• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Miasto Lalek » Opuszczony dom
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Lucky
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 09:23   Opuszczony dom

    Przed miastem w zniszczonej dzielnicy stoi stary opuszczony domek, która swoim wyglądem odstrasza wszystkie żywe stworzenia o zdrowych zmysłach. Posesja ta jest dość duża i bardziej przypomina kamienicę, niż zwykły dwór. Jednak jej świetność już sprzed laty została zapomniana przez wielki pożar.
    Czego nie zdążył strawić ogień rozebrali złodzieje. Teraz ten pustostan odstrasza ludzi swoim wyglądem. Spróchniała i nadpalona podłoga miejscami jest nie do żytku, nie wspominając już o jej braku. Jeśli ktoś przypadkiem natrafił by na łazienkę i odkręcił kran zobaczył by brudną i śmierdzącą, błotną wodę. W kuchni natomiast wieczny odór pleśni i rozkładającego się mięsa. Legendy głoszą, że po spaleniu mieszkał i nadal mieszka w tych murach psychopata. Na piętro prowadzi wąska resztka zakręcanych, spiralnych schodów. Jednak w połowie piętra jest w nich luka nie do przebycia ale normalnego człowieka. Na piętrze widać wąski hol cały z sadzy i śladów walki. W sypialni jest teraz wielkie barokowe i na wpół spalone łóżko, mad nim dwa spalone portrety, które swoją szpetotą co odważniejszych wprawiają tylko w obrzydzenie. W kolejnym pokoju widać tylko ślady spalenizny przez co możemy się domyślać, że to właśnie tam zaczął się pożar. Ostatni pokój jest zamknięty i zaryglowany.
    Najdziwniejsze jest to, że dach wcale nie ucierpiał, nie licząc tarasu za domkiem prowadzącym przez kuchnię do ogrodu, który teraz przypomina straszną dżunglę.
    W deszczowe lub wietrzne dni echo odbijające się od ścian przypomina jęki i szlochanie.



    Kotka wbiegła do budynku przed mężczyzną. Nadal rozchichotana otrzepała się i wykręciła wodę z włosów na podłogę tym samym je rozpuszczając i pozwalając opaść zimną falą na swoje plecy.
    -Jakbyś miał lepszą orientację w terenie to byś znalazł.
    Powiedziała z cwanym uśmiechem. Zdjęła bluzkę i również wykręciła ją z nadmiaru wody po czym założyła z powrotem. Przez tą chwilę dało się zauważyć jej liczne tatuaże. Kiedy z powrotem się ubrała usiadła koło Devoida i zdjęła buty wylewając z nich wodę.
    -Nie wygląda na to, by miało przestać padać. Chyba trochę sobie tutaj posiedzimy, lepiej wykręć te ubrania bo się zaziębisz.
    Powiedziała z cwanym uśmieszkiem jednak po chwili sama głośno psiknęła. Uśmiechnęła się niepewnie drapiąc się po głowie, jak to miała w zwyczaju.
    Devoid
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 18:30   

    Znowu bóg lub jakakolwiek inna siła wyższa wysłuchała jego niemych błagań. Oczywiście jeśli czytaliście uważnie to wiecie, że nie jest było to typowe życzenie jak pokój na świecie, brak głodu czy inne nieprawdopodobne mrzonki, przecież Devoid nie bierze udziału na miss Krainy Luster. Jego prośba była dużo bardziej przyziemna, ponieważ czyż nie ma czegoś bardziej ludzkiego, a raczej męskiego, niż chęć zobaczenia kawałka nagiej kobiecej skóry ? No właśnie, a tutaj taki psikus i miał okazję ujrzeć jeszcze czarny biustonosz, skrywający nieproporcjonalnie duże piersi w porównaniu do wzrostu Lucky. Gdyby nie umiejętność ukrywania uczuć i panowanie nad mimiką twarzy, jego szczękę trzeba by było podnosić z podłogi, prawdopodobnie też by wytworzyła niewielki krater.
    - Niech będzie - powiedział. Stwierdziwszy, że wizja ściągnięcia tego czy owego jest lepsza niż przymusowe pozostanie w łóżku przez parę dni, osłabienie i tak wątłego organizmu, zużywanie niezliczonej ilości papieru czy też chusteczek.
    Powoli wstał i zaczął o wiele mniej ciekawy pokaz, ściągając najpierw kamizelkę, później krawat i koszulę, po czym po kolei je wykręcając. Oczom każdego kto tylko chciałby to oglądać ukazała by się lekko blada skóra, również nie był przesadnie umięśniony, jednak całe szczęście nigdy nie był smakoszem jeśli chodzi o jedzenie, więc i brzucha się nie dorobił. NA pewno wzrok przykuwał tatuaż ciągnący się od prawej łopatki aż do prawej części torsu, trudno było określić kolor, najbardziej oddaj to powiedzenie, że wygląda tak jakby był utkany z samych cieni. Nie przedstawiał czegoś konkretnego, przynajmniej dopóki nie pozna się tego Upiornego Arystokratę bliżej. Owy cielesny rysunek przedstawia plątaninę łagodnych linii oraz ostrych krawędzi, równie chaotycznych jak myśli właściciela.
    Już wykręconą kamizelkę i koszulę powiesił na rozciągniętym przez pomieszczenie sznurku. Zaraz obok trencza. Nie zamierzał przegrać, z niewiadomych przyczyn wziął rozbieranie się za konkurencję, więc teraz już sięgał do butów, by po chwili się ich pozbyć i powiesić na sznurku. Następne były spodnie i choć miał lekki opór przed ściągnięciem ich, nie myślał nad tym długo, moment później i one zostały wykręcone rozstając się z niechcianą wodą. Nie podzieliły losu reszty ubrań i wróciły na swoje miejsce raz jeszcze zakrywając jego blade nogi i czarne obcisłe bokserki.
    Po całym tym usiadł obok Lucky, dalej mając górną połowę ciała gołą i zajął się skarpetkami. Po tych wszystkich zabiegach poczuł się o kilka kilogramów lżejszy. Niestety nagi tors nie ułatwiał zatrzymywania ciepła wewnątrz ciała i już po chwili pojawiła się gęsie skórka.
    - Chyba nie ma wyboru i bez tych mokrych ciuchów się rozchoruję - powiedział lekko szczękając zębami.
    - Z całą pewnością szczęście chyba tylko sobie przynosisz - powiedział z ledwie słyszalnym wyrzutem.
    - Ha, wygrałem - dodał z zwycięskim uśmiechem, choć tylko on rozumiał o co mu chodziło.
    Lucky
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 19:04   

