upokorzeniu. – odchylił się w tył, opierając się na krześle tak, że zachwiało się ono, wprawione w ruch celowo – Chcę poznać wszystkie szczegóły. – dodał wyzutym z emocji, grobowym tonem, cedząc każde słowo.
Ach, jak straszliwie korciło go by pokazać jej, czym jest prawdziwy ból. Jak smakuje rozpacz i niemoc, gdy po raz kolejny przeżywasz te same straszne chwile, zabarwione dodatkowo słodką szczyptą Tortur.
Z jego twarzy zniknęły emocje. Wpatrywał się teraz w nią z upiornie rozszerzonymi oczyma. Zastanawiał się… na ile opłaca mu się atakować istotę, która już w pierwszych chwilach postanowiła obrazić aż dwóch Arystokratów. Myślał nad ‘za’ i ‘przeciw’.
Ale najintensywniej myślał nad tym, ile byłaby w stanie wytrzymać ta krucha, siwowłosa dziewczyneczka. Jak szybko jej Umysł pękłby na miliony, trudnych do poskładania kawałków.

Szprotka - 23 Styczeń 2018, 21:53

Teraz pomiędzy nimi już się nie chmurzyło. Wręcz zagrzmiało. Jeszcze trochę i posypie się więcej niż tylko obelgi kierowane we wszystkich naokoło ze strony pana Vyrona. Kalto skrzywiła się boleśnie, jakby dotknięta tym, jak określił Irę. Kreował się na takiego eleganckiego, królewskiego męża, a w rzeczywistości sam miał niewyparzony język. Uuugh. Gdyby tylko miała nieco więcej odwagi.
Zmarszczyła czoło, usłyszawszy uwagę siwowłosej na swój temat. Założyła ręce na piersi.
- Hej, dam sobie radę! - odburknęła niby urażona Kalto, spoglądając na nią. Gdyby miała wybierać, z kim dzielić pokój: z Vyronem czy z Irą, nawet by się nie zawahała i wybrała tą drugą. Co sobie myślał ten cały lord? Że skoro ma więcej i tak dalej, to może wszystkich obrażać?
A gdyby tak...?
Nim na cokolwiek zdążyła się zdecydować, głos podniósł również pan Thorn, zaczynając prawić o krwi, krzykach i czym tam jeszcze. Syrenka obejrzała go zaskoczona z góry na dół. Nie znała go od tej strony. Wykonała profilaktyczny manewr wycofania się nieco w bok, nie chcąc samej dostać odłamkiem. Wówczas zerknęła na nowo przybyłą kobietę, na Rosie. Wydawała się, podobnie jak Kalto, odstawać od tego konfliktu, który wybuchł pomiędzy dwoma rogatymi mężczyznami i trzecią siłą w postaci Iry. Czując, jak zasycha jej w gardle, skupiła w dłoni odrobinę wody z cząstki wilgoci, jaka panowała w pomieszczeniu. Wciągnęła do ust kroplę wody wielkości piłeczki pingpongowej i powróciła do przyglądania się to Rosie, to trójce kłócących się Thorna, Vyriona i Iry. Gdyby tak się skupiła, mogłaby spróbować zrzucić im na głowy metaforyczny kubeł już nie tak metaforycznej zimnej wody - ot, na ochłodę temperamentu.
- Czy... nie wiem, nie powinnyśmy jakoś ich rozdzielić? - zapytała po kryjomu niebieskooką kobietę. - Wyglądają jakby zaraz mieli się pobić... albo gorzej! O, właśnie... Jestem Kalto. Nie wiem, czy już się pani przedstawiałam. Może mnie zagłuszyli... Um, to ten... ładna suknia. - Uśmiechnęła się ciepło do potencjalnej rozmówczyni. Chciała przełamać pierwsze lody i przy okazji nieco uciec od tamtej trójki.

Rosemary - 24 Styczeń 2018, 21:34

Atmosfera, dopiero co w miarę luźna, nagle stała się tak napięta, że gdyby odpaliła sobie zapalniczke by zapalić papierosa, mogłoby dojść do wybuchu. Nie była stety niestety w temacie, ale sądząc po tonie Thorna i po tym co mówił, można było śmiało wnioskować że szło o poglądy. No bo o co innego mogłoby chodzić w potyczce jakiejkolwiek między kimś takim jak Ira, a dwoma arystokratami? Im dłużej tu z nimi siedziała, tym bardziej utwierdzała się w przekonaniu że Thorn i Viridian to arystokraci. Sposób prezencji, obycia, gestykulacja, nawet mimika i słowa. Zamknęła na chwilę oczy, wciągając rozgrzane powietrze do płuc. Czuła miłe łaskotanie na języku. Wypadałoby chyba coś zjeść.
Odchyliła głowę do tyłu, przejeżdżając dłonią po swej szyi. Co by tu począć. Takie nastroje i sprzeczki na samym początku? Nie wróży to dobrze. Ogólnie zespołowa praca to ta najcięższa.
Po czyjej stronie stanąć? Wróć. Po żadnej, to oczywiste. Najlepiej jest stać po swojej własnej stronie. Zmrużyła oczy, słysząc, ledwo bo ledwo, jak Kalto się wypowiada.
Zapomniała prawie o jej istnieniu, jest tak cicha...trzeba na nią uważać. Wpatrywała się w ciszy, w jej twarz. W głowie miała plątanine myśli. Rozdzielić bo się pobiją? Tak proste stwierdzenie, wywołało u Rosemary fale śmiechu.
Jakże niestosownie. Przerywać tę napięta, nasączoną jadem cisze tylko po to by się zaśmiać. Jej przyjemny dla ucha śmiech, okrążył cały pokój. W końcu złapała się za brzuch i udając że wyciera łzę z kąciku oka, powiedziała :
- Ależ absolutnie Kalto. Cała trójka to dorosłe i w pełni rozumne osobniki. Powinni sami między soba to rozwiązać- przygryzła na chwilę wargę, teraz zwracała się do całej gawiedzi- Panowie i Panie, jakiż to sens ma ta zawiść na samym starcie. Zostawcie proszę tę słowną potyczkę, do zakończenia wydarzenia. Nie biorę w tym udziału, po to by słuchać jak się wykłócacie o to kto więcej w życiu przeszedł i kto tu jest więcej wart. - z początku mówiła z uśmiechem, jednak pod koniec uśmiech zszedł z jej twarzy- Nie mnie oceniać, które z was ma rację, a to ileście warci wyjdzie w trakcie. Apeluję więc o spokój. Powybijać możecie się równie dobrze później. Teraz każdy z nas chyba wolałby się dowiedzieć co i jak.- jej ton z rozweselonego, zamienił się w lekko znudzony. Ileż to jeszcze razy w życiu będzie musiała uczestniczyć w czymś takim? Lustrzaki czy ludzie, co za różnica. I jedno i drugie równie próżne, równie chciwe i równie zapatrzone w siebie. A wszystko to skryte za gładkim licem i pięknymi szatami. Chuja to wszystko warte.
- A Tobie Viridian, byłabym niezmiernie wdzięczna gdybyś niczym nie dmuchał. Takie popisówki na nikim nie robią wrażenia- powiedziała, bo aż ją zakręciło w nosie od pyłu który dmuchnął w stronę Iry. Naturalnymi prawami fizyki, poleciało to i w jej stronę.

