• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Lewitujące Osiedle » Bar ,,Lustrzane Odbicie''
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
    Irina
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 1 Kwiecień 2016, 14:59   Bar ,,Lustrzane Odbicie''

    Jeden z tych lokali do którego wątpliwie zajrzałby przedstawiciel wyższej klasy. Zewnętrzny wygląd nie oddaje charakteru tego miejsca. Mimo, że zadbany i nawet przyciągający spojrzenie w wewnątrz okazuje się być drewnianą karczmą przepełnioną ludźmi upijających swoje smutki w przeróżnych trunkach. W powietrzu nieraz unosi się ciężki zapach alkoholu i innych substancji, czasem nawet nielegalnych. Ściany zdobi przepiękna, jak na to miejsce, mozaika z odłamków tłuczonych luster. Same ściany z kolei zrobione są z ciemnego drewna i w pewien sposób tworzą dziwną atmosferę w zgraniu z półmrokiem, czerwonym światłem wpadającym przez szerokie, popękane w paru miejscach okno, odbijającym się od lustrzanych odłamków. Drewniane, ciemne stoliki są nie w najlepszym stanie. Niektóre z nich mają poszarpane krawędzie i są pokryte kurzem. W większości. Najbardziej zadbane są przeznaczone dla stałej klienteli. Pod stolikami nie raz można zauważyć śmigające gryzonie które od pewnego czasu nękają gości. Na wprost od drzwi wejściowych znajduje się szeroka lada zastawiona butelkami o podejrzanych nazwach i jeszcze bardziej podejrzanej zawartości. Na całe szczęście do zamówienia jest dostępna zarówno zwykła woda jak i herbata. Za barem zaś siedzi młody chłopak z wąsikiem i miną apatycznego zombie, który widział już wszystko. Pod ladą zawsze trzyma pałkę z wbitym gwoździem na wypadek, jakby klientela zaczęła rozrabiać.
    Miejsce często wykorzystywane do nielegalnych sprzedaży.



    ------
    // Parę dni po spotkaniu z człowiekiem

    *Totalnie nie wie jak to zacząć.*
    Arystokratka rzadko odwiedzała tego typu miejsca, chodź jeśli sięgnąć pamięcią, ostatni raz gościła w lokalu ,,Lustrzane Odbicie'' dwa tygodnie temu. Oczywiście tylko ze względów na dane zbierane od swoich wtyczek które często w to miejsce zaglądali.
    Jednakże dzisiaj miała do załatwienia sprawę większej wagi i mogło być naprawdę trudno jeśli popełni jakikolwiek, choćby najmniejszy błąd. I wcale nie rozchodzi tu się o ubiór upiornej. Można by pomyśleć, że biała, gorsetowa suknia i tym razem będzie podkreślała arystokratyczne pochodzenie żółtookiej, ale nie tym razem. Założyła na siebie jeden z swoich ulubionych, czerwonych *z białym płaszczem i czerwono-białymi butami* kompletów który wyglądał o tak . Oczywiście nie miała przy sobie szabli. To znaczy miała, ale nie przy pasku. Toteż schowała swoją zabawę w lasce. Przydatny gadżet.
    Stanęła przed wejściem popadając na chwilę w zamyślenie, ale ostatecznie wkroczyła do środka dumnym krokiem, a oczy przesiadujących tam stworzeń, definitywnie z niskiej warstwy społecznej, zwróciły uwagę na przybyłą. Nie na co dzień można zobaczyć upiornego arystokratę w takim ochydnym miejscu jak to, prawda?
    _________________
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 2 Kwiecień 2016, 21:40   