    Kotka patrzyła na niego spokojnie. Jakoś w połowie tego nudnego seansu ziewnęła dając znak, że jest zmęczona. Wyciągnęła paczkę papierosów i próbowała jednego jednak bez skutku. Zaklęła pod nosem i schowała z powrotem papierosa i zapalniczkę. Kiedy usiadł koło niej i zaczął narzekać westchnęła głęboko. Podniosła się i uklękła przed nim opierając się lewą ręką o podłogę. Prawą wyciągnęła przed sobą i zaczęła wliczać na palcach jednocześnie mówiąc.
    -Po pierwsze masz szczęście, że znaleźliśmy schronienie, po drugie najwidoczniej nie jesteś w ogóle zahartowany skoro przeszkadza ci tak lekki chłodek.
    Dziewczyna zrobiła krótką przerwę patrząc na niego, mówiła lekko zdenerwowania tymi wyrzutami.
    -Po trzecie nie wiem o co ci chodzi z tym "wygrałem". A po czwarte, jeśli jest ci zimno to możesz się czymś ogrzać niemyślący psie.
    Odsunęła się trochę prostując i tym samym siadając okrakiem na jego kolanach. Teraz dokładnie mogła się przyjrzeć przynajmniej części jego dziwnego tatuażu. Aż nabrała ją ochota dotknąć tych dziwnie bezsensownie rozłożonych linii. Powstrzymała się patrząc tylko z nieskrywaną ciekawością przechylając głowę lekko w lewą stronę. Mimo chłodu w pomieszczenia na jej skórze nie było gęsiej skórki. Kotka była przyzwyczajona do niskich temperatur, jednak gorzej znosiła cieplejsze dni.
    Devoid
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 19:56   

    Miał straszną ochotę wyciągnąć swoją fajkę, więc i tak postąpił całe szczęście tytoń schowany w pudełku nie zmókł, nadal będąc zdatnym do dawania radości w postaci siwego dymu.
    Nie rozumiał po co musiała kleknąć przed nim dając jak zwykle mu reprymendę, coraz bardziej czuł się jak dzieciak, który coś nabroił i właśnie słucha, że to coś złego.
    Nie muszę wyjaśniać, że w kręgach w jakich się zazwyczaj obraca siadanie komuś na kolanach w takiej pozycji nie jest codziennością. Nawet nie zdarza się raz do roku, są zbyt sztywni i eleganccy, jakby większość z nich połknęła długi prosty kij. Całe szczęście Eyon był bardziej elastyczny od znacznej większości z nich i tylko przez pierwsze chwilę nawet nie wiedział co powiedzieć, a po drugie gdzie położyć ręce.
    - Tym czymś masz być ty ? - spytał przekornie.
    Z początku ręce położył jej na nogach i przyglądał się jej twarzy, gdy ta uważnie studiowała jego tatuaż.
    Niestety jego zamożne kości nie były przyzwyczajone do niewygód, a także niezbyt przyjemnych temperatur, więc było mu coraz zimniej.
    W końcu nie wytrzymał po czym objął ją i mocniej przyciągnął do siebie.
    Co jeszcze dziwniejsze, w tym momencie nie miał żadnych niewłaściwych czy podszytych erotyczną nutą myśli. Dopiero, gdy zaczynało robić się mu coraz cieplej po chwili zorientował się, że Lucky mogła to opacznie zrozumieć, jednak za żadne skarby nie chciał jej teraz puścić. Egoistycznie było mu zbyt zimno, bez niej.
    - Chciałbym sprostować, że jest mi tylko zimno, dlatego to zrobiłem - powiedział, musząc bardzo kontrolować własny głos i starając się nie myśleć co właśnie czuje na torsie.
    Lucky
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 20:30   