Ira - 25 Styczeń 2018, 18:33

Ira niemal przyklasnęła słysząc słowa Vyrona. Niech pokaże jak "wysoki" poziom reprezentuje arystokracja. Niech pokaże jaki jest lepszy. Niech pokaże, że cała ich wyższość i wychowanie jest gówno warte.
Słuchała tego pozornie spokojnie. Nie pierwszy raz ją obrażano. Nie pierwszy raz jej grożono. Nie przerwała ani razu. Spokojnie karmiła gniew, który w niej płonął - ostatecznie kogo by nie denerwowały takie słowa?
Jak już upewniła się, że wszystko usłyszała zaczęła stosunkowo spokojnie mówić przykładając nadzwyczajną uwagę do tytułów, które miała w głębokim poważaniu - co było słychać. Co było dość zaskakujące bardziej ją wściekł Thorn "Dzieciną" niż Viridian całą resztą. Nienawidziła protekcjonalnych dupków. [Aktywacja wewnętrznej furii] Sądziła, że jej uzewnętrzniony gniew przynajmniej chwilowo powstrzyma ich od przerywania. Pierwsze wrażenie było zazwyczaj dość powalające.
- Nie. Nie mam zielonego pojęcia z kim rozmawiam. Skądże by taki plebs jak ja miałby znać jaśnie panów? - ironizowała - O arystokracji słyszałam jedynie, że jest bogata, odizolowana i prezentująca wysoki poziom kultury osbistej. Będąca wręcz jej uosobieniem - najwidoczniej to jeden z wielu mitów o niej. - przy czym wymownie spojrzała na zielonookiego Upiornego - Proste bandziory potrafią bardziej finezyjnie obrażać.
Zaczęła się rozkręcać. Mówiła energiczniej, a jej oczy płonęły.
- Magia arystokracji! Kimże oni są, że są lepsi od wszystkich innych? Tymi, którzy wystarczająco dawno się wzbogacili oraz zyskali władzę przez co mogli pozwolić na ludzi od brudnej roboty i dziwne zachcianki. Wzbogacili zazwyczaj bandyckimi sposobami. Wątpię byście się pod tym względem znacząco różnili od ludzkiej arystokracji. - słysząc o wojnie smutno się uśmiechnęła - Może i moja wiedza jest wybrakowana, ale ostatnia wojna była ze trzydzieści lat temu i nawet roku nie trwała. Przy czym największe straty poniosły Marionetki i Marionetkarze oraz chyba Kapelusznicy - czyli nie arystokracja! O wcześniejszych w zasadzie nie wiem, ale to pewnie były walki o władzę czyli całkowicie wasza inicjatywa. Jest takie powiedzenie: jakiego piwa sobie nawarzyłeś takie musisz wypić. I nie chcę umniejszać wojnie, bo to na pewno nie jest dobra rzecz, ale jaki ułamek waszego życia one stanowiły? Jedną setną? Mniej?
Wiedz też jedno - osoba zatłuczona na śmierć jest tak samo martwa jak ta, której ktoś wypruł bebechy lub poderżnął gardło. Tylko jest pewna zasadnicza różnica, mości lordowie. Wojny się kończą. Wyrwanie się zaś z dna pełnego nadużyć i przemocy jest w zasadzie niemożlwe. Na wojnie za odwagę i lojalność nagradzają medalami. Na dnie za to samo co najwyżej oberwiesz. Wiecie jakim cudownym uczuciem jest niemożność pomocy komuś, bo jest tak zamęczony, że nie może nawet jeść?!
- była zupełnie nieświadoma, że po jej twarzy spływają łzy - wiecie jak niszcząca jest wiedza, że mogłoby się zwiać, ale zostali by za to ukarani wszyscy, którzy nie mogli - czyli zazwyczaj najsłabsi? Wiecie jak jest być kimś kto może zniknąć i nikt się nie przejmie? Wiecie jakie wyrzuty może mieć ktoś kto się z tego wyrwał?! Całe życie w strachu. Całe życie w cierpieniu. A i tak nie miałam najgorzej... - Nie miała najgorzej z kilku względów. Jednak nie miała najmniejszego zamiaru im tłumaczyć dlaczego. Pewnie albo by nie zrozumieli, albo by zbagatelizowali. Okres, który spędziła na samym dnie po ucieczce z domu był stosunkowo krótki, ale wątpiła by go kiedykolwiek zapomniała. Nie mogła. Nie mogła zapomnieć. Ktoś musiał pamiętać o nich. Ktokolwiek. Na szczęście skończonych skurwysynów jest stosunkowo niewiele tak samo jak prawdziwych altruistów. Większość osób wypada mniej lub bardziej pomiędzy.

