• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Misje » Skarb Pompei
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 11 Styczeń 2018, 09:43   Skarb Pompei

    Na miejsce spotkanie dotarliście nie od razu. Po wejściu na statek skontaktowała się z wami marionetka z zielonymi oczami dając kolejne wskazówki na kartce. Tak też dwa dni później, w trakcie rejsu, wszyscy zebraliście się w jednym z pomieszczeń statku przy trójkątnym stole z sześcioma krzesłami, po dwa na każdy bok figury.
    Oświetlenie zapewniał czteroramienny świecznik stojący na środku stolika, więc warto było uważać pod nogi, żeby nie potknąć się o coś, czego nie sposób było dostrzec.

    Gracze pojawiać się będą przy stole w takiej kolejności w jakiej napiszą posty. Kto pierwszy, ten będzie czekał najdłużej.

    Pierwsze posty mają na celu jedynie zapoznanie się graczy między sobą i wprowadzenie do misji przez jej organizatora (tego fabularnego, nie mnie). Dlatego na razie nie trzeba opisywać co ma się przy sobie, czy tym bardziej sposobu w jaki dotarło się do tego pomieszczenia. (Prosiłbym żeby się na tym etapie nie zabijać, będzie na to jeszcze czas później).

    Po spotkaniu nastąpi mały przeskok czasowy i wtedy będziecie mieć czas na stosowne przygotowanie do wykonania powierzonego wam przez organizatora wyprawy zadania.
    _________________

    *****




    Siedem Nieszczęść: Gniew

    Godność: Ira Inferveo
    Wiek: około 20
    Rasa: Cień
    Lubi: Ogień, ciekawe i niezwykłe rzeczy
    Nie lubi: Sezamu, idiotów i dręczycieli, nazywania jej Irką
    Wzrost / waga: 172cm / 55kg bardzo żywej wagi
    Aktualny ubiór: Czarna kurtka o głębokich kieszeniach, szara koszulka z logo jakiegoś mało znanego zespołu, brązowe spodnie myśliwskie, wojskowe buty, solidny pasek, pomarańczowa bandana. Event: Wojskowe buty, spodnie myśliwskie, sweter, pas.
    Znaki szczególne: Blizna po oparzeniu na lewym nadgarstku
    Zawód: Kucharz / dorywczo tancerka z ogniem
    Pod ręką: zapalniczka zippo, klucze, scyzoryk climber victorinox, komórka, zegarek
    Broń: noże - Camillus Heat w kieszeni kurtki i nóż myśliwski z hakiem na pasku, na plecach
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    Dołączył: 06 Lis 2016
    Posty: 138
    Wysłany: 11 Styczeń 2018, 19:39   

    Znudzona Ira uznała, że nie mając w sumie nic specjalnego do roboty zajdzie do pomieszczenia gdzie wszyscy mieli się zebrać.
    Pomieszczenie było puste. Oczywiście nie licząc stołu i reszty wyposażenia wnętrza.
    Była trochę rozczarowana, że nie będzie miała z kim pogadać, ale przynajmniej mogła sobie wybrać miejsce do siedzenia. Nie wiele się namyślając zajęła krzesło najdalsze od drzwi, którymi weszła. Nie lubiła siedzieć tyłem do wejść. Złe wspomnienia.
    Zastanawiała się chwilę czy nie walnąć nóg na stół, ale to chyba by było trochę zbyt bezczelne. Przynajmniej dopóki ich jako tako nie zna.
    Oparła się więc i lekko osunęła na krześle. W takiej pozycji poziewując czekała aż ktoś przyjdzie.

    Jak ktoś by w końcu przyszedł to by go lub ją powitała krótkim: "Hejka!". I czekałaby na reakcję.
    _________________
    Ogień to siła, która niszczy lub tworzy - zależy jak ją pokierujesz. Tak jak gniew...


    Ognista ręka
     



    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Vyron Gravven Laraziron
    Wiek: Wygląda na 25 lat
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Wystawne bale, turnieje, polowania, dworskie intrygi, bezwarunkowe posłuszeństwo, być w centrum uwagi
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa, braku szacunku, istot niższego stanu
    Wzrost / waga: 182 / 72
    Aktualny ubiór: Na co dzień: https://i.pinimg.com/564x/0b/61/72/0b617208c5988c161ee8ef26f52f91f4.jpg W trakcie wykonywania zadań: http://i65.tinypic.com/a4lm9x.jpg
    Pod ręką: Pałasz, sztylet (w bucie), sakiewka pełna kryształowego piasku, sakiewka z pieniędzmi, bransolety z krzyształami na nadgarstkach i kostkach oraz medalion z dużym krzyształem
    Broń: Pałasz i sztylet (w bucie)
    Bestia: Kapeluterek
    Stan zdrowia: Zdrowy
    Dołączył: 14 Lis 2017
    Posty: 40
    Wysłany: 11 Styczeń 2018, 20:26   

    Viridian wszedł do pomieszczenia trzymając w dłoni laskę z głowicą z zielonego kryształu.
    Wysokie, czarne, wzmocnione, skórzane buty z twardymi drewniano-gumowymi podeszwami stukały po deskach pokładu Słowika. Jako że pierwsze wrażenie zawsze jest najważniejsze, na pierwsze spotkanie z organizatorem wyprawy, a także innymi jej uczestnikami, Vyron postanowił ubrać się w czarny garnitur i takiegoż koloru koszulę . Zarówno garnitur jak i koszula przyozdobione zostały motywami roślinnymi wyszytymi platynową nicią. Koszula posiadała dodatkowo bogato zdobiony kołnierz i subtelne zdobienia na gorsie. Pod szyją Arystokraty, wielkim ciemnozielonym kryształem i subtelnymi ognikami brylantów pyszniła się brosza. Zamiast co raz powszechniejszego w Krainie Luster, krawatu uważanego za atrybut mężczyzny, Viridian miał zapięta czarną, zrobioną chustę z jedwabiu. Atrybut ELEGANCKIEGO mężczyzny.
    Pierwszym co przykuło jego uwagę był dziwaczny stół w kształcie trójkąta z krzesłami ustawionymi parami przy każdym z boków. Kolejną rzeczą … a właściwie osobą, była siedząca przy stole dziewczyna. Z wyglądu nie przypominała szlachetnie urodzonej panienki. Ot, zwykła plebejuszka jakich wiele.
    Gdy zajął miejsce przez chwilę wpatrywał się w dziewczynę swoimi zielonymi oczami. Zaskoczył go zwrot, którego użyła. Powiedziała Heika czy Hejka? – zastanawiał się przez chwilę. Pytanie nie było bezpodstawne, albowiem dziewczyna, mając świadomość swojej niższości i społecznego dołu, w którym się urodziła, mogła tytułować go Jego Królewską Wysokością (co osobiście mu odpowiadało) albo zwyczajnie po prostacku witać się z nim jak plebejusz z plebejuszem. Na wszelki wypadek nie dopytywał. Słuchanie tłumaczenia niżej urodzonych było mu wstrętne.
    - Witam
    Wybrał sobie bok, przy którym plecy znajdowały się od strony ściany a nie od strony wejścia. Nie chciał ryzykować i niepotrzebnie wystawiać się na atak. Nie usiadł jednak koło dziewczyny. Co to, to nie!
    Przez chwilę zastanawiał się, czy ze względu na to iż jest Arystokratą i zapewne Najszlachetniej urodzoną Osobą na tej łajbie, nie powinien przypadkiem przestawić krzesła tak by samodzielnie zasiadać przy jednym z boków. Poważnie zastanawiał się przez chwilę nad taką ewentualnością, ale postanowił spojrzeć na całą sytuację oczyma organizatora. Gdy ten wejdzie i zobaczy siedzącego samotnie Arystokratę a resztę ludzi ściśniętych przy pozostałych bokach, w ramach pokazania swojej rzekomej i urojonej wyższości może zechcieć go przesadzić, a wówczas Viridian będzie musiał zaszlachtować chama w ramach kary za uczyniony mu despekt. W ten sposób emocjonująca wyprawa skończy się zanim się na dobre zaczęła.
    Popatrzył na siedzącą dziewczynę i zajął swój upatrzone miejsce.
    Spojrzał na ustawienie krzesła, na którym usiadł. Stało z prawej strony. Zatem usiadł dobrze, wszak tam gdzie siedział najwyżej urodzony, tam był szczyt stołu. Z tego wynikało, że plebs w razie czego będzie mógł zasiąść po jego lewicy, u dołu stołu. Czyli tam gdzie jego miejsce. Ci lepsi zajmą miejsca po prawej stronie. Cóż, na to akurat nie miał wyboru, ale przynajmniej będą siedzieć przy innym boku stołu.
    Wyglądało na to, że w tej wyprawie będzie brało udział co najmniej 5 osób i organizator. Ewentualnie 6 osób przy założeniu, że organizator podczas omawiania wyprawy cały czas będzie stał.
    Viridian w oczekiwaniu na innych zaczął bawić się kryształową kulką wyjętą z głowicy laski.
    _________________