    W takie miejsca jak to nie zagląda się bez przyczyny. Czasem tylko nie zna się celu, dla którego opuściło się bezpieczny - choć niekoniecznie wygodny - mur Różanej Wieży. Irina została tu jednak wysłana, by porozmawiać z informatorem, który ponoć wiedział coś o piratach - które większość miała wciąż za legendy żeby straszyć małe dzieci i niekoniecznie małych Arystokratów, inwestujących w Kompanię.
    Lichy trop, może nawet zagranie żądnego rozgłosu opryszka, którego nie chciano na pirackim statku. W wypadku jednak przeciwnika, o którym nic nie wiadomo, zawsze lepiej sprawdzić każdy, nawet najbardziej niedorzeczny trop. W końcu trudno jest wygrywać wojny bez informacji. Mieć na uwadze należy jednak, że mistrzowie wprawieni są w fortelach, zmylaniu przeciwnika. W końcu czy nie tym wsławił się Hannibal i ten, który go pokonał - Scypion?
    Wróćmy jednak do rzeczy. Człowiek, którego Irina miała spotkać siedział sam przy jednym ze stolików, na środku baru. łatwo było go poznać po leżącej na stoliku białej róży - która miała być umówionym sygnałem dla członka Stowarzyszenia, który przyjdzie z nim porozmawiać.
    Nie był jednak najczystszy. Wyglądał na typowego pirata ze starymi, znoszonymi ubraniami, który bądź to nie był uzbrojony, bądź wbrew pirackiej tradycji wzbudzania strachu, broń swoją schował.
    Irina
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 18 Maj 2016, 16:34   

    Bądź co bądź sama bardzo chętnie i entuzjastycznie wstąpiła do jakże szerokiego grona chętnych upiornych arystokratów ( i nie tylko) wyruszających na potrzeby organizacji Czarnej Róży w teren. No może jednak oświecę publiczność i dodam, że upiorna nie zrobiła tego z racji przybliżenia się do Czarnej Róży i podlizania się jej. W ten sposób chciała nie tylko zwrócić na siebie uwagę, zdobyć parę plusów na koncie, ale koniecznie musiała dowiedzieć się więcej o pirackich zamiarach i planach zanim zaczną je realizować. A nie ma prawie nic gorszego niż nieświadomość z niebezpieczeństwa przed możliwą wojną. Zdobycie lustra przez piratów byłoby im bardzo na rękę. Ale nie możemy do tego dopuścić. Miejmy taką nadzieje...Z resztą, Irina nie bała się tych brudnych facetów śmierdzących rybami! I ogólnie pozbawionych jakiejkolwiek chęci dbania o swoją higienę osobistą. Przywitanie się z takim typem z uściskiem ręki byłoby naprawdę koszmarne! Tylko czy Iriś wzięła ze sobą płyn do dezynfekcji bakterii?! O mój boże...No dobrze, może nie będzie AŻ TAK źle. Albo lepiej odczekać to zanim coś złego się wydarzy?
    Szybko wyłapała wzrokiem białą róże leżącą na jednym z stolików pośrodku baru. Szczerze mówiąc miejsce w rogu, przy ścianie byłoby lepszym rozwiązaniem. Nie dość, że mało kto zwracałby na nich uwagę, to nie zaistniałaby możliwość posłuchu. Czemu więc nie zostali umówieni w miejscu bezgłośnym, bez żadnej żywej duszy? Nie była zbytnio z tego zadowolona, ale cóż. Mówi się trudno. Trzeba więc zachować odpowiednią czujność.
    I oto nadeszła jedna z najgorszych chwil w owym spotkaniu. Musiała przywitać się z brudnym, cuchnącym, niekulturalnym i ogółem złym, i ble fu piratem, albo kimś kto miał nim zostać. Należy jednak zachować pozory, że jego wygląd wcale nie odstrasza. Jak to miejsce...Irina wzdrygnęła się lekko na samą myśl o brudzie. Zauważyła śmigającego szczura pod jednym z stolików. Głęboki wdech i zaczynamy.
    - Dobry wieczór. - Przywitała się tradycyjnie z ukłonem głowy i dosiadła do stolika ówcześnie dyskretnie wycierając krzesło. Chwilę analizowała sytuacje i postać mężczyzny przed sobą, ale w końcu odezwała się.
    - Zostałam wysłana na spotkanie z informatorem. Róża była znakiem, więc to pan. Zacznijmy może od tego, z kim mam przyjemność negocjować? - Uśmiechnęła się bardzo delikatnie żeby zachęcić do siebie mężczyznę. Może jednak nie będzie tak źle jak przewidywały standardy.
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 15 Lipiec 2016, 23:20   

