• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak
  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer!

    SPECTROFOBIA.FORUMPOLISH.COM

    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Misje » Dom Grozy
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Svart
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Październik 2015, 20:53   Dom Grozy

    Dom

    Dom otaczała mgła grozy, która wylewała się z księżyca, a znikała tuż przed bramą. Cała posiadłość wydawała się opuszczona. Nie z tego powodu, że była zaniedbana, gdyż to w Krainie Luster było kwestią względną. Nie raz się zdarzało, że kurz służył za dekorację, wpisującą się w upodobania gospodarza. Tu było inaczej. Ściany budynku nosiły na sobie znamiona pogody, a nie destrukcyjnego działania czasu. Pod parapetami widać było zacieki, które w tym momencie jeszcze bardziej podkreślał deszcz. Było to całkowicie naturalne, tak jak kałuże w zgłębieniach chodnika. W oknach odbijały się błyskawice i trudno było stwierdzić, czy ktoś jest w środku, czy go nie ma. Trzeba przyznać, że zjawisko burzy niosło ze sobą głównie dwie reakcje. Pierwszym był strach, który przejawiał się zabezpieczeniem wszystkich elementów zamykających otwory budynku, oraz przeczekaniem jej w bezpiecznym schronieniu. Drugie, to fascynacja, której towarzyszyło wpatrywanie się w to okazałe zjawisko godzinami, bez najmniejszej oznaki znudzenia. Trudno, więc było jednoznacznie przyznać, że dom jest opuszczony. Z całą pewnością jego otoczenie nie nosiło ze sobą, żadnych śladów użytkowania. Ogród zarastał trawnik. Nie był to jakiś busz, ale zauważyć można, że ogrodnik nie wkładał serca w swoje obowiązki. Trawa oplatała bramę i ogrodzenie z żelaznych prętów. Kształtem przypominały włócznie wbite w ziemię i stopione w jednym szeregu. Brama znajdowała się między dwoma wysokimi kolumnami, na których spoczywały gargulce. Każdy odwiedzający posiadłość, musiał między nimi przejść. Sam budynek porażał swoją wysokością. Budowla była smukła i liczyła sobie trzy piętra wraz z dobudowaną wieżą. Narożny dach zwieńczony był stalowymi igłami pnącymi się ku niebu. Na samym dole znajdowały się wielkie drzwi z ciemnego drewna. Wtapiały się w kolory ścian, a jedynym, co odstępowało tej czerni były mosiężne klamki. Bramę i wejście dzieliły dystans usiany brukowaną kostką i kamiennymi schodami od strony domu.

    Queen

    Sytuacja mogła jej się wydawać zabawna, gdyby nie okoliczności. Queen siedziała pod wielkim pniem, okryta płaszczem. To normalne, biorąc pod uwagę, że z nieba deszcz lał się strugami, a kobieta błądziła tu już od paru godzin. Była ciemna noc, a Strach już dawno pożegnał się z myślą, że uda jej się wydostać przed zmrokiem. Jednak nie to było zabawne. Wzrok dziewczęcia skierowany był w górę. Nie po to by obserwować, czy ulewa gdzieś się kończy. Bynajmniej, nawet się nie rozkręciła. Ona patrzyła na kruki. Całą gromadkę, która postanowiła towarzyszyć jej w tej zimnej chwili. Nawet pomimo grubych warstw ubrania, jakie miała na sobie, lodowate objęcia wiatru sprawiały, że nie przestawała dygotać. Nogi miała już przemoczone, więc dalsze krycie się nie miało najmniejszego sensu. Poruszyła się, a kruki w moment odleciały. Mokre ubrania krępowały jej ruchy, ale nie zniechęcało jej to, gdyż wiedziała, że jeśli znajdzie dach osuszenie ubrania było kwestią sekund. Co chwila słyszała jak kolejne ptaki przecinają przestrzeń nad nią. Nie zdała sobie sprawy, że kieruje się w tę samą stronę, co one. Słyszała je coraz głośniej w odstępach między grzmotami. Tak jakby wszystkie siedziały w jednym miejscu i czekały na nią. Wydawało się, że dokładnie tak jest. Na pierwszy rzut oka dziewczyna myślała, że stoi przed bramą ogradzającą czarny wodospad. Dwie błyskawice później zauważyła, że ta czerń nie sączyła się z nieba, a wzbijała ku niemu. Wysoki budynek opanowały czarne ptaki, tworząc złudzenie przypominające płynącą wodę. Ich gładkie skrzydła błyszczały, a zapatrzona Raven nawet nie zauważyła, że stała już pod drzwiami chwytając za mosiężną klamkę.

    Elyan

    Gdyby posiadał wzrok podobny ludzkiemu, w każdym pniu widziałby twarz wykrzywioną w sarkastycznym grymasie. Nie był to uśmiech, co było mu równie obce. Widział jedynie drzewa - niektóre wygięte w karłowaty sposób, inne zdeformowane koślawymi dziuplami. Jak bardzo wydały mu się podobne? Pewnym było, że po ścięciu nie nadawały się na żaden praktyczny przedmiot. Można z nich tworzyć jedynie dekoracje. Jedyną opcją na nieco szlachetniejszą przyszłość była dla nich sztuka. Czy nie tak było również z Cyrkowcami? Patrząc na Elyana nie można było założyć, że właśnie takie przemyślenia krążą po jego głowie. Mężczyzna błądził po lesie już od dobrej godziny. To nie on się zgubił. To las postanowił zatrzymać go na dłużej. To trochę ironiczne doświadczenie dla Przedrzeźniacza. Z każdym jego krokiem las zmieniał wygląd, by po chwili znów sprawiać wrażenie podobieństwa do tego, co minął tuż przed chwilą. A przecież iluzja miała być jego asem w rękawie! Dlaczego więc teraz to otoczenie zacierało się w pamięci i płatało mu figle? Jak okrutne poczucie humoru zdawała się posiadać ta kraina, to przechodziło pojęcie. Cyrkowiec nie mógł nawet posiłkować się gwiazdami, gdyż niebo zasłaniała ciemna kurtyna chmur. Jednak udało mu się zauważyć czubek dachu. Ciemne dachówki wtapiały się w mroczne tło, ale jednak nietypowy kształt, zdradzał figurę większej budowli. To właśnie tam skierował swe kroki, gdy rozpętała się burza. Wiatr smagał jego włosy, a krople rzęsistego deszczu rozbijały się na całym ciele. Las wciąż drwił z niego, gdyż mimo zauważalnego punktu odniesienia, jakim był dach, minęło sporo czasu zanim chłopak znalazł się przed bramą. Gdy mijał ją, by stanąć przed wejściem cały las ryczał śmiechem. Nie wiedział, że był to jedynie wiatr.

    Anastasia

    Co skłoniło Stracha do wizyty w tym lesie? Intuicja? Zapach wspomnień? Widmo poprzedniego życia? Pustka? Miejsce, w którym obecnie się znajdowała, mogło odzwierciedlać jej emocje. Drzewa były łyse, ziemia goła, niebo czyste, a księżyc idealnie biały. Iście nostalgiczna sytuacja. Topielica mogła czuć zapach deszczu oddalony o kilometry. Z pewnością powoli zmierzał w jej stronę, ale nie musiała się nim jeszcze martwić. Takie miała wrażenie. Gorsza była jej lokalizacja. Wszystko wyglądało upiornie, tak jakby krajobraz od pokoleń kreowały Cienie. Powietrze było ciężkie, ziemia przyklejała się do stóp sprawiając, że każdy krok wymagał wysiłku. Tylko siebie mogła usłyszeć. W lesie panowała absolutna cisza. Gdyby dziewczyna zatrzymała się, dotarłoby do niej bicie własnego serca. Żadnego wiatru, sowy, czy chociaż wilka. Zupełnie nic. Z każdą minutą robiło się coraz zimniej. Niepokojący chłód, który skradał się po jej plecach potęgował przykrywającą las ciemność. Jej źrenice zwężały się, a gdy gęste warstwy chmur całkowicie zasłoniły niebo – błysk. Nie był to zwyczajny piorun. Nie jakaś tam elektryczna iskra. Żadna biała gałązka na sklepieniu. Blask, jaki wytworzyło to wyładowanie, sprawiało wrażenie jakby ktoś chciał wysadzić niebo w powietrze. Dopiero za nim, bez żadnego pośpiechu pojawił się głęboki grzmot. Dziwię, który mógłby zwiastować koniec świata. Strach podjął kroki, by uciec przed gwałtowną pogodą. Hektolitry wody, które miały za chwilę rozpruć chmury, wcale nie kojarzyły się jej z niczym dobrym. Bo dlaczego by miały? Przecież była Topielicą. Teraz fakt, że las był całkowicie pusty, nie był niczym dziwnym. Oczywiste, że wszystkie stworzenia uciekły. Posiadały intuicję, taką samą jak ona, dlatego widząc zadaszony budynek, to właśnie do niego się skierowała. Jednym susem przeskoczyła żelazną bramę i w moment znalazła się pod zadaszonym wejściem. Wtedy lunął deszcz.