    #3FFF00


    W trakcie wykonywania obowiązków SCR

    Zbroja codzienna




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 11 Styczeń 2018, 21:31   

    Decydując się na wyprawę, doskonale wiedział czego powinien się spodziewać. Przede wszystkim zimna, dlatego zabrał ze sobą rzeczy przystosowane do podniebnych rejsów. Ciepłe płaszcze, rękawiczki, szale... oczywiście wszystko w granicach rozsądku. Był gotów na ciężką przygodę, przecież Organizator nie ostrzegał go bezpodstawnie.
    Kierowany po części nudną i rządzą zdobycia bogactw a także chęcią powiększenia swoich wpływów, w końcu zdecydował się wziąć udział w wyprawie o której prawie nie wiedział nic. Mało tego, nawet nie widział mapy którą tak chwalił się Organizator... Nic to, przyjdzie mu podróżować w ciemno, z nadzieją, że w razie znalezienia Skarbu, zostanie od podzielony sprawiedliwie. W razie czego już Thorn postara się, by o nim nie zapomniano.
    Od dwóch dni dryfowali pośród chmur. Aeron czas ten spędził na wpatrywaniu się w niebo. Zawsze marzył o podniebnych lotach, może właśnie to zaważyło ostatecznie o jego decyzji. Teraz miał okazję dotknąć chmur, poczuć to inne, czyste powietrze. Uciec z dala od przyziemnych problemów dnia codziennego, na chwilę zapomnieć o tym kim naprawdę był...
    Gdy ogłoszono, że w kajucie odbędzie się spotkanie, nie czynił specjalnych przygotowań. Prawdopodobieństwo, że zna kogoś z innych Ochotników było tak nikłe, że mógł pozwolić sobie na odrobinę luzu. Nie musiał obwieszać się klejnotami, tutaj był kolejnym z wielu pasażerów. Dlatego też na miejscu pojawił się w zwykłych, praktycznych rzeczach. Postawił na prostą elegancję, póki jeszcze nic się nie działo. Miał więc na sobie czarne, proste spodnie wpuszczone w sznurowane buty z ciemnej skóry, białą koszulę i ciemnoszarą kamizelkę. Zamiast krawatu pod szyją miał zdobną tasiemkę, spiętą broszą przedstawiającą okolony ciernistymi pnączami kwiat róży. Całości dopełniał podszyty futrem płaszcz, którym mężczyzna otulał się gdy stał na pokładzie i podziwiał niebo. Nie miał przy sobie broni bo w zasadzie jej nie potrzebował. To nie tak, że ufał bezgranicznie Organizatorowi albo Towarzyszom. Po prostu w każdej chwili broń może sobie zdobyć.
    Wszedł do pomieszczenia. Było umeblowane skromnie, ale po co komu bogactwa na takim statku? Tylko Szlachta uwielbiała się obnosić z majątkiem, pozwalając sobie na śmieszne ozdoby nawet w wychodku. Tutaj to wszystko było zbędne.
    Jego wzrok padł najpierw na dziwaczny stół a dopiero potem na siedzących przy nim. Nie poznał dziewczyny, widział ją pierwszy raz na oczy. Gdy go przywitała, skinął jej głową i przeniósł wzrok na siedzącego mężczyznę. I poczuł jak po jego plechach przechodzi dreszcz.
    Jego brew drgnęła nieznacznie. Dobrze, że stał w półmroku, istnieje nadzieja, że nikt tego nie zauważył.
    Z dziewczyną siedział nie kto inny, a Szanowny Lord Laraziron, Skurwiel Jakich Mało. Że też musiał trafić akurat na niego... O ile motywy Thorna nie były takie jasne, tak Vyron mógł zdecydować się na Rejs tylko z jednego powodu - dla pieniędzy i sławy. Bo przecież to kochał najbardziej, prawda?
    Czarnowłosy podszedł do stołu, wybierając miejsce po prawicy Upiornego. Posłał im ciepły uśmiech, ale tylko on wiedział jak bardzo jest sztuczny. Subtelni Kłamcy już tak mają.
    - Witam. - powiedział krótko i najpierw podał dłoń dziewczynie. Celowo! Dopiero później skierował się w stronę Larazirona, nie nastawiając się jednak na żaden kontakt fizyczny, bo przecież zielonooki to dupek.
    - Lord Vaele, Aeron Vaele. - powiedział bardziej do dziewczyny niż do Arystokraty. Jeśli Vyron jest w istocie nieobytym chamem, skomentuje to w jaki sposób przedstawił się drugi Upiorny. Thorn spojrzał na niego ukradkiem. Powinien to przemilczeć, bo przecież byli równi sobie.
    - Proszę nazywać mnie Cierniem. Tak będzie wygodniej. - dodał uśmiechając się do dziewczyny, bo obecnie to jej widok był mu milszy.
    Usiadł przy stole zajmując miejsce przy ostatnim wolnym boku stołu. Niestety znalazł się w ten sposób plecami do drzwi, ale niespecjalnie mu to przeszkadzało. W razie czego, umknie pierwszy, tarasując innym drogę pierwszym napotkanym pod ręką meblem.
    _________________




    Zapomniana

    Godność: Kalto
    Wiek: Na oko 19
    Rasa: Senna Zjawa
    Lubi: Wszekkiej maści słodycze, wodę oraz urocze, małe zwierzątka
    Nie lubi: Ciemności, samotności... a, no i zimna
    Wzrost / waga: 170 cm /ok. 50 kg
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj: Top, przepaska, skromne ozdoby, ostatnio naszyjnik z kolorowego piórka Event: puchata, podbita kurtka i nauszniki na te długaśne uszy
    Znaki szczególne: Rybi ogon/nogi czasem pokryte łuskami, długie uszy, skrzela, woń morskiej wody
    Pod ręką: Składany wózek inwalidzki
    Stan zdrowia: 100%
    Dołączył: 18 Sty 2017
    Posty: 82
    Wysłany: 12 Styczeń 2018, 23:15   

    Kiedy tylko do uszu sennej syrenki dotarła wieść o ukrytym skarbie - i to na morzu! - nie mogła się powstrzymać. Przygotowana na tyle starannie, na ile mogła sobie pozwolić, opatulona w cieplutką kurteczkę i z nausznikami luźno na razie zwisającymi z jej szyi, złapała mocniej drążki na kółkach swojego wózka i wtoczyła się z niewielkim trudem po trapie na pokład statku, którym ich wesoła gromadka miała wypłynąć w podróż. Czy raczej wylecieć. Dopiero na początku, jeszcze przed samym statkiem, zobaczyła, że to nie jest taki, jakiego się spodziewała. To był bowiem statek powietrzny! Nigdy wcześniej takiego nie widziała na oczy.
    Chwila, to skąd jej się rzuciło to morze?
    Przez cały czas przebywała w kajucie, z rzadka pokazując się na pokładzie z uwagi na nieprzyjemnie zimny wiatr smagający jej odkryte łuski. Kiedy jednak nadszedł odpowiedni moment, wytoczyła się na pokład, a następnie ruszyła ku tej kajucie, w której wszyscy się zebrali. Towarzysze wyczuć mogli subtelną woń morskiej wody.
    Dostrzegła nieznajomą sobie dziewczynę, jakiegoś bardzo eleganckiego mężczyznę, wręcz króla w jej oczach (a może był faktycznie królem jakiejś części krainy?), a także...
    - Pan Thorn! - niemal zakrzyknęła uradowana, widząc kogoś znajomego. I to nie byle kogo, bo tego bardzo miłego żołnierza, z którym miała przyjemność spotkać się już jakiś czas temu. Błyskawicznie podjechała do niego na wózku i zatrzymała się zaraz po jego boku. Jej oczy błyszczały z ekscytacji niby dwa szmaragdy, a na gładkiej twarzyczce pojawił się uśmiech.
    Wtem przypomniała sobie, że nie są tutaj sami. W jednej chwili pohamowała entuzjazm i skryła się w swojej futerkowej kurtce, chcąc zakryć rumieńce.
    - U-uhm... Cześć - przywitała się wstydliwie. - Jestem Kalto...
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 16 Styczeń 2018, 11:35   

    Współsprawcy zasiedli przy jednym stole i wymienili krótkie, nic nie znaczące powitania. Tylko dwoje z nich zdecydowało się przedstawić, pozostali może czekali na Organizatora, by nie musieć dwukrotnie wypowiadać swojego imienia, bądź też uznali, że do interesów taki banał nie jest potrzebny. Gdyby jednak ktoś zmienił zdanie, czasu było niemało. Z dwadzieścia minut trzeba było czekać, bo do pomieszczenia wszedł jeszcze jeden - najprawdopodobniej ostatni - uczestnik spotkania.

    W tym czasie gracze mogą napisać 3 kolejki postów. Wykorzystując je na waśnie, romanse, czy cokolwiek innego im się wymarzy. Uwaga jednak, bo gdy chociaż jedna osoba przejdzie do tego co w dalszej części posta, wszystkie dalsze kolejki przepadają.