    Kotka prawie nie zwróciła uwagi na jego słowa próbując rozszyfrować znaczenie tatuażu. Dopiero kiedy ją przytulił otrząsnęła się z letargu. Najpierw chciała odruchowo go odepchnąć, jednak czując tą zlodowaciałą skórę nie zrobiła tego. Delikatnie zaczęła rozcierać jego plecy dłońmi by zastymulować i rozgrzać skórę. Tym samym zwyczajnie przybliżyła się do niego bliżej oddając mu cześć swojego ciepła.
    -Tłumaczysz się, jakby to nie był twój prawdziwy cel.
    Wyszeptała mu rozbawiona do ucha. Po chwili wpadł jej do głowy pomysł, jak mogła by jego i siebie ogrzać w szybszy sposób. Musiała by wtedy zmienić swoje ludzkie ciało w jego tygrysią formę. Nie miała niestety pewności, że Devoid się jej nie przestraszy jak większość ludzi. To był też po części właśnie powód, dla którego, tego nie robiła a przynajmniej bardzo rzadko. Kotka wtuliła swoją brodę w wgłębienie w jego barku. Przymknęła oczy i zaczęła nasłuchiwać wszystkiego wkoło. Słyszała i czuła bicie ich serc. Swoje miarowe i wolne bicie serca, oraz jego tak ludzkie i normalne. Słyszała wiatr i deszcz, słyszała burzę w lesie i przytłumione odgłosy z miasteczka. Temperatura jej własnego ciała powoli spadała, co mogło być znakiem, że przynajmniej trochę ogrzała swojego towarzysza. Sama nie wiedziała czemu, ale jakoś nie potrafiła mu odmówić. Zdawał się głupi jak dziecko, któremu trzeba pokazać świat. Możliwe, że właśnie taki właśnie był. Większość arystokratów została wychowana w domach z dala od uroków i niebezpieczeństw tej planety. Znane im jednak są wszelkie zdrady i knowania, nawet przeciw swoim najbliższym o władzę.
    Lucky odsunęła się od niego o parę centymetrów i spojrzała w oczy.
    -Już ci cieplej?
    Dla niej chłód i zimno nie robiły wrażenia. Musiała się na nie uodpornić by przeżyć w laboratorium. Tak samo jak było z bólem samotnością i upokarzaniem. Nauczyła się, że każdy mimo innych ras i rodzin uczy się jak przeżyć w świecie z którego pochodzi.
    Devoid
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 21:10   

    Nie wiedział co dokładniej zrobił. Jeszcze nie tak dawno temu kotka, która teraz rozgrzewała jego plecy swoimi dłońmi najchętniej zacisnęłaby na jego szyi. Dla niewinnych wyjaśnię, że w celu pozbawienia go życia. Im dłużej się nad tym zastanawiał, tym bardziej gubił się we własnych założeniach. "Jeszcze nie znam ją zbyt dobrze" - pomyślał porzucając rozważania, które do niczego nie prowadziły, a tylko odwracały jego uwagę od rzeczy bardziej istotnych w tej chwili.
    Szeptanie mu do ucha nie było dobrym pomysłem, wróć to było genialne posunięcie. Gdy tylko poczuł ciepło jej oddechu na uchu przeszedł go dreszcz i momentalnie myśli skierowały się w jeden konkretny punkt, do którego powracały co chwilę odkąd się na chwile rozebrała.
    Oczywiście nie było to oryginalne z jego strony, ale zgodne ze wszelkimi oczekiwaniami.
    Nie wiedział również czemu poczuł wielki spokój gdy Lucky wtuliła brodę w jego bark. W jednej chwili opuściło go spięcie jakie powinno towarzyszyć każdemu przedstawicielowi jego rasy. W końcu oni byli mistrzami w knuciu, spiskowaniu i zawieraniu sojuszy, aby tylko kogoś zniszczyć, poniżyć, czy ograbić z całego majątku. Uwierzcie mi, to było czymś tak niezwykłym, że aż podchodziło pod rangę cudu. Pierwszy raz od czasów kiedy trafił do psychiatryka był zupełnie odprężony i nie czuł dyskomfortu, gdy ktoś go obejmował. Normalne osoby w takich chwilach cieszą się tą chwilową bliskością, on zastanawia się czy aby na pewno obejmowana osoba nie wbije mu noża w plecy.
    Prawie przegapił pytanie.
    - Tak, już mi cieplej - odpowiedział zgodnie z prawdą co tylko dzisiejszego dnia nie było czymś szczególnym.
    - Dlaczego to robisz ? - spytał chcąc poznać odpowiedzi na nurtujące go pytania.
    - Dziwna jesteś - powiedział żartobliwym tonem, a jego ciałem wstrząsnął lekki śmiech.
    Lucky
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 21:41   