    Michi

    Chłopak obudził się w środku lasu. Z jakich powodów się w nim znalazł? Mogło mu się na przykład wydawać, że to halloween’owy psikus, na który wpadły wredne bogate dzieciaki. Jeśli chłopiec był pesymistą, prawdopodobnie podejrzewał porwanie. Na szczęście miał przy sobie obie nerki, co pomogło mu odgonić negatywne myśli. Nie zmieniało to jednak faktu, że był w lesie bardzo późną porą. Drzewa były łyse, a okolicę rozświetlał obserwujący go księżyc. Oczywiście była pełnia. Chłopak miał parę sekund, aby rozejrzeć się po okolicy, gdyż po krótkim czasie zaczęło się ściemniać. Jak to możliwe? Otóż zbliżała się burza, co Michi wpierw zobaczył, a następnie usłyszał. Po chwilowym mroku, cały las rozświetliła błyskawica. Cienie drzew urosły na tę sekundę i wydawało się, że ich chude gałęzie próbują dosięgnąć chłopaka. Gdy znów nastała ciemność rozległ się grzmot, zwiastun burzy. Przypomniało mu to o sztormach. Było to bardzo trafne skojarzenie, bowiem w moment rozszalał się dziki wiatr, który gwizdał przedzierając się między drzewami. Kolejny był deszcz. Nie. Istna ulewa, która natychmiast przemoczyła jego ubranie. Pora się ruszyć, prawda? Nie czekając na ratunek, chłopak ruszył w głąb lasu. Szukał schronienia, jakiegoś przytułku, w którym mógł przeczekać. Nie był jednak świadomy, w jak dziwnej krainie się znajdował. Po kilkunastu minutach marszu znalazł się naprzeciwko żelaznego płotu. Obszedł go, aż do bramy, którą minął bez zastanowienia. Na środku działki znajdował się wielki ponury dom. Michi nie miał w zwyczaju oceniać po pozorach, gdyż wiedział, że życiem rządzi przypadek i nawet w takiej ruinie mógł liczyć na pomoc. Nie mógł się bardziej mylić…

    Lucy

    Ten Dachowiec, o niecodziennym, lisim wyglądzie, tego dnia postanowił odpocząć trochę od swoich obowiązków na dworze Arcyksięcia Rosarium i wybrać się na samotną wycieczkę do lasu, który jak jej się zdawało, znała jak własną kieszeń. Nie zwracała, więc uwagi na otoczenie i szła zapamiętanymi ścieżkami. Po prostu cieszyła się z dnia wolnego i spokojnego spaceru wśród natury. Lucy znała tu każdy krzaczek, a przynajmniej tak jej się wydawało. O tym, jak bardzo się myli, przekonała się niedługo później, gdy nad lasem rozpętała się burza, a gęste strugi deszczu, skutecznie utrudniały, a wręcz uniemożliwiały orientację w terenie. Po dłuższym błądzeniu udało jej się natrafić na starym wyglądający na opuszczony, dom. Był on upiorny, jednak w obecnych warunkach był jedyną szansą na znalezienie suchego konta i przeczekanie nawałnicy. Kto wie, może poza wysuszeniem futerka uda się tam znaleźć również coś do jedzenia?

    Charles

    Tego dnia, szalony Kapelusznik postanowił wybrać się na mały spacer po ciemnym lesie. Nie przeszkadzało mu jednak to, że zmiana pogody była pewna, a zapowiadało się na niezłą ulewę. Czemu więc wyruszył w las, skoro nie jest to najbezpieczniejsze miejsce w trakcie burzy? A kto go tam wie. W końcu to Kapelusznik, a po tych można się spodziewać wszystkiego. Może mu się nudziło, a może po prostu miał taki kaprys. Gdy jednak burza już nadeszła, znalazł się w pobliżu starej budowli. W świetle błyskawic, wyglądać mogła dość upiornie. Jednak, kto by się tam tym przejmował? No chyba, że ktoś postanowiłby się tam schronić przed zacinającym deszczem. Tak jak nieodłączny towarzysz Charlesa, niebieski, gadający szczur. Bestia zaczęła się niemiło wiercić pod ogromnym cylindrem kapelusznika. Ewidentnie starał się stamtąd uciec, a gdy po raz kolejny piorun uderzył w pobliskie drzewo, zwierzak praktycznie zrzucił nakrycie głowy swojego właściciela i nie zważając na jego wołania, bez namysłu pobiegł w kierunku starego domu i szybko znikł Charlesowi z oczu.

    Falimir

    Potężny człowiek wybrał się do lasu, aby na spokojnie przemyśleć wszystko czego się dowiedział na temat Krainy Luster i zaplanować swoje następne działania. Nie chciał, aby ktoś nieproszony mu w tym przeszkodził, dlatego wybrał to miejsce, gdyż wydawało się ono wyludnione. Nie widział tu żywego ducha. Dosłownie. Nie słyszał nawet śpiewu ptaków. Taka…cisza przed burzą. Jednak nie przejął się tym i w spokoju rozmyślał. Zagłębił się w swoje plany tak bardzo, że nawet nie zauważył, gdy znalazł się w samym środku burzy. Początkowo się tym nie przejął. W końcu, już nie w takich warunkach się pracowało. Gdy jednak pioruny zaczęły uderzać w pobliskie drzewa, postanowił jednak poszukać bezpieczniejszego miejsca. Nim mu się to udało, zdążył solidnie zmoknąć. W końcu natrafił jednak na stary, opuszczony dom. Wyglądał strasznie, ale co z tego? Czy weteran wojenny będzie się przejmował czymś takim jak duchy czy inne strachy? Przecież coś takiego nie istnieje. Nie namyślając się długo, ruszył w kierunku budynku, mając nadzieję na możliwość ogrzania się i wysuszenia przemoczonego munduru.


    Simon Quinn

    Wieczorny spacer.
    Glassville zagasło za szczelną kurtyną liści. Kurtyna oddzieliła nikłe światła miasta od mroku, jego gasnący hałas ulic od ciszy zaklętej w lesie. Ścieżka prowadziła w jedynie pozornie znanym ci kierunku – pomyliłeś ścieżki, poszedłeś równoległą. Przystajesz, wiążesz rozwiązany but na pobliskim kamieniu, a niebo przecina pierwsza błyskawica. Dlaczego, skąd ta burza, skąd te chmury? Jeszcze przed chwilą nad miastem lśniły gwiazdy, jeszcze przed chwilą tliła się…
    Cisza przed burzą.
    Wiatr zerwał się znikąd, rozwiewając spokój w drobny pył. Deszcz ścianą nawiedził te tereny, przyciskając resztki ciszy do ziemi. Pobiegłeś przed siebie, sądząc że wracasz do miasta.
    Błąd.
    Nie pamiętasz, czy kiedykolwiek tak prędko rozszalała się burza - a może wcale nie trwało to tak szybko; a może ten las zabrał ci wiele z cennego czasu? Porywista fala wiatru przesunęła korony drzew, spodziewasz się pierwszych budynków.
    A tu dom, zły dom, dom grozy.
    Pragnąłeś miasta gwiazd, ale przyznaj, to niewielka jest różnica, to żadna różnica. Kolejna błyskawica przecięła niebo na dwoje, ukazując żelazną bramę. Nabrałeś przeświadczenia, że przed chwilą drzwi wejściowe zatrzasnęły się za wchodzącą do środka postacią. Musisz wejść, nie masz co się zastanawiać, ten deszcz nie zwiastuje nic dobrego, ten dom twoim jedynym schronieniem.
    A co złe, nie będzie mieć już miejsca, musisz tylko wejść, Gościu.



    Otome

    Do lasu przywiodło ją nic innego jak ciekawość. Zwykła, naturalna i całkiem można by powiedzieć, że całkiem ludzka, gdyby nie fakt, że Otome człowiekiem nie była. Zjawa włóczyła się między drzewami, które kształtem nie przypominały jej tych, jakie miała już okazję zobaczyć. Pnie wyginały się pod różnymi kątami, a gałęzie zawijały niczym wstęgi. Wyglądało to dość upiornie i wzbudzało strach. Czy Otome była już w stanie go poczuć?
    Z pewnością wciąż czuła ciekawość, zwłaszcza, gdy krajobraz nagle się zmienił. Las przerzedził się i z pomiędzy kilku drzew, dziewczyna zobaczyła wielką bramę, za którą mieścił się wysoki budynek. Iskrzące się na niebie błyskawice, dodawały temu miejscu złowieszczego smaczku. Ciekawość przeprowadziła ją przez bramę, zapraszając do wnętrza…


    Wnętrze domu – Parter

    Gdy goście przekroczyli próg starego domu ich oczom ukazał się sporych rozmiarów hol. Po obu jego stronach można było zauważyć prowadzące na górę schody. Na piętrze jednak panowała całkowita ciemność.
    Pod sufitem zwisał pokaźnych rozmiarów żyrandol. Kiedyś pewnie ozdabiał on ściany milionami kolorów powstałych w jego kryształach, dziś sam był ustrojony kurzem i ciemnymi pajęczynami.
    Pomiędzy schodami, znajdował się korytarz, oświetlony niewielkimi świecznikami, pod którymi tworzyły się spore kałuże stopionego wosku. Prowadził do zdobionych drzwi, zza których wydobywał się cudowny zapach ciepłego jedzenia. Można też było usłyszeć trzask ognia w kominku dochodzący z wnętrza. Zupełnie jakby ktoś już wiedział, że będzie miał gości. Jednak nie było widać w pobliżu nikogo. Nawet na zakurzonej podłodze nie było żadnych śladów. No poza tymi, które pozostawili przybysze. Jedną ze ścian korytarza, prowadzącego do oświetlonej sali, zdobiło wielkie, zakurzone lustro. Prawie nic w nim nie widać, jeśli ktoś nie zdecyduje się go przetrzeć, lub chociażby zdmuchnąć brudu z gładkiej tafli.
    Okazało się, że dom jedynie z zewnątrz dobrze się prezentował. Wszystkie ściany w środku były ciemne, zdobione licznymi malunkami. Czas nie był dla nich zbyt łaskawy i sprawił, że farba odchodziła płatami od tynku. W każdym kącie wisiały stare, zakurzone pajęczyny, a przy niektórych można było nawet zauważyć gospodarza. Zaraz…czy w tej jednej jest zaplątana mysz? Nic dziwnego skoro właściciel sieci był wielkości małego talerza…
    Niedaleko wejścia, co uważniejszy obserwator, mógł zauważyć niewielkie drzwi, jakby prowadzące do piwnicy. Jednak, jeśli ktoś zdecydował się i spróbował je otworzyć, napotkał opór starego, zardzewiałego zamka, uniemożliwiającego dostanie się na drugą stroną.
    Jednak nie można było nie zauważyć braku jakichkolwiek innych drzwi, poza tymi wcześniej wymienionymi. A ciemność na górze, przysporzy o gęsią skórkę każdego, kto zdecyduje się pokonać choćby kilka stopki drewnianych, skrzypiących schodów.
    Michi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 31 Październik 2015, 21:28   

