• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Misje » Zmrożone serce
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 24 Grudzień 2017, 14:10   Zmrożone serce

    ZASADY SPECJALNE!
    1. Zamrożenie
    Ze względu na to, że wyzwanie rozgrywa się w królestwie wiecznego lodu, gdzie królowa śniegu mogłaby poczuć się jak w domu, to głównym wyzwaniem będą nie krwiożerczy piraci, a ujemne temperatury. Dla uproszczenia przyjmiemy tutaj prostą, pięciostopniową skalę. W każdym poście MG pojawi się lista uczestniczących graczy wraz z poziomem ich wychłodzenia.
    1.1 Jak cieplutko! - Poziom przewidziany wyłącznie dla osób, które z powodu mocy, umiejętności, rangi, rasy czy innego powodu są niewrażliwi na niskie temperatury i czuć się będą jakby hasali po zielonych łąkach gdzieś we Włoszech.
    1.2 zimno tu - Poziom przeznaczony dla wszystkich graczy na start. Można go przyrównać do uczucia jakie towarzyszy wyjściu do sklepu w środku zimy. Niby zimno, niby wokół pełno śniegu, ale jakoś to nie przeszkadza.
    1.3 Brrr.... z-z-zimno tu. (lekkie wychłodzenie) - Marznięcie coraz bardziej doskwiera. Postać czuje się zaniepokojona sytuacją, kręci jej się w głowie i co najważniejsze jest osłabiona. Kto by nie drżał z zimna w takiej sytuacji?
    1.4 Gdzie j-j-jest-t-tem? (średnie wychłodzenie) - Postać jeszcze dotkliwiej odczuwa wszelkie objawy, które pojawiły się poziom niżej. Gracz powinien uwzględnić utratę świadomości przez postać.
    1.5 Poważne wychłodzenie - Postać traci świadomość i bez pomocy osoby trzeciej nie jest w stanie przeżyć.

    W wypadku narażenia na ujemne temperatury Mistrz Gry (to ja) będzie starał się napisać graczom ile postów mają do przejścia do następnego poziomu. Tutaj możemy się też zająć kwestią kolejki. W zasadzie tej nie ma, każdy może pisać tuż po MG. Jedyny wyjątek dotyczy sytuacji, gdy gracze postanowią wyruszyć na wyprawę wspólnie (wtedy powinni w swoich postach zaznaczyć z kim wybrali się szukać legendarnego renifera). Jako MG będę w każdym poście informował kiedy pojawi się kolejny odpis i każdy, kto nie odpisze do tego czasu otrzymuje karnie o jeden stopień wychłodzenia w górę.

    UWAGA! Jeżeli ktoś z jakiegoś powodu miałby być odporny powinien to zaznaczyć w swoim poście.

    2. Magia świąt
    Bądźcie dzielni i wierzcie w dobre siły czuwające nad tą niegościnną krainą. (Działanie tej zasady zostanie ujawnione w przyszłości)
    ______________________

    Ogromny, rozciągający się na dalekich kresach map Krainy Luster teren pokryty wiecznym śniegiem i lodem. Nieprzyjazny, zimny i srodze śmiertelny. Silne wiatry i ujemna temperatura sprawiają, że niemal nikt nie odważył się tutaj mieszkać.

    Wiele młodych duszyczek Krainy Luster wierzy jednak, ze to właśnie tutaj swą kryjówkę ma Święty Mikołaj.

    Każdy gracz powinien zdecydować jak chce poszukiwać renifera, zebrać drużynę i niezbędny ekwipunek.

    W pierwszym poście gracze proszeni są o opisanie swojego planu na poszukiwania, rzeczy, które ze sobą wzięli oraz ewentualnych przymierzy, które zawarli. I tylko tyle, nie trzeba nic więcej!

    Następny post MG pojawi się 28 grudnia 2017 roku! (Jeżeli pojawi się później, to wszelkie posty napisane po tej dacie zostają uznane za napisane przed jego pojawieniem zostają uznane za napisane w terminie i nie wiążą się z karnym wychłodzeniem.
    _________________

    *****
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 24 Grudzień 2017, 21:21   

    Otulony w podbitą futrem kurtkę, Ben rozejrzał się dookoła. Wszędzie biel, jak przystało na tą okolicę. Przypominała mu się tamta dziwaczna okolica z tą przekrzywioną latarnią pośrodku niczego. Z tym, że choć tutaj również był taki środek niczego, to nie było latarni. Chyba. Sam w każdym razie nigdzie jej nie widział.

    Ponoć gdzieś w tej okolicy mieszkał słynny Święty Mikołaj: bohater dziecięcych marzeń, poczciwy brodaty dziadunio w czerwonym kubraku, który zwykł rozdawać maluchom prezenty w święta Bożego Narodzenia. Podróżował po światach w saniach wypchanych podarunkami, ciągniętych przez orszak magicznych reniferów. Może odnajdzie tutaj właśnie owe stworzenia? Kiedy był dzieckiem, wprost marzył, by takiego dosiąść - i akurat w tym okresie przypomniał sobie o tym życzeniu. Po prostu nie miał prawa nie skorzystać z okazji i nie wybrać się na tą wyprawę!

    W sumie kiedyś nawet naprawiał pewną marionetkę, która wyglądała łudząco podobnie do świątecznego Dziadka do Orzechów. A może był on wysłannikiem Świętego, a przyszedł w środku lata tak dla niepoznaki?

    Ben pewnie mógłby porozmyślać na ten temat trochę dłużej, gdyby nie pewien problem: tu było aż nazbyt zimno! Zakrył twarz szalikiem, rozejrzał się wokoło: zobaczył jedynie swoje ślady w wysokim ponad kostki śniegu. Wówczas wpadło mu coś do głowy. Jeżeli gdzieś tutaj były renifery, musiały pozostawić po sobie ślady kopyt... kopyt, racic - cokolwiek tam mają. Mając na uwadze fakt, że śnieg był tak gruby, młody Marionetkarz bez problemu mógłby złapać jakiś bardziej lub mniej świeży trop. Traperem nie był, ale tak mu się wydawało, że rozpozna ślady renów. Ruszył przed siebie, zacząwszy się za nimi rozglądać.