    Kotka spojrzała na niego lekko zdziwiona.
    -Ponieważ było ci zimno. Cóż, może i jestem dziwna i tak wszyscy mi tak mówią.
    Kotka w odpowiedniej chwili zamknęła usta. Mało brakowało, a zaczęła by się rozżalać nad swoją przeszłością. Nie powinna tego robić, o czym wiedziała wręcz doskonale. Im ludzie mniej o niej wiedzieli tym było lepiej dla niej. Burza powoli przestawała ich nękać zamieniając się tylko w letni deszczyk.
    -Chyba przestaje padać.
    Spojrzała na dziurę w ścianie w której pewnie kiedyś była umieszczona witryna okienna. Faktycznie przestawało lać, jednak niebo zostawało ciemnie i ołowiane. Kotka odsunęła się od mężczyzny i podniosła się z ziemi.
    -Lepiej jeśli pójdziemy do cieplejszego schronienia byś się porządnie ogrzał.
    Związała wilgotne włosy z powrotem w ten sam luźny i nieułożony kok co wcześniej. Przeczesała je tylko trochę palcami. Ubrała swoją kataną, która do teraz walała się gdzieś po ziemi. Zabrała ubrania Devoida i podeszła do niego rzucając mu je na głowę.
    -Lepiej się ubierz i nie paraduj mi tak nagi do pasa.
    Uśmiechnęła się wrednie i puściła mu oczko. Można się temu dziwić lub nie ale tak właśnie zrobiła. Może nawet w kotce jest trochę dobra niż można się spodziewać. Jednak lepiej nie liczyć na to, że całkowicie zmięknie. W końcu to dziki drapieżnik i potrafi pokazać pazury i ostro drapnąć jeśli tylko trzeba.
    Devoid
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Sierpień 2012, 22:54   

    "Tylko dlatego ?" - powtórzył w myślach zbity z tropu, widocznie zbyt przyzwyczajony do tego, że w jego towarzystwie za każdym słowem czy geste kryje się drugie dno. Pomimo zdziwienia nie umknęło jego uwadze chwilowe otworzenie się Lucky. Nie trwało to długo, jednak na tyle aby on zainteresował się jej przeszłością.
    Ku jego niezmiernemu zadowoleniu ulewa stopniowo przekształcała się w mżawkę.
    Był jak najbardziej ku temu, aby przenieść się w cieplejsze miejsce. Ulga w zimnie jaką dawało trzymanie w objęciach niespodziewanej towarzyszki pomagała tylko trochę, a zimno znów zaczynało dobierać się do jego skóry.
    Niestety, jak to w życiu bywa nie wszystko układa się odpowiednio, tak i tym razem z irytacją zauważył, że jego ciuchy, były dalej wilgotne. "Gdy tylko wrócę nic nie odwiedzie mnie od gorącej kąpieli" - postanowił.
    - Przypomnij mi kto usiadł okrakiem na nagim do pasa mężczyźnie ? - spytał przekornie z krzywym uśmieszkiem.
    - Z uwagi na to, że jest już późno, zapraszam cię do mojego domu - zaproponował, chcąc jakoś odwdzięczyć się za pomoc przy rozgrzewaniu. Nie robił tego często, ale zawsze miał ukryty cel.
    - Chyba, że masz lepszą opcję niż ta - dodał pewny tego, że jego i tak jest najlepsza.
    Lucky
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 1 Wrzesień 2012, 13:05   

    Kotka spojrzała na niego z cwanym uśmieszkiem. Przyłożyła palec wskazujący do brody udając, że się nad czymś zastanawia. Po chwili rozłożyła ręce w geście bezradności i zaśmiała się cicho.
    -Niestety nie wiem o kogo ci chodzi, ale pewnie uciekł przez okno. Możemy iść do twojego domu, chociaż znając przepych Upiornej Arystokracji będzie to raczej dwór.
    W myślach dodała tylko, że i tak nie ma nic lepszego do robienia. Poczekała tylko aż Eyon się ubierze i wyszła z budynku. Wiedziała jak dojść do obróconego osiedla na którym ponoć mieszkał. Mimo, że nadal trochę padało oddalili się z miasteczka.
     



    Topielica

    Karciana Szajka: Pik
    Godność: Anastasia Hebi Charlton
    Wiek: martwi czasu nie liczą
    Rasa: Martwy kot. Strach
    Lubi: zazdrość, bestie, różne dziwadła, określać wszystko uroczym
    Nie lubi: wody, ptaków, świata ludzi
    Wzrost / waga: 169 cm/47 kg
    Aktualny ubiór: fabuła: https://i.imgur.com/bkCCiaT.jpg rozpuszczone włosy, srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie pika
    Znaki szczególne: kocie uszy, ogon, po trzy siekacze w każdej ćwiartce uzębienia, dłuższe kły, blizna na szyi.
    Zawód: miłosny
    Pan / Sługa: - / Mirana
    Pod ręką: fabuła: Bezdenna sakwa, a w niej wszystko, czego dusza zapragnie + z magicznych: Bursztynowy kompas, Czarodziejska wstęga, Animicus. Furbo, sztylet.
    Broń: sztylet http://i.imgur.com/iJELfXH.jpg
    Bestia: Furbo (Brzask), Schedel (Ceset)
    Nagrody: Umbraculum, Latająca Miotła, Animicus, Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Kamień Duszy, Lustrzany Pierścień, Generis Collare, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski przysmak (5 szt.), Kosmata Brosza, Blaszka Zmartwienia, Rubinowe Serce, Tęczowa Różdżka, Korale Zamiarne, Cukrowe Berło, Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka
    Stan zdrowia: przeziębiona, ha!
    Kryształ: 2,7g (nieoszlifowany)
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny) | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 09 Mar 2014
    Posty: 535
    Wysłany: 8 Wrzesień 2015, 18:13   