Pierwszą część wypowiedzi Rosie puściła mimo uszu. Drugą zaś bezwstydnie wykorzystała na własną korzyść.
- Dokładnie! Ile kto jest wart wyjdzie w trakcie! Czyny określają wartość osoby, a nie jej urodzenie! - tu zwróciła się trochę łagodniej do Thorna - Lordze Vaele, zostałeś w pewien sposób wychowany i to ma wpływ na to jak myślisz, ale nie jesteś dzieckiem. Czy jesteś pod jakimkolwiek względem gorszą osobą od - chciała powiedzieć: tego buca, ale ostatkiem sił się powstrzymała; od dłuższej chwili znajdowała się na granicy co można było zobaczyć spoglądając choćby na jej pięści zaciśnięte tak mocno, że aż jej kostki pobielały - lorda Larazirona? Cierpliwie znosisz obrazy, bo przez coś na co nie miałeś żadnego wpływu jesteś uważany przez niego za gorszego i to akceptujesz. Czy jest choć jeden powód poza tym, że zostałeś nauczony takiej postawy? Jeżeli już to wydajesz mi się lepszą osobą. - nie rozwinęła swojej wypowiedzi, ale spojrzała na Kalto. Jak weszła to bardzo się ucieszyła na widok Upiornego, więc raczej nie był skończonym sukinsynem.

Zobaczyła jak do pomieszczenia wchodzi kobieta i zapewne nieświadoma sytuacji zaczyna mówić. Ledwo skończyłą pierwsze zdanie spojrzała na nią wilkiem. Miała nadzieję, że zrozumie aluzję i chilowo się przymknie.
Wstała i zrobiła kilka kroków tak, że znalazła się przy drugim boku stołu. Oparła się na wystawionej do przodu prawej nodze i odezwała się zimno do Viridiana:
- No dalej. Uderz mnie. Ukarz mnie za mówienie prawdy i brak szacunku dla kogoś kto na niego nie zasługuje. Pokaż swoją wyższość zachowując się tak jak ludzie, którymi gardzisz. - nie pamiętała już, że użyła swojej mocy. Była zbyt zła. Ponadto była gotowa na odskoczenie do tyłu gdyby lord buc próbował ją czymś niebezpiecznym zaatakować. Mówił o swojej wyższości, ale bandziory i kurwy mają więcej honoru niż on.

Jakkolwiek by nie zareagował wróciłaby na swoje miejsce i najspokojniej jak by była w stanie poprosiła by o kontunuację tego co miała do powiedzenia kobieta.


[wewnętrzna furia 1/2]

Vyron - 27 Styczeń 2018, 05:58

Na krótką chwilę postanowił zapomnieć o różnicy wynikającej ze statusu oraz urodzenia, i pozwolił Aeronowi na pewnego rodzaju poufałość. W gra to gra. Grać można zawsze, a plugastwo i zgniliznę społeczną, wynikającą z dotyku bękarta, zmyje z siebie przy pierwszej możliwej okazji.
- Nie wątpię, że potrafią. Nie wiele mam z nimi do czynienia, ale powiedz mi od kiedy mówienie prawdy uznawane jest za obrażanie? – popatrzył na Irę z uśmiechem - Przychylam się do prośby Aerona, nie każ nam czekać na opowieść.
Gdy dziewczyna opowiadała, a z jej oczy zaczęły płynąc łzy Viridian wyjął z kieszeni marynarki białą, jedwabną chustkę i rzucił ją dziewczynie. Widać było, że Ira cierpi i na nowo przeżywa ból sobie tylko znanych strat. Niestety, szlachectwo zobowiązuje.
- Urzekła mnie twoja historia, Mała Bekso. – powiedział Viridian kiwając głową - Aczkolwiek nie zrobiła na mnie wrażenia. Może Aeron ma inne zdanie, ale wątpię. Nie przekonasz nas opowieścią o tym, jak to było ci ciężko i źle, bo z każdą minutą twojego istnienia czas ten będzie dla ciebie stanowił co raz mniejszy procent życia. Za sto lat, czy ile tam żyjecie, okres ten będzie stanowił jedynie część całości. Jeśli pożyłabyś tyle co my, to okres ten byłby jedynie mgnieniem oka. Uwierz mi, przez setki lat zarówno Ja jak i Aeron doświadczyliśmy rzeczy, które z naszego punktu widzenia wydają się gorsze. Jeśli idzie o procent czasu, który upłynął nam na wojnach i walkach, to zważywszy na długość naszego życia pytanie to nie ma sensu, ponieważ na zabijanie każdy z nas poświęcił więcej czasu niż ty prawdopodobnie żyjesz.
Słysząc słowa Rosie o tym, że na nikim nie robi wrażenia spojrzał na nią. Przed oczyma stanął mu obraz szmaragdowych, kryształowych igieł rosnących z każdej drobiny kryształu na ciałach niczego nieświadomych ofiar i wbijającej się głęboko w ciało. Przez chwilę patrzył jej w oczy, po czym uśmiechnął się nad wyraz ciepło i sympatycznie.
- Zapewne masz rację. – powiedział odwracając się w stronę nadchodzącej Iry.
Dziewczyna aż promieniowała nieprzyjemną i gniewną aurą. Tyleż przerażającą co niepokojącą i zniechęcającą. Viridian nie jeden raz miał styczność z rozgniewanymi ludźmi, ale nigdy nie czuł czegoś podobnego. Uznał, że musi być to jedna z cech charakterystycznych Iry. Jej indywidualna moc. Z jednej strony coś kusiło go, by sprowokować dziewczynę do ataku, a z drugiej coś zdecydowanie mu to odradzało, nakazując rozwagę i spuszczenie z tonu. Mimo wszystko, aby nie dać Siwej satysfakcji, postanowił zrobić dobrą minę do dobrej gry i udawać niewzruszonego. Najlepiej udawać że niczego nie dostrzega. W końcu Arystokraci, a zwłaszcza Subtelni Kłamcy, słyną z maskarady i zwodzenia.
Popatrzył na Irę opierając głowę na dłoniach.
Całkowicie zignorował jej „propozycję” uderzenia jej. To nie było w jego stylu. Uderzenie boli tylko przez chwilę, a o bólu można szybko zapomnieć. Viridian lubował się w zadawaniu cierpienia stopniowo, metodycznie i planowo. Przecież nic nie boli bardziej, niż stopniowa utrata wszystkich, których się kocha i zna, prawda? Wiedział, że przy odrobinie wysiłku wytropi wszystkich na których Irze zależało. Znajdzie ich, i zada jej ból lepszy niż zwykłe uderzenie. A jeśli okaże się, że dziewczyna nie ma nikogo takiego, cóż wtedy zrobi? Cóż, wówczas pozostaną mu inne przerażające możliwości zadawania bólu.
Chwilowo buta i chamstwo Iry nieco go bawiły. Była takim schamiałym błaznem, na którym można się wyładować, ale cierpliwość też ma swoje granice. Nie od dziś bowiem wiadomo, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ.
Dziewczyna balansowała zatem na bardzo cienkiej nitce.
- Powiedz mi, kiedy ostatnio się myłaś? – zapytał uprzejmie - Jeśli chcesz to kupię ci mydło i opłacę łaźnię, ale do tego czasu racz się nieco odsunąć. – uśmiechnął się i dłonią wykonał gest zmiatania palcami, który w dość obraźliwy sposób nakazywał wybranej osobie odejść.