    Gdy tylko obudził się i poczuł wiatr na swojej twarzy od razu pomyślał, że coś jest nie tak. Michi podniósł się do siadu i szybko omiótł wzrokiem najbliższą okolicę, jednak wokół nie znajdowało się nic co choćby na moment przykuło jego uwagę. Ot, las jak każdy inny. Jedynie okoliczności, w jakich się ty znalazł wydawały się dość niepokojące. Chłopak nie miał niestety czasu myśleć, ponieważ burza skutecznie przywołała go do teraźniejszości.
    -Trzeba się gdzieś skryć…-powiedział sam do siebie po czym wstał i lekkim truchtem zaczął iść przed siebie rozglądając się za potencjalnym schronieniem. W końcu natknął się na dom, który… no cóż, nie wywarł na nim specjalnie przyjemnego wrażenia, ale kolejny grzmot ozwał się chyba tylko po to, by zacytować stare przysłowie brzmiące ,,Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.’’ Michi wzruszył ramionami i przekroczył próg domostwa. Gdy tylko znalazł się na holu nabrał pewnych podejrzeń co do tego miejsca. Nic nie widząc chłopak podszedł do drzwi, zza których dochodziły dźwięki świadczące o czyjejś obecności i delikatnie w nie zastukał.
     



    Duchowa Zguba

    Godność: Raven Black
    Wiek: Wygląda na dwadzieścia parę
    Rasa: Kotostrach
    Lubi: Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
    Nie lubi: Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
    Wzrost / waga: 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
    Aktualny ubiór: Fabułka: jasno-beżowy sweterek z rękawkami 3/4 w czarne kropki, czarna, zwiewna spódnica do połowy uda, jasne buty na obcasie, czarna torebka, złoty łańcuszek do połowy piersi, złota bransoletka, specjalne pasy do trzymania noży na brzuchu oraz na udzie, zakryte przez spódnicę.
    Znaki szczególne: Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
    Pan / Sługa: - / Egon
    Pod ręką: Cała masa noży, dwa pistolety, trochę pieniędzy, telefon, słuchawki, kilkanaście paczek zapałek, worek zapalniczek, ulubiona książka
    Broń: Noże, spluwy, pazurki.
    Bestia: Forets - Shiro
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Rewelacja
    Dołączyła: 07 Kwi 2015
    Posty: 356
    Wysłany: 31 Październik 2015, 21:57   

    Zgubiła się w tym lesie jeszcze przed zmierzchem, a kiedy rozpętała się burza i minęła kolejna godzina – wiedziała, że co najmniej do świtu nie uda jej się odnaleźć drogi powrotnej. Siedziała pod pniem ogromnego drzewa, przyglądając się majestatycznym ptakom i zastanawiając się, jak to możliwe, że jej pierzastych przyjaciół jest tak wielu. Była przemoczona i zmarznięta, a mokre ubrania przykleiły się do jej skóry, krępując przy tym choćby najmniejszy ruch. Straszka wiedziała, że nie może zostać dłużej w tym miejscu, bo oczywistym było, że siedzenie pod drzewem podczas burzy nie jest najlepszym rozwiązaniem, a zimno z każdą chwilą stawało się coraz bardziej dokuczliwe. Na domiar wszystkiego Queen miała w sobie coś z kota, a jak powszechnie wiadomo ( choć są wyjątki ) koty nie lubią wody, a tym bardziej zimniej wody, więc większość jej myśli była zlepkiem słów, wyrażającym zawiedzenie się na sobie oraz tych, mówiących jaka ta woda jest okropna. Ogon kotki, choć napuszony, wcale na taki nie wyglądał, a ona sama przypominała zmokniętego kota, przyodzianego w, równie mokre co ona, za ciasne ubrania. Jej białe uszy wyraźnie słyszały każdy grzmot i trzepotanie mokrych skrzydeł. To były kruki, które najwyraźniej poderwały się do lotu wraz z jej wstaniem i nie zgrabnym ruszeniem przed siebie. Krakanie stawało się coraz głośniejsze, jednak nie podejrzewała, że wszystkie kruki zmierzają w tę samą stronę, a to co widzi przed oczami, nie jest czarnym wodospadem. Dopiero kiedy potężne błyskawice rozjaśniły nieboskłon, dziewczyna zdała sobie sprawę, że czerń wcale nie jest jednością z niebem, a tak naprawdę jest ona czernią skrzydeł ptaków, które przywłaszczyły sobie ogromny budynek. Białowłosa zapatrzona w mieniące się przy każdej błyskawicy skrzydła, nawet nie zdała sobie sprawy, że ruszyła się z miejsca, że chwyciła za klamkę i otworzyła potężne wrota, wchodząc do środka. Dopiero po chwili otrząsnęła się z pierwszego szoku, wywołanego temu zjawisku i uświadomiła sobie, że znajduje się w suchym miejscu. Rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu i ze zdziwieniem odkryła, że miejsce – choć na pierwszy rzut oka, wyglądający na opuszczone – musi być przez kogoś zamieszkane. Wszech ogarniający kurz okrywał wszystko, ale zapalone świece, które rzucały słabe światło, ukazywały jeszcze gorszy widok. Tynk odchodził od ścian, a ilość pajęczyn doprowadzała ją do lekkiej paniki. Kotka, nie chcąc już dłużej być mokrą i robić kałuży na holu, postanowiła wyciągnąć zapalniczkę ze swojej kieszeni i użyć swojej mocy, by sprawnie się wysuszyć. Kiedy tego dokonała, mogła lepiej skupić się na pomieszczeniu, w którym się znajduje. Omiotła swoim czujnym okiem wszystko i niemal udławiła się swoją śliną, gdy odkryła, że na ogromnej warstwie kurzu jest kilka śladów, świadczących o czyjejś obecności. Wytężyła wzrok i dostrzegła kogoś, stojącego przed zdobionymi drzwiami. Niepewnie machnęła ogonem i odchrząknęła, chcąc zwrócić na siebie uwagę tego kogoś. Oczywiście zdawała sobie sprawę, że chłopak, bo tak wywnioskowała po sylwetce, może być niebezpieczny, dlatego wsunęła prawą dłoń do płaszcza, chwytając jeden ze swoich noży, ale go nie wyciągając i czekając na dalszy rozwój sytuacji.
    _________________
    Przez noc droga do świtania, Przez wątpienie do poznania, Przez błądzenie do mądrości, Przez śmierć do nieśmiertelności.


    #d23b68 | #a4254b
    Retro z Egonem: Szary, puchaty sweterek, pastelowo-różowa spódnica, białe rajstopy w delikatnym wzorkiem w różowe kwiaty, jasno-różowe buty na obcasie, szara parasolka w czarne nutki.
    Retro z Yako: Słomiany kapelusz z kwiatami oraz wstążką, ciemne okulary przeciwsłoneczne, jasno-żółta sukienka za kolano z brązowym paskiem, łańcuszek na szyi w kształcie kotka, brązowe sandały na lekkim obcasiku.
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 530
    Wysłany: 31 Październik 2015, 23:07   

    - Zaślepek! ZAŚLEPEK! Nie ma się czego bać! to tylko... wyładowanie elektryczne. Taki buziak od nieba dla ziemi! - charczał Charles, biegnąc niezgrabnie poprzez rozmokłą ściółkę przypominającą oślizgłą pulpę. Powietrze było lodowato zimne, mroziło mu płuca i uszy, deszcz spływał z ronda kapelusza kaskadami, ogólnie rzecz biorąc - było źle. Deszcz ograniczał pole widzenia i sprawiał, że wypatrzenie stosunkowo małego ravnara było niemalże niemożliwe, a do głowy Kapelusznika nie dochodził żaden sygnał myślowy od ukochanego zwierzaka. A miało być tak spokojnie! Zwykły, dłuższy spacer i tyle. A teraz wywiało go nie wiadomo gdzie - nie były to z całą pewnością Zaułki, w ogóle ten ponury las nie przypominał mu żadnego z miejsc, w których kiedykolwiek był. Cóż, kolejne miejsce znikąd. To się zdarza - w końcu nikt nigdy nie ujrzał krańców Krainy Luster i nie potrafił stwierdzić, ile królestw i krain leżało za polami, które znamy. Ważnym jest patrzeć na sytuację pozytywnie - Zaślepek zawsze wracał, nie ważne, jak daleko zdarzyło mu się uciec. Wystarczy tylko mniej więcej ustalić kierunek, w którym pobiegł i wszystko będzie cacy.
    Długie nogi Charlesa zaprowadziły go do wielgachnej, ogargulconej i uchylonej lekko bramy. Nic dziwnego, taka mała bestyjka mogła bez problemu przecisnąć się przez pręty krat, a co dopiero przez otwarte drzwi. I faktycznie - Zaślepek siedział na rozwartym progu z przekrzywioną główką. Progu niezwykle, zaniedbanej, mrocznej, posępnej, pochmurnej, straszliwej, zrujnowanej, dechami zabitej, plugawej i dumnej za razem, a na dodatek przyjemnie znajomej posiadłości. Ucieszyło to Charlesa - ktoś, kto mieszka w domu podobnym do jego własnego, musi być także podobnego ducha i charakteru. Ktoś, kto pozwoli bratniej duszy przeczekać godzinkę lub dwie, zanim się nie rozpogodzi. Doskonale.
    Powoli nachylił się nad zwierzątkiem i lekko wsadził go do kapelusza. Dopiero wtedy zadał sobie trud rozejrzenia się po hallu jakże stylowo opuszczonym. A w hallu owym siedziały aż dwie osoby, a właściwie stały. Jakaś ciemna sylwetka stała przed drzwiami, a w jego kierunku zwrócona była białowłosa Dachowiec odziana w czarny płaszcz. Charles nie należał do osób, które mogłyby zachować w takiej chwili dyskrecję, bo i po co? Byli wszak jego przyjaciółmi, mimo iż jeszcze o tym nie wiedzieli:
    - Przepraszam, czy mam przyjemność z właścicielem tego domostwa? - zapytał. Jego głos był jednak dziwnie przyciszony, jakby i jemu zaczęła udzielać się groza tego miejsca.
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
     