    Niestety niewielkich rozmiarów lalka szybko zniknęła w pierwszym lepszym zakamarku, gdzie ani wzrok, ani tym bardziej ciało kotki już nie dosięgnęło. Mimo usilnych starań, Ann pozostawała nieuchwytna, a jedyne co jeszcze chwilę świadczyło o jej obecności był śmiech niczym u dziecka, któremu udało się zbiec przed rodzicem bawiącym się z nim w berka. Dalej tupot niewielkich stóp cichnął i teoretycznie ślad się urywał. Teoretycznie.
    Anastazja nie miała zamiaru tak łatwo zabawce odpuszczać. To ona musiała mieć informacje potrzebne do dalszych poszukiwań. Albo raczej do sensownego ich rozpoczęcia. Była szaleńczo nierozważna. Nie baczyła na ewentualne konsekwencje i niemalże dobrowolne wpakowanie się w łapska tych popaprańców. Kogoś z ich szajki wyciągnąć musiała, odpowiednio zmusi go do gadania, a gdy już zaspokoi swoją ciekawość, postanowi co zrobić dalej.
    Z jednej strony potwierdzenie tożsamości Elizabeth nie miało już większego znaczenia – babunia wypadła z listy ukochanych osób. Z drugiej, dla czystego spokoju i na pewno nie małej rozrywki kotka nie rezygnowała. Liczyła na odnalezienie wśród nich godnego przeciwnika, który nie tylko będzie stanowił swego rodzaju wyzwanie, malutki test sprawnościowy i kontroli mocy, ale także zapewni nową dostawę jedzonka. Ostatnimi czasy pod tym względem bardzo się nudziła. Wszystko przychodziło tak łatwo, kładło jej się pod stopy i błagało o zwrócenie na siebie uwagi.
    Niewielki epizod z tym hmm Panem Magicznym i jego ludzką współlokatorką wywołał na bledziutkiej twarzy szeroki, obnażający kły uśmiech. Czegoś takiego właśnie potrzebowała, a że w Świecie Ludzi najmocniej odczuwała skutki bycia Strachem, tam też planowała się udać. Oczywiście kiedy skończy z tą lalką!
    Uderzyła pięścią w ścianę budynku naprzeciw i żwawym krokiem go okrążyła, by tropem choćby zapachu spróbować ją złapać.

    Źrenice o tej porze idealnie dostosowały się do tego, by przezwyciężyć ciemności i nie wszędzie obecne latarnie. Nie biegła, z kocią gracją i cichymi pomrukami niezadowolenia przemierzała kolejną ulicę, a stukot podeszew roznosił się echem po kamienicach. Na całe szczęście nie znajdowała się w części mieszkalnej, gdzie multum rzeczy by ją rozpraszało. Okolica coraz bardziej się przerzedzała, budynki wyglądały na trzymane tutaj od stuleci na siłę, choć klimat ich wcale nie szczędził. Zapuszczone, zniszczone, odstraszające pod każdym względem normalnego obywatela.
    Zaliczanie do tej grupy Anastazji nie było rozsądne. Zaglądała nachalnie przez większość odsłoniętych okiennic, stukała do drzwi, a kiedy odpowiadała jej głucha cisza sunęła po murach pazurami zostawiając ślady w rosnącym nich mchu. Zatrzymała się nagle w miejscu, a chichot, jaki towarzyszył poprzednim krokom teraz ucichł.
    - Dachowce są takie głupie.
    - Och, och! Szczególnie te martwe!
    - Żarty się dziś ciebie trzymają, Ann.
    Podeszła do ściany… Czegoś, co właściwie nie wyglądało już na dom. I chyba cudem jeszcze się trzymało. Szyba była wybita, więc prześlizgnęła się do środka obserwując jak Małe Ann rozbiegają się po kątach.
    - Nie uciekajcie! – Machnęła z irytacji ogonem strącając przy tym coś na podobieństwo koślawej szafeczki.
    - Więc się pobawimy? – Gromadka zaczęła się ponownie schodzić na środek pomieszczenia. Najróżniejsze ostrza zdobiące ich dłonie błyszczały w blasku księżyca. Śmiech przebiegał to jedną, to drugą lalkę, a te które jeszcze posiadały chociaż jedno oko wlepiały je w kotkę.
    - Nya. Mówiłyście...
    - Nic nie mówiłyśmy.
    - Mówiłyśmy?
    - Nie. Nie oskarżaj nas o to, prymitywie!
    - Och Ann.
    - Ale możemy ci zaoferować małą operację plastyczną.
    - Poprawę tej szpetnej buźki.
    - Słuchaj no! Przeklęte zabawki. Nic dziwnego, że was porzucono. Nyahahaha. Zepsute do granic możliwości, przesiąknięte tym na wskroś. Nikt was nie pokocha, tak jak nikt nie pokocha mnie. – Ta wylewność z jej strony nie była do końca przemyślana. Słowa te również zdenerwowały Małe Ann, nie lubiły być obrażane. I choć były tylko we cztery, przecież w Mieście Lalek żyło ich więcej, za każdym rogiem ulicy czaiła się kolejna banda zabawek. A pora im sprzyjała, było dawno po zmroku, raczej bliżej świtu niż końca dnia.
    Jeśli nie miały nic sensownego do powiedzenia, Hebi nie widziała sensu dłużej marnować z nimi czasu. Nie współpracowały jak należy, z tymi stworzeniami nie pójdzie jej tak łatwo, jak z wyduszeniem informacji z człowieka. One nie mają nic do stracenia.
    - Drogie panie, nya, przedstawiam wam moje kocięta. Dla każdej wystarczy, nie martwcie się i bawcie dobrze! A wy, moje maluchy, zadbajcie o te przemiłe panienki jak należy. – Miauknięcia narastały, by ostatecznie cztery zombie kocięta wtargnęły do domu. Jeden na każdą z lalek, żeby Anastazja mogła ewakuować się rozpadającymi schodami na wyższe piętro, docierając ostatecznie na sam dach. Kiedyś głównie tak podróżowała, czemu do tego nie wrócić? Szczególnie, że dachy Miasta Lalek oraz Odwróconego Osiedla są jej znane.
    Wygrażania zabawek nie miały końca. Doprawdy, skąd takie maleństwa znały te słowa?
    No cóż. Pora szukać u źródła.
    Świecie Ludzi, poproszę o śniadanie prosto do łóżka. I nie żałuj mi tam niczego! Nyahaha.