Przeniósł wzrok na kobietę, która weszła do pokoju. Jej zachowanie było co najmniej dziwne aby nie powiedzieć idiotyczne. Weszła i oznajmiła, że ktoś ma iść na misję dywersyjną. Czego oczekiwała? Czy według niej mieli teraz zacząć na wyprzódki oferować się do wykonania misji? Oczywiście, że tak. W końcu to naturalne, że wystarczy wejść do pokoju bez przedstawienia się, bez zapoznania, bez omówienia warunków udziału w misji oraz przewidywanych nagród itd, aby każdy w nim obecny wręcz palił się do akcji. Co za amatorszczyzna …
To nie oni powinni o to wszystko pytać, to w jej gestii, jako zastępcy organizatora leżało udzielenie im podstawowych informacji dotyczących kontraktu.
Zachował zatem milczenie i patrzył jedynie na kobietę czekając na dalszą cześć jej wypowiedzi.

Thorn - 28 Styczeń 2018, 15:52

W tej chwili Ira była w centrum jego uwagi. Nie dojrzał miny Kalto, nie usłyszał wymiany zdań między kobietami. A szkoda. Wystraszył Syrenkę a przecież nie o to mu chodziło. Tylko siwowłosa miała być celem, bo wyprowadziła go z równowagi.
Przytaknięcie Viridiana było w obecnej sytuacji naturalne, jednak gdy drugi szlachcic tak chętnie przystał na słowa Vaele, Thorn poczuł odrazę. Najpierw do zielonookiego, bo mężczyzna bezustannie sączył jad spomiędzy swoich równych, białych zębów, a potem do samego siebie. Bo w tej chwili był równie oślizgły, co on.
Cofnął rękę ale przyglądał się Irze, miotając wzrokiem gromy. Jednocześnie, gdzieś wewnątrz niego odezwał się głos. Stanowczy komunikat, skierowany w stronę dziewczyny, by zwyczajnie zamilkła, bo dalsza wymiana zdań nie zakończy się dobrze. Jaka szkoda, że nie potrafił przekazać jej swoich myśli.
Wysłuchał jej opowieści. Z każdą sekundą, z każdym jej słowem jego gniew opadał. Mówiła o bólu który ją spotkał, który wrył się w jej duszę tak głęboko, że nie mogła o nim zapomnieć.
Żyła zaledwie ułamek żywota Upiornego Arystokraty, a jednak ból który wyniszczał ją od środka siał spustoszenie. Nawet teraz, gdy o nim mówiła, nie mogła powstrzymać łez. Tak bardzo nie pasowały do silnej kobiety, na którą próbowała się kreować.
Wyraz jego twarzy złagodniał. Patrzył w jej oczy, obserwował każdą spływającą po policzku łzę i czuł gorycz w ustach, bo był odpowiedzialny za jej stan. Żaden mężczyzna nie lubi, gdy kobieta płacze w jego obecności. Zwłaszcza, gdy łzy są odpowiedzią na zadane przez niego rany.
Westchnął cicho, nie spuszczając oczu z płaczącej. Poprawił się na krześle, przyjmując zwykłą, rozluźnioną postawę. Nie było sensu by to ciągnąć, nie, gdy ona cierpiała. Bo chociaż jej przeszłość była niczym w porównaniu do przeszłości Upiornych, biorących udział w wojnie... Cierpiała. Prawie tak mocno, jak on w chwilach słabości, kiedy jedyne co słyszał, to oskarżenia, jedyne co miał przed oczami, to wykrzywiona w pogardliwym wyrazie twarz konającej Matki. Która wolała odebrać sobie życie, niż żyć z piętnem, jakim był dla niej Syn. Bękart. Zrodzony z Kłamstwa.
Atmosfera w pomieszczeniu stała się ciężka a sylwetka Iry nabrała złowieszczego wyglądu. Thorn nie bał się jej, ale coś kazało mu spuścić z tonu. Dlatego też w czasie jej przemówienia zwyczajnie milczał, mimo, że niejednokrotnie miał ochotę wyprowadzić ripostę.
Poczuł jej ból, gdy mówiła o cierpieniu, ale o wiele silniej niż by chciał. Odezwała się stara rana. Znowu widział Matkę, tym razem na miejscu Iry. To nie siwowłosa mówiła o bezradności, to Arystokratka wypominała, po raz kolejny, jakim błędem było powicie na świat dziecka.
Drgnął, sparaliżowany wspomnieniami i patrząc na kobietę, otworzył szerzej oczy. Słuchał słów, wiedział, że głos należy do drobnej siwowłosej Panienki ale... myślami był daleko. W Rezydencji Vaele gdzie co noc w akompaniamencie płaczu i krzyków, rozgrywał się dramat małego Arystokraty, który musiał płacić własną krwią za błędy swojej Rodzicielki.
Wtem jego twarz wykrzywił grymas. Usta otworzyły się ukazując zaciśnięte zęby blokujące drogę językowi. Tak wiele chciał powiedzieć. Wykrzyczeć jej, że rozumie! On, Bękart, całe życie pogardzany, bity i karany za nieswoje przewinienia, wie co to życie w bólu! Wie, co to życie w strachu!
Słowa Viridiana sprawiły, że szybko uniósł dłoń do twarzy i udając zniecierpliwienia, potarł oczy. Ta chwila, w ciągu której Vyron mówił, pozwoliła mu na doprowadzenie się do ładu. Nikt nie może wiedzieć, jak wypowiedź Iry zachwiała twardym charakterem Lorda Vaele. Nikt nie może wiedzieć, że kobieta przywołała najbardziej bolesne wspomnienia. Nikt nie może wiedzieć, że dobyła miecza i nieświadomie zadała tak straszliwie krwawiące rany.
Na chwilę ukrył twarz w dłoni, ale wyglądało to na tyle naturalnie, że przez innym mogło być odebrane jako zwykła chęć przetarcia twarzy. Wyraz znudzenia. Westchnął przy tym cicho, zrzucając gniew gdzieś na dalszy plan. Jeśli będzie o tym myślał, sam będzie zadawał sobie ból i w końcu stanie się on nie do zniesienia. A wtedy jego Towarzysze dostaną ogniem odbitym.
Przeniósł wzrok na Kalto i Rosie. Skinął blondynce w podzięce za to, że postanowiła zabrać głos i poprosić o spokój. W końcu nie musiała się mieszać.
Tęczowe oczy wyrażały zmęczenie i smutek. Przez chwilę patrzył na kobiety i przepraszał je w myślach. Nie powinny widzieć go w takim stanie. Ta sytuacja była... kłopotliwa, bo przecież nie chciał pokazywać się od tej strony.
Gdy Ira podłapała wątek, wrócił spojrzeniem do jej ciekawych, pięknych oczu. Wysłuchał co ma do powiedzenia, ale nie spodziewał się, że po ich małym spięciu, będzie jeszcze brała jego stronę. Tym bardziej poczuł się źle. Kobieta nie znała go, nie wiedziała co przeżył a jednak poruszyła drażliwą strunę. Na ułamek sekundy spuścił z gardy i spojrzał na swoje dłonie, w tej chwili spoczywające na kolanach. Czy faktycznie czuł się gorszy? A jeśli tak, to czy faktycznie było to wynikiem wychowania?
Zamknął oczy. Zarówno kobiety jak i niestety Vyridian, mogli zauważyć, że jest odrobinę zagubiony. Emocje wzięły górę.
Ale już po chwili po prostu westchnął, wypuszczając z siebie powietrze. Wyprostował się, dumnie prostując pierś i skinął głową siwowłosej. W kolorowych tęczówkach odbiły się pewność siebie i siła. Tylko... czy w tej chwili nie były one jedynie maską?