    Próg pomieszczenia, w którym zebrali się rycerze trójkątnego stołu, przekroczyła kobieta ubrana w długi, jasnobrązowy płaszcz z założonym na głowę kapturem. Półmrok pomieszczenia i rzucany przez materiał cień sprawiły, że żaden z uczestników nie dostrzegł twarzy, a tylko przez krótką chwilę oczy, w których odbiły się promienie świec. Jej wierzchnie okrycie miało rękawy sięgające tylko do przedramion, które jednak zakryte były przez białe rękawiczki. Rzucały się w oczy dzięki kolorystyce tak odmiennej od reszty stroju, dobrze widocznej przy słabym świetle oraz wyeksponowaniu ich przez trzymanie ich przed sobą. Lewa dłoń nieznajomej oparta była na jej nadgarstku.
    Drzwi zamknął ktoś inny. Nikomu nie udało się dostrzec tej drugiej postaci. Kobieta zrobiła trzy kroki i zatrzymała się na metr przed stołem, za plecami Thorna i Kalto.
    - Witajcie i wybaczcie, ale pan Njestd nie mógł się stawić. - Zaczęła kobieta wysuwając prawą rękę spod lewej i kierując ją w stronę stołu. Tak, że przez chwilę wskazywała palcami na świecznik.
    - Polecono mi powierzyć wam wszystkie niezbędne informację. Na pytania odpowiem później. - Zgięła palce i uniosła dłoń zbliżając ją do szyi.
    - Żeby dostać się do skarbu potrzebujemy klucza. Udało mi się go zlokalizować, ale to dość niebezpieczne miejsce. Stąd plan zakłada dokonanie pewnej dywersji, której podjąć musi się jedno z nas. - Wsunęła dłoń w płaszcz, przez chwilę szukając czegoś w kieszeni. Kilka sekund późniejj wyciągnęła list i pochyliła się, by położyć go na stole.
    - Tutaj są informacje o kryjówce piratów. Należy je dostarczyć Kompanii i zaczekać. - Wyprostowała się - Później wykorzystamy zamieszanie żeby dostać się do klucza i go zabrać. Gdy znajdziemy się w środku musimy znaleźć stary kamienny dzwonek, nie większy niż Grimm. Poznamy go po błękitnej kałamarnicy na jego szczycie i jej kamiennych mackach zdobiących boki. - W czasie mówienia zrobiła znów dwa kroki do tyłu, stając ponownie na zajmowanym uprzednio miejscu. Gdy skończyła mówić złączyła dłonie za plecami.
    - To jest plan, który trzeba zrealizować. To czas na wasze pytanie.
    _________________

    *****




    Siedem Nieszczęść: Gniew

    Godność: Ira Inferveo
    Wiek: około 20
    Rasa: Cień
    Lubi: Ogień, ciekawe i niezwykłe rzeczy
    Nie lubi: Sezamu, idiotów i dręczycieli, nazywania jej Irką
    Wzrost / waga: 172cm / 55kg bardzo żywej wagi
    Aktualny ubiór: Czarna kurtka o głębokich kieszeniach, szara koszulka z logo jakiegoś mało znanego zespołu, brązowe spodnie myśliwskie, wojskowe buty, solidny pasek, pomarańczowa bandana. Event: Wojskowe buty, spodnie myśliwskie, sweter, pas.
    Znaki szczególne: Blizna po oparzeniu na lewym nadgarstku
    Zawód: Kucharz / dorywczo tancerka z ogniem
    Pod ręką: zapalniczka zippo, klucze, scyzoryk climber victorinox, komórka, zegarek
    Broń: noże - Camillus Heat w kieszeni kurtki i nóż myśliwski z hakiem na pasku, na plecach
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    Dołączył: 06 Lis 2016
    Posty: 138
    Wysłany: 16 Styczeń 2018, 18:13   

    Ira, krótko przywitała się z każdym wchodzącym. Na szybko mogła stwirdzić, że jeden Upiorny jest zimny w obyciu, a drugi raczej mniej. Prawdopodobnie się za sobą nie przepadają, bo Thorn robił to na tyle ostentacyjnie, że nawet nieobyta speclanie towarzysko dziewczyna zauważyła, że traktuje ją o wiele lepiej niż drugiego jegomościa. Kalto zaś była nieśmiała, tylko to było na pokaz czy nie? Nie potrafiła stwierdzić.
    - Mam wrażenie, że tylko ja tu nikogo nie znam. Mylę się? Swoją drogą nazywam się Ira.
    Po chwili się zreflektowała, że mogłaby porządniej usiąść co też zrobiła.
    - Bez obrazy, ale dlaczego wy tu się wybieracie. Gościu, który mnie na to naciągnął mówił o Kompanii, a wy mi wyglądacie na takich co mogą mieć z nią kontakty i powiedzmy odkupić co chcecie. Po co się męczyć? Jakoś nie potrafię postawić ciężkiej pracy i was obok siebie. - mówiła zupełnie nieświadoma kowenansów, które mogła i zapewne łamała.
    W sumie nie była jakoś specjalnie ciekawa ich motywów. Przynajmniej na razie. Zresztą nie mieli obowiązku jej odpowiadać, a tym bardziej odpowiadać prawdziwie. Nie miała może jakiegoś specjalnego obycia w towarzystwie, ale sporą część swoego życia spędziła wędrując i widziała różne rzeczy i różnych ludzi. Nie wszyscy życzyli innym dobrze. Przekonała się kilka razy na własnej skórze.
    O wiele bardziej interesowała ją Kalto. Nie była kimś kogo można zobaczyć na każdym rogu. Tamci dwaj w sumie też nie, ale wiedziała przynajmniej gdzie takich można by znaleźć.
    Przpypatrywała by się więc jej intensywnie przez jakiś czas i zupełnie niewinnie by powiedziała ni to do siebie ni to do niej:
    - Ciekawe jak smakuje ta syrenka?

    Gdyby wywołało to jakąś gwałtowną reakcję tylko by wyszczerzyła zęby.
    Gdyby nie - cóż, podróż dopiero się zaczynała. Znajdzie jakiś sposób by się z nią podroczyć. Może także z panami arystokrytami, ale to już by mogło być ryzykowne. Wiedziała, że potrafią być niebezpiecznymi sztywniakami.
    _________________
    Ogień to siła, która niszczy lub tworzy - zależy jak ją pokierujesz. Tak jak gniew...


    Ognista ręka
     



    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Vyron Gravven Laraziron
    Wiek: Wygląda na 25 lat
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Wystawne bale, turnieje, polowania, dworskie intrygi, bezwarunkowe posłuszeństwo, być w centrum uwagi
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa, braku szacunku, istot niższego stanu
    Wzrost / waga: 182 / 72
    Aktualny ubiór: Na co dzień: https://i.pinimg.com/564x/0b/61/72/0b617208c5988c161ee8ef26f52f91f4.jpg W trakcie wykonywania zadań: http://i65.tinypic.com/a4lm9x.jpg
    Pod ręką: Pałasz, sztylet (w bucie), sakiewka pełna kryształowego piasku, sakiewka z pieniędzmi, bransolety z krzyształami na nadgarstkach i kostkach oraz medalion z dużym krzyształem
    Broń: Pałasz i sztylet (w bucie)
    Bestia: Kapeluterek
    Stan zdrowia: Zdrowy
    Dołączył: 14 Lis 2017
    Posty: 40
    Wysłany: 18 Styczeń 2018, 03:19   