    zt
    _________________




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 16 Kwiecień 2018, 20:00   

    Budynek był opuszczony, zrujnowany i miał opinię, że w nim straszy. Idealne miejsce na schowanie sprzętu i przeczekanie burzy z przymusowym towarzyszem aż będzie można takowego przekazać dalej.
    Dach był cały, mury się w miarę trzymały i to było wystarczające. Lokalizacja była zaś doskonała, relatywne odludzie na obrzeżach Miasta Lalek.
    Poprowadził dziewczynę pewnie między stertami śmiecia, dziurami w podłodze i innymi przeszkodami. Poprowadził ją pod schody gdzie stała stara, pamiętająca lepsze czasy kanapa. Jednak wciąż w jednym kawałku. Mniej więcej.
    Powiedział by siadła czy tam stała, a sam w międzyczasie zaczął odginać deskę przybitą krzywo do ściany pod schodami. Za nią była wnęka, a w zasadzie dziura, w której znajdował się średnich rozmiarów pakunek owinięty w brezent.
    Mavet sprawnie go rozpakował i wyciągnął koc, który rozłożył na kanapie.
    - Rozbieraj się i kładź. Góra wystarczy. Nie chcesz bym ci pomagał. - powiedział wyciągając kilka rzeczy z pakunku.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 16 Kwiecień 2018, 21:26   

    Pozwolił jej zmienić wygląd, dlatego nie czekając ani chwili dłużej, skorzystała z mocy. Była osłabiona, ale chyba wytrzyma te kilka chwil marszu? Wybrała wygląd jakiegoś losowego Mieszkańca Krainy Luster - pospolita twarz, zwykłe brązowe oczy, wzrost przybliżony do wzrostu Maveta i szare ciuchy: lniana koszula, trochę brudna, bawełniane spodnie, zwykłe, szyte buty.
    Szła za nim jak na ścięcie. Zastanawiała się co też wymyślił w jej sprawie. Jej wartość wzrosła? Chciał ją sprzedać? Mówił, że wykorzysta ją z korzyścią dla niej i tylko to, plus obietnica jedzenia, sprawiło, że jeszcze nie zwiała.
    Burczało jej w brzuchu ale nie marudziła. Właściwie nie odzywała się ani słowem przez całą drogę. Starała się zapamiętać szczegóły mijanych budynków, charakterystyczne punkty. Musiała znać drogę ucieczki, jeśli w razie czego przyjdzie jej wiać.
    Weszli do jakiegoś opuszczonego budynku. Był zagracony i pełno w nim było kup śmieci, przez co wzięła to miejsca za lokalną melinę. Wróciła do własnego wyglądu, bo zakręciło jej się w głowie z głodu. Wolała nie ryzykować, bo Mavet nie wyglądał na takiego który posiedzi przy niej i dopilnuje, żeby się obudziła.
    Panował tu półmrok. Chciała zapytać po co tu przyszli, ale wtedy mężczyzna podważył jedną z desek i wyjął spod niej jakieś zawiniątko. Gdy rozwinął, okazało się, że to koc.
    Kiedy nakrył nim starą kanapę, zamarła. Z trudem przełknęła ślinę. Chyba powoli rozumiała o co mu chodziło...
    Wydał polecenie które zmroziło jej krew. Strach nagle nasilił się a w jej oczach pojawiły się łzy. Początkowo skuliła się obejmując się ramionami. Czuła się źle, nie miała sił by walczyć a on... Chciał ją wykorzystać. Modliła się, by te korzyści były warte świeczki.
    Rozpłakała się ale nie śmiała głośno łkać. Łzy płynęły jej po policzkach gdy zaczęła zdejmować ubrania, tak jak nakazał. Dla niej było jasne co za chwilę nastąpi - Mavet po prostu chciał się zabawić.
    - Proszę... Budź delikatnyj. To... mój pierwszyj raz. - powiedziała tak cicho, że mógł ją usłyszeć tylko zamaskowany typ którego minęła, podchodząc do kanapy. Usiadła na niej ostrożnie i zakrywając dłońmi swoją nagość, położyła się. Łzy spływające po bokach jej policzków zaczęły moczyć koc.
    Czekała na to co nadejdzie coraz bardziej żałując, że jednak nie uciekła z mieszkiem, kiedy jeszcze miała okazję. Przeklinała się w myślach, modląc się jednocześnie, by to co miało nadejść stało się szybko i by nie bolało.
    Takiego bólu nie zniesie żadna kobieta.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 16 Kwiecień 2018, 21:58   