    Wygląd: Przygotowawszy się na mróz, jaki czekał nań na północy, Ben odział się w kurtkę podbitą futrem, z kołnierzem na tyle wysokim, by mógł skryć kark przed śniegiem. Na szyi zawiązał zaś czerwony wełniany szal w różne abstrakcyjne wzorki. Pod spodnie ubrał ciepłe kalesony, a wygodne trzewiki zastąpił znacznie praktyczniejszymi, choć nie tak wygodnymi traperami. Uszy zakrył parą czarnych nauszników.

    Ekwipunek:
    - pojemny plecak
    - a w plecaku trochę konserw, termos z herbatą, z dwie paczki zapałek na zaś, dodatkowa para kalesonów i skarpetek, woreczek słodyczy i różnorakie marionetkarzowe graty (może się gdzieś przyda taka garść narzędzi)
    Sunshine
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 26 Grudzień 2017, 17:55   

    Jedną z rzeczy, którą Áine lubiła od zawsze, był śnieg. Biały puch zawsze był jej przyjacielem - w jego warstwie z łatwością dostrzegała ślady zwierząt, co ułatwiało jej polowania. Był też kojąco chłodny, co dla osoby z jej temperamentem było wybawieniem. No i dawał tyle zabawy! Zawsze pokonywała inne dzieci w bitwach na śnieżki - może brakowało jej siły, ale za to nigdy cela. Dziewczyna kochała wygrywać, więc zawsze chętnie przystępowała do zabawy, którą ona traktowała raczej jako walkę na śmierć i życie. A przynajmniej na honor.
    Wybierając się na śnieżne pustkowie ubrała podbijany futrem krótki płaszczyk, wygodne buty i ciepłe rękawiczki. Wzięła też drugą parę, gdyby tej coś się stało. Nie mogło zabraknąć także jej łuku i strzał, bez których nie ruszała się praktycznie nigdzie. A z pewnością nie na wyprawę, którą uznawała za polowanie.
    Po drodze na miejsce zgarnęła też Krisa, którego poznała na krótko przed samym rozpoczęciem. Nie znali się dobrze, a właściwie - w ogóle, ale w grupie raźniej, prawda? Miała tylko nadzieję, że nie wynikną żadne konflikty i nie będzie musiała używać swoich strzał przeciwko niemu. To zdecydowanie ich łączyło - oboje umieli strzelać z łuku; miała tylko nadzieję, że robi to lepiej, bo nienawidziła przegrywać.
    Gdy znaleźli się już na pustkowiu, zdecydowanie jej humor się poprawił, a na twarz wystąpił ledwo widoczny uśmiech. Zewsząd otaczał ich śnieg, a także niesamowita cisza. Zdecydowanie spodobała jej się ta okolica. Teraz tylko trzeba było zabrać się za tropienie renifera. Z opowieści, które słyszała jako dziecko, wynikało, że umie on latać, co nie ułatwiało zadania. A właściwie znacznie je utrudniało. Nie widziała bowiem ani latającego rogacza, ani śladów na śniegu. To trochę popsuło jej humor, ale na pewno zaraz coś wymyślą! Chyba…
    No dobra! Masz jakiś pomysł? Gdzie możemy zacząć? - odezwała się po dłuższej przerwie, gwałtownie odwracając się w stronę chłopaka. Przez to, że dosyć długo nie wykorzystywała swojego głosu, zachrypł on trochę i pierwsze sylaby były ledwo zrozumiałe.
     



    Lukrowy Czart

    Godność: Christopher Chandler
    Wiek: Wizualnie 25
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Cukierki, czekolady, wszystko co słodkie
    Wzrost / waga: 170/60
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj nosi luźno wypuszczoną koszulę, na nią ma założoną marynarkę, której nigdy nie zapina, na szyi różowy krawat a na jego końcu fleur-de-lis. Ma odpowiedni krój tak, że może przełożyć swoje skrzydła, na swoich zgrabnych nogach, nosi dopasowane spodnie koloru czerwonego, i czarny pasek.
    Znaki szczególne: Fioletowe, połyskliwe oczy, białe włosy w młodym wieku
    Pod ręką: Pewnie nosi przy sobie paczkę czekolady lub słodyczy
    Stan zdrowia: Uzależniony od słodyczy.
    SPECJALNE: Pogromca Botów
    Dołączył: 10 Lis 2017
    Posty: 48
    Wysłany: 26 Grudzień 2017, 22:34   

    Przygotowywał się dość szczególnie na wyprawę, trochę w pośpiechu. Kilka razy musiał się wrócić do swojego przytulnego, małego mieszkanka. Tak, zgadliście, całe było w cukierkowych barwach. Zabrał ze sobą puchową kurtkę, która jak na niego miała stonowany kolor. Odebrał od pewnego szewca pokrowiec na skrzydła, gdyż jednak nie chciał ich zamrozić, tak by mu odpadły. Do plecaka wrzucił kilka czekolad z ostrym chilli, wełniane rękawiczki. Na nogi założył wysokie, podbite trapery, ze stalowym noskiem. Na głowię miał dość fikuśną, ocieplaną czapkę z pomponem. Na swoje szczupłe mimo swego zamiłowania do słodyczy nogi założył kalesony. Na nie założył ciepłą parę dresowych spodni. Do swojego bagażu włożył również, odkurzony ze starych lat, składany łuk i kilka strzał. Zawsze to jakaś broń niż żadna.Musiał wyglądać zabawnie idąc tak przez miasto. Niewiele go obchodziło to. Po drodze na opuszczone, zimne i pokryte wiecznym śniegiem pustkowie zabrał się z poznaną niedawno dziewczyną. Długowłosą blondynką, zawsze to raźniej z kimś, zwłaszcza jak jest jeszcze śliczną damą. Ah Ty romantyku, tylko jedno Ci po głowie.Skarcił się w myślach, a policzki zaróżowiły mu się na jego bladej twarzy. Zbliżając się do miejsca tak jakby zbiórki, wyciągnął z plecaka rękawiczki i założył je. Ulepił ze śniegu kuleczkę, wziął spory zamach i rzucił przed siebie.