    Obracany z wolna w palcach, lśniący klejnot z głowicy laski, niemal całkowicie pochłaniał uwagę Viridiana. Ten oszlifowany kawałek szmaragdowego kryształu miał wiele zalet, ale największą było to, że był idealnym rozwiązaniem, gdy przebywało się w towarzystwie osób niższego stanu, lub mówiąc językiem pospolitym, zwykłego chamstwa. Dzięki niemu każdą plebejską zaczepkę w stylu „Przepraszam Pana Najmocniej, którą mamy godzinę?”, można było szybko i kulturalnie zakończyć tekstem „Spierdalaj Prostaku, jestem zajęty”, albo innym podobnym, mniej lub bardziej kulturalnym zwrotem.
    Kawałek kryształu dawał też pretekst do odreagowania nagromadzonego napięci czy stresu. Wystarczyło tylko przejść koło kogoś delikatnie się o niego ocierając, wypuścić klejnot z dłoni, zawołać „Jak łazisz Chamie?!” po czym przywalić nieszczęśnikowi w gębę, lub jeśli był wyjątkowo „schamiały” przebić pałaszem.
    Teraz było tak samo. Klejnot stanowił odskocznię od ponurej rzeczywistości, w której jakiś pośledni organizator kazał samemu Lordowi Larazironowi czekać na swoje przybycie. Viridian pewnie nie zwróciłby uwagi na wchodzącego mężczyznę, gdyby nie fakt, że sylwetka tegoż odbiła się w wypolerowanej powierzchni kryształu. Od niechcenia przeniósł wzrok na rogate oblicze przybyłego, a gdy go poznał, na jego twarz wpełzł (i na niej zdechł) dobrotliwy uśmiech. Oto przybył Bękart!
    Vyron chciał poderwać się z miejsca i zawołać na całe gardło „ A niech to Chuj! Kurwa jego mać! Toż to Pierdolony Bękart Vaele!”, ale doszedł do wniosku, że takie zachowanie byłoby mało eleganckie, a tłumaczenie okrzyku zespołem Tourette'a raczej by nie przeszło. W tej krainie mało kto znał taką przypadłość i nawet Vyronowi wydawała się ona cholernie zabawną. Móc kogoś skląć od najgorszych i nie ponieść absolutnie żadnych konsekwencji? To dopiero zabawa. Dla przykładu podejść do jakiejś niebrzydkiej panienki, zacząć machać łapami jakby się odpędzało komary i zawołać na całe gardło „Bleee! Kurwa! Gruba świnia! Spierdalaj!”. Viridian nie miał zielonego pojęcia o wrodzonych zaburzeniach neurologicznych, z tego powodu przez wiele dni zastanawiał się nad tym, czy poezja pisana przez osoby dotknięte zespołem Tourette’a też jest taka „specyficzna” i pocieszna. Marzył o tym, by znaleźć tomik poezji w z wierszami w stylu „Na górze róże, na dole gnój, mam Tourette’a! Kurwa! Pizda! Chuj!”. Niestety, nic takiego mu się nie udało.
    Niemniej sama myśl, o tym że mógłby zachować się w ten sposób poprawiła mu humor.
    Teraz z uśmiechem przyglądał się jak nowo przybyły Arystokrata brata się z plebsem w osobie białowłosej dziewczyny.
    O tak, zaprawdę wielki z ciebie Lord Bękarcie, skoro z parobkiem się bratasz. W dodatku zapewne w duchu braterstwa, co? Przyjaciół sobie szukasz? pomyślał Vyron spoglądając z lekkim uśmiechem na zaistniałą scenę.
    Gdy Arystokrata skierował swoje kroki w stronę Viridiana, ów wstał i wyciągnął dłoń. Ujął podaną mu rękę i uścisnął ją.
    - Bez urazy Aeronie, ale Lordem mógł tytułować się twój Dziadek, Stary Pan Vaele. Nawet Twoja Matka mogła nosić miano Lady, ale Ty, z racji urodzenia, chyba jesteś takowego prawa pozbawiony, prawda? – powiedział ściskając rękę w serdecznym uścisku i lekko nią potrząsając. Ot, zwykłe kordialne powitanie starych znajomych - Znamy się od ponad stu lat, a poza tym jak wiesz nie jestem przesądny, ale słyszałem, że bękart na pokładzie okrętu to niemal pewne nieszczęście. Podobno, najgorsze są te bezczelne bękarty, które bezprawnie tytułują się lordami. One niemal zawsze doprowadzają do jakiejś nieszczęścia. – powiedział z uśmiechem Vyron - Ponadto, bądź łaskaw powtórzyć, jak mają cię nazywać tu obecni? Może to przez zmianę ciśnienia, ale przysiągłbym, że usłyszałem, iż chcesz by tytułować cię „Cieciem”. Wybacz tedy, że zapytam, ale przybyłeś tu w jakimś głębszym celu czy jedynie posprzątać? – powiedziawszy to puścił dłoń rogatego mężczyzny.
    W chwili gdy to zrobił, do pomieszczenia ze stołem wjechała jakaś istota na dziwnym pojeździe. Vyron nigdy nie widział czegoś takiego. Ani to ryba ani kobieta. Ani to zjeść ani przelecieć. Widział w życiu różne mieszańce, ale ten był wyjątkowo osobliwy. Jakim bezecnikiem trzeba być by wychędorzyć śledzia, a na dodatek doczekać się z nim potomstwa?
    Gdy istota zawołała z radością w głosie na widok Aerona, Viridian aż parsknął śmiechem.
    - Mości Aeronie, wiedziałem żeś pies … – zrobił chwilę przerwy patrząc w jego wielobarwne oczy - … na baby, ale nigdy nie myślałem, że taką admiracją darzysz także półkobiety ... a może raczej półryby? No, no, wielka z Ciebie osobliwość.
    Dopiero teraz, stojąc, popatrzył na zebrane w pokoju osobliwości.
    Tęczowooki Bękart Vaele, białowłosa dziewoja, która przedstawiła się jako Ira oraz owoc płomiennego romansu napalonego mężczyzny z ławicą śledzi imieniem Kalto.
    On był chyba jedyną normalną osobą na tej łajbie.
    Nie był bękartem, nie był siwy ani nie był pół-zwierzęciem.
    Słysząc pytanie Iry, choć zadane w sposób prostacki przez chwilę się zastanawiał po czym spojrzał na białowłosą.
    - Prawdę mówiąc trafiłem tu wiedziony ciekawością i żądzą przygód. Ciekawi mnie jak potoczy się ta przygoda, i co uda się na niej zdobyć. – powiedział z rozbrajającą szczerością Viridian
    Starał się mówić w sposób prosty i niezbyt zawiły. W końcu wypadało by poza Aeronem, niby śmierdzącym bękartem ale jednak szlacheckim dzieckiem, ktoś jeszcze mógł go zrozumieć.
    Przez chwilę zastanawiał się nad sensem przedstawiania się i tym, jak maksymalnie uprościć tę procedurę. Nie chciał, by plebs pomyślał sobie, że nagle stał się w jakikolwiek sposób równy Jemu, Jaśnie Panu Vyronowi Larazironowi, ale też wolał uniknąć sytuacji, gdzie któreś z nich, w trakcie ewentualnej walki będzie go wołać „Miłościwy Panie, Lordzie Laraziron” czy inną bardziej niedorzeczną formą, którą tylko plebejski umysł mógł stworzyć.
    - Jestem Lord Vyron Gravven Sanoran Laraziron, ale możecie nazywać mnie Viridian – powiedział lekko unosząc głowę.
    Przeniósł wzrok na istotę, którą Ira określiła mianem syreny. Cóż, w książkach które miał, syreny były mieszańcami kobiet i ptaków. Widocznie określenie to obejmowało również mieszańców powstałych ze związku ludzi i ryb.
    Laskę oparł o stół, po czym usiadł na swoim miejscu wyciągając nogi pod stołem.
    Minęła ledwie chwila, a Viridian bez skrępowania zaczął się przyglądać ogonowi Kalto. Najbardziej interesowała go jej płetwa ogonowa, oraz to, czy była ułożona pionowo czy poziomo. Zastanawiał się czy była ona heterocerkalna czy może homocerkalna. W słabym świetle nie widział czy ogon jest tylko czymś w rodzaju welonu czy też posiada promienie chrzęstne.
    Nie był znawcą tematu, nie wiedział tyle o zwierzętach co przeklęty mąż Anny – Klary, ale i on zapoznał się z niektórymi książkami i podręcznikami z dziedziny biologii.
    Poza tym, w wolnych chwilach lubił wędkować, a skoro byle prostaczkowi udało się spłodzić takiego mieszańca jak Kalto, to któremuś z Wiernych Sług Lorda Vyrona Gravvena Sanorana Larazirona, choć będzie to niezwykle obrzydliwe, z pewnością uda się spłodzić lepszego mieszańca.
    Oczywiście brał pod uwagę fakt, że Kalto może być istotą typową dla Krainy Luster lub innych światów, ale jego libertyński umysł wyjątkowo mocno uchwycił się myśli o sługach oddających się rozpuście z rybami celem stworzenia rozumnych sług, mogących przez długi okres przebywać, pracować a nawet walczyć pod wodą.
    _________________