    Topielica

    Karciana Szajka: Pik
    Godność: Anastasia Hebi Charlton
    Wiek: martwi czasu nie liczą
    Rasa: Martwy kot. Strach
    Lubi: zazdrość, bestie, różne dziwadła, określać wszystko uroczym
    Nie lubi: wody, ptaków, świata ludzi
    Wzrost / waga: 169 cm/47 kg
    Aktualny ubiór: fabuła: https://i.imgur.com/bkCCiaT.jpg rozpuszczone włosy, srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie pika
    Znaki szczególne: kocie uszy, ogon, po trzy siekacze w każdej ćwiartce uzębienia, dłuższe kły, blizna na szyi.
    Zawód: miłosny
    Pan / Sługa: - / Mirana
    Pod ręką: fabuła: Bezdenna sakwa, a w niej wszystko, czego dusza zapragnie + z magicznych: Bursztynowy kompas, Czarodziejska wstęga, Animicus. Furbo, sztylet.
    Broń: sztylet http://i.imgur.com/iJELfXH.jpg
    Bestia: Furbo (Brzask), Schedel (Ceset)
    Nagrody: Umbraculum, Latająca Miotła, Animicus, Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Kamień Duszy, Lustrzany Pierścień, Generis Collare, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski przysmak (5 szt.), Kosmata Brosza, Blaszka Zmartwienia, Rubinowe Serce, Tęczowa Różdżka, Korale Zamiarne, Cukrowe Berło, Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka
    Stan zdrowia: przeziębiona, ha!
    Kryształ: 2,7g (nieoszlifowany)
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny) | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 09 Mar 2014
    Posty: 535
    Wysłany: 1 Listopad 2015, 15:47   

    Jej kroki były powolne, stawiane ostrożnie, jakby bojąc się o pochłonięcie przez podłoże. Nie wydawała z siebie żadnego dźwięku, poza rytmicznymi oddechami, które jeszcze ją samą upewniały w przynależności do świata żywych. Żywych, nyah. Jesteś Strachem, martwym wśród żywych. Pomyłką, psikusem przewrotnego losu. Nie powinno cię tu być. Nie powinno... Dreszcz wstrząsnął jej ciałem, przeszedł od końca kręgosłupa docierając aż do głowy, tym samym przywołując kotkę do rzeczywistości.
    Zamrugała kilkukrotnie nie poznając okolicy. Kiedy właściwie nogi ją tu doprowadziły? I dlaczego tak trudno nagle zaczęły się poruszać?
    - Ty też cierpisz, drogi lesie? Nyahahaha. Jak ja mam cierpieć, skoro nie mam własnych emocji? – Dłonią przejechała po szorstkiej korze jednego z drzew. Nie odpowiedziało jej, czego się naiwna spodziewała? Za to wiatr wzmógł na sile, poruszył niespokojnie opuszczonymi przez liście badylami, a cała natura zdawała się nie mieć ochoty na towarzystwo Stracha. Nigdzie jej nie chcieli. I dobrze! Nie będzie się prosić, nie będzie narzucać. A może chcieli? Zatrzymać ją na zawsze, usidlić tak samo, jak i oni tutaj zostali. Przysłonić świat również jej brzydotą.
    Natychmiast ruszyła z miejsca, z lekkim oporem gnając przed siebie w bliżej nieokreślonym kierunku. Lęk przed dołączeniem do grona martwych, osamotnionych konarów działał skutecznie, lecz skuteczniejsza była wizja zmoczenia przez nadciągający deszcz, mokry deszcz. Miała jeszcze czas, wiele wskazywało na powodzenie w tej ucieczce, choć chłód oblepiający jej przyodziane wyłącznie w białą nocną koszulę ciało spowalniał ruchy, dodawał im niechcianych drgnięć, nieprzewidzianych zachowań… Aż dotarła przed dom. Wcale nie zachęcał do wejścia, ale również nie odstraszał na tyle, by miała moknąć. Tym bardziej, że nie była sama, widziała jak ktoś dostawał się do środka.
    Nie zastanawiając się dłużej, czmychnęła z dworu wprost przed drzwi, kiedy to deszcz lunął niczym nagle z odkręconego kranu. Kiedy kilka odbijających się o ziemię kropel zahaczyło o bose stopy Anastasi, bez wahania weszła do środka natychmiast zauważając jak bardzo różni się ono od widoku z zewnątrz, a i co do obecności innych się nie pomyliła.
    Dwóch mężczyzn, jednak kobieta, kotowata – chociaż tyle dobrego. Właściciele? Po przemknięciu tej myśli znieruchomiała, po czym niemalże przylgnęła do jednej ze ścian, sunąc wzdłuż niej w głąb domu. W tym momencie nie pogardziłaby mocą niewidzialności, jednak najwidoczniej Brzask postanowił dołożyć swój kamień do sterty, pod którą i tak już ginęła.
    - Wybaczcie, nya. Na zewnątrz pogoda nie dopisuje, musiałam się gdzieś skryć.Skąd w tobie nagle tyle strachu? Kajasz się przed obcymi, zamiast pocieszyć ich, że dziś nie staną się posiłkiem? Nie rozumiała, gdzie podziała się cała obojętność lub nienawiść, w jakiej gustowała… Coś poszło nie tak? Oby nikt jednak nie zauważył jej obecności.
    Teraz dopiero zajęła się oglądaniem reszty wnętrza. Poniekąd przypominało ono to w zapuszczonym domu Pani Elizabeth, tylko… Nieco bardziej ożywione, chociażby przez samo towarzystwo reszty gości, a z końca oświetlonego korytarza biło przyjemne ciepło, które wręcz wołało o zatopienie się w jego objęciach. Żal odmówić, szczególnie jeśli jest się przemarzniętym.
    Wciąż niepewnie, Hebi podążała dalej, o ile nikt wcześniej jej nie zatrzymał. Chociaż równie dobrze mogli uznać ją za spłoszone i wyizolowane dziwadło, na które nie warto nawet zwracać uwagi. A w głowie pojawiło się wspomnienie o rozszalałym żywiole, wiatr musiał przecież odcisnąć piętno na jej rozpuszczonych włosach i zbiegiem okoliczności stanęła przed lustrem. Wielkim, zakurzonym, ale czy był to problem? Nie, bynajmniej. Przetarła wierzchem dłoni jego powierzchnię na wysokości twarzy, później zajmując się zwyczajnym układaniem czarnych, skundlonych kosmyków.
    Wariatka weszła ludziom do domu, by się uczesać, ha.
    _________________
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 170
    Wysłany: 2 Listopad 2015, 15:49   