    -Tak, mam pomysł, spróbuje trochę wzlecieć i rozejrzeć się po okolicy - odparł szybko.

    Tak jak powiedział, spróbował machnąć skrzydłami, raz, drugi, trzeci, może tym razem mu się uda. Jeśli zaś mu się sztuka powiodła, zaczął oglądać środowisko wokół ich. Szukał również śladu po swojej rzuconej śnieżce.
    _________________
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 27 Grudzień 2017, 00:54   

    Ziewnęła. A później ziewnęła jeszcze raz, szerzej; z nieumalowanych ust wydobyły się obłoczki zmrożonego powietrza. w okolicy było zdecydowanie zbyt zimno jak na jej gusta. Oczywiście, na razie to nie przeszkadzało - ach, ten czar lepiącego się do wszystkiego śniegu, zimny wiatr wciskający się do ust, śliskie ścieżki czekające tylko, by podróżnik postawił na nich stopę - niedogodności przez pierwszy kwadrans mogły się wydawać niemal magiczne i czarujące. W gardle i umyśle Sophie niemal wezbrała pierwsza zwrotka z Ulepimy dziś bałwana~~.
    A jednak obiecała Alicjii, że spróbuje zrobić zdjęcie latającemu reniferowi.
    Pojawiły się ostatnio plotki, które wydawały się być bardziej wiarygodne od innych. Nie ryzykowała stwierdzenia "które nie wydawały się być bajkami", bo w tej szalonej krainie każda baśń żyła własnym życiem. Przyjęła więc do wiadomości, że gdzieś daleko, w bliżej nieokreślonym Zmrożonym Sercu, bardzo prawdopodobne jest, że hasa sobie rzadki, latający renifer. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby sama Soph nie przytargała (lekkomyślnie) do Pałacu książek o ludzkim Świętym Mikołaju i jego magicznym zaprzęgu. O ile historia wydawała się dobrą lekcją dla małej księżniczki, o tyle rebeliantka nie podejrzewała, że Alę tak wciągnie klimat ludzkich opowieści. Zmuszeni byli w końcu - Soph i niezbyt zadowolony arcyksiążę - sprowadzić więcej ludzkich bajek o Rudolfie Czerwononosym.
    Można więc powiedzieć, że kobieta sama sobie była winna nadgorliwości i chęci sprawienia przyjemności małej Upiornej. Próbowała wyciągnąć na wyprawę arcyksiążęcą Przytulankę, jednak Lucy rozpłynęła się jak w porannej mgle wokół Morza Łez. Pozostawiła więc poszukiwania jej Rosarium, a sama zabrała na pustkowie Likyusa, żyjącego w takich klimatach na swobodzie. Polimorfizm Orema nie raz uratował jej skórę.
    Obecnie Bestia w kłębie przypominała wielkością wilka, choć jego futro było gęste i puchate, warstwa tkanki tłuszczowej pogrubiona, a umaszczenie dobrał sobie idealnie do otaczającego ich śniegu; z dalekiej odległości nawet Soph mogłaby go przeoczyć. Kobieta z kolei ubrała się bardzo ciepło, wspomagając naturalne futra ludzkimi wynalazkami; nie zabrała tym razem broni palnej, a jedynie noże i artefakty; niewidzialnego Cerber nie widzi, czy jakoś podobnie mawiają Ludzie. Ponadto ekwipunek, dodatkowy wełniany sweter i trochę leków - wszystko spakowane w ciasny tobołek, przytroczony do drugiego, zawierającego ludzki namiot. Zamknęła się w 10 kilogramach i bardzo cieszyła, że jest i wysportowana, i magicznie wytrzymała, bo niosła oba na plecach, jak ludzkie dzieci swoje tornistry.

    Nie zabrali z Oremem żadnej mapy - ponieważ prawdopodobnie i tak nie istniała - skierowali się natomiast w stronę, o której mówiły zimowe wichry i pękania rzek. (Czyli przed siebie w zimne rejony, well.) Po przewędrowaniu ładnego kawałka, to wilkor pierwszy zauważył obcych daleko przed nimi i zaskomlał, niepewny czego się spodziewać. Kobieta odesłała go szerokim łukiem, by w białym kamuflażu zaszedł nieznajomych od flanki, sama zaś skierowała się frontalnie, zbliżając się spokojnym marszem. To dosyć niecodzienne, spotkać postronnych ludzi na takim lodowym pustkowiu. Szczególnie, że jedno z nich latało. Opal uniosła brew i ruszyła na spotkanie.



    Wygląd:
    Sophie/Opal ma na sobie kolejno: ludzką koszulkę termiczną, zatrzymującą ciepło i zapewniającą wentylację i getry z takiego samego materiału + dodatkowo grubsze, przylegające spodnie z brązowego materiału + miękki sweterek o długich rękawach i futrzastą kamizelę zszytą z wielu małych skórek, która opada jej aż do bioder. Skarpety i bawełniana bielizna to oczywistość. Okrycie wierzchnie obejmuje podbijany norką granatowy płaszcz podróżny z opuszczonym teraz kapturem i ocieplane buty na pogrubionej podeszwie, z cholewami do kolan. Włosy zebrane we francuski warkocz, włochate nauszniki na głowie, skórzane rękawiczki. Na szyi polaroid w pokrowcu.
    Likyus w kłębie wielkością przypomina wilka; dostosował się do zimna: warstwa tkanki tłuszczowej została pogrubiona czego przez gęste i puchate futro nie widać, umaszczenie dobrał idealnie do otoczenia, charakterystyczna dla niego rdzawa gwiazda na pysku nie jest widoczna