    #3FFF00


    W trakcie wykonywania obowiązków SCR

    Zbroja codzienna




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 20 Styczeń 2018, 21:41   

    Jadowity głos Larazirona działał mu na nerwy. Można powiedzieć, że Thorn przewidział, że siedzący przy stole Upiorny naskoczy na niego i przyczepi się, najmocniej jak się tylko da, informacji o tym, że Aeron jest Bękartem. Temat ten, bardzo popularny wśród szlachty, od wielu stuleci nie schodził z języków najmożniejszych. Starali się wykorzystywać to przeciwko młodemu Vaele i chociaż wyzwiska i śmiechy godziły w dumę czarnowłosego Arystokraty, starał się on ignorować złośliwości i skupiać się na celu który ustanowił sobie tuż po śmierci Matki. Jeszcze udowodni swoją wartość. Pokaże takim nadętym dupkom jak na przykład Vyron, że jego krew, choć brudna, nadal pozostaje błękitną.
    Początkowo miał ochotę zignorować uwagę, uśmiechając się miło do Upiornego i następnie przejść do rozmowy z innymi, ale odrzucił ten pomysł. Zielonooki na pewno zdenerwowałby się, a tego Aeron nie chciał. Przynajmniej na razie. Jeżeli mają wspólnie podróżować tym statkiem, należało odłożyć spory na bok i zagryźć zęby w uśmiechu. A któż jak nie Subtelny Kłamca, potrafiłby lepiej udawać szczery uśmiech?
    Thorn spojrzał na Vyrona, wytrzymując intensywną barwę jego tęczówek i jad sączący się z jego ust. Patrzył na niego z dobrotliwym uśmiechem, jakby rozmawiał z dzieckiem. Uścisk dłoni, chociaż serdeczny, nie miał w sobie nic z przyjaźni. Ale o tym wiedzieli tylko Upiorni.
    Wysłuchał słów Larazirona nie przerywając mu. Jego usta czy oczy, ani raz nie zdradziły, że uwaga go ubodła. Szlachcic nie powinien wygadywać takich rzeczy przy niżej urodzonych. Nawet jeśli była to po części prawda.
    Po pierwszej części wypowiedzi mężczyzny, Thorn zasmucił się wyraźnie, układając usta w podkówkę. O tak, Upiorni byli stworzeni do kłamania w żywe oczy. Aeron, poczęty za sprawą kłamstwa, zrodzony w kłamstwie i całe życie wychowywany w kłamstwie wyjątkowo umiejętnie używał go jako oręża. Ciekawe czy Laraziron i na tym polu okaże się godnym przeciwnikiem.
    - Ach, przyjacielu, wielce ubolewam z tego tytułu, lecz wygląda na to, że twój Poseł nie przyniósł ci najnowszych wieści. - westchnął, jakby naprawdę był tym wielce zasmucony - Przez ostatnie stulecia nie próżnowałem, mój drogi i podobnież jak ty starałem się umocnić znaczenie rodu Vaele. Musiałeś to zauważyć i z pewnością tak było. - dodał - Zastanawia mnie jednak czemu informacje które posiadasz nie zostały zaktualizowane. Bo widzisz... Mój ród na powrót zaczął się liczyć, co zauważył nawet Miłościwie Nam Panujący Arcyksiążę. - wyciągnął dłoń i poufale położył ją na ramieniu 'Przyjaciela' - Nie, to niemożliwe, byś nie zwrócił na to uwagi, drogi lordzie. Myślę, że to po prostu opieszałość Posła doprowadziła to tej jakże niezręcznej sytuacji. - uśmiechnął się współczująco i opuścił dłoń.
    Vyron nie odpuści tak łatwo, o nie. To nie ten typ istoty, która ripoście chowa się w cieniu by obmyślić plan dalszego działania. Ten Arystokrata idzie na żywioł i zazwyczaj celnie atakuje w każdej kolejne rundzie. Pozostawało więc wykończyć go wytrzymałością, bo nie sposób powalić go podobną bronią.
    Uśmiechnął się promiennie i wzruszył ramionami. Tak, by widzieli to wszyscy zgromadzeni, zamknął jedno oko i zrobił minę a la "Mały Psotnik".
    - Cóż, przekonamy się jak będzie, druhu!
    Jak inaczej skomentować tak idiotyczny docinek? Vyron nie był przesądny a jednak wierzył w przesąd. Czyli... nie był przesądny ale był przesądny. Laraziron chyba pogubił się w rozumowaniu.
    Zmrużył ledwo zauważalnie oczy na wzmiankę na temat pseudonimu. Zielonooki naprawdę sięgał po najróżniejszą broń. Zaczął od piekielnie ostrego miecza a kończy na źle naostrzonym koziku. To prawie smutne!
    - Może faktycznie to sprawa ciśnienia... - powoli tracił cierpliwość do głupich zagrywek rywala - Ale nie wydaję mi się, by było zdolne omamić twe czułe zmysły na tyle, byś źle je zrozumiał, Lordzie. - posłał mu pobłażliwy uśmiech - Mylę się? Atmosfera na tej wysokości może doskwierać, ale chyba nie nam, Upiornym, prawda? - zęby błysnęły w szerokim, szczerym uśmiechu - A sprzątanie, mój drogi, w wielu sytuacjach okazuje się być naprawdę opłacalne. Ale przecież o tym z pewnością wiesz.
    Usłyszał skrzypnięcie drzwi i odwrócił się by zobaczyć kto dołączył do ich Wesołej Gromadki. Nie mógł uwierzyć, że spotka Syrenkę jeszcze raz na swej drodze. Uśmiechnął się do niej życzliwie gdy go rozpoznała ale zaraz jego myśli popłynęły na bardziej chmurne tory. Przecież to stworzenie z ogonem zamiast nóg... nie poradzi sobie jeśli ich wyprawa stanie się bardziej kłopotliwa.
    Skinął jej głową na powitanie. Wybrała miejsce obok niego bo prawdopodobnie był jedyną znaną jej osobą. Jednak... Czy w razie niebezpieczeństwa będzie gotów ją ratować, gdy przyjdzie mu zapłacić za to zdrowiem lub życiem? Może gdyby był na służbie. Nie miał jednak munduru a jednostka została poinformowana o jego nieobecności, na statek zaciągnął się w swoim prywatnym wolnym czasie. Dlatego jeśli Kalto będzie zagrożona i nie poradzi sobie sama... Niestety nie może liczyć na sympatycznego Upiornego.
    - Często opuszczam Rezydencję, lordzie Vyronie. - powiedział spokojnie - Na swojej drodze spotykam wiele ciekawych osobistości. A że jestem niesamowicie ujmujący... cóż, nic nie poradzę, że tak wielu chce utrzymywać ze mną kontakty. - oparł policzek na dłoni i wpatrzył się w zielone oczy rogatego - Nigdy nie wiadomo, kiedy i do czego przydadzą się nowe znajomości. - dodał ciszej, tak, by tylko siedzący nieopodal Laraziron mógł go usłyszeć. Ostatnie zdanie, chociaż wypowiedziane bardzo cicho, ociekało słodyczą. Taki też uśmiech posłał Upiornemu Thorn.
    Przeniósł wzrok tęczowych oczu na szarowłosą kobietę. Wyglądała na pewną siebie ale też i inteligentną na tyle, by nie robić sobie od razu wrogów. Jak pewien siedzący przy stole rogacz z bawiący się szklaną, zieloną kuleczką.
    - Miło Panienkę poznać. - powiedział racząc ją miłym uśmiechem. Odczekał aż Vyron skończy gadać o swoich motywach. Śmiać mu się chciało gdy słuchał o żądzy przygód. Taa... Laraziron i zwykła chęć przeżycia czegoś ciekawego. Dobre sobie.
    - Panienka wybaczy, ale ciężka praca i Upiorni Arystokraci to niemal nieodłączny duet. - wyjaśnił spokojnie, wciąż się uśmiechając - Co dzień dbamy by znany nam świat nie runął, nie rozsypał się niczym zdmuchnięty delikatnym wiatrem domek z kart. - przeczesał dłonią włosy, jak to miał w zwyczaju - A że nie wyglądamy na takich, którzy codziennie w pocie czoła uwijają się przy pracy... Cóż mogę rzec. Pozory mylą, Panienko Iro.
    Nie skomentował przezwiska Vyrona, bo w przeciwieństwie do niego, w czasie szermierki słownej dobierał bardziej wyszukane zaczepki. Głos rywala jednak nadal działał mu na nerwy. Ta wyprawa będzie kosztowała Aerona niesamowite pokłady cierpliwości. Vaele z tego słyną więc może nie będzie tak źle.
    Skupił uwagę na kobiecie bo wydawała mu się w tej chwili najbardziej interesująca. Kalto bowiem już znał, teraz przyszedł czas by poznał tajemniczą Irę. W końcu mają dzielić się przygodami w czasie tej wyprawy, prawda?
    Przez chwilę po prostu przyglądał się jej, bo miała zjawiskowe oczy. Thorn zawsze zwracał uwagę na tęczówki i zachwycał się mnogością barw w jakich mogą występować. Sam posiadając oczy w kolorze całej tęczowej palety. Ot, ironia losu.
    - Jeśli można. - zaczął, chcąc zwrócić jej uwagę - Czy mógłbym poznać motywy Panienką kierujące? - zapytał uprzejmie - Proszę źle nie odebrać mej uwagi, ale wygląda Panienka na osóbkę dość kruchą. Wierzę, że i w tym wypadku pozory mylą... - jego oczy błysnęły - Lecz jestem niezmiernie ciekaw, co popchnęło Panienkę do takiej wyprawy? Ciekawość? A może, jak w przypadku mego drogiego przyjaciela... - gdyby za każdym razem gdy Upiorni mówią o kimś nieszczerze z ich ust płynęła jadowita piana, Thorn mógłby spokojnie uchodzić teraz za chorą na Wściekliznę zwierzynę - ... zwykła żądza przygód?
    _________________




    Zapomniana

    Godność: Kalto
    Wiek: Na oko 19
    Rasa: Senna Zjawa
    Lubi: Wszekkiej maści słodycze, wodę oraz urocze, małe zwierzątka
    Nie lubi: Ciemności, samotności... a, no i zimna
    Wzrost / waga: 170 cm /ok. 50 kg
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj: Top, przepaska, skromne ozdoby, ostatnio naszyjnik z kolorowego piórka Event: puchata, podbita kurtka i nauszniki na te długaśne uszy
    Znaki szczególne: Rybi ogon/nogi czasem pokryte łuskami, długie uszy, skrzela, woń morskiej wody
    Pod ręką: Składany wózek inwalidzki
    Stan zdrowia: 100%
    Dołączył: 18 Sty 2017
    Posty: 82
    Wysłany: 20 Styczeń 2018, 22:22   

    Kalto w ciszy, kryjąc się w swojej kurtce, obserwowała i nasłuchiwała dwójkę nieznajomych, jednocześnie niby instynktownie odchylając się na bok, ku panu Thornowi. Był jedynym, kogo znała z tej ich niewielkiej gromadki poszukiwaczy przygód, tak różniącej się od siebie na sam pierwszy rzut oka.
    Będąc całkowicie szczerą sama ze sobą, ciekawiły ich te dwa indywidua po drugiej stronie stolika: ten królewsko odziany mężczyzna i białowłosa kobieta. Oboje wyglądali niezwykle fascynująco dla młodziutkiej Sennej Zjawy i ta chętnie poznałaby ich bliżej. Kto wie, może nawet mogłaby się z nimi zaprzyjaźnić, tak samo jak z panem Thornem?
    Wtem dotarły do jej uszu słowa białowłosej, na które wzdrygnęła się i podkuliła lekko ogon, w istocie dociskając poziomą płetwę ogonową do ramy wózka. Dodatkowo przestraszył ją widok tego jej upiornego uśmiechu, niby drapieżnego. Ona żartowała... prawda? Kalto nie chciała być zjedzona! Tym bardziej nie zasmakowałaby jej! Cała była żylasta, słona i w ogóle niejadalna. Odruchowo przysunęła się jeszcze bliżej Upiornego gwardzisty.
    Wówczas zabrał na jej temat głos tamten drugi jegomość. A właściwie mówił to Thorna. I sądząc po tym, jak to mówił, to chciał go obrazić. Lord Vyron Gravcośtamcośtam, tak się jakoś przedstawił. Ależ to jego nazwisko było trudne do wymówienia, a co dopiero do spamiętania. Grunt, że ten pierwszy człon dała radę sobie zakonotować - to już był sukces. Tak samo tamta białowłosa, która chyba fantazjowała nad jej smakiem, nazywała się Ira. No, to zna już imiona wszystkich zebranych! Yay!
    - Umm... Co takiego ma być tym skarbem? - odważyła się cicho zapytać. W sumie faktycznie chyba nie wiedzieli, po co takiego tam lecą... prawda? Jaki miałby to być skarb: taki wielki kufer pełen złota i klejnotów, i kto wie czego jeszcze, a może coś jeszcze innego?
     