    Lekkim, niespiesznym krokiem stąpała po leśnych ścieżkach, od czasu do czasu przystając na krótką chwilę, by przyjrzeć się co gęstszym zaroślom czy też koronom drzew, z których dało się usłyszeć cichy szelest. Nie robiła tego bynajmniej z obawy o własne bezpieczeństwo, naiwnie wierzyła, że w tym miejscu nic, ani nikt nie byłby w stanie jej zaskoczyć, znała je przecież lepiej niż przypadkowy piechur, któremu z niewyjaśnionych przyczyn zebrało się na bratanie z naturą. Kochała ten las głównie z tego powodu, że ciężko w nim było o niechciane towarzystwo, a zmęczona nieustanną obecnością pałacowej służby kotka, mogła w nim odpocząć od zgiełku i niekończących się obowiązków, które, pomimo iż nie były wybitnie wyczerpujące, sukcesywnie pozbawiały ją wolnego czasu, który mogłaby poświęcić na własne przyjemności. Dlatego też, gdy oznajmiono jej, że w dniu dzisiejszym Arcyksiążę Rosarium nie przewidział dla niej żadnych zadań, z nieukrywaną radością oddaliła się z pałacu, uprzednio ubierając się w sposób niezdradzający jej przynależności do dworu.
    Nie przejęła się też jakoś szczególnie, gdy na delikatnie powiewającej do tej pory na wietrze, skromnej sukience w kolorze pastelowego wrzosu pojawiły się pierwsze ślady spadających kropel deszczu. Nawet jeśli pewna część jej genów pochodziła od kota, to zjawisko atmosferyczne nie było jej straszne, co więcej, uwielbiała zapach jaki roztaczał wtedy las. Nieznacznie przyspieszając kroku, brnęła przed siebie, wdychając świeże, chłodne powietrze.
    - Czy można sobie wyobrazić przyjemniejszy dzień?
    Ledwo wypowiedziała te słowa, a gęsto zachmurzone niebo (swoją drogą Lucy nie zorientowała się, kiedy pogoda uległa tak drastycznemu pogorszeniu) przecięła błyskawica, wywołując u kotki nieprzyjemny dreszcz.
    Burza z piorunami jest piękna, to prawda, ale najpiękniejsza, gdy obserwowana zza szyby pałacowego okna.
    Rozsądku jeszcze odrobinę posiadała i o ile sama burza nie była w stanie wywołać u niej lęku, to przebywanie w taką pogodę w środku lasu było już doskonałym czynnikiem motywującym do natychmiastowego powrotu. Las ma to do siebie, że dużo w nim drzew, a drzewa mają to do siebie, że nie potrzeba wiele, alby zostały strawione przez ogień, wciągając w tę gorącą zabawę swoich roślinnych sąsiadów. Napędzana wizją ogromnego ogniska, z lisokotowilkiem w roli smażonej kiełbaski, udała się możliwie jak najkrótszą ścieżką w kierunku Różanego Pałacu. W każdym razie taki był zamysł, niestety nikt o pomyśle Lucynki nie poinformował lasu, który najwyraźniej nie zamierzał współpracować. W gęstych, wręcz zawężających pole widzenia, strugach deszczu, nietrudno o przeoczenie co węższych lub maskowanych przez bujną roślinność wydeptanych uprzednio ścieżek. Ciężko się w związku z tym dziwić, że Dachowiec tylko przez kilka pierwszych zakrętów wiedział którędy powinien się udać, już po chwili błądząc w labiryncie dróżek, co rusz tworząc nowe, tym samym utrudniając sobie znalezienie tej właściwej.
    - Kpisz sobie ze mnie? Mam nadzieję, że dobrze się bawisz.
    Krzyknęła niczym niezrównoważona psychicznie osoba, tak jakby liczyła, że las posiada świadomość i postanowi jej odpowiedzieć. Uwolniwszy silnym szarpnięciem nogę z plątaniny pnączy, wylądowała na szerokiej, błotnistej drodze, prowadzącej do starego domu. Jego wygląd wcale nie zachęcał do odwiedzin, niemniej rzut oka w przeciwnym kierunku powodował, że w jednej chwili to upiorne domostwo stawało się najprzyjemniejszym miejscem w całym lesie. Wszelkie wątpliwości Lucy, jeżeli jeszcze jakieś miała, zostały nagle rozwiane przez głośny grzmot i piorun, który jak się kotce zdawało, uderzył tuż za jej plecami. Odległość dzielącą ją od głównej bramy pokonała szybkim tempem, nie myśląc nawet o tym, aby rozejrzeć się dookoła, a w szczególności popatrzeć za siebie. Zanim jednak weszła na teren posiadłości, przemyła ubłocone stopy i łydki w jednej z licznych kałuż, dziękując w duchu, że przynajmniej sukienka zachowała się w całkiem niezłym stanie, jeśli nie liczyć całkowitego jej przemoczenia. Czując na ciele chłód wiatru, wzmagany dodatkowo przesiąkniętym deszczem ubraniem, pokonała dystans od bramy do frontowych drzwi. Znalazłszy się tuż przed nimi, ostrożnie zapukała, lecz kolejny silny grzmot spowodował porzucenie przez nią dobrych manier i nie czekając na zaproszenie wparowała do środka, zamykając drzwi z głośnym trzaskiem. Odetchnęła z ulgą, po czym rozejrzała się po wnętrzu, by stwierdzić, że nie jest tutaj sama.
    - Przepraszam za najście, chciałam tylko schronić się przed burzą.
    Mówiąc to, zlustrowała z osobna każdego z obecnych w holu. Podobnie jak ona, każdy z nich był przemoczony, z czego wynikało, że nie miała do czynienia z właścicielami tego przybytku.
    Pomyślmy, dwa Dachowce, co do tego nie ma większych wątpliwości. Ten dziwny typek w wielgachnym kapeluszu, to najpewniej Kapelusznik, ale ten ostatni? Wygląda tak… zwyczajnie.
    Najwyraźniej osoba, która przybyła tu najwcześniej musiała zapalić te wszystkie świece, gdyż poza nimi nic nie wskazywało, aby dom był zamieszkany. Cóż, nie mogła liczyć, że jej obecność zostanie przeoczona, ze względu na hałas jaki spowodowała zamykając drzwi. Nie zwracając uwagi na to, czy towarzyszyły jej ciekawskie spojrzenia zgromadzonych osób, delikatnie wykręciła przemoczony ogon oraz włosy, po czym sprawiając wrażenie niezwykle pewnej siebie, podeszła bliżej drzwi, zza których wydobywał się apetyczny zapach.
    - Czujecie? Myślicie, że można tu dostać coś do zjedzenia?
    _________________
     



    Snajper

    Organizacja MORIA: Zwiadowca
    Wiek: 26 lat
    Rasa: Człowiek
    Lubi: Papierosy, pewny strzał, walc
    Nie lubi: Fuszerka, zmienny wiatr, małe pieski
    Wzrost / waga: 184 cm/72 kg
    Aktualny ubiór: Czarny płaszcz, kamizelka, koszula, czarne spodnie
    Zawód: Wolny strzelec, dosłownie
    Pod ręką: Fabuła: Zegarek, krzyżyk MORII, paczka papierosów, zapalniczka Zippo, dwa glowsticki, zapasowa amunicja, celownik optyczny Schmidt-Bender 2,5-10 x 56
    Broń: Thompson Contender, Walther WA 2000, NRS-2
    Stan zdrowia: Optymalny
    Dołączył: 01 Lis 2015
    Posty: 269
    Wysłany: 4 Listopad 2015, 16:12   

    Cała ta sytuacja zaczynała nabierać mocnych znamion zgoła niepokojącej niezwykłości. Najpierw ta bezsensowna burza nie wiadomo skąd, pomylone ścieżki... Quinn wciąż starał się ustalić w pamięci którędy właściwie poszedł i w którym momencie zboczył z obranej ścieżki, innymi słowy - zgubił się. Nie miał zielonego pojęcia co to za dom, do kogo należy i dlaczego sprawiał takie dziwne, niepokojące wrażenie, ale nie miał też najmniejszej ochoty stać na deszczu dłużej, niż to było konieczne. Czekając tak w niezdecydowaniu przed żelazną bramą czuł się odsłonięty, wystawiony, jakby obserwowało go kilka par oczu, a po plecach i karku tańczyło kilka czerwonych, laserowych wskaźników. Skrzywienie zawodowe...
    Przełamując wątpliwości, Quinn ruszył w stronę domu. Wcześniej odniósł wrażenie, że drzwi zamknęły się za kimś, że ktoś przed nim zdecydował się poszukać schronienia w samotnym domostwie. A może to gospodarz wrócił? Ale w tym wypadku światła by się raczej nie paliły...
    Ku niejakiej uldze Simona za drzwiami, które ostrożnie uchylił, nie czaiło się pięciu zakapturzonych zbirów z pałkami i workami. Rzeczywistość jednak okazała się niewiele lepsza; pajęczyny, ściany, z których odpada tynk, ciemność... Quinn odruchowo rozejrzał się za wieszakiem na mokry płaszcz, ale żadnego nie dostrzegł, co prawda nie rozstawałby się raczej z odzieniem w takim miejscu nawet, gdyby wieszak się znalazł.
    Instynkty nie pozwoliły Quinnowi zwyczajnie przemaszerować przez hol - szedł powoli, nie hałasując i rozglądając się bacznie. I wtedy sprawy z dziwnego przybrały nagle obrót alarmujący; głębiej w holu dało się dostrzec kilka dziwnych istot. Młody, na oko nastoletni chłopak wyglądał zwyczajnie, ale na tym zwyczajność się kończyła. Dziwny, wysoki facet w kapeluszu budził podejrzenia, a trzy pozostałe kobiety miały ogony i kocie uszy. Ręka Simona powędrowała pod płaszcz, do ciążącego uspokajająco Thompsona. Wycofać się? Na to już za późno. Czekać bez ruchu na rozwój wypadków? Grozi posądzeniem o złe zamiary. Choć podobało się to Quinnowi jeszcze mniej niż cała reszta sytuacji, zdecydował się podejść do reszty. Jeśli tamten chłopak zachowa spokój, może uda się uniknąć nieprzyjemności.
    - Dobry wieczór - zabrzmiało to trochę niefrasobliwie, ale nic lepszego nie przyszło snajperowi do głowy, zwłaszcza, że sądząc po zachowaniu reszty, jakieś pytania zostały już zadane.
    _________________
    Falimir
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 4 Listopad 2015, 18:42   

    W ciągu tych kilkudziesięciu dni zdołał zebrać informację od zaledwie jednej przypadkowej osoby, przy czym reszta towarzystwa starała się nie wchodzić mu w drogę lub doraźnie unikano go niczym ognia. Doprawdy zaczęło mu to dokuczać, lecz nie na tyle, by wytrąciło go to z równowagi. A czas go niestety naglił.
    - Do diaska.
    Westchnął głęboko. Wielokrotnie się przejechał na jednym, zasadniczym błędzie jakim była panika. Dzięki doświadczeniu jak i upływie czasu oduczył się działać impulsywnie, a to z kolei uratowało mu skórę nie jeden raz. Misja jak i jej cel były objęte tajemnicą, toteż mało komukolwiek zdradzał powód, dla którego szuka informacji na temat anielskiej klątwy. Głównie dlatego, iż na jego widok u istot zamieszkujących tę krainę uaktywniał się instynkt samozachowawczy nakazujący im spier... to znaczy, traktowali jak zwiastun nieszczęścia. Ponieważ nie emanował seksapilem? Czy te szramy na twarzy sprawiały, iż wyglądał jak zbieg ze skradzionym mundurem?
    - Zdecydowanie przeceniłaś moje zdolności, Tereso.
    Pomyślał w duchu. Kto jak kto, ale Falimir nie miał za grosz umiejętności dyplomatycznych. Ba! Ciężko mu szła sama rozmowa z innymi ludźmi. Dobry był tylko i wyłącznie w słuchaniu rozkazów od przełożonych. Dopiero teraz zdał sobie sprawę jak daleko zawędrował od zamierzonego kierunku. Rozejrzał się po okolicy, lecz prócz drzew nie było tutaj niczego wartego uwagi. Dodatkowo pogoda zdecydowanie uległa pogorszeniu się i nie zanosiło na to, aby cokolwiek miało to zmienić. Później zrobiło się jeszcze gorzej, a to skłoniło go do poszukiwania schronienia przed burzą. Jakkolwiek drzewa byłyby nie najgorszą opcją... pioruny szybko zmieniły jego zdanie. Przyśpieszył kroku, ale nie na długo. Już po chwili z oddali ukazała się jego oku pewna struktura. Dom ten wyglądał okazale, ale czy domownicy go nie wypierdaczą na zbity pysk? Wolałby zaryzykować bojkę, aniżeli doczekać się błyskawicy. Gdy tylko pojawił się przed drzwiami od razu wszedł do środka. O dziwo nie były zamknięte. Na ile było to podejrzliwe to nie rozwodził się nad tym w tej chwili. Także konfrontacja z innymi osobami będącymi obecnie w środku była nieunikniona. Poza tym dopiero teraz dostrzegł, że to miejsce w niczym nie przypomina wyglądu domu z zewnątrz. No i jak widać nie tylko on potrzebował schronienia przed zdradliwą pogodą.
    Słowo nie wydobyło się z jego ust. Jego jedynym gest powitalnym było uniesienie dłoni, którą lekko pomachał, a po chwili szybko ją opuścił.
     