Niezręczną sytuację ukróciło skrzypnięcie drzwi i kobieta, która właśnie weszła do środka. Wkroczyła akurat w momencie, w którym Thorn posyłał Viridianowi spojrzenie tak chłodne, że gdyby potrafił, odmroziłby mu teraz całą twarz i przyglądał się czarniejącemu nosowi. Jego uwaga była niestosowna. Rozmawiał przecież z kobietą!
Arystokrata przeniósł spojrzenie na zakapturzoną i uniósł jedną brew. Nowo przybyła była podejrzana nie tylko przez to, że jej odzienie skrywało jej twarz. Ona nawet się nie przedstawiła! Przeszła od razu do konkretów które brzmiały równie absurdalnie, co nazwisko Pana Njestda. Dlatego też patrzył na nią przez cały czas gdy mówiła i nie odezwał się ani słowem. Odczekał aż tajemnicza kobieta zakończy wywód.
- Przede wszystkim, Szanowna Pani, chcielibyśmy poznać twe imię. - powiedział bezpośrednio, ale uprzejmie - A także dowiedzieć się, kim właściwie jesteś. Prosiłbym też, byś ukazała nam swoje lico.
Posłał jej blady uśmiech a następnie skrzyżował ręce na piersi.
- Plan cudowny w swej prostocie, ale dlaczego sądzi Pani, że któreś z nas, nie znając konkretniejszych szczegółów, będzie na tyle głupie lub zaślepione żądzą zdobycia skarbu, że podejmie się tej niebezpiecznej akcji dywersyjnej? - jego uśmiech pogłębił się i stał słodki niczym świeżo zebrany miód - Innymi słowy, proszę o więcej szczegółów. Może po kilku słowach o sobie, powie nam Pani dlaczego nasz Dobrodziej nie przybył na miejsce osobiście? Cóż sprawiło, że nie zaszczycił swoją obecnością wszystkich tych, których omamił opowieścią o przygodach i bogactwach?
Nie musiał patrzeć na resztę zebraną w sali by wiedzieć, że każdy miał pytania podobne do tych, które on zadał. Cała ta sytuacja zaczęła śmierdzieć już od pierwszej chwili w której pojawiła się zakapturzona kobieta.
Thorn postanowił wzmóc czujność. Spojrzał ukradkiem na Viridiana, chciał ponownie porozumieć się z nim w niewerbalny sposób. W końcu oboje kiedyś walczyli i żyli na tyle długo by podchodzić do takich spraw z dystansem. Doświadczenie zebrane w ciągu setek lat nie szło na marne.

Szprotka - 28 Styczeń 2018, 16:52

Kalto nie miała pojęcia, o czym dokładnie mówi Ira - nie znała bowiem historii wojny pomiędzy ludźmi a Lustrzanami - lecz wszystko mówiło syrence, że kiedy jak kiedy, ale teraz nie należy się wtrącać. Siwowłosa przybrała... naprawdę złowrogą aurę, która wydawała się być najczystszym gniewem, jaki kiedykolwiek osiadł w głębi ludzkiej (i nieludzkiej) duszy. Mówiąc szczerze, młodej Sennej Zjawie przeszła przez chwilę myśl, że Ira może nawet eksplodować w furii... o ile to w ogóle możliwe.
I jeszcze jakimś sposobem Vyron jej dogryzał! Perfidny typ. Już teraz sytuacja pomiędzy nimi była napięta, a ten jeszcze dolewał oliwy do ognia!
Sama syrenka miała niewiele do powiedzenia na temat swoich własnych doświadczeń tego typu. Cóż mogła rzec? Jej dotychczasowe życie było dość idylliczne, można rzec, wypełnione prędzej zabawą i śmiechem niż... walką o przetrwanie, krzykami i rychłą śmiercią... Czy powinna czuć się przez to gorsza od zebranych tutaj? Bo nie przeżyła tyle, co oni? Znaczy... przeżyła rozłąkę z Lizzy, ale to zdecydowanie nie było aż tak straszne, jak to, co oni przeżyli. Przygaszona, nieco wycofała się z rozmowy, unikając spojrzeń kłócącej się trójki.