    Krwiopijca

    Godność: Rosemary
    Wiek: w sumie prawie 90
    Rasa: Senna Zjawa
    Lubi: Przemoc
    Nie lubi: kotów, słodyczy i kawy
    Wzrost / waga: 176/65
    Aktualny ubiór: Event:https: //imgur.com/a/Kh5YN Fabuła: https://imgur.com/a/pBRDK8L
    Znaki szczególne: Elektryzujaco niebieskie oczy(źrenica i tęczówka w tym samym kolorze), charakterek
    Zawód: Najemnik/tancerka pole dance
    Pod ręką: glock, dwa sztylety, buteleczka z chloroformem, sakiewka z pieniędzmi
    Broń: wiatrówka, dwie maczety, Glock-17
    Bestia: Dziwotwór- Pączuś
    Stan zdrowia: Zdrowa
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny)
    Dołączyła: 31 Sie 2016
    Posty: 235
    Wysłany: 21 Styczeń 2018, 01:25   

    Zeszła schodami na dół, przecierając swój kark. Co jak co ale prycze to mają tu do kitu. Nigdy w życiu, tak bardzo się nie nie wyspała. Nawet jak bytowała w Świecie Ludzi, sypiała na o wiele lepszych łóżkach. Westchnęła wygładzając poły sukienki. Uśmiechnęła się półgębkiem. Zastanawiała się jak to będzie. Czego powinna się spodziewać po reszcie tej zgrai? Kto wie, może jest tu chociaż jedna interesująca osóbka. Nie miała zamiaru na pewno nikogo niańczyć. Wystarczyło że Pączuś był momentami jak jakieś dziecko. Dłonią zjechała do swojego uda. Czuła pod palcami wybrzuszenia. Po ranie na razie zostały tylko strupy. Będą blizny jak nic. Ubrała dziś na siebie czarno-czerwoną sukienkę. Miała krótki przód i długi tył, oraz wydłużone końce rękawów. Taka trochę inspirowana Azją. Białe futro z lisa polarnego, było bardzo przyjemne w dotyku. Związała włosy w wysokiego kitka, toteż kuc sięgał jej do połowy pleców.
    Weszła do sali, do której miała wejść. Nie zaskoczyło ją to że wszyscy znajdowali się już w środku. Ba. Nawet ucięli sobie pogawędki. Pysznie. Trochę zaburzyła równowagę w pomieszczeniu. Póty nie przybyła, było po równo obydwóch płci. A tak, no cóż. Puf.
    - Przepraszam wszystkich bardzo za me spóźnienie. - uśmiechnęła się jako tako. Przejechała spojrzeniem po wszystkich zebranych. Jedna dziewka na wózku, po wnikliwszym przyjrzeniu się, z ogonem jakiegoś rybnego stworzenia, druga ubrana jak obwieś, niezbyt interesująca. Dwoje osobników płci męskiej. Jeden ubrany bardziej szykownie od drugiego, zaś obydwoje z rogami. Albo ma wyjątkowy niefart i trafiła na dwoje arystokratów, albo to senne, cyrkowcy czy inne czorty. Zajęła miejsce, obok mężczyzny z grotami na rogach. Założyła nogę na nogę i z uśmiechem zapytała.
    - Mam nadzieję iż nie ominęło mnie nic ważnego? - Dopiero teraz zdała sobie sprawę z tego że jeden rogaty jest jej znajomy. A raczej Lusianowi. Niestety pamięć coś jej szwankowała i nie była w stanie sobie przypomnieć czy zna jego Imię.
    _________________




    Siedem Nieszczęść: Gniew

    Godność: Ira Inferveo
    Wiek: około 20
    Rasa: Cień
    Lubi: Ogień, ciekawe i niezwykłe rzeczy
    Nie lubi: Sezamu, idiotów i dręczycieli, nazywania jej Irką
    Wzrost / waga: 172cm / 55kg bardzo żywej wagi
    Aktualny ubiór: Czarna kurtka o głębokich kieszeniach, szara koszulka z logo jakiegoś mało znanego zespołu, brązowe spodnie myśliwskie, wojskowe buty, solidny pasek, pomarańczowa bandana. Event: Wojskowe buty, spodnie myśliwskie, sweter, pas.
    Znaki szczególne: Blizna po oparzeniu na lewym nadgarstku
    Zawód: Kucharz / dorywczo tancerka z ogniem
    Pod ręką: zapalniczka zippo, klucze, scyzoryk climber victorinox, komórka, zegarek
    Broń: noże - Camillus Heat w kieszeni kurtki i nóż myśliwski z hakiem na pasku, na plecach
    Stan zdrowia: Zdrowiutka
    Dołączył: 06 Lis 2016
    Posty: 138
    Wysłany: 21 Styczeń 2018, 17:00   

    Teraz nie miała już wątpliwości. Nie lubią się. Przy czym Viridian jest bardziej ostentacyjny w swej niechęci do drugiego Upiornego. Thorn z niewiadomych dla niej względów był bardzo grzeczny mimo bycia obrażanym. Pewnie jakieś kolejne dziwactwo bogaczy i arystokratów.
    Słysząc o pracy by świat się nie rozleciał musiała bardzo się postarać by nie parsknąć śmiechem. Byłoby to raczej niegrzeczne, a facet brzmiał dość poważnie. Świat nie jest taki chybotliwy, potrafi sam się regulować i działa głównie dzięki prostym ludziom. No chyba, że mówił o świecie bogaczy - czort wie jak on wygląda i działa w szczegółach.
    Odpowiadając zaś na pytanie Thorna:
    - Nie wszystko co drobne jest kruche, tak jak nie wszystko co duże jest mocne. - rzekła z uśmiechem - Nic specjalnego mnie nie pchnęło. Jestem na urlopie, zaproponowano mi coś co może być ciekawą podróżą, na której jeszcze mogę zarobić lub zdobyć coś ciekawego. Więc dlaczego nie? Takie okazje się często raczej nie zdarzają.
    Ira oblizała lekko wargi widząc reakcję Kalto. Oj, będzie mogła się z nią pobawić. Zbyt obiecująca była ta pierwsza reakcja by odpuścić sobie tak szybko.
    - W sumie dobre pytanie, ale tego chyba nikt nie wie. Kosztowności, magiczne przedmioty... Może nawet jakaś zakazana wiedza. - ostatnie zdanie powiedziała złowieszczym głosem po czym się uśmiechnęła - pewnie dopiero się dowiemy jak to znajdziemy. O ile znajdziemy cokolwiek.
    Weszła kolejna osoba. Kobita odstawiona jak na wesele. Oficjalnie była najmniej szykownie ubraną osobą w towarzystwie. No może poza syrenką, która była opatulona jakby była na biegunie w zawieji, a nie w kabinie statku.
    To, że była ubrana najmniej elegancko nie oznaczało jeszcze, że była ubrana źle. Była ubrana praktycznie, ale porządnie (ostatecznie nie nosiła ze sobą szafy to nie miała tu specjalnego wyboru). Jednak chyba tylko ona by była od razu gotowa do akcji. Jej buty były czyste i całkiem porządne. Spodnie może nie były jakieś specjalnie wyprasowane i miały przy butach kilka smug, ale nic na to nie mogła na to poradzić. Były praktyczne i wygodne, i zdecydowanie warte swojej ceny. Na górze miała bordowy, wełniany sweter też od fjallraven - robili porządne ubrania, a myśliwskie były jej zdaniem jednymi z lepszych do dłuższej wędrówki. Kurtkę, teoretycznie męską, zostawiła w kajucie, bo ostatecznie nie było tu tak zimno. Obecnego stroju dopełniał solidny pas i jej ulubiona bandana w tej chwili przewiązana przez szlufkę spodni na jej lewym biodrze.
    Spóźnienie? Z przyzwyczajenia chciała sięgnąć po telefon, ale tu nie działał więc walał się teraz gdzieś na dnie plecaka. Podwinęła więc rękaw by spojrzeć na zegarek. W sumie nadal uważała, że przedobrzyła z tym zegarkiem. Mechaniczny był koniecznością, ale nie musiała kupować takiego co kosztuje jej półroczne oszczędności (które jak na jej pensję i tak były ogromne - ot uroki taniego lokum i braku konieczności by kupować jedzenie poza sytuacjami gdzie było to w zasadzie do towarzystwa). Mimo ceny to nie był ostentacyjnie drogi. Był w sumie dość prosty - czarny ze srebrymi wskazówkami i czarnym paskiem z pomarańczowym obszyciem. Omega Dark Side of the Moon. Ładna i całkiem solidna rzecz.
    - W sumie to się specjalnie nie spóźniłaś. Niczego zaś w sumie nie straciłaś poza naszymi imionami, bo organizator się spóźnia. Chyba, że mi zegarek źle chodzi w co wątpię. Ja jestem Ira, reszta pewnie woli sama się przedstawić. Jak zaś ty się zwiesz?
    Jak wszyscy by się znów przedstawili (lub nie, skąd mogła wiedzieć czy zechcą) to by spytała żartobliwie:
    - Wiem, że teraz jeszcze nic się nie dzieje, ale mam nadzieję, że jak przyjdzie co do czego to wybierzecie jakieś... - tu zawachała się na chwilę. Chciała powiedzieć normalniejsze, ale mogłaby sobie zrazić innych, a to nie był dobry pomysł na początku podróży. - praktyczniejsze ubrania.
    I bez obrazy Kalto, ale co ty sobie myślałaś wybierając się niewiadomo gdzie, na potencjalnie niebezpieczą wyprawę na wózku? Nie wydaje mi się to najbłyskotliwszym pomysłem stulecia.
    _________________
    Ogień to siła, która niszczy lub tworzy - zależy jak ją pokierujesz. Tak jak gniew...