    Wydawałoby się, ze misja nie jest zbyt trudna, prawda? Udać się w określone miejsce, dość publiczne, a więc bez ryzyka nieoczekiwanego porwania, czy zamordowania. Wśród ludzi co prawda nie o wszystkim można mówić, lecz gwar był na tyle duże, że mało kto by się przejmował podsłuchem. W końcu trzeba by było wiedzieć co podsłuchiwać, a poza tym pozostawać w odpowiedniej bliskości, a to mogło łatwo być wypatrzone.
    Gdy jednak się zbliżyła coś zaczęło nie grać. Osoba siedząca po drugiej stronie stołu się nie odzywała... Milczała wpatrzona w jeden punkt. Był martwy. Dopiero teraz, z bliska Irina mogła do zobaczyć.
    Usłyszała huk i poczuła przenikliwy ból w boku. Gdy mimowolnie zań się złapała po jej palcach spłynęła ciepła krew. Została postrzelona przez mężczyznę, który siedział dotąd bezpiecznie schowany wśród tłumu, a teraz zaśmiał się upiwszy najpierw łyk rumu z butelki.
    Był uzbrojony, trzymał wielostrzałowiec w ręce. Skoro jedna kula wypaliła, czemu broń nie miałaby być do końca załadowana?
    - Głupcy! Myśleliście, że przechytrzycie starego Czarnozębego? - Powiedział głośno śmiejąc się przy każdej przerwie, po pierwszym słowie, po przecinku i nim wypowiedział swoje imię. Opuścił jednak lufę pistoletu. Wszyscy ludzie, którzy zebrali się wokół uciekli pod ścianę. Wszyscy poza małą garstką - ludźmi Czarnozębego, która dobyła broni i stała teraz w centrum. To było ich przedstawienie.
    - Kryjecie się jak tchórze za maskami i myślicie, że kim jesteście? - Upił kolejny łyk, po czym cisnął butelką w podłogę i krzyknął "Jeszcze!" do jednego ze swoich ludzi, który ruszył w stronę baru.
    Irina
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 16 Lipiec 2016, 13:10   

    Gdy była na tyle blisko by móc zauważyć, że coś nie gra patrzyła się w innym kierunku. Jak na złość losu. Dopiero gdy stanęła naprzeciw mężczyzny dostrzegła kto siedzi na miejscu informatora. Trup. On był martwy! I dopiero teraz zdała sobie sprawę, że znalazła się w pułapce. Zanim jednak zdążyła zareagować w jakikolwiek sposób, gdy już siedziała i wiedziała, że nie ma odwrotu oczy rozszerzyły się jej, poczuła przenikliwy ból w prawym boku. Z ust Upiornej wydarł się mimowolnie głuchy jęk, a właściwie to pół krzyk przepełniony bólem i niedowierzaniem. Jak łatwo dała się podejść. To było a niej żałosne, straszne i upokarzające. Złapała się za miejsce ociekające szkarłatną juchą. A gdy tylko spojrzała na swoją zakrwawioną dłoń wzdrygnęła się. Widok jej własnej krwi wzbudzał dziwne uczucia.
    Pierwsze co poczuła to strach. Mógł ją zabić. Gdyby chciał to zrobić, zrobiłby to bez większego wysiłku. Ale widocznie nie taki był cel. Więc co? Chciał zastraszyć Czarną Różę i pokazać, kto tu jest górą? Drugie co poczuła to chęć odwetu. Z wielką przyjemnością zobaczyła by więcej krwi, ale wrogów. W chwili obecnej osunęła się na podłogę, jedną ręką przytrzymując się krzesła. Jej twarz mówiła wszystko za siebie. Powtórzyła cicho jego imię. Jak mógł tak kpić z niej i całej organizacji?
    - Pozory mogą strasznie mylić. Niedługo się o tym przekonacie. Warknęła przez zęby choć wiedziała, że najlepiej byłoby nie mówić nic. Przyglądała się tylko kapitanowi tej całej pirackiej zgraji. Czyżby zaschło gardzieło od tej pewności siebie?
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 16 Lipiec 2016, 19:13   