    Przywlekła się za nim i posłuchała polecenia, ale coś jeszcze powiedziała cicho.
    Nie zaskoczył o czym mówiła, ale uczciwie ją ostrzegł:
    - Będzie raczej bolało. Możesz krzyczeć lub przeklinać. Niektórym to pomaga, a tutaj i tak nikt tego nie usłyszy. - nawet nie zdawał sobie sprawy jak strasznie takie słowa mogły zabrzmieć dla dziewczyny, która leżała na kanapie i cicho płakała.
    Zwolnił drugą parę rąk i wziął co potrzebował. Manierkę, paczkę sucharów, bawełnianą szmatkę, szarpie, bandaże i na wszelki wypadek igłę i nici.
    Postawił koło jej głowy paczkę sucharów w woskowanym papierze. Nie były podobno zbyt smaczne, ale się nie psuły. To zaś była paczka na sytuacje krótkotrwałe, nagłe i kryzysowe.
    Sprawnym ruchem rozciął bandaże na plecach Toy nawet jej nie zadrapując. Doświadczenie i fakt, że to była część jego ciała i najzwyczajniej w świecie ją czuł.
    Ściągnął zakrwawione i brudne bandaże. Teraz zacznie się zabawa. Hojnie zmoczył szmatkę spirytusem i silnymi, pewnymi ruchami zaczął ją czyścić. Jak by tego nie robił byłoby to bolesne więc robił to po prostu porządnie.
    Czyszcząc ranę zobaczył ciała obce, które chciał usunąć by nie wdało się zakażenie, ale okazało się, że wyrastają z ciała jego pacjentki. Po chwili zastanowienia je też porządnie oczyścił i przyłożył do rany szarpie po czym sprawnie, na cztery ręce zabezpieczył je czystymi lnianymi bandażami.
    Przez ten czas w zasadzie ignorował Toy. Korzystając z okazji obejrzał ją całą w poszukiwaniu innych niespodzianek. Nawet bezceremonialnie zajrzał jej do ust.
    Kiedy skończył odsunął się o krok i powiedział:
    - Ubieraj się. Kupię ci coś na szybko do jedzenia i załatwię jakieś ubrania, które nie są kompletną ruiną. W sumie mnie też przydałby się nowy płaszcz. Ten jest w strzępach. Potem pójdziemy do jakiegoś ustronnego miejsca i zobaczymy co możesz dla mnie robić i co za to dostawać.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -




    Żelazna Melodia

    Organizacja MORIA: Członek
    Godność: Zoya Voronov
    Wiek: 20
    Rasa: Opętaniec
    Wzrost / waga: 153/40
    Aktualny ubiór: Biała, lniana koszula, brązowy sweter, brązowe spodnie, czarne, skórzane, sznurowane buty z wysoką cholewą.
    Znaki szczególne: Oczy: czarne twardówki i lazurowe tęczówki. Dwie blizny przechodzące od oka do lini szczęki.
    Pan / Sługa: Mavet
    Pod ręką: Scyzoryk.
    Stan zdrowia: Poturbowana, obolała, kilka opatrzonych ran.
    Dołączył: 29 Mar 2018
    Posty: 69
    Wysłany: 16 Kwiecień 2018, 23:33   