Wówczas Kalto dostrzegła, że w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze poza nią, Irą, Thornem, Vyronem i Rosie. Jeszcze inna kobieta. Przyjrzała jej się dokładnie, lecz nie dostrzegła zbyt wielu szczegółów. Twarz zakrywał jej kaptur. A zatem była nie ich pracodawcą, ale jego... jak oni się nazywali?... pośrednikiem. Skoro tak, to gdzie się podział tamten?
- No właśnie - potwierdziła słowa swoich przedmówców. - A jeśli chodzi o... tą... dywersję, to może ja pomogę? - niespodziewanie zaoferowała swoje usługi reszcie. Nie znała się na walce ani niczym innym, ale z tego, co zauważyła, przyciągała dość dużą uwagę. Mogłaby skupić na sobie tych całych piratów na tyle, by reszta mogła zabrać się za całą resztę planu. Poza tym chciała być użyteczna na tej wyprawie, a nie jak kula u nogi ich wszystkich.

Rosemary - 30 Styczeń 2018, 17:54

Emocje wrzały w tym pokoju, do tego stopnia, że Rosemary najchętniej odpięłaby kożuch. Za ciepło było w tej chwili. Cała trójka zachowywała się jak dzieci, przekrzykując się jedno przez drugie. Ja jestem starszy i wiem więcej, a nie bo ja i więcej przeżyłem, a ja młodsza ale się więcej nacierpiałam. Ranyy. Żeby to chociaż ciekaw było. Rosie nie mogła powstrzymać krzywego uśmiechu, widząc jak Irze puszczają nerwy i po jej licu ściekają łzy. Senna nie rozumiała jednego. Co złego jest w cierpieniu. Nigdy nie rozumiała jak można być tak powierzchownym, by nie odczuć tej czystej i prymitywnej przyjemności, jaka płynie z zarówno zadawania, jak i otrzymywania bólu. Kwintesencja wszystkiego, leży w cierpieniu. Tylko że ludzie zamiast się tym cieszyć i rozkoszować, robią z tego dramy. Odchyliła głowę w tył. Zarówno Ira jak i Thorn okazali słabość. Mógł się maskować tym zakrywaniem twarzy, ale było to tak oczywiste że prawie zrobiło jej się go szkoda. Prawie. Górę wziął wstręt. Płacz? Wzruszenie? Złe wspomnienia? Złe doświadczenia? Aż ją mdliło. Po co komu takie teatrzyk. Na co komu ta cała zabawa. Jedyną ciekawą sprawą, była owa aura bijąca od Iry. Serce Rosie zabiło szybciej, a na jej skórę wpełzła gęsia skórka. Uśmiech satysfakcji wpełzł na jej twarz. Jak przyjemnie.
Słysząc jak mężczyzna poniekąd przyznaje jej rację, posłała mu słodziusieńki uśmiech. Najchętniej zatopiłaby kły, w którymś z tu zebranych, ale nie miała czasu by nad tym rozmyślać. Do sali weszła kobiecina. Zakapturzona, nie powiedziała nic interesującego. Na co ta tajemniczość, tak komiczna że aż żałosna? Nie odezwała się ni słowem, reszta już to zrobiła. Kiwnęła tylko głową, lustrując kobiecinkę. Jeździła smukłym palcem po swoim dekolcie, wsłuchując się w bicia serc, zgromadzonych tu osób. Lepsze niż nie jeden koncert.

Tyk - 30 Styczeń 2018, 23:00

Na kilka chwil w pomieszczeniu zapanowała cisza. Czy to dlatego, że dwie z osób zajęte były wzajemną do siebie miłością i nie słuchały słów kobiety, która nie zważając na ich flirt postanowiła kontynuować to, po co tu przyszła? Milczenie było dość niezręczne, choć trwało stosunkowo krótko.
Kobieta spojrzała na Thorna, który zadał dość dużo pytań. Przez chwilę Arystokrata mógł zobaczyć i przyjrzeć się jej spojrzeniu - o ile oczywiście tylko chciał. Jej oczy były znacząco różne od ludzkich. Były jednolite bez podziału na źrenicę, czy tęczówkę. Upiorny ujrzał w nich także swoje odbicie, choć niewyraźne przez liche źródło światła. Dość jednak, by był pewien tego co widzi.
Z drugiej strony nie miał aż tak wiele czasu się przyglądać, bo ich spojrzenie trwało ledwie nieco ponad dziesięć sekund.
- Możecie mówić mi Ede, jestem... - Urwała w połowie zdania. Pauza trwała trzy, może cztery sekundy. - jednym z was. - Kimkolwiek była kobieta złączyła ręce za plecami i zrobiła krok do przodu, stając pomiędzy siedzącymi Thornem i Szprotką. - Jest nas siedmioro. Sześciu tutaj i pan Njestd. Szczegóły wyprawy zna jeszcze tylko jedna osoba. To jest nasza wyprawa i wszelkie ryzyko podejmujemy z własnej woli, licząc na zdobycie skarbu. Skoro tu jesteśmy, to znaczy, że chcemy zdobyć skarb i jesteśmy gotowi zrobić co konieczne. I właśnie dla ustalenia szczegółów zebraliśmy się w tym miejscu.
Kobieta nie mówiła ze zbyt wielką charyzmą. Można nawet stwierdzić, że była odrobinę niepewna i niekiedy przez krótką chwilę szukała odpowiedniego słowa. Zmieniło się to, gdy przeszła do dalszej części. Jej głos stał się o wiele pewniejszy.
- Pan Njestd miał się tu zjawić, by wspólnie z nami ustalić wszelkie szczegóły. Jednak niespodziewanie trzy dni temu znaleziono Alfreda Veredetta martwego w biurze. To człowiek, który miał dostarczyć nam okręt. Mieliśmy odebrać go wspólnie, jutro po dotarciu do portu, więc był już gotowy. Jednak pan Nejstd uznał, że nie powinniśmy tracić czasu i ryzykować, że ktoś go sobie przywłaszczy.
Pochyliła się nieznacznie i położyła palce na dokumentach, które uprzednio położyła na stół. Przesunęła ja w stronę Szprotki, która zgłosiła się na ochotnika do ich dostarczenia. Kolejne słowa zresztą skierowała tylko do niej, choć mówiła na tyle głośno, że każdy mógł dosłyszeć.
- Gdy dotrzemy do portu Kompanii skierujesz się z tymi dokumentami do zarządcy. Powiesz im, że przysyła Cię Lisolette Serath. Gdyby pytali skąd to masz, bądź coś podejrzewali, to powiedz, że jesteś znajomą Elfriede, która poprosiła Cię o dostarczenie tych informacji.
Wyprostowała się i spojrzała na pozostałych w tej kolejności, że najpierw jej oczy skierowały się do osoby siedzącej najbliżej po lewej stronie, a następnie kolejno po wszystkich, aż do Thorna.
- Jeżeli nie macie więcej pytań, możemy przejść do opracowania planu jak zdobędziemy klucz.