    Ekwipunek:
    - wytrzymały, kompaktowy namiot ze Świata Ludzi + uszyty ze skór, wyścielany futrem archetyp śpiwora + dwa grube, wełniane koce; izolująca ciepło (i zimno) manierka czyli ichni termos, lekki rondelek, dwie ludzkie "folie życia", utrzymujące ciepło + przytroczony na zewnątrz 10-metrowy zwój cienkiej liny
    - w drugim tobołku dodatkowy sweter i rzeczy osobistego użytku jak skarpety i tym podobne + zapakowane wodoodpornie: dwa pudełka siarkowych (niech cię broni Otchłań przed zabraniem fosforanowych!) zapałek, materiały opatrunkowe, przygotowane do użytku w strzykawkach morfina i diazepam + zdatne do długiego przechowywania racje żywnościowe na trzy dni dla niej, bo Orem zapoluje i może jeszcze podrzuci kobiecie
    - w podręcznej sakiewce u pasa krzesiwo, Bursztynowy Kompas, trochę złotych monet, bandaż + widoczny nóż w pochwie u pasa i wąski sztylet w cholewie buta
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 28 Grudzień 2017, 17:57   

    Drużyna N(i)eb
    Śnieg po którym Ben stąpał był świeży. Spadł może dzisiejszej nocy, może wczorajszym wieczorem, a więc szukanie śladów nie było złym pomysłem. O ile oczywiście zignorować rozmiary krainy i fakt, że zgodnie z legendami poszukiwany renifer potrafi latać.
    Ile więc było szczęścia, gdy Ben wdrapał się na jedną ze śnieżnych gór i tam ujrzał ślad. Co prawda nie należał do renifera, konia, zebry ani też żadnego innego zwierzęcia. Jednak dwa równoległe wgłębienia ciągnące się przez dwa metry na szczycie wzgórza, a następnie znikające stopniowo przez kolejne pół metra mogły napawać pewnym optymizmem. Oczywiście gdy tylko Ben zorientował się, że ślady są dwa. Między nimi były niemal dwa metry odstępu.
    Wszystko wskazywało na to, że ślady były świeże, maksymalnie kilkugodzinne. Były jednak o tyle dziwne, że wokół nie sposób było znaleźć nic innego. Żadnych innych śladów, a przynajmniej tak mogło się wydawać na pierwszy rzut oka. Może coś wpadło pod śnieg, czy w najbliższej okolicy można dostrzec inną wskazówkę?
    Trudno było też powiedzieć gdzie był początek, gdzie koniec. Choć trudno zaprzeczyć precyzji - ktokolwiek zrobił te ślady wytyczył je tak, że jeden koniec wskazywał południe, drugi zaś północ. Z południa ślad zaczynał się jednak znacznie gwałtowniej. Poza tym to prawie stamtąd Ben przyszedł.
    Może więc zamiast rozglądać się i zaglądać pod każdy płatek śniegu (wybaczcie, nie ma tu kamieni) warto byłoby ruszyć od razu w pościg w jedną ze stron? Jest jednak również inne wyjście. Sceptycyzm. To w końcu nie musiały być sanie świętego Mikołaja, a podjęcie tropu mogło być tylko stratą cennego czasu.
    Następny post MG: 30 grudnia

    Drużyna SKS
    Cóż za miłe spotkanie chciałoby się rzec. Jednak nie o tym, gdyż gracze wedle swej woli niech opiszą swoje spotkanie. Jeden z nich wyniósł się jednak ponad to i doznał olśnienia. Tuż za rogiem, za śnieżną górą widać było kopułę. Co prawda również pokrytą śniegiem, lecz dzięki latarni i kilku brakującym elementom konstrukcji wyraźnie dało się dostrzec jej nienaturalny charakter. Droga tam zajmie dwa posty, więc będzie trochę czasu by się sobie przedstawić i ustalić plan działania.
    Jeżeli tylko grupka poszukiwaczy naprawdę chce się udać do jakichś pradawnych ruin i nie przejmuje się pułapkami, duchami i innymi atrakcjami, które zwykle są domeną takich miejsc. Jest w końcu też inne wyjście. Kris nie musi o niczym mówić pozostałym członkom drużyny, bądź wspólnie mogą ustalić, że chcą ruszać dalej na północ, gdzie według legend ma się znajdować dom Świętego Mikołaja. Z drugiej strony trzeba przyznać, trochę ze smutkiem, że poza wspomnianą wcześniej kopułą, wszędzie wokół był tylko śnieg.
    Za to przynajmniej nie padało, choć chmur było niemało. W śnieżnej zamieci mogliby nawet nie odnaleźć sami siebie.
    Kolejny post MG będzie 5 stycznia, do tego czasu macie możliwość napisania po 2 posty każda osoba. Wykorzystajcie to na zapoznanie się i ustalenie wspólnego planu, a jeżeli postanowicie udać się do ruin, to także na dotarcie do nich. Wystarczy, że napiszecie jeden post, żeby nie mieć karnego wychłodzenia.
    Kolejka: Kriss, Soph, Sunshine

    Wychłodzenie:
    Ben - 2 poziom (9 postów do zmiany)
    Sunshine - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    Kris - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    Soph - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    _________________

    *****
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 28 Grudzień 2017, 18:32   

    Po tym, jak Ben wdrapał się na pobliski pagórek, miał znacznie większe pole widzenia. Można rzec, że zyskał słynną "Wyższą Pozycję", o której żartowali co poniektórzy mieszkańcy Świata Ludzi. O co z tym chodziło, młody Marionetkarz nie miał zielonego pojęcia, ale to ewidentnie było coś pozytywnego.