    Przedrzeźniacz

    Organizacja MORIA: Agent
    Wiek: Wizualnie około 20 lat.
    Rasa: Cyrkowiec
    Lubi: Zależy od wcielenia.
    Nie lubi: Bycia niezauważanym.
    Wzrost / waga: 1,78 m / 64 kg
    Aktualny ubiór: http://goo.gl/McJaH2 Poprzez użycie mocy, tymczasowo usunął blizny z twarzy. | Retrospekcja: https://goo.gl/U5KMWY
    Znaki szczególne: Chelsea'ski uśmiech, mocno widoczne żyłki na powiekach, blada skóra, białe włosy, kilka piegów na nosie.
    Zawód: Sobowtór do wynajęcia | Tentacle monster ♥
    Pod ręką: Zapalniczka, portfel, kilka cukierków owocowych | Retrospekcja: zegarek kieszonkowy, papierosy, zapalniczka
    Broń: Nóż sprężynowy, kastety
    Nagrody: Krwawa Broszka, Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga
    Dołączył: 15 Lip 2014
    Posty: 128
    Wysłany: 6 Listopad 2015, 01:48   

    Elyan od zawsze lubił nocne spacery po lesie. Szum wiatru i ciche odgłosy wydawane przez owady w jakiś sposób działały na niego kojąco. Co jakiś czas pod naciskiem jego kroków, z cichym trzaskiem pękała gałązka. Zadarł głowę do góry i przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jasno świecące księżyc i gwiazdy. Ledwie zdążył w myślach pochwalić pogodę – przyjemny, ciepły wietrzyk i czyste niebo, a ta drastycznie się zmieniła, niemal jakby ktoś rzucił na nią złowieszcze zaklęcie. Chmury przysłoniły niebo, tym samym odcinając jedyne źródło światła, a chwilę później lunął z nich rzęsisty deszcz. Elyan szybko naciągnął na głowę kaptur, choć musiał przyznać, że niewiele to dało. Wiatr wciskał zimne krople nawet pod płaszcz. Wiało tak mocno, że chłopak odnosił wrażenie, iż to wstrętne wietrzycho ma zamiar rozerwać go na strzępy. Elyanowi zdawało się, że podąża właściwą ścieżką – tą, którą tutaj zawędrował. Niestety, po kilkudziesięciu minutach marszu przekonał się, iż wyjątkowo niekorzystne warunki pogodowe musiały sprawić, że z niej zboczył i zabłądził. Szedł i szedł, jednak wciąż otaczały go drzewa i leśne krzewy. Nie był w stanie zauważyć nic, co dałoby mu choć drobny znak, że jest na właściwej drodze.
    Cyrkowiec nie wiedział, jak długo wędrował. Mogła to być godzina albo i kilka godzin. Był zmęczony i przemoczony do suchej nitki. Od razu przypomniał mu się wieczór, w który wybrał się na cmentarz, by rozkopać grób. Wtedy też lało, jak z cebra. Zastanawiał się nad zmianą wyglądu, jednak wertując zakamarki swojej pamięci, nie mógł przywołać kształtu żadnego stworzenia, dla którego tak straszliwa ulewa mogłaby być przyjemna. W swojej oryginalnej formie był przynajmniej zaopatrzony w płaszcz z kapturem, stanowiący lepszą ochronę, niż futro. W dodatku wiatr wywijający gałęziami wydawał wyjątkowo nieprzyjemne dźwięki, przez które czuł się nieswojo. Brzmiało to, jak gdyby las się śmiał. Nie bądź głupi. Lasy się nie śmieją. Lasy tylko płaczą – pomyślał. Gdy był już niemal pewien, że najlepiej będzie zmienić się w jakieś małe zwierzę, wcisnąć do dziupli w drzewie i tam przeczekać, aż się rozpogodzi, zauważył niewyraźny kształt majaczący w oddali. Odruchowo przymrużył oczy, chcąc zobaczyć go wyraźniej. Pewności nie miał, ale wyglądało to na dach jakiejś budowli. Cóż, dom wydał mu się wygodniejszym miejscem na odpoczynek, niż nora czy dziupla. Ruszył w kierunku tajemniczego budynku.
    Choć wokół było dość ciemno, nie mógł nie zauważyć, że domostwo, które odnalazł w lesie nie prezentuje się najlepiej. Wyglądało Elyanowi na opuszczone. Uznał, że to nawet dobrze. Może nikt nie zaprosi go na domowy obiad, ale za to nie będzie musiał się nikomu tłumaczyć co robi w środku lasu, w nocy, podczas burzy. Podszedł pod drzwi i zdjął z głowy kaptur. Bardzo zdziwiło go, gdy usłyszał głosy dochodzące z wnętrza domu. Może jednak nie był tak do końca opuszczony? Zapukał i nie czekając na zaproszenie, wszedł do środka. Rozejrzał się dookoła.
    To jakieś przyjęcie? – zapytał, przeczesując ręką włosy i próbując odkleić mokre kosmyki od twarzy.
    Obecność kilku innych istot w dziwnym domu w środku lasu w pierwszej kolejności skojarzyła się Cyrkowcowi właśnie z przyjęciem. Oby zdołał załapać się na przekąski!
    _________________
     



    Zmarły

    Karciana Szajka: Walet
    Godność: Aaron (Aron) Wels alias Amon
    Wiek: 27
    Rasa: Lunatyk
    Lubi: nadmorskie zamki, latarnie, przyglądać się torturom, nazywać siebie Władcą Czasu
    Nie lubi: lekceważenia czasu
    Wzrost / waga: 190cm / 86kg
    Aktualny ubiór: Czarny frak z gustowną, grafitową koszulą w jasne prążki i zgrabny, acz wyrazisty w swojej formie, ciemny cylinder.
    Znaki szczególne: białe włosy, czarne oczy, obcowanie z kapeluszami i zegarami
    Zawód: Latarnik
    Pan / Sługa: - / Doll
    Pod ręką: 1/2 blaszki zmartwienia
    Dołączył: 21 Lip 2014
    Posty: 480
    Ostrzeżeń:
     1/3/3
    Wysłany: 6 Listopad 2015, 21:07   







    Proszę o odpisy graczy według powyższej kolejności (tj. Michi, Queen itd.)
    _________________


    x x x x
    Michi
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 6 Listopad 2015, 21:59   

    Nie doczekawszy się odpowiedzi na pukanie Michi nie był do końca pewien, czy powinien wejść czy cierpliwie czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Kres temu zastanawianiu się przyniosło nadejście kilku dziwnych postaci. Gdy tylko chłopak słyszał dźwięk będący zapewne ,,kaszlem’’ z stylu ,,Hej, ja tu jestem, odwróć się.’’. Tak, jak dobrze znane mu były takie zagrywki ludzi… nie, czekaj… uszy, ogon… dobra, dobra się tylko dziewczyna tak przebrała na Halloween, choć w sumie… koty nie są straszne. Michi uśmiechnął się. Może i struj nie nadawał się akurat na to święto, ale trzeba przyznać, że był uroczy.
    -Dobry wieczór.- Powiedział na powitanie do panienki w kocich uszach. Potem pojawiali się kolejni przybysze, którzy(jak na razie myślał) byli przebierańcami. Każdego z nich Michi witał skinieniem głowy zadając sobie tylko jedno pytanie. Czemu wszystkie osoby płci żeńskiej poprzebierały się za koty?! Dobra, nieważne. Chłopak nie był w stanie odpowiedzieć na żadne z pytań, które padły… no może oprócz pytania czy są właścicielami, w odpowiedzi na które potrząsnął tylko głową.
     



    Duchowa Zguba

    Godność: Raven Black
    Wiek: Wygląda na dwadzieścia parę
    Rasa: Kotostrach
    Lubi: Wszystko co piękne i uroczę, czekoladę, zwierzęta i dobre książki | Krew, broń palną oraz białą, walkę
    Nie lubi: Owadów, kłamstw, spisków | Różowego, beznadziejnych żartów
    Wzrost / waga: 160 cm + 5 cm dzięki butom/ 50kg
    Aktualny ubiór: Fabułka: jasno-beżowy sweterek z rękawkami 3/4 w czarne kropki, czarna, zwiewna spódnica do połowy uda, jasne buty na obcasie, czarna torebka, złoty łańcuszek do połowy piersi, złota bransoletka, specjalne pasy do trzymania noży na brzuchu oraz na udzie, zakryte przez spódnicę.
    Znaki szczególne: Blizna na prawym policzku, kocie uszy i puszysty (jak u persa) ogon
    Pan / Sługa: - / Egon
    Pod ręką: Cała masa noży, dwa pistolety, trochę pieniędzy, telefon, słuchawki, kilkanaście paczek zapałek, worek zapalniczek, ulubiona książka
    Broń: Noże, spluwy, pazurki.
    Bestia: Forets - Shiro
    Nagrody: Bursztynowy Kompas
    Stan zdrowia: Rewelacja
    Dołączyła: 07 Kwi 2015
    Posty: 356
    Wysłany: 8 Listopad 2015, 22:16   