    Dotąd posłusznie wykonywała jego polecenia bez marudzenia bo wiedziała, że nic tym nie wskóra. Pewnie tylko by go zezłościła. Ale gdy powiedział o bólu... O tym, że może krzyczeć a i tak nikt jej nie usłyszy... Podkuliła nogi i załkała, nie mogąc powstrzymać ust od wydania dźwięku.
    Co on w ogóle miał zamiar jej zrobić? To jasne, że chciał się zabawić. Przecież nie kazałby jej się rozebrać prawie do rosołu. Byli w opuszczonym domu, sama nie wiedziała w jakiej części Miasta Lalek. Było jej zimno i była głodna. Zmęczenie pewnie porwałoby ją w objęcia snu gdyby nie to, że była śmiertelnie przerażona.
    Będzie bolało? Bała się. Tak strasznie się tego bała. Nie chciała by tak wyglądał jej pierwszy raz. Nigdy w życiu nie była z mężczyzną i nie wiedziała jak powinno to wyglądać ale... słyszała, że trochę boli. A Mavet obiecał jej tak silny ból, że będzie krzyczeć. Uwierzyła mu, przecież był zdolny do wszystkiego. Rosły facet z szeroką klatką piersiową... Zamaskowany, więc jego czyn mógł mu ujść na sucho. Tylko dlaczego chciał to robić w tak obskurnym miejscu?
    Jej oczy rozszerzyły się gdy nagle z jego korpusu wystrzeliła druga para rąk. Łzy ciekły po jej policzkach ale szloch uwiązł w gardle. Co co zobaczyła było gorsze od paraliżu jakim ją wcześniej potraktował. Nie mogła się ruszyć a umysł krzyczał, by wiała.
    Pisnęła cicho gdy zerwał z niej bandaże. Wciąż nie była pewna co zamierza z nią zrobić, więc gdy przyłożył do jej ran coś zimnego i palącego, krzyknęła. Nie mogła się powstrzymać. Mavet trącał materiałem jej... skrzydła a to bolało tak, że dziewczyna ledwo wytrzymywała.
    Kiedy nagle pociągnął za kikuty, wrzasnęła tak głośno, że prawie zdarła sobie gardło. Wstrząsnął nią spazm jakby dziewczyna chciała się poderwać i rzucić do ucieczki, ale nagle opadła bezwładnie na koc.
    Nie wytrzymała bólu i zemdlała. Zawsze kiedy Naukowcy usuwali jej skrzydła, bolało jak diabli. Płakała, wydzierała się, rzucała a oni przytrzymywali, uspokajali i starali się zrobić to szybko. Ostatecznie większość operacji kończyła się właśnie utratą przytomności. Dlatego też Zoya zwyczajnie odleciała. Może to i lepiej?
    Mavet w zasadzie przez chwilę mógł zrobić z nią co chce. Nie ruszała się, miała zamknięte oczy i mokre od łez policzki. Mógł sprawdzić jej ciało a nawet zerknąć do ust, czy obejrzeć jej oczy unosząc powieki. Była jak szmaciana lalka.
    Po chwili otworzyła oczy i zamrugała. Nie bardzo wiedziała gdzie jest, ale oprzytomnił ją głos mężczyzny. Znowu się skuliła, przypominając sobie co się właśnie stało.
    Miała na sobie czyste bandaże. Rany rwały mocno i piekły, ale był to ból do zniesienia. Popatrzyła na nieco przestraszona.
    Również i tym razem zrobiła co nakazał. Jej ruchy były powolne i była obolała, ale ubrała się bez gadania. Czy ją zgwałcił? Straciła przytomność więc mógł to zrobić. Nie czuła jednak bólu tam, na dole. Może faktycznie był delikatny?
    Kiedy miała już na sobie swoje stare, brudne ciuchy, pociągnęła nosem i wytarła wierzchem dłoni twarz. Nie bardzo wiedziała co się stało, dlatego nie podziękowała. Chyba coś majstrował przy jej skrzydłach, ale nie wiedziała czy je oczyścił, czy potraktował ją jakąś trucizną która ma ją powoli wykończyć.
    Wstała i podeszła na chwiejnych nogach. Kuliła się wystraszona i milczała, jak zaszczute zwierzę. Teraz już nie próbowała patrzeć mu w oczy, swoje miała potulnie opuszczone. Grzecznie słuchała rozkazów.
    Na duchu podtrzymywała ją tylko jedna myśl: Mavet powiedział, że kupi jej jedzenie i nowe odzienie.




    Blaszany Żołnierzyk

    Stowarzyszenie Czarnej Róży: Członek
    Wiek: 27 lat
    Rasa: Marionetka
    Lubi: Zabijać
    Nie lubi: Nie zabijać
    Wzrost / waga: 181cm 144kg
    Aktualny ubiór: Poszarpany płaszcz i strzępy materiału
    Znaki szczególne: Całość to znak szczególny
    Zawód: Zabójca, Morderca, Egzekutor, Kat, Oprawca
    Pod ręką: Stalowa linka
    Broń: to ja
    Dołączył: 19 Lip 2017
    Posty: 100
    Wysłany: 17 Kwiecień 2018, 18:03   

    Jej reakcja była o kilka rzędów wielkości silniejsza niż się spodziewał. Źródłem największego bólu były chyba metaliczne narośle/wyrostki, które początkowo wziął za ciała obce w ranie, ale przy próbie ich usunięcia się zorientował, że są częścią jej ciała. Lub przynajmniej połączone tak, że nie można było zauważyć miejsca łączenia.
    Straciła przytomność. Ten fakt mu w żaden sposób nie przeszkadzał. Dokończył co miał do zrobienia. Sprawdził czy nie ma czegoś jeszcze na jej ciele czym warto by się zająć po czym gdy nadal była nieprzytomna wziął ją przykrył. Było na tyle chłodno, że nagiemu człowiekowi, który jest w bezruchu mogło być nieprzyjemnie. Hipotermii by się nie nabawiła, ale patrząc na fakt, że przez nadal świeże rany organizm musiał być osłabiony jeszcze by coś złapała tracąc użyteczność na czas nieokreślony.
    Ubrała się grzecznie. Była całkowicie posłuszna. Jednak się go bała - niby nic nowego, ale był trochę rozczarowany. Jednak fakt, że była zmiennokształtną był też ciekawy. I możliwie użyteczny.
    - Patrząc na to, że straciłaś przytomność i siłą rzeczy nie mogłaś jeść, a teraz idziemy właśnie po jedzenie i ubrania stawiam, że nie chcesz tych sucharów? - spytał pokazując jej trzymany w dłoni pakunek.
    Założył maskę i poprawił płaszcz. Zawinął pakunek i schował go znów do dziury i zasłonił deską. Będzie musiał tu za jakiś czas podejść i go uzupełnić.
    Jak będzie gotowa będą mogli iść. Spojrzał na nią. Zamaskowany i nieruchomy. Jedynie jego płaszcz lekko się ruszał.
    _________________
    Były dwie siostry: Noc i Śmierć,
    Noc była piękna jak sen; a Śmierć,
    Śmierć była jeszcze piękniejsza -
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 9