    Wracając do "tu i teraz", Ben stał tak na tym wzniesieniu i patrzył wokoło, poszukując śladów. Rękami zasłonił oczy przed światłem słonecznym, gdyż to, odbiwszy się od bielutkiego śniegu, wydawało się być tak jasne, że aż oślepiało. Na ślepo ani Mikołaja, ani jego reniferów nie odnajdzie. I nagle dostrzegł coś w tym śniegu: ślady! Przypatrzył im się uważnie... Hm, dziwne, to nie ślady renifera. Ani chyba jakiegokolwiek stworzenia stąd czy skądkolwiek... Raczej żadne zwierzę nie zostawiało po sobie takich prostych, wąskich śladów. Chyba że...

    Marionetkarza olśniło: no jasne - to muszą być sanie Mikołaja! Nic innego nie przychodziło mu do głowy. To na pewno były sanie, czuł to! Z drugiej strony, czy na pewno należały do Świętego? Znaczy się, tak jakby chyba nikt poza nim by tu nie mieszkał, no bo po co? W takim miejscu, jak to, mógłby mieszkać tylko Mikołaj. Wiadomo, cisza, spokój, dyskrecja i tak dalej...

    Poprawiwszy kołnierz, Ben powiódł wzrokiem po śladach. Ciągnęły się one z południa na północ... a może z północy na południe? Jeśli przyjąć, że właściciel owych śladów to faktycznie Mikołaj albo jakiś jego znajomy (ponoć zwykła mu pomagać cała gromada świątecznych elfów w zielono-czerwonych trykotach), to znaczy, że pewnie jechał z południa na północ. Swoje już zrobił, to wraca do domu...

    Miał do wyboru albo iść w jedną, albo w drugą stronę, albo też nie iść wcale i szukać dalej jakichś bardziej pewnych śladów. Mając jednak na uwadze fakt, że nie chciał tak tu siedzieć i odmrażać sobie tyłek na mrozie, Ben zdecydował, że ruszy wzdłuż śladów na północ. To był według niego pewniak! Błyskawicznie puścił się biegiem z górki i ruszył wzdłuż śladów. Naprzód, ku Mikołajowi! No i ku renom!
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 171
    Wysłany: 29 Grudzień 2017, 19:59   

    Nie do końca wiedziała jak do tego doszło. Bolała ją głowa, a szczypanie w kącikach oczu powodowało napływ łez, co tylko potęgowało nieprzyjemne uczucie. Fale pulsującego bólu rozpraszały dziewczynę, pogłębiając poczucie beznadziejności sytuacji, w której się znalazła. Przynajmniej śniegu było pod dostatkiem, więc z mniejszym lub większym obrzydzeniem udawało jej się ugasić pragnienie.
    Miała kaca. Potężnego.
    Poprzedniego dnia, zamiast skierować swe korki w stronę Różanego Pałacu, postanowiła rozgrzać się i zalać wspomnienie o traumatycznym wypadku w karczmie, którą wypatrzyła pewnego dnia podczas spaceru. I choć jej orientacja w terenie była jaka była, a karczma znajdowała się nieco tylko dalej niż kotka oczekiwała, jeszcze zanim słońce schowało się za horyzontem, trzymała w łapkach kufel grzanego wina. Rozkoszowała się przyjemnym zapachem trunku oraz ciepłem, z każdym łykiem rozchodzącym się od żołądka ku palcom u rąk i stóp, a wszystko to w akompaniamencie skwierczącego w kominku drewna. Najwyraźniej wino smakowało tak dobrze, albo przemarzniętej kotce zwyczajnie tak się wydawało, że zanim się zorientowała, alkohol zdążył uderzyć jej do głowy. Wprowadzona w stan wesołości nie zaprotestowała, gdy do jej stolika przysiadł się nieznajomy mężczyzna. Później poszło już szybko. Kolejne kufle wina opróżniane jeden za drugim, opowieści z dalekich podróży, ubarwiane nieco za sprawą alkoholu zarówno przez niego jak i przez nią. I w jakiś do tej pory niezrozumiały dla kotki sposób, dała się namówić na polowanie na latające renifery. LATAJĄCE RENIFERY! ZE ŚWIATA LUDZI!
    - Idiotka.
    Entuzjazm w parze z alkoholem wygrały nad zdrowym rozsądkiem i zamiast poczekać do rana, dając sobie kilka godzin snu, wyruszyli niemalże natychmiast po wyjściu z karczmy, opóźnieni jedynie przez czas, jaki Lucy potrzebowała na zmianę swoich ledwo podsuszonych ubrań na cieplejsze, które na szczęście jakimś cudem znalazły się w sakwie. Mężczyzna był najwyraźniej do wyprawy przygotowany, a jedyne czego mu do pełni szczęścia brakowało, to towarzysz, którego znalazł w osobie naszej uroczej Lucynki. Pijanej w cholerę, bo w innym wypadku prawdopodobnie wyszłaby z karczmy w chwili, gdy ten wariat się do niej dosiadł.
    I w tym momencie zaczynają się schody, bo Lucy nie do końca pamięta jak się tu dostała, co jest równoznaczne z tym, że nie ma pojęcia jak wrócić, ani także skąd ten baran wytrzasnął… sanki! Drewniane sanki z oparciem, tylko trochę większe od tych, na których ludzkie dzieci radośnie zjeżdżają z zaśnieżonych wzniesień. Najwyraźniej chciał do nich uwiązać renifera.
    Niestety, nie wszystko poszło tak, jak to sobie „zaplanowali”, choć z planowaniem to wiele wspólnego nie miało. Mężczyzna najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z temperatur panujących w tej części Krainy Luster, więc gdy zaczął mu doskwierać kac, a ubrania wspomagane przez narzucony na ramiona koc nie dawały upragnionego ciepła, wyciągnął z kapelusza (bardziej przypominającego rosyjską uszatkę) latającą miotłę i tak po prostu zostawił kotkę razem z tymi nieszczęsnymi sankami.
    Nie pozostało jej więc już nic innego, jak tylko powoli dreptać przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku, ciągnąc za sobą sanki. Od czasu do czasu ściągała tylko nauszniki i nasłuchiwała, choć sama nie wiedziała co chciała usłyszeć na tym pustkowiu. A jednak usłyszała. Dźwięk jakby skrzypienie śniegu załamującego się pod czyimiś krokami. Nie jeden, a kilka. Dobiegały z różnych stron. Obrała kierunek, podążając za dobiegającym ją odgłosem. Ból głowy spowodowany kacem uniemożliwiał jej oszacowanie odległości od źródła dźwięków. Będzie musiała przez jakiś czas iść bez nauszników, znacznie ograniczających jej słuch, ryzykując utratę ciepła. Ale to tylko tymczasowe rozwiązanie.