    Ognista ręka
     



    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Vyron Gravven Laraziron
    Wiek: Wygląda na 25 lat
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Wystawne bale, turnieje, polowania, dworskie intrygi, bezwarunkowe posłuszeństwo, być w centrum uwagi
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa, braku szacunku, istot niższego stanu
    Wzrost / waga: 182 / 72
    Aktualny ubiór: Na co dzień: https://i.pinimg.com/564x/0b/61/72/0b617208c5988c161ee8ef26f52f91f4.jpg W trakcie wykonywania zadań: http://i65.tinypic.com/a4lm9x.jpg
    Pod ręką: Pałasz, sztylet (w bucie), sakiewka pełna kryształowego piasku, sakiewka z pieniędzmi, bransolety z krzyształami na nadgarstkach i kostkach oraz medalion z dużym krzyształem
    Broń: Pałasz i sztylet (w bucie)
    Bestia: Kapeluterek
    Stan zdrowia: Zdrowy
    Dołączył: 14 Lis 2017
    Posty: 40
    Wysłany: 22 Styczeń 2018, 03:01   

    Viridian patrzył na Aerona Vaele’a swoimi jaskrawo zielonymi oczyma, i przez chwilę po jego głowie chodziła myśl o tym, jakże śmiesznie i pożytecznie byłoby utopić tego przeklętego Bękarta w jego własnej krwi. Bardziej niż braku należnego szacunku, Viridian nie lubił bezczelnych istot. One już samym swoim istnieniem okazywały brak szacunku. Czemu takie bękarty, jak stojący przed nim „Cieć” nie mogły zwyczajnie się zabić? Cóż, zapewne dlatego, że brakowało im honoru typowego dla wyższych warstw społecznych. W końcu ciężko oczekiwać od bękarta, by potrafił się zachować jak na istotę kulturalną i rozumną przystało.
    W momencie gdy Aeron zaczął mówić, Viridin uniósł rękę, przerywając mu wypowiedź gestem.
    - Przepraszam Aeronie, ja rozumiem, że przywykłeś do rozmów i dysput ze swoimi sługami, ale gdy rozmawiasz ze Mną, racz wysławiać się poprawnie. – pokręcił głową na boki jakby ubolewał nad głupota interlokutora - Ubolewa się nad czymś, lub z jakiegoś powodu. Z tytułu można być co najwyżej dumnym lub otrzymać nadanie. Powinieneś więcej czytać, to naprawdę pomaga.
    Vyron wykonał smukłą, wypielęgnowaną dłonią gest w stylu „nawijaj dalej” i w dalszym ciągu jakby nigdy nic obserwował swojego rozmówcę.
    Łapanie za słówka może było płytkie, ale nic bardziej nie doskwierało podczas spotkania towarzyskiego niż obawa przed tym, że twój rozmówca, w przytomności innych osób, w pewnym momencie może wytknąć ci błędy mimochodem zawarte wypowiedzi. Fakt, obaj Arystokraci byli aktualnie głowami swoich rodzin, ale tylko jeden z nich miał prawo do bycia Lordem w pełnym tego słowa znaczeniu. Tak naprawdę, to jedna tylko cholera wiedziała czyim synem jest Aeron Vaele. Mógł być synem innego szlachcica, przed którym matka czarnowłosego rozłożyła nogi albo zwykłego, śmierdzącego potem i łajnem parobka, który miał szczęście wpakować swoje brudne i cuchnące przyrodzenie do wnętrza Jaśnie Pani.
    Vyron uśmiechnął się kpiąco gdy jego rozmówca skończył wypowiedź o wzmacnianiu rodu oraz pośle i jego opieszałości.
    - Słowo szlacheckie ci daję Aeronie, że nawet palcem nie kiwnąłem by umocnić znaczenie rodu Vaele. Może cię to zaskoczy, ale bardziej dbam o własne sprawy. – arystokrata wzruszył ramionami jakby chciał powiedzieć „Tak to już na tym świecie bywa” - Co do opieszałości posłańca, to muszę szczerze wyznać, że nikogo nie wysyłałem. Prawdę powiedziawszy, patrząc z ekonomiczno-gospodarczego puntu widzenia, nie zauważyłem tego faktu. Jeśli zaś spojrzeć z punktu widzenia heraldycznego i genealogicznego to, zechciej mi wybaczyć, ale twój ród wygasł na Lady Vaele. Poza tym fakt, że zmieniłeś wygląd rodowego herbu świadczy niejako na twoją niekorzyść.
    Słowne przepychanki z bękartem zaczynały być zabawne w podobnym stopniu co pędzanie, za pomocą bata, nagiej służby, po śniegu do około zamku. Niby niestosowne, niby dziecinne a jednak cholernie śmieszne.
    - Ależ oczywiście, że się mylisz Aeronie, – odpowiedział Vyron dobrotliwym uśmiechem - Po pierwsze. Naprawdę, zacznij więcej czytać konfratrze. Potraktuj to jako moją dobrą radę. Jak niby, według ciebie, ciśnienie może omamić zmysły bym źle je zrozumiał? O czym ty mówisz?
    Na usta cisnęło mu się „O czym ty mówisz bękarcie”, ale zakończył zdanie na słowie „mówisz”. Bękart pozostał w domyśle.
    - Po drugie, chyba nie sugerujesz, że kłamię odnośnie tego co usłyszałem, prawda? – powiedział dość poważnie - Co do twoich peregrynacji cieszą mnie one ogromnie. Mam tylko nadzieję, że dbasz o bezpieczeństwo tych kontaktów? Zabawnym zrządzeniem losu by było, gdybyś przypadkiem doczekał się bękarta.
    Uśmiechnął się i usiadł na swoim miejscu.
    Obserwacja Kalto, bo takie imię nosiła istota z ogonem, przyniosła nowe informacje. Ogon wskazywał, że dolną połowę stanowił wodny ssak a nie ryba. Cóż, zatem służbie znacznie przyjemniej będzie obcować ze ssakami niż w rybami. Kto wie, może tą drogą uda się wyhodować coś lepszego niż dziewczę z ogonem? Ponadto zauważył, że „syrena” jest dość płochliwa, co nieco osłabiło jego zapał. Tchórzliwi słudzy nie byli mu potrzebni.
    Słysząc słowa Aerona odnośnie pracy i arystokracji oraz jego kwiecisty styl wypowiedzi, Viridian roześmiał się w duchu. Mimo najszczerszych chęci nie powstrzymał się od uśmiechu. To dopiero było paradne! Bękart powinien zostać błaznem! Brakowało tylko by zaczął opowiadać o tym, jak to dzierżony przez okrutną rękę bat rwie mu skórę z pleców a przechodnie nań plują i obrzucają nieczystościami kiedy on, Aeron Vaele, schorowany i słaby, ale pełny wiary i nadziei trzyma na swych barkach cały świat.
    - A kto umarł ten nie żyje. – skomentował początek wypowiedzi Iry odnośnie kruchości i solidności.
    Już miał delikatnie zwrócić Irze uwagę, aby ze względu na swoje pochodzenie jak i pozycję zwracała się do Aerona z należytym szacunkiem, albo ktoś, przez zupełny przypadek, może wyrwać jej ozór z gęby, gdy do pokoju weszła kolejna kobieta.
    Viridian lekko uniósł lewą brew ku górze. Sądząc po stroju, kobieta była kurtyzaną, by nie powiedzieć bardziej dosadnie.
    Arystokrata popatrzył na zebranych w kajucie i już miał krzyknąć „Ja pierwszy!”, rezerwując dla siebie pierwszeństwo pomiędzy nogami przybyłej niewiasty, gdy dziewczyna przeprosiła za swoje spóźnienie.
    Zielonooki z minuty na minutę odnosił wrażenie, że pogrąża się w plugastwie tego świata. W intelektualnym i kulturalnym rynsztoku. Jakim językiem oni wszyscy mówią! Gdzie jest akcent, gdzie przydech, gdzie klasa wypowiedzi?! Gdzie kwiecistość i forma?! Kurwa mać, chamstwo cholerne i nieuczone!
    Kobieta ubrana niczym bezecna latawica usiadła koło niego, ale nie zdołał udzielić jej odpowiedzi na zadanie pytanie, ponieważ Ira zrobiła to przed nim. W sumie to dobrze uczyniła.
    - Jestem Viridian – powiedział krótko Vyron spoglądając na nowo przybyłą i przeniósł wzrok na Irę - Czemu twierdzisz, że nasze ubrania są niepraktyczne? Skąd wiesz jakich ubrań będzie wymagało owo, jak raczyłaś to nazwać, „co do czego”? Powiem ci coś na przyszłość, co powinnaś zapamiętać i mieć przed oczami zawsze gdy rozmawiasz z przedstawicielami naszej rasy. Jesteśmy znacznie starsi niż na to wygląda. Zarówno Ja jak i mój konfrater mamy już pewne doświadczenie wyniesione z walk, wojen i przeżytych lat. Zatem uwierz mi, potrafimy dobrać strój stosownie do okazji.
    Ponownie zaczął bawić się kryształem z głowicy swojej laski, ale ciągle patrzył na Irę i słuchał oczekując na odpowiedź.
    _________________