    Na słowa Iriny była tylko jedna reakcja. Gromki śmiech, który rozbrzmiał po całym pomieszczeniu złowieszczo. Skierował swoje sześć luf w stronę kogoś z tłumu i strzelił. Szeroko otwarte oczy i uderzenie ciała o podłogę - to wszystko co zdążyła dostrzec członkini Stowarzyszenia nim głos pirata nie przeciął znów powietrza.
    - Jesteście tchórzami ukrywającymi się za maskami, nie zrobisz nic by mnie powstrzymać, a żyjesz tylko dlatego, że ja twarzy ukrywać nie będę, zapamiętaj ją dziewuszko i opisz swym parszywym kamratom. Czarnozęby po nich przyjdzie.
    Uśmiechnął się, pokazując swoje lśniące, czarne kły. Miał jeszcze cztery kule, a jego ludzie co najmniej trzydzieści kolejnych. Wszelki atak był skazany na niepowodzenie, wszystko było zaplanowane, a niewinne ofiary nie miały dla brodacza znaczenia.
    - Mówicie, żeśmy straszni?
    Powiedział biorąc kolejną butelkę i biorąc spory łyk. Tym razem mówił do zebranych pod ścianami, nie do Iriny, lecz spoglądał na nią. Miała słyszeć każde słowo. Chciał zasiać strach, potrzebował wieszczy, a ona wieści poniesie tam, gdzie było to potrzebne.
    - Chcemy wolnej Otchłani, bez pańskich flotylli niszczącej drobnych kapitanów. Chcemy Otchłani bez panów i plugawych Róż czy Szajek. Każdy wart będzie tyle, na ile zapracuje ciężką pracą własnych rąk, nikt nie będzie nazywany równym jeżeli będzie leniwym darmozjadem. Śmierć głupcom walczącym o równość obiboków i parszywych leni! Nie pozwolimy też by obcy zniszczyli raj swobody, każdemu kto pomaga ludzkim gnidom sam łeb odstrzelę. Śmierć Kompaniji, Śmierć Stowarzyszeniu, Śmierć Szajce, Śmierć Anarchii i Śmierć Morii, niech żyją wolni ludzie - Szkarłatni piraci!
    Z każdym słowem mówił coraz podnioślej, aż przy końcu niemal krzyczał, przy każdej kolejnej śmierci wystrzeliwując kolejną kulę, aż za pas schował swój pistolet i podrzucił swój kapelusz na ostatnie zawołanie. Zawtórowali mu wszyscy jego ludzie, lecz zebrani pod ścianami byli raczej przerażeni. Stali w trwodze, nie podzielając radości oprawców.
    Irina
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 16 Lipiec 2016, 20:08   

    Przyglądała się bezgłośnie poczynanią Czarnozębnego. Nawet gdyby była na siłach i nie zostałaby ranna nie stanęła by w obronie tego nieznajomego człowieka. Żywot innych ludzi był jej obojętny. O ile nie wiązały się z nim jej własne interesy. Przełknęła ślinę nieco nerwowo. Nie, na pewno nie odczuwała tego samego strachu co cała reszta przypadkowych ludzi stojących pod ścianami baru.
    Może gdyby tak nie było, w sensie nie odczuwałaby bólu i obojętności do tej gromady zapyskowałaby do tego pewniaka w kapitańskim mundurku. Miała nawet ochotę wyciągnąć Mercutio i obronić swoje zdanie i opinie o stowarzyszeniu. Ale spójrzmy sobie w oczy. Szabla mię da rady broni palnej.
    Przyjrzała się dobrze twarzy pirata. Opaska na lewym oku, prawe zielone. Broda, posklejane włosy, czarne sztuczne zęby i brudna, poraniona twarz. Zapamiętała wszystkie szczegóły.
    Słuchała uważnie monologu mężczyzny. Każde słowo. Byle jak najlepiej to zapamiętać i przekazać reszcie organizacji. Kto wie, może dostanie pochwałę i dobrego kopa w dupe na zachętę? Mimo tego wszystkiego coś jej nie pasowało. Dlaczego miałby zabijać wszystkich z organizacji? Tylko dla ,, wolności"? Naprawdę śmiesznie. Gdy skończył, podniosła się na nogi opierając o stół. Śmiała się. Śmiała się bardzo szczerze. Jakby naprawdę bawiła ją postawa pirata. Choć dla niego mógł toż być nerwowy śmiech. Wcale tak nir było.
    - I toż wszystko na rzecz nieistniejącej wolności i równości wszystkich? Doprawdy, zabawne! A może boisz się, że my wszyscy możemy Ci zagrozić? Czego w końcu miałby bać się pirat? Że ktoś skradnie jego łupy? Gratuluję przekonującego przedstawienia. Gdyby nie to, że jedną ręką tamowała krew, zaklaskałaby zapewne. Iryś, błagam nie zapędzaj się.
     