    Ubranie
    Wydobyty z sakwy zestaw awaryjny z jednej z wypraw, na który składa się bluzka z długim rękawem włożona w grube, mocne spodnie, ciepły golf i gruby sweterek. Przeleżały tam bliżej nieokreślony czas, mogą nie być pierwszej świeżości. Do tego ciepłe skarpetki (Lucy zawsze marznie w stopy i dłonie, więc profilaktycznie nosi w sakwie kilka par grubych skarpet i rękawiczek), a na nie nałożone zimowe kozaki na płaskiej podeszwie, z ciepłym kożuszkiem w środku. Wyczarowany ze wstęgi długi, brązowy płaszcz, który choć również posiada ciepłą podpinkę, w połączeniu z butami sprawia wrażenie jakby właścicielka planowała przemierzać miejski targ, niż wyruszyła na podbijanie dalekiej północy. Na uszach ciepłe nauszniki. Brak szalika, póki co ratuje się długim ogonem.

    Ekwipunek
    Pozostawione przez zdradzieckiego Kapeluta sanki, a na nich dwa koce, z czego w jeden zawinięte są trzy (!) butelki grzanego wina, które grzane jest już tylko z nazwy i ewentualnie specyficznego smaku. Ponadto sakwa, ale pewnie nie przejdzie jak napiszę, że jest w niej wszystko o czym kotka nie wie, więc na pewno ma w niej bandaże, łuk i strzały, trochę zakupionego w karczmie prowiantu, takiego z rodzaju „zjedz w pierwszej kolejności, bo się zepsuje”, ale przy tych temperaturach, to lepiej niż w lodówce. Poza tym coś na kształt scyzoryka, pewnie jakieś zapałki, choć nie obiecuję, zapasowe rękawiczki i skarpetki. Dużo. A i oczywiście nieśmiertelne rzemyki w ilościach wystarczających do zrobienia krótkiej i nietrwałej liny. A poza tym wszystko o czym kotka nie wie. Czyli idealna wyprawka na taka podróż. Brawo Lucy.
    _________________
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 31 Grudzień 2017, 02:40   

    Drużyna N(i)eb
    Ben wyruszył więc ku przygodzie. Gdy zaczął schodzić z zaśnieżonej górki nie stawiał kroków dość ostrożnie, a może miał po prostu pecha i nie był zdolny w żaden sposób zareagować? Jego noga natrafiła na oblodzony fragment powierzchni zalegający tuż pod warstwą świeżego śniegu a jego noga osunęła się. Marionetkarzowi nie udało się złapać już równowagi i upadł, na szczęście warstwa świeżego puchu dość skutecznie zamortyzowała upadek i skończyło się tylko na tym, że zjechał nieco niżej i może jego spodnie trochę nadmiernie pokryły się śniegiem. Na razie jednak się tym nie przejmował, wszystko było w porządku.
    Niezwykle istotne były jednak kolejne kroki. Czy podniesie się po tej małej porażce? To jednak są kwestię metafizyczny, czy egzystencjalne, a tutaj najbardziej ważkie mogą okazać się sprawy z natury błahe.
    Koniec jednak wskazywania dróg, gdyż wkroczyliśmy na pustkowie gdzie króluje śmierć. Przynajmniej ta w wielu utworach jest związana z mrozem. Np. taki warcraft. Bohater naszej opowieści był sam i samodzielnie musiał decydować co powinien, a czego nie powinien robić.
    Drużyna SKS
    Dla uzupełnienia i przypomnienia.
    Kolejka: Kriss, Soph, Sunshine, Lucy

    Wychłodzenie:
    Ben - 2 poziom (8 postów do zmiany)
    Sunshine - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    Kris - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    Soph - 2 poziom (10 postów do zmiany)
    Lucy - 2 poziom (9 postów)
    _________________

    *****
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 31 Grudzień 2017, 15:43   

    Ben, schodząc z górki, nagle poczuł, że jeden fragment jest gładszy od pozostałych. Lód! Nim jednak zdołał przełożyć nogę, było już za późno i wylądował na śniegu. Zjechał w ten sposób w dół górki... czyli w sumie zrobił to, co chciał, ale nie w ten sposób, co chciał. No cóż, ale przynajmniej nic sobie nie uszkodził i tylko zebrał więcej śniegu na ubranie niż by sobie tego życzył.

    Marionetkarz, otrzepawszy się ze śniegu, powrócił do truchtu przez mroźne pustkowie, podążając śladem sań. Para buchała mu z ust przy każdym oddechu. Powietrze było tak zimne i suche, że przy każdym jego wciągnięciu wydawało się młodzieńcowi, że jego płuca kłują setki maleńkich lodowych igiełek. Zakrył nos i usta szalikiem, może tak zmniejszy ów dyskomfort. Teraz pozostawało tylko iść tudzież biec przed siebie, póki nie zapadł jeszcze zmrok.
     