Ira - 1 Luty 2018, 18:45

Ira była aktualnie zbyt wściekła by przykładać większą wagę do słów kobiety. Większość jej myśli zaprzątały dwie sprawy.
Nie stracić nad sobą kontroli.
Pomarzyć jak by tu można było skrzywdzić Viridiana. Nawet nie zabić, ale poważnie okaleczyć. Okaleczyć ze szczególnym uwzględnieniem jego twarzy - może rozległe poparzenia starły by z niej te jego pełne wyższości i pogardy miny. Myślała głównie nad okaleczniem, bo uważała, że lata cierpienia by były lepszą karą dla takiego skończonego sukinsyna. Choć gdyby miała okazję by go popchnąć do jakiejś bezdennej dziury to by pewnie skorzystała.
Był jednostką zdecydowanie niereformowalną, bo istoty jej przekazu za cholerę nie zrozumiał. Thorn chyba coś załapał, bo przynajmniej się nie odgryzał dalej i zdawało jej się, ze gdzieś odpłynął w pewnym momencie, ale czort wie czemu.
Gdzieś tam mimochodem usłyszała, że będą chyba kraść własny statek, a potem zdobywać klucz - pewnie też kradnąc.

Vyron - 8 Luty 2018, 02:08

Viridian zmrużył swoje zielone oczy. Ira przestała go w tej chwili interesować. To, co było ciekawe to nazwisko organizatora wyprawy. Njestd. Szonue Njestd. Trzeba przyznać, że nawet jak na Krainę Luster imię i nazwisko organizatora brzmiało dość nietypowo. W wolnej chwili Viridian postanowił pobawić się anagramami. Może one coś powiedzą? Może to jakieś naturalne skłonności albo skłonność do okrucieństwa, ale od razu do głowy przychodził mu tylko jeden: Jest duszone. Problem w tym, że pozostawało bezpańskie „N”, z którym nie wiadomo co zrobić.
Nic to, w wolnej chwili się pomyśli.
Tymczasem przeniósł wzrok na kobietę i pokręcił głową słysząc to, w jaki sposób dobiera słowa i przemawia. Pozostawało pytanie, czy grała niepewną i pozbawioną zdolności przywódczych „figurkę” przysłaną przez własnego przełożonego w celu omówienia zadania z nie do końca pewnymi wykonawcami, czy może faktycznie była do tego stopnia pozbawiona charyzmy i inicjatywy?
- Znakomity plan Ede. Długo nad nim myślałaś? – sarkanł krzyżując ręce na piersi - Wiesz kto jest zarządcą portu? Bo twój plan sugeruje że może nim zostać byle kretyn.
Przerwał na chwilę by popatrzyć na zielony kryształ, którym się bawił
- Spójrz na nią – powiedziawszy to wskazał otwartą dłonią na syrenkę - Naprawdę uważasz, że wysłanie jej to dobry pomysł? Jak często wysyła się, bez urazy, niepełnosprawnego posłańca z ważnym dokumentami? Poza tym …
Przeniósł spojrzenie zielonych oczu na niczemu nie winną Kalto. Widać było, że ta nieszczęsna istota, której środowiskiem naturalnym jest raczej woda niż ląd starała się być za wszelką cenę przydatna.
Było mu żal tej istoty. Nie chciał by składała swoje prawdopodobnie młode życie na ołtarzu „przydatności dla drużyny”.
- Kalto, powiedz mi, jak wygląda Lisolette Serath? Nie wiesz? To może jako znajoma Elfriede opiszesz mi jej wygląd? Jest wzrostu Rosie czy wyższa? Ma takie oczy jak Ira, a może bardziej jak Aeron lub Ja? – ponownie spojrzał na Ede rozkładając dłonie - Widzisz? To jest zły plan. Wystarczy seria prostych pytań aby w naszym dywersancie odkryć dyletanta. Następnie wystarczy wprawiony oprawca i z dywersanta robi się denuncjator. Wymyśl coś lepszego.
Słysząc o okręcie i jakimś zdechlaku z biura Viridian spojrzał na Aerona. Nie chciał zadawać wszystkich pytań sam. Niech i inni wykażą się myśleniem. W końcu najlepiej poznaje się towarzyszy po tym jak myślą, jeśli w ogóle myślą? Co do pytań, w razie czego "zawsze jest czas na jeszcze jedną ostatnią chwilę", o wszystko się dopyta. Chwilowo wystarczyło to, że zachwiał podstawami świetnego planu Ede.