    Kapitan Szkarłatnych Piratów

    Godność: Edward Francis Blackteeth
    Wiek: 37
    Rasa: Lunatyk
    Wzrost / waga: 183 / 81
    Aktualny ubiór: .
    Pod ręką: .
    Dołączył: 11 Kwi 2015
    Posty: 43
    Wysłany: 16 Lipiec 2016, 22:02   

    Pirat zaśmiał się raz jeszcze roztrzaskując niewypitą butelkę pomiędzy nim, a siedzącą wciąż dziewczyną. Przez chwilę zwątpił czy będzie odpowiednia, czy nie zabić jej czasem i nie poszukać kogoś innego. W końcu czy on nie zganił Anarchs za to, ze Ci mają wszystkich za równych? Ostatecznie jednak to nie miało znaczenia, chodziło o strach.
    - A teraz dziecino zmykaj stąd, zmykaj do swojej wieży i opowiedz coś widziała lub giń. - Tu wycelował w nią broń. Nie żartował i lepiej by Irina się pośpieszyła, bo w tej chwili naprawdę ryzykowała życiem. Zresztą już dawno mogłaby być martwa, lepiej się wycofać, wzmocnić i wtedy szukać szansy na zemstę. Bezsensowna śmierć chwały nie przyniesie. Nim jednak opuściła to miejsce mogła słyszeć kolejne słowa Czarnozębego.
    - Reszta zaś może do nas dołączyć i razem z nami łupić tych śmiesznych głupców bądź umrzeć. No kobiety najpierw zgwałcimy, śmierć dopiero po tym. - Parsknął śmiechem, wciąż celując broń w stronę dziewczyny, która miejmy nadzieję w tej chwili już zmierzała ku wyjściu. Następnie padła tylko krótka komenda "do roboty chłopcy!" i w karczmie rozpętał się chaos. W tym czasie Irina powinna być już dawno w drodze do Różanej Wieży, jeżeli jednak postanowiła walczyć kilka kolejnych postów będzie poświęcona właśnie temu.
    Irina
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 17 Lipiec 2016, 09:40   

    Irina stała jak wpatrzona w obrazek. Osłupiała. Z początku miała całkiem inny zamiar, ale ostatecznie zerwała się z miejsca. Wolną dłoń skierowała w stronę Mercutio, wycofała ją szybko. Nie miała szans z w takim pojedynku. Poza tym, nie, rozprawi się z nimi kiedy indziej. Może nie wyglądało na to, ale rzeczywiście przestraszyła się pirata. I może nie tylko jego.
    Chciała jednak żyć, i to byłoby oczywiste, że każdy człowiek o zdrowym rozumie zrobiłby to, co powiedział kapitan Czarnozęby. I tak zrobiła. Spojrzała uprzednio na tych wszystkich ludzi pod ścianą, na piracką zgraje i opuściła to miejsce w pośpiechu jak najszybciej było to możliwe. Można wspomnieć, że po drodze jedno z krzeseł zostało przez nią przewrócone. Śpieszyła się by to wszystko przekazać całej reszcie. A dla tych ludzi już jest za późno. Niech giną. Mogła się spodziewać, że gdy tutaj wróci karczma będzie w ruinie, w postaci prochu lub coś podobnego. Pewnie potem to miejsce spalą, albo zostawią te trupy by bardziej przerazić lud zmasakrowanymi zwłokami.
    Irina coś czuła, że już tu nigdy nie wróci z takim samym nastawieniem. Co do rany, dalej krwawiła. W wieży ktoś ją opatrzy, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. A potem, a potem...odpocznie. Tak, odpocznie i zaplanuje wszystko, będzie musiała zemścić się na tych brudnych opryszkach. Ale to nie teraz. Musi nabrać sił. Czy pirat nawiedzi jej sny? Czy naprawdę obawiała się, że oni wrócą?
    z.t - Różana Wieża
     



    Upiorny Arystokrata

    Godność: Jego Wysokość Arcyksiążę Rosarium, Lord Protektor Krainy Luster
    Wiek: Niektórzy czynami starają się dowieść, że zbyt długo już Rosarium żyje na tym świecie, choć on sam jest odmiennego zdania.
    Rasa: Upiorny Arystokrata
    Lubi: Równy krok marszowy arcyksiążęcych legionów, które białą i czerwoną różę niosą do najdalszych zakątków krainy luster; zapach kwiatów w ogrodach Różanego Pałacu i spokojny szum fontann.
    Nie lubi: Nieposłuszeństwa i fałszywych idei, niszczących piękno niewinnych oczu, niegdyś szczęścia tylko pragnących.
    Wzrost / waga: 178 / 70
    Aktualny ubiór: .
    Znaki szczególne: Tykowość
    Pod ręką: Złoty zegarek kieszonkowy
    Bestia: Alphard (Rubeol), Forets (Tenebrae)
    Nagrody: Lustrzany Pierścień, Zegarmistrzowski Przysmak, Nić Opętania, Lodowy Klejnot, Kamień Duszy, Umbraculum
    SPECJALNE: Administrator, Mistrz Gry | Mister Spectrofobii 2011, Najlepszy Pisarz 2012
    Dołączył: 28 Gru 2010
    Posty: 1342
    Wysłany: 18 Lipiec 2016, 19:21   