    Lukrowy Czart

    Godność: Christopher Chandler
    Wiek: Wizualnie 25
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Cukierki, czekolady, wszystko co słodkie
    Wzrost / waga: 170/60
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj nosi luźno wypuszczoną koszulę, na nią ma założoną marynarkę, której nigdy nie zapina, na szyi różowy krawat a na jego końcu fleur-de-lis. Ma odpowiedni krój tak, że może przełożyć swoje skrzydła, na swoich zgrabnych nogach, nosi dopasowane spodnie koloru czerwonego, i czarny pasek.
    Znaki szczególne: Fioletowe, połyskliwe oczy, białe włosy w młodym wieku
    Pod ręką: Pewnie nosi przy sobie paczkę czekolady lub słodyczy
    Stan zdrowia: Uzależniony od słodyczy.
    SPECJALNE: Pogromca Botów
    Dołączył: 10 Lis 2017
    Posty: 48
    Wysłany: 1 Styczeń 2018, 02:04   

    Mimo wszystko udało mu się wypatrzyć na horyzoncie kopułę, co było dość dużym zaskoczeniem dla niego. Ostrożnie opuścił się i wylądował. Zauważył też zbliżającą się osóbkę, prawdopodobnie rodzaju żeńskiego. Zbliżała się owa postać dość żwawym krokiem, coś przebiegło w zasięgu jego wzroku, ale nie wiedział co. Może mu się tylko to wydawało. Spotkali się we trójkę, on, pewna blondynka i jeszcze jedna kobietka. Dziwna była z nich zbieranina, prawie się nie znali. Nie wiem co ich połączyło, może ta sama chęć znalezienia tegoż magicznego stworzenia. Ewentualnie każdy z nich starał się osiągnąć coś dla siebie, a inne osoby mogły być dla nich pomocą. Spotkanie przebiegło raczej bez większych ekscesów. Jedyne co mogłoby przykuć ich uwagę, były cukrowe skrzydła naszego czorta.


    -Może byśmy ruszyli w stronę tej kopuły, nie wygląda zachęcająco, ale może posiadać jakieś ślady - westchnął cicho.

    Niewiele myśląc, machnął dłonią do kompanii. Sam ruszył żwawym krokiem w stronę pradawnych ruin w poszukiwaniu śladów magicznego renifera, jeśli coś jest skryte, zapewne zawiera tajemnice. Zaczął delikatnie opadać śnieg, kopuła również wyglądała na zwyczajną, zaśnieżoną górkę. Kris pomyślał, że przyglądając się jej z bliska dostrzeże więcej szczegółów.
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 2 Styczeń 2018, 23:23   

    Cóż, Opal nie wiedziała, że Kris od razu uznał ją za kompana. Nasza paranoiczka przyjrzała się parce, zbliżając się żwawo doń, a w głowie miała już przynajmniej siedem sposobów, by obronić się przed "napastnikami". Jedynie dwa z nich przewidywały dyplomację.
    Rozsądek wygrał jednak z nieodchodzącym nigdy do końca lękiem i gdy niebieskooka dotarła do nieznajomych, jej twarz wyrażała neutralność (a może nie wyrażała nic lub wyrażała kompletną pogardę dla wszystkich śmiertelników, jak zwykła mawiać Lucy), a oba noże nadal pozostawały spokojnie w pochwach. Tylko spokój nas uratuje.
    Postanowiła grać nieświadomą, a może niezbyt świadomą, a na pewno taką, która nie stanowi większego zagrożenia. Tutaj, daleko od cywilizacji, ludzie nie pokazują się bez powodu. (O, ta myśl poruszyła w rebeliantce coś, co winna dla własnego dobra przemyśleć.) Czy mogła więc od razu, nieco pochopnie przyjąć, że ci ludzie także szukają legendy? Czy może była to zbyt pospieszna ocena? Sebaj. Nie miała nic lepszego do roboty, jak zobaczyć co to za gromadka.
    Otaksowała oboje wzrokiem, ale nie zdążyła nawet otworzyć buzi, bo Opętaniec zaproponował dalszy marsz. Uniosła brew, ale na twarzy nie drgnął jej ni mięsień.
    - Co mamy nadzieję znaleźć pod tą kopułą? - zapytała z czystej ciekawości, a z jej ust wydobywały się dymne obłoczki pary. Na szkarłat Otchłani, pewnie będzie jeszcze zimniej. Założyła ręce na piersi i wolniej niż wcześniej ruszyła w kierunku wybranym przez mężczyznę, nie, chłopaka; jej mowa ciała wskazywała jednoznacznie, że oczekiwała sensownej odpowiedzi. Nie zapytała o nic oczywistego, nieco bawiąc się sytuacją, że absolutnie niczego o sobie nie wiedzą.
    Spojrzała na nich jeszcze raz, szukając wzrokiem potencjalnych broni i jak zawsze szacując rasę - stawało się to dla niej coraz częściej swojego rodzaju rozrywką~ Na widok łuków mrugnęła o raz za dużo - czy cięciwy nie będą bezużyteczne przy takiej wilgotności?
    Orem nie został przez nią przywołany, hasał więc sobie niemal niewidzialny, gdzieś pomiędzy zaspami, ganiając płatki śniegu. Śniegu? Pięknie, oby nie zaczęło sypać. Kobieta właśnie uświadomiła sobie, że nie zabrała żadnego stałego źródła światła. Tam do licha.
    _________________



    Inspiracje ubraniowe: 🌾 + 🌹 + 🌿

     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 7 Styczeń 2018, 13:41   

    Drużyna N(i)eb
    Świeży śnieg uginał się pod stopami Bena, aż jego noga natrafiał na znacznie starszy zbity. Kto wie jak wysoka była warstwa puchu? Czy gdzieś tam w ogóle była ziemia? Skały jakieś zamiast wody? Jednak to nie te pytania zaprzątały głowę Marionetkarza.
    W jego głowie roiło się pewnie milion innych pytań, szczególnie tych dotyczących odpowiedzi na zasadnicze pytanie: czy wciąż podąża tropem? Ślad sań urwał się dawno, na samym wzgórzu. Pozostało tylko liczyć, że był to sanie latające i ktoś nie zmieniwszy kierunku wciąż podążał do celu.
    Wraz jednak z silnym podmuchem wiatru niosącym za sobą prawdziwą chmurę białego puchu przyszła nadzieja. Zaraz po tym jak Ben otrząsnął się już z uderzenia mrozu dostrzegł, że podmuch odsłonił coś czerwonego przed nim. Ledwie maleńki kawałek bytu, jakby jakaś tkanina zakopana w bieli.