    Usłyszała donośne skrzypienie, więc przeniosła swój wzrok z chłopaka na otwierające się drzwi, przez które wszedł wysoki i czarnowłosy mężczyzna z wielkim, zielonym cylindrem na głowie, który bez dwóch zdań był kapelusznikiem. Straszka, nie wiedząc czemu, usłyszała jego ściszony i pytający głos, więc również zniżając poziom głośności, odpowiedziała – Niestety nie – machnęła puszystym ogonem – Przyszłam tu, bo nie chciałam już moknąć – na dowód, pokazała niewielką kałuże, która utworzyła się pod jej nogami. Niby osuszyła się chwile po przybyciu, jednak nie mogła zapominać, że zawsze znajdzie się chociaż jedno niewysuszone miejsce.
    Zamyśliła się właśnie, próbując zrozumieć tę zagadkową pogodę, kiedy drzwi wejściowe ponownie się otworzyły i przeszła przez nie, ku jej niesamowitemu zadowoleniu, czarnowłosa kotka, która odruchowo wręcz, przysunęła się do najbliższej ściany. Ruszyła ona wzdłuż w głąb domostwa i przeprosiła za najście. Raven poczuła się w tamtym momencie trochę niezręcznie, ponieważ ona sama nawet nie pomyślała o przeproszeniu za najście. Zawsze to ją witali, gdy raczyła zawitać do jednego z bogato zdobionych domów, lub po prostu zwykłe osoby zapraszały ją do siebie i mówiły, by czuła się jak u siebie. Druga kotka zaczęła poprawiać fryzurę, a ona niepewnie przegryzła wargę, czując się przytłoczona ilością strachu, znajdującego się w tym pomieszczeniu. Białowłosa nie odczuwała strachu, może niepokój i przeczucie, że stanie się coś złego, ale nie były to uczucia, które sprawiały, że miała ochotę uciec w popłochu. Oczywiście prócz wonią strachu odczuwała jeszcze aromat pysznych potraw zza drzwi, przed którymi dalej stał chłopak.
    Do pomieszczenia weszła kolejna osoba, która tak samo jaj jej poprzedniczka, okazała się dachowcem. Miała ładne, brązowe włosy, a ogon bardziej przypominał jej lisi, aniżeli koci, ale to już szczegół. Standardowo usłyszała przeprosiny, a potem dziewczyna pewnym krokiem zbliżyła się do zamkniętych drzwi, zza których czuła te wszystkie smakowitości. – Mam nadzieję, że tak – nie specjalnie chciała mówić, że umarła już dawno temu – bo umieram z głodu, a ten wspaniały zapach sprawia, że zaraz ślinka mi pocieknie! – jakby na potwierdzenie jej słów, zaburczało kotce głośno w brzuchu. – Nie muszą wiedzieć przecież, że to przez to zróżnicowanie w emocjach! – pomyślała i kiwnęła głową, przyznając sobie rację. Każda z tych osób pachniała inaczej – jedna strachem, druga pewnością siebie, trzecia wesołością, a czwarta zdziwieniem, więc nic w tym dziwnego, że poczuła się głodna. Bowiem od dawna nie jadła niczego porządnego, a nie chciała całkiem korzystać ze swoich zmagazynowanych emocji – wolała je zostawić na trudniejszy okres. Dlatego teraz, niepostrzeżenie, wchłaniała po malutkiej cząsteczce każdej z nich.
    Niestety przerwała równie szybko, co zaczęła, ponieważ została rozproszona przez nową osobę. Średniej wielkości mężczyzna o dzikich i nieokiełznanych, czarnych włosach, postanowił się jedynie przywitać. Nic nie wskazywało na to, żeby zamierzał dodać coś więcej, tak jakby wiedział, że byłby kolejną osobą, która zapyta, prawdopodobnie o to samo, co poprzednicy. Machnęła prawym uchem i zastanowiła się, ile jeszcze osób zjawi się w tym miejscu. – Może to już wszyscy? – zapytała samą siebie i niespodziewanie, naprawdę bardzo niespodziewanie, odpowiedziała jej gorsza natura – Naiwne dziewczę, nie zapominaj, że to nie ty decydujesz – która o dziwo tym razem była miła. Nie wyzwała jej od robaków, idiotek i nieudaczników, a to musiało coś znaczyć. Niestety białowłosa nie miała zielonego pojęcia, co. – Nie masz morderczych zamiarów, umierasz? – zapytała z nadzieją, która aż błysnęła jej w oczach, lecz nie doczekała się odpowiedzi. Doczekała się jednak kolejnego gościa, który okazał się rosłym mężczyzną o posturze wojownika. Uniósł on swoją dłoń i lekko nią pomachał, na co ona uśmiechnęła się, chcąc dodać mu śmiałości. Bo śnieżnowłosa myślała, że jest osobą nieśmiałą, stąd brak jakiegokolwiek słowa z jego strony.
    Nie zauważyła przybycia szczupłego mężczyzny, przez swoje głośne kichnięcie, które poniosło się echem w stronę schodów. – Przepraszam, chyba się przeziębiłam – zaśmiała się w duchu. Zjawa, która się przeziębiła, a to dobre! Zapisze sobie ten dzień, a właściwie to noc, w kalendarzu, bo od kiedy umarła nie chorowała. No, chyba że przez truciznę, ale to już inna bajka. Dopiero nowy głos zwrócił jej uwagę. Spojrzała na białowłosego mężczyznę, ciesząc się, że znalazł się ktoś o takich samych włosach, co ona. Niby mała rzecz, a jak bardzo może ucieszyć zagubioną straszkę? Jak widać bardzo, ponieważ uśmiechnęła się do niego i zamachała, z odrobiną radości, ogonem. – Przyjęcie to, to nie jest – stwierdziła – Raczej najazd na czyjąś posiadłość i chęć ukrycia się przed szaleńczą pogodą – chociaż, co do tego przyjęcia, to nie mogła być w stu procentach pewna, ponieważ nie wiedziała, czy te pyszności nie były przygotowane na potrzeby jakiegoś balu. – A właśnie! – zawołała i przyciągnęła tym uwagę przynajmniej części osób, na siebie – Należałoby się przedstawić, prawda? – to było pytanie retoryczne, rzecz jasna, ale każdy doskonale o tym wiedział – Raven Black, do usług – dygnęła lekko, dokładnie tak, jak nauczono ją przed laty.
    _________________
    Przez noc droga do świtania, Przez wątpienie do poznania, Przez błądzenie do mądrości, Przez śmierć do nieśmiertelności.


    #d23b68 | #a4254b
    Retro z Egonem: Szary, puchaty sweterek, pastelowo-różowa spódnica, białe rajstopy w delikatnym wzorkiem w różowe kwiaty, jasno-różowe buty na obcasie, szara parasolka w czarne nutki.
    Retro z Yako: Słomiany kapelusz z kwiatami oraz wstążką, ciemne okulary przeciwsłoneczne, jasno-żółta sukienka za kolano z brązowym paskiem, łańcuszek na szyi w kształcie kotka, brązowe sandały na lekkim obcasiku.
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 530
    Wysłany: 9 Listopad 2015, 16:37   

    Charles wzruszył ramionami - w sumie to nic dziwnego, pogoda się zapaskudziła aż niemiło. Zastanowił się czy chłopak stojący przy drzwiach również schronił się tutaj z powodu pogody, ponieważ na jego pytanie pokręcił głową. Przecież mógł być służącym - tłumaczyłoby to stanie przy drzwiach, aby być potrzebny wtedy, gdy jego państwo go zawołają. Ale z drugiej strony - nie miał na sobie odpowiedniego stroju. Mimo mroku Charles zdołał stwierdzić, że nosi się na ludzką modłę. Czyli zapewne ludź. Ucieszyło go to lekko, gdyż lubił ludzi i wiedział, że na ogół nie czują się zbyt pewnie w Krainie Luster. Już miał zacząć go zagadywać o pierwsze wrażenia z wycieczki, gdy drzwi otworzyły się znowu. Kolejna dachowiec, tym razem czarnowłosa i odziana w kuse, biało - czerwone fatałaszki, z plecakiem i parasolką, weszła, a raczej wślizgnęła się do środka. Huh, kolejna ofiara ulewy. Charles tylko uśmiechnął się do niej, wskazując gestem na swój przemoczony płaszcz, aby pokazać, że są tu wszyscy z tego samego powodu. A po chwili...
    Po chwili posypało się gośćmi. W krótkich odstępach czasu weszła trzecia dachowiec o puszystym i lekko lisim ogonie, odziany na czarno mężczyzna oraz drugi, w żołnierskim mundurze i z twarzą, która wyglądała jak pluszowy miś nader agresywnego i sadystycznego dzieciaka, ewentualnie drapak dla kotów. Kapelusznika przeszedł lekki dreszcz, ludzki mundur w tym świecie oznaczał jedno - MORIA. Jednak pan drapak nie zachowywał się agresywnie, więc nie należało się martwić. Jednak zaczynało się robić naprawdę dziwnie. I wszyscy byli tutaj z powodu deszczu? ...W sumie czemu nie?
    - Kurde, można by tu było zrobić bal! - powiedział głośno do siebie. A może nawet... to byłby dobry pomysł? Robienie przyjęcia herbacianego w czyimś mieszkaniu nie było dla Kapeluszników czymś niezwykłym. Dobre przyjęcie herbaciane można zrobić nawet w celi śmierci lub (o ironio!) na cmentarzu! Rzucił więc w ich stronę żartobliwym tonem:
    - Dla każdego gentlemana piękna dachówka do tańca! A mnie przypadnie... - przerwał na chwilę, widząc kolejnego gościa - ... ta blada dama! Nie, nie ma tu przyjęcia, jeżeli go sami nie zorganizujemy! - dodał, odpowiadając na pytanie bladej istoty. Szybkim gestem zdjął kapelusz i wyjął z niego mały czajniczek - A teraz wybaczcie, idę na poszukiwanie wody na herbatkę! - dodał śpiewnie, po czym zaczął się rozglądać za jakąś kuchnią lub łazienką. Cóż, pewnie jest za tymi drzwiami. Ktoś tam zapewne właśnie spożywał kolację, sądząc po zapachu. Charles ruszył dziarskim krokiem, przechodząc pomiędzy chłopakiem a lisokotem i stanowczo pukając do ciemnych drzwi.
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
     