    WAŻNE
    Miejsce jest w ruinie. Stoły są poprzewracane, ziemia pokryta odłamkami szkła. Krew wsiąkła już jednak w drewno. Nie sprzątano tutaj, jedynie po trzech dniach zwłoki zniknęły. Niektórzy mówią, że to sprawka Karcianej Szajki, inni ze sami piraci chcieli w tym miejscu coś ukryć.

    Od 19 lipca czasu ludzkiego zaczęły jednak krążyć opowieści o bezgłowym piracie, który widywany jest tutaj jak przychodzi i siada na krześle o zmroku, a wstaje i wychodzi nad ranem. Mówią jednak, że Ci, którzy odważyli się wejść w tym czasie do środka nigdy już stamtąd nie wyszli.

    Próba zbadania tajemniczych opowieści musi zostać zgłoszona do MG. Prowadzić może ją dowolny Mistrz Gry, jednak gdy już się dogadacie napiszcie do mnie (Tyk), gdyż sam event jest powiązany z całym pirackim zamieszaniem i wymaga koordynacji.
    _________________

    *****
     



    Snajper

    Organizacja MORIA: Zwiadowca
    Wiek: 26 lat
    Rasa: Człowiek
    Lubi: Papierosy, pewny strzał, walc
    Nie lubi: Fuszerka, zmienny wiatr, małe pieski
    Wzrost / waga: 184 cm/72 kg
    Aktualny ubiór: Czarny płaszcz, kamizelka, koszula, czarne spodnie
    Zawód: Wolny strzelec, dosłownie
    Pod ręką: Fabuła: Zegarek, krzyżyk MORII, paczka papierosów, zapalniczka Zippo, dwa glowsticki, zapasowa amunicja, celownik optyczny Schmidt-Bender 2,5-10 x 56
    Broń: Thompson Contender, Walther WA 2000, NRS-2
    Stan zdrowia: Optymalny
    Dołączył: 01 Lis 2015
    Posty: 269
    Wysłany: 13 Lipiec 2017, 15:32   

    Podróże do Szkarłatnej Otchłani należały do tych rzadszych w karierze Simona. Tak się jakoś składało, że większość jego przydziałów dotyczyła Krainy Luster lub, ewentualnie, istot z niej pochodzących, a przebywających w świecie ludzi. Brak ekspertyzy co do otaczającego świata nie deprymował jednak snajpera zbytnio; jak by nie było, po drugiej stronie lustra też nigdy nie było wiadomo, czego się spodziewać, nieważne, ile razy człowiek tam bywał.
    Krzyżyk zwiadowcy umiejscowił Simona na obrzeżach Lewitującego Osiedla. W zasięgu wzroku i słuchu nie było nikogo, pobliskie budowle sprawiały wrażenie opustoszałych. Odnotowawszy ten fakt, Quinn ruszył przed siebie, przewieszając karabin na pasku przez ramię. Powietrze było nieruchome, nie wiał nawet najlżejszy wietrzyk - co zresztą bardzo się gościowi podobało - a jako że był to poranek, przestrzeń miała kolor, który można by nazwać poziomkowym.
    Nie zajęło mu więcej niż kwadrans dojście do baru. Nawet przybysz z zewnątrz taki jak Simon mógł bez trudu zorientować się, że lokal nie był w najlepszym stanie - szyby rozbite w drobną kaszę, potrzaskane drewno, walające się gwoździe i sztućce, poznaczone kropkami rdzy. Chrzęszcząc butami po gruzowisku, Simon przeszedł się dookoła budynku, przyglądając się otoczeniu i wyglądając osoby, z którą miał się w tym miejscu spotkać.
    _________________
    Scarlet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 14 Lipiec 2017, 00:45   