    Drużyna SK0SL
    Nihil novil. Grupka poszukiwaczy straciła nieco czasu na konwenanse - czy może ich brak i wciąż jeszcze nie wyruszyła w podróż. I cóż w takiej sytuacji ma napisać Mistrz Gry? Sprowadzić nieoczekiwaną lawinę? Atak ogromnych śnieżnych robali? Może coś jeszcze bardziej okrutnego? Nie, po prostu dać więcej czasu na zapoznanie się i podjęcie pewnych kroków. I tak też czynię.
    Pamiętajcie jednak, że wam koleżanka drży z zimna.
    Kolejka: Kriss, Soph, Lucy, Sunshine

    Następny post 12 stycznia dla obu grup

    Wychłodzenie:
    Ben - 2 poziom (8 postów do zmiany)
    Sunshine - 3 poziom (9 postów do zmiany)
    Kris - 2 poziom (9 postów do zmiany)
    Soph - 2 poziom (9 postów do zmiany)
    Lucy - 2 poziom (9 postów do zmiany)
    _________________

    *****
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 8 Styczeń 2018, 20:41   

    Hmm... to dziwne. Ben obejrzał się za siebie. Tu ślady jeszcze były. Podążył za nimi wzrokiem, a te... zniknęły. Ślad dosłownie tutaj się kończył! Jak to możliwe? Ech, głupi on! Przecież to jasne, że sanie Mikołaja też latają - z pomocą reniferów, rzecz jasna. Chyba, bo może miały własny... jak to nazwać, napęd magiczny?

    Młodzieńca z dalszego rozmyślania wybił nagły podmuch wiatru. Nieprzygotowany, poczuł na sobie przeszywającą falę zimna. Od razu mocniej zakutał się w kurtce i szaliku, i zapiął się niemal pod nos. Ależ mu się nie podobała pogoda w tym miejscu! Miał nadzieję, że jak tylko odnajdzie upragnionego Mikołaja i jego renifery, będzie mógł prędko wrócić w cieplejsze strony krainy. Tutaj groziło mu najpierw zasypanie, a potem zamarznięcie na kość - albo i odwrotnie!

    Niespodziewanie oczom Bena ukazała się, zaraz przed jego oczami, jakaś czerwona plama w śniegu. A raczej plamka. Byłaby ledwie widoczna, gdyby nie wszechobecna biel, od której bolały oczy. Cóż to mogło być? Zaintrygowany, Ben zbliżył się do tego czerwonego czegoś, skrytego w śniegu; przykucnął i zaczął rękami odkopywać dziwaczne znalezisko. Dobrze, że jego lewa nie odczuwała żadnego chłodu i mógł używać przede wszystkim jej, by nie czuć, jak odmarzają mu palce.
     



    Lukrowy Czart

    Godność: Christopher Chandler
    Wiek: Wizualnie 25
    Rasa: Opętaniec
    Lubi: Cukierki, czekolady, wszystko co słodkie
    Wzrost / waga: 170/60
    Aktualny ubiór: Zazwyczaj nosi luźno wypuszczoną koszulę, na nią ma założoną marynarkę, której nigdy nie zapina, na szyi różowy krawat a na jego końcu fleur-de-lis. Ma odpowiedni krój tak, że może przełożyć swoje skrzydła, na swoich zgrabnych nogach, nosi dopasowane spodnie koloru czerwonego, i czarny pasek.
    Znaki szczególne: Fioletowe, połyskliwe oczy, białe włosy w młodym wieku
    Pod ręką: Pewnie nosi przy sobie paczkę czekolady lub słodyczy
    Stan zdrowia: Uzależniony od słodyczy.
    SPECJALNE: Pogromca Botów
    Dołączył: 10 Lis 2017
    Posty: 48
    Wysłany: 10 Styczeń 2018, 18:08   

    Sam był zniecierpliwiony, odczuwał lekki chłód, dlatego też zaproponował marsz. Nic nie robi lepiej na rozgrzanie organizmu od porządnego wysiłku fizycznego. Odwrócił swoją twarz w stronę dziewczyny, która zadała mu pytanie.

    -Jeśli chodzi o to co mamy znaleźć. Moim nieskromnym mózgiem stwierdzam, że możemy znaleźć wskazówki jak znaleźć dom Mikołaja i jego renifera Rudolfa - odpowiedział kobiecie.

    Ściągnął swój plecak, wyjął z niego rękawiczki i założył na swoje dłonie. Od razu cieplej i tak milusio. Nagle do głowy wpadła mu dziwna myśl. Przypomniał sobie o swej siostrze, nie widział jej mogłoby się zdawać całe wieki. Ciekawe jak sobie radzi, mam nadzieję, że nic jej nikt nie zrobił. Jego twarz spochmurniała, znikła ta codzienna wesołość. Wiedział również, że nie pomoże tu żaden słodycz na jego chandrę. Jedyne na czym w sumie mógł się w miarę skupić, to znaleźć Grubasa w czerwonym płaszczu. Spojrzał wesołym wzrokiem na kobietę, ale pod tą wesołością wprawne oko zauważy dręczące go myśli.

    -W świecie ludzi mam siostrę i nie wiem czy czasem jej coś nie grozi, zniknięcie brata mogło wywołać nieprzyjemne skutki, ale z tymi skrzydłami to nawet się nie mam co wybierać na drugą stronę - westchnął ciężko, odwrócił się, założył plecak i ruszył żwawym krokiem w stronę kopuły.
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,36 sekundy. Zapytań do SQL: 10