    Topielica

    Karciana Szajka: Pik
    Godność: Anastasia Hebi Charlton
    Wiek: martwi czasu nie liczą
    Rasa: Martwy kot. Strach
    Lubi: zazdrość, bestie, różne dziwadła, określać wszystko uroczym
    Nie lubi: wody, ptaków, świata ludzi
    Wzrost / waga: 169 cm/47 kg
    Aktualny ubiór: fabuła: https://i.imgur.com/bkCCiaT.jpg rozpuszczone włosy, srebrny łańcuszek z wisiorkiem w kształcie pika
    Znaki szczególne: kocie uszy, ogon, po trzy siekacze w każdej ćwiartce uzębienia, dłuższe kły, blizna na szyi.
    Zawód: miłosny
    Pan / Sługa: - / Mirana
    Pod ręką: fabuła: Bezdenna sakwa, a w niej wszystko, czego dusza zapragnie + z magicznych: Bursztynowy kompas, Czarodziejska wstęga, Animicus. Furbo, sztylet.
    Broń: sztylet http://i.imgur.com/iJELfXH.jpg
    Bestia: Furbo (Brzask), Schedel (Ceset)
    Nagrody: Umbraculum, Latająca Miotła, Animicus, Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Kamień Duszy, Lustrzany Pierścień, Generis Collare, Bezdenna Sakwa, Zegarmistrzowski przysmak (5 szt.), Kosmata Brosza, Blaszka Zmartwienia, Rubinowe Serce, Tęczowa Różdżka, Korale Zamiarne, Cukrowe Berło, Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka
    Stan zdrowia: przeziębiona, ha!
    Kryształ: 2,7g (nieoszlifowany)
    SPECJALNE: Mistrz Gry (okres próbny) | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 09 Mar 2014
    Posty: 535
    Wysłany: 9 Listopad 2015, 20:11   

    /Tak tylko dla jasności, opis ubioru i rzeczy posiadanych przez Anę tyczy się Bestialskiego eventu, nie tego. Jak wspominałam w poprzednim poście, ma na sobie ledwie koszulę nocną.

    Im więcej ludzi zjawiało się w domu, tym bardziej nieprzyjemnie się robiło. Już sam fakt, że kiedy Hebi przekroczyła próg w samym holu stały trzy inne, a niedługo po tym dołączyła następna gromadka. Kto wie jakie ilości kryły się w pozostałych pomieszczeniach. I co to za nagłe zbiegowisko? Nie, na pewno nie przypadek, w tym paluszki musiało maczać coś wrednego. Na tyle, by z każdej strony osaczać kotkę i zapędzać w kozi róg. Najgorsze jednak w tym całym zamieszaniu stało się to, że postacie naszły ochoty na rozmowy, poznawanie się, wymienianie grzeczność. Nie chciała w tym uczestniczyć, nie mając pewności, które słowa byłyby w tej chwili odpowiednie. Przecież nie znała nikogo obcego.
    Na widok przybywających gości, postanowiła być jedynie cichym obserwatorem rozwoju wydarzeń i ostatecznie czmychnąć, gdy nadejdzie niebezpieczeństwo. Bo przecież takie mogło się pojawić, prawda? Wierzyła, że w tak licznej grupie znajdzie się co najmniej jeden psychopata gotowy do wysadzenia ich w powietrze. - Och, byle nie to, nya. - Mruknęła cicho z przejęciem, mając nadzieję, że jednak do niczyich uszu te słowa nie dotrą. Co jeśli stanie się pierwszym celem?
    Dla pewności przylgnęła jeszcze bardziej do ściany za nią, już zupełnie ignorując poprawianie włosów... Hm. Może jednak to nie była ściana, a lustro? Czy Anastazji tylko się wydawało, czy ono właśnie przejawiło swoje niezadowolenie z bliskiego kontaktu i... Błagam, nie spadaj. Czuła jak pot wywołany stresem oblewa jej ciało. Wzdrygnęła się raz, drugi. Może tylko zbytnio panikowała, a w gruncie rzeczy nie było czego się obawiać?
    Ale kiedy Queen kichnęła, przerażona tym dźwiękiem odskoczyła z głośnym sykiem do przeciwległej ściany. Niech się dzieje wola nieba... Ponoć nie ma dobrego przyjęcia bez potłuczonego szkła, to byłby chyba dobry znak, skoro mężczyzna w kapeluszu zdawał się coś szykować. A złote ślepia wciąż bacznie obserwowały osobników, po trochu każdego, choć na tych bardziej nieprzyjemnych typach, zawieszały wzrok na dłużej. Przeklinała się za skosztowanie deseru w postaci czystego lęku, więcej chyba tego błędu nie popełni. Teraz liczyła tylko na to, że pozostanie niezauważona, przybysze zapomną, że w ogóle przekroczyła próg i nie jest to żadna zasadzka skierowana przeciw niej.
    _________________
     



    Przytulanka

    Godność: Lucy
    Rasa: Lisokotowilk - taki podgatunek Dachowca, a co!
    Lubi: Enkila
    Nie lubi: Bycia w centrum zainteresowania, głębokiej wody, rasy ludzkiej
    Wzrost / waga: 165 cm/ prawidłowa, choć blisko jej do niedowagi
    Aktualny ubiór: Przemoczone wąskie spodnie do kolan w kolorze brązowym, luźna beżowa bluzka sięgająca pośladków, przewiązana szerokim, brązowym pasem, buty za kostkę nadające się do wyrzucenia
    Znaki szczególne: Lisi ogon, kocie uszy, szmaragdowe oczy
    Zawód: Arcyksiążęca Herbaciana Przytulanka
    Pan / Sługa: Arcyksiążę Rosarium
    Pod ręką: Bezdenna sakwa, a w niej mały kieszonkowy zegarek, bandaże, trochę pieniędzy, kilka długich rzemyków i mnóstwo innych rzeczy, o których nie pamięta
    Broń: Łuk i trzydzieści sześć strzał w sakwie
    Nagrody: Bezdenna Sakwa, Czarodziejska Wstęga, Bursztynowy Kompas, Blaszka zmartwienia
    Stan zdrowia: Lekko podtopiona.
    SPECJALNE: Moderatorka | Wyjazdowa Maskotka Forum
    Dołączyła: 18 Sty 2015
    Posty: 170
    Wysłany: 12 Listopad 2015, 18:04   

    Kątem oka lustrowała nowoprzybyłych, choć tak w sumie to oni wcale a wcale jej nie interesowali. Myśli kotki zaprzątała tylko jedna rzecz – jedzonko! Jej wyostrzony węch chłonął cudowne zapachy gorącego posiłku, jaki najprawdopodobniej czekał na nich za drzwiami, przy których stała kotka. W skupieniu nasłuchiwała dźwięków krzątaniny domowników, czy chociażby służących, od czasu do czasu machając wilgotnym jeszcze ogonem, jednak nawet gdyby faktycznie dało się jakiekolwiek dosłyszeć, to rozgadana gromadka zebrana w holu skutecznie to uniemożliwiała.
    I jeszcze ta białowłosa gadatliwa kotka… czemu ona patrzy na zgromadzonych, jakby to oni mieli stanowić główne danie?
    Na domiar złego typkowi w zielonym cylindrze balu się zachciewa. Już na przywitanie zarobił sobie u Lucy dużego minusa, nazywając ją, i pozostałe kotki też, ale głównie JĄ, dachówką. No kto to widział, żeby wyrażać się w taki sposób o kobietach Dachowcach. Gentlemani? Phi Ona nie dostrzegała w tym towarzystwie ani jednego, doprawdy wiele im jeszcze brakowało. Dlaczego miałaby zechcieć tańczyć z kimś takim?
    Naprawdę, jak on wyciągnie z tego kapelusza orkiestrę, to ja zabieram stąd swój ogon.
    Uśmiechała się jednak do towarzyszących jej istot, może odrobinę chłodno, aczkolwiek wciąż grzecznie, jak przystało na dobrze wychowanego kota, w myślach tylko spokojnie kalkulując, komu w tym towarzystwie można w miarę zaufać, przynajmniej na tyle, aby nie zostać samą w jednym z tych ciemnych, zapuszczonych, sądząc po stanie głównego holu, pomieszczeń. Początkowo wybór padł na ciemnowłosą kotkę, usilnie zabezpieczającą ścianę przed ewentualnym zawaleniem, bo skoro wyraźnie widać, że czuje się niepewnie, to jakie są szanse, że sama będzie stanowiła zagrożenie? Jednak przybycie kolejnego gościa sprawiło, że porzuciła swój pierwotny plan, a na jej twarzy pojawił się pierwszy tego wieczoru szczery uśmiech.
    - Elyan!
    Tak dobrze było zobaczyć znajomą twarz w tym okropnym miejscu. Szybkim krokiem podeszła do Cyrkowca, po czym zapominając na moment zarówno o swoim głodzie, jak i preferencjach żywieniowych swojego przyjaciela, wtuliła się w niego, machając radośnie ogonem. Dopiero po dłużej chwili (o ile została jej ona dana!), uprzytamniając sobie, że tak właściwie, to właśnie on jest prawdopodobnie najmniej przewidywalną osobą w całym towarzystwie, odsunęła się od chłopaka z przepraszającym wyrazem twarzy. Cóż… jeżeli Elyan dosłyszał słowa kapelusznika, to nie ona powinna obawiać się o swoje bezpieczeństwo. Z szyderczym uśmiechem obserwowała reakcję Cyrkowca na nazwanie jego osoby bladą damą, ponownie ignorując gadatliwą białowłosą i jej pomysł przedstawienia się pozostałym. Przecież nie zabawi tu na tyle długo, aby poznanie ich imion miało jakiekolwiek znaczenie.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 10