Thorn - 8 Luty 2018, 11:44

Wyglądało na to, że cała uwaga ich 'załogi' skupiła się na nowo przybyłej kobiecie. Skończyły się spory, zgrzyty i spięcia, bo oto na arenie pojawił się nowy gracz który... przedstawiał im jakiś plan. Plan którego Thorn nie zrozumiał. Nie dlatego, że był głupi ale dlatego, że był ostrożny i nieufny. A to o czym opowiedziała w tej chwili zaczepiona jego pytaniami Ede malowało się tak kuriozalnie, że o mało nie stracił nad sobą kontroli i nie parsknął śmiechem.
Uśmiechnął się jedynie pod nosem wysłuchując odpowiedzi kobiety. W zasadzie nie odpowiedziała na wszystkie pytania. A to źle, bo jeśli chciała coś ukryć, to trafiła na bardzo złe towarzystwo.
Zmrużył oczy przyglądając jej się uważnie. Nie zdjęła kaptura ale Upiorny tak łatwo nie odpuści. Chce wiedzieć z kim ma do czynienia, samo imię nie wystarczy.
Już miał pociągnąć ją za język gdy nagle zgłosiła się Kalto. Spojrzał na nią szczerze zaskoczony i... jęknął w duchu. Ona? I dywersja? No dobrze, polubił Syrenkę ale pamiętał, że miała problem gdy przyczepili się do niej głupawi Gwardziści. A co jeśli teraz przyczepi się ktoś gorszy? Z resztą o czym on w ogóle myślał! Jakie 'przyczepi'! Przecież wysyłanie Kalto będzie się równało z jej śmiercią!
Uprzedził go Viridian, który ostrymi słowami wyraził wątpliwości, które z pewnością w tej chwili ogarnęły ich wszystkich. Może i drugi Szlachcic był chamowaty, ale wiedział kiedy uderzyć celnie, by zachwiać pewnością siebie przeciwnika.
Plan Ede nie trzymał się niestety kupy. Po co mieli przesiadać się na inny statek? Ten był... zbyt charakterystyczny? A może mają jeszcze zmienić ubrania na bardziej... pirackie? Takie w stylu korsarzy Krainy Luster by na pewno nie wpadać w oko?
Gdy zielonooki skończył swoją część i spojrzał na niego, Thorn uniósł dłoń. W tej chwili na jego twarzy malowała się powaga. Po uśmiechu nie pozostał nawet cień.
- Ede, tak? - zapytał dla pewności, chociaż wcale nie musiał, bo przecież pamięć miał dobrą - Posłuchaj, droga Ede. Cieszę się, że jesteś jedną z nas. Ale może konkretniej? Syrenką? Podobnie jak Ira dzieckiem które przeżyło za młodu katusze? A może Gwardzistą albo Lordem? - przyjrzał jej się krytycznie - Ach, a może jak Rosie? Blondynką? - nie miał niczego złego na myśli - Cóż, łatwiej byłoby gdybyś jednak zdjęła ten kaptur i, skoro mamy ci zaufać, pokazała twarz. Widzisz by któreś z nas kryło się w mroku? - uśmiechnął się samymi kącikami ust - Nie odpuszczę, wybacz. - dodał czekając na jej reakcję.
Niezależnie czy się doczekał czy nie, pokręcił głową tym razem chwytając się zgłoszenia Kalto.
- Viridian już wyjaśnił czemu Kalto nie nadaje się do tej misji. - powiedział krzyżując ręce na piersi - Wytknął też, czemu plan nie jest najlepszy. Może jako stary wyjadacz, udzielę małej podpowiedzi, co by uniknąć dalszych pytań, kto zamiast niej zgłosi się na ochotnika. - wyszczerzył zęby w ładnym, życzliwym i szczerym uśmiechu Subtelnego Kłamcy - Kalto z racji na sposób w jaki się porusza i brak pewności siebie, odpada. Może uznasz, że to wypinanie zadu na resztę, ale zarówno Lord Laraziron jak i ja, również odpadamy. - wskazał na każdą osobę o której mówił po kolei - Zapytasz: "Dlaczego"? Powód jest bardzo prosty ale może wykażę go zadając pytania retoryczne. - przekrzywił głowę - Jak zareaguje Zarządca Kompanii, gdy jakieś szemrane papiery przyniesie mu przedstawiciel Szlachty, Upiorny Arystokrata który przecież nie bawi się w noszenie dokumentów osobiście? Albo jak zareaguje, gdy takowe papiery przyniesie mu Dowódca Gwardii, który nie ma prawa mieć ŻADNYCH związków z Piratami? - posłał jej słodki uśmieszek - Widzisz, tajemnicza Ede, jesteśmy dość rozpoznawalni dlatego wykonywanie tej misji przez nas jest również skazane na porażkę. Bo nawet jeśli ktoś mnie przyłapie i zdołam retoryką wyplątać się z niebezpiecznej sytuacji wykrycia akcji, w świat pójdzie informacja, że Lord Vaele, Dowódca Gwardii zajmuje się Piratami. A to da sygnał zarówno im jak i Kompanii, to podjęcia bardziej stanowczych działań. Nikt nie lubi gdy nagle w sprawy prawie, że prywatne (bo przecież korsarstwo to problem głównie Kompanii) miesza się ktoś nowy. A już zwłaszcza gdy mieszają się Służby Porządkowe, nie urągając Gwardii Arcyksiążęcej. - oparł policzek na dłoni, cały czas wpatrując się w kobietę - To samo tyczy się Viridiana i myślę, że nie muszę wyjaśniać co się stanie, gdy w eter pójdzie wieść, że sam Lord Laraziron zajął się sprawą. Nie muszę, bo koniec będzie taki sam. - spojrzał na drugiego Szlachcica - Nie chcę wskazywać palcami, ale w tej sali są jeszcze dwie osoby które potencjalnie mogą nadawać się do tej misji. - spojrzał na dwie kobiety, siwowłosą i blondynkę - Jednak sądzę, że są inteligentne i bez poznania GŁĘBSZYCH szczegółów, nie wplączą się lekkomyślnie w coś niebezpiecznego. - wrócił spojrzeniem na Ede - Wszystko o czym powiedziałem nie jest przejawem tchórzostwa, bo już podjęliśmy ryzyko wyprawy stawiając się tutaj. Ale musimy stworzyć plan tak, by wykorzystać mocne strony każdej jednostki, przy okazji ukrywając jej wady i braki. Dlatego jeszcze raz proszę o wyjaśnienie. Od początku. Pomogę, zadając pytania. - skłonił się jej lekko, jakby chciał tym powiedzieć, że służy pomocą - Dlaczego musimy zmienić statek? - nagle przypomniał sobie o czymś ważnym - Ach, zabito istotę, która miała nam dostarczyć okręt. Czy już to nie wskazuje na to, że ktoś interesuje się naszymi poczynaniami? Czy nie powinniśmy być ostrożniejsi?



Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group