    #3FFF00


    W trakcie wykonywania obowiązków SCR

    Zbroja codzienna




    Subtelny Kłamca

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Godność: Aeron Vaele
    Wiek: Ponad 500 lat / Wizualnie lekko ponad 30.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Wzrost / waga: 182/100 (same rogi trochę ważą)
    Aktualny ubiór: Czarna marynarka ze stójką w typie munduru, zapinana dwurzędowo srebrnymi guzikami, z wyszywanym srebrną nicią wzorem na plecach. Czarne spodnie. Skórzane oficerki. Pas z przytroczonym rapierem.
    Znaki szczególne: Opalizujące granatem, duże, zakrzywione rogi. Tęczowe oczy.
    Zawód: Dowódca Gwardii Arcyksiążęcej
    Pod ręką: Laska (w której jest ukryta broń), zegarek kieszonkowy, sakiewka z pieniędzmi, mały notesik i długopis.
    Broń: Rapier
    Dołączył: 07 Sty 2017
    Posty: 341
    Wysłany: 22 Styczeń 2018, 11:57   

    Z każdą kolejną minutą przebywania w towarzystwie i rozmawiania z Vyronem Larazironem, Thorn utwierdzał się tylko w fakcie, że ma do czynienia z Upiornym Arystokratą najgorszego sortu. Ze złośliwym, nadętym idiotą, który nie przywiązuje wagi do takich głupot jak etykieta, kultura rozmowy ze Szlachtą w towarzystwie niżej urodzonych.
    Czarnowłosy zatęsknił za rozmowami z Anomanderem, Dyrektorem Kliniki. Jakże zaskoczył go przy pierwszym spotkaniu umiejętnym posługiwaniem się języka w obecności rogatego i służby. Thorn pamiętał jak dobrze wybrnęli z sytuacji zdawałoby się impasowej, gdy Julia Renard naskoczyła na Arystokratę wyzywając go od debili.
    Cóż, Vyron był tak inny ale czy Thorn oczekiwał od niego dobrego zachowania? Po części. Jako Upiorny, był z pewnością uczony jak ma się zachowywać w każdej sytuacji. Z drugiej strony, Aeron znał go nie od dziś i Laraziron udowodnił na swoim przykładzie, jak różnią się zasady wychowania w każdym ze szlacheckich Domów.
    Gdy tamten mówił, Thorn przyglądał mu się ale uśmiech szybko zniknął z jego twarzy. Zielonooki robił się zwyczajnie nudny, non stop atakował chwytając się wszystkiego co miał pod ręką. Nawet wytknął Cierniowi błędy językowe. Dno.
    Mimo wszystko młody Vaele poczuł się dotknięty, chociać bardzo starał się nie pokazywać tego po sobie. Przebywanie w Koszarach zmieniło jego język i może rzeczywiście źle używał niektórych sformułowań? W Krainie Luster i Szkarłatnej Otchłani istniało tak wiele dialektów, że Vyron nie powinien mu tego wytykać, niemniej Thorn postanowił zapamiętać uwagę siedzącego po lewicy dupka.
    Nie odpowiedział już na żadną z zaczepek bo zwyczajnie byłoby to zbędne. Zwłaszcza, że nie byli sami. Należało zwrócić uwagę również i na damy siedzące przy stole, niezależnie jakiego urodzenia były.
    Siwowłosa odpowiedziała schematycznie, tak jak się tego spodziewał i odpowiedział jej miłym uśmiechem. Miał coś dodać, ale Vyron władował się z buciorami w ich wymianę zdań. Thorn tylko wywrócił oczami.
    Kalto była nieśmiała. Pamiętał w jakiej sytuacji się poznali - otoczyła ją grupka głupkowatych Gwardzistów i naśmiewała się z jej ogona. Rzeczywiście jej obecność na tym Statku była co najmniej dziwna, jeśli nie skrajnie nieodpowiedzialna, ale postanowił nie oceniać. Może Syrenka ma jakieś ukryte zdolności?
    Spojrzał na nią i posłał jej pokrzepiający uśmiech. Zawsze czuł się lepiej wśród kobiet, budziła się w nim naturalna chęć ochrony słabszych... ale i pragnienie dominacji. Dlatego obecność wyszczekanego Vyrona zaczynała mu przeszkadzać.
    Gdy drzwi do sali otworzyły się, napiął mięśnie by w każdej chwili móc poderwać się i rzucić na ewentualnego napastnika. Siedział tyłem, dlatego musiał pozostać czujnym.
    Stół obeszła niebrzydka kobieta, przepraszając za spóźnienie. Obserwował jej ruchy gdy szła i ostatecznie zajęła miejsce po drugiej stronie Viridiana. Jej ubranie było całkiem ciekawe i... odważne. Thorn nie komentował jednak wyglądu siedzących z nimi istot, bowiem ten miał akurat znaczenie drugorzędne.
    Uśmiechnął się do niej miło i przedstawił grzecznie, tym razem pomijając imię i nazwisko oraz tytuł. Może za drugim razem siedzący obok niego prostak z rogami dobrze złapie przezwisko drugiego Arystokraty.
    Przez chwilę przyglądał się kobiecie. Pamiętał ją. Spotkał ją przy okazji rozprawiania się z Lusianem i Gopnikiem, gdy postanowili zabawić się na środku ulicy w głupią grę. Wyglądała wtedy na zmęczoną. Ale nie wiedział co łączy blondynkę z resztą wesołej gromadki złożonej z Lisa, Rudzielca i Pijaka.
    Uwaga Iry była polem do popisu dla Vyrona i gdy zielonooki otworzył tylko usta, Thorn przeczesał dłonią włosy, zniecierpliwiony. Ale słowa Larazirona były zadziwiająco mądre. I spokojne. Mówił też w liczbie mnogiej, nareszcie zachowując zasady kultury.
    Tęczowooki uśmiechnął się do kobiety którą zainteresował temat ubrań ale nie dodał nic więcej. Temat był wyczerpany, przynajmniej dla niego.
    W sali było teraz dwóch mężczyzn i trzy kobiety. Idealny wstęp do krwawej opowieści w której Samce zaczynają walczyć o dominację w stadzie i prawo do kopulacji z każdą z Samic. Ale przecież nie byli zwierzętami, prawda? A przynajmniej Aeron, oprócz rogów, nie miał z nimi nic wspólnego.
    Nie zważając na to, że jego i blondynkę dzieli postać zielonookiego, odwrócił się w jej stronę z miłym uśmiechem.
    - Mam wrażenie, że już kiedyś mieliśmy okazję się poznać, a jednak nie skorzystaliśmy z niej. - zaczął uprzejmie - Miło mi, że tym razem będzie inaczej.
    Mimo, że kobieta miała głęboki dekolt, ani razu nie spojrzał na jej spore piersi. Była ładna, owszem, jak każda w pań siedzących w sali, ale nie wypadało się w nie wgapiać.
    - Co było bodźcem do wybrania się między chmury, na tym akurat statku? - pytając oparł policzek na dłoni. Był ciekaw, czy blondynka również się nudziła, jak większość tu zebranych. A może kusiły ją obiecane bogactwa?
    _________________




    Zapomniana

    Godność: Kalto
    Wiek: Na oko 19
    Rasa: Senna Zjawa
    Lubi: Wszekkiej maści słodycze, wodę oraz urocze, małe zwierzątka
    Nie lubi: Ciemności, samotności... a, no i zimna
    Wzrost / waga: 170 cm /ok. 50 kg
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj: Top, przepaska, skromne ozdoby, ostatnio naszyjnik z kolorowego piórka Event: puchata, podbita kurtka i nauszniki na te długaśne uszy
    Znaki szczególne: Rybi ogon/nogi czasem pokryte łuskami, długie uszy, skrzela, woń morskiej wody
    Pod ręką: Składany wózek inwalidzki
    Stan zdrowia: 100%
    Dołączył: 18 Sty 2017
    Posty: 82
    Wysłany: 22 Styczeń 2018, 16:51   

    Atmosfera pomiędzy dwoma rogatymi mężczyznami była już tak gęsta, że można by ją było kroić nożem. Kalto czuła, że gdyby się wtrąciła, być może tylko doleje oliwy do ognia, toteż milczała. Przynajmniej pan Thorn dodawał jej odwagi swoją obecnością. Odwzajemniła nieśmiało uśmiech...
    ...i właśnie wtedy do pomieszczenia wkroczyła jeszcze inna osoba. Kobieta o bardzo ładnej, odważnej sukni z futerkowym kołnierzem. Krótki przód, a długi tył? Syrenka pomyślała, że jej również byłoby ładnie w takiej sukience. Mogłaby zapytać później nieznajomą, skąd ją ma. Cicho przedstawiła się nowo przybyłej i znów ucichła na długą chwilę.
    "Wybudziła się" dopiero w momencie, gdy Ira zadała jej dość... szczere pytanie. Lekko zakłopotana, Kalto odpowiedziała jej:
    - Ja... Myślałam, że to będzie taki normalny rejs, po morzu. No i... Naprawdę lubię takie podróże.
    Zawsze uwielbiałam takie poszukiwanie skarbów! -
    Uśmiechnęła się na wspomnienia z Lizzy i podróżami w głąb raf i zatopionych okrętów, kiedy jeszcze byli razem. Wtem znów przycichła. -
    No a wózek... Umm... No bo tak jakby... -
    Tu zdecydowała się pokazać Irze, o co jej chodzi. Złapała za oparcia wózka, a następnie poderwała się chwiejnie na ogon. Gdy stała tak wyprostowana, co jednocześnie nie należało do najwygodniejszych czynności, spokojnie dorównywała jako tako wzrostem innym przedstawicielkom płci pięknej w pomieszczeniu. Wyciągnęła ręce na boki, by złapać równowagę... i nagle upadła znów na wózek, przejeżdżając kawałek do tyłu. Czerwona na policzkach, powróciła na miejsce. - N-niezbyt wygodnie mi się... "chodzi"...
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 9