    Niezbyt zadowolona dziewczyna powoli leciała w stronę baru, o którego istnieniu nie miała pojęcia, mimo że mieszkała na Lewitujący Osiedlu już kilka dobrych lat. Jej zły humor wynikał nie tylko z faktu, że została zmuszona tu się udać i bawić się w piracenie czy coś takiego, ale również z tego, że skakała jak głupia między światami. Najpierw robiła sobie spokojnie zakupy w Krainie Luster, później musiała iść do Świata Ludzi, a w międzyczasie wpadła do mieszkania w Szkarłatnej Otchłani, gdzie ostatecznie wylądowała jeszcze raz. Właściwie nie miałaby nic przeciwko ciągłej teleportacji, gdyby jej błędnik nie szalał za każdym razem, gdy to robiła.
    Chociaż Scralet nie należy do grzecznych i uległych istot, tym razem pokornie wzięła się za misję przekazaną jej przez MORIĘ, gdyż czuła, że jeśli olałaby kolejne zadanie jej nadane, straciłaby pozycję, w tym jej bardzo praktyczny krzyż zwiadowcy. Poza tym kto wie czy by jej nie uciszyli, co by przypadkiem nie zdradziła zbyt wiele nieodpowiedniej osobie.
    Dotarła na miejsce. Nie zachwycił jej widok tam zastany. Ruina. Myślała, że chociaż będzie mogła się napić, a tu takie rozczarowanie. Chociaż z drugiej strony nie czuła się wyjątkowo stratna, że nie odwiedziła owego przybytku, gdy jeszcze był w jednym kawałku.
    Chciała wkroczyć do zrujnowanego budynku, gdy nagle usłyszała chrzęst. Momentalnie odwróciła się w stronę, z której dobiegał dźwięk, a jej prawa ręka instynktownie powędrowała na rękojeść miecza. Przypominając sobie, że w opisie misji było coś o drugiej osobie, jednak nie przywiązała do tego większej wagi, w końcu i tak prawie nikogo z MORII nie znała. Fakt, że osobnik może właśnie być jej partnerem powstrzymał ją przed wydobyciem miecza z pochwy, jednak wolała nie podchodzić do niego zbyt ufnie.
    - Witaj osobo z MORII, której wcale nie znam, a mam współpracować - postanowiła zaryzykować witając się w ten dziwny sposób. W najlepszym wypadku się nie myliła, w najgorszym mężczyzna mógł należeć do jednej z organizacji, które za MORIĄ zbytnio nie przepadały, co zapewne doprowadziłoby do walki.
    W duchu przyrzekła sobie, że jeśli ma rację, a gościu okaże się być wkurzający to bez wahania zakończy jego żywot chociażby jednym ciosem, nawet nie tracąc czasu na delektowanie się jego cierpieniem.
    Spoglądając tak na Simona z bezpiecznej odległości i oczekując na jego odpowiedź przypomniała sobie, że miała spotkać się z pewnym Lunatykiem, jednak ostatecznie zostawiła go bez słowa. Machnęła na to ręką. Niech sobie tam gdzieś kiśnie, co ją to obchodzi.
     



    Snajper

    Organizacja MORIA: Zwiadowca
    Wiek: 26 lat
    Rasa: Człowiek
    Lubi: Papierosy, pewny strzał, walc
    Nie lubi: Fuszerka, zmienny wiatr, małe pieski
    Wzrost / waga: 184 cm/72 kg
    Aktualny ubiór: Czarny płaszcz, kamizelka, koszula, czarne spodnie
    Zawód: Wolny strzelec, dosłownie
    Pod ręką: Fabuła: Zegarek, krzyżyk MORII, paczka papierosów, zapalniczka Zippo, dwa glowsticki, zapasowa amunicja, celownik optyczny Schmidt-Bender 2,5-10 x 56
    Broń: Thompson Contender, Walther WA 2000, NRS-2
    Stan zdrowia: Optymalny
    Dołączył: 01 Lis 2015
    Posty: 269
    Wysłany: 14 Lipiec 2017, 16:44   

    Nie musiał czekać długo - kończąc drugie okrążenie dookoła budynku, natknął się na miedzianowłosą, skrzydlatą dziewczynę. Sam widok nie był szczególnie szokujący jak na Szkarłatną Otchłań, ale zdecydowanie zaskakujący był fakt, że dziewczyna odniosła się do Simona na temat MORII. Quinn miał świadomość, że organizacja wysługuje się również istotami z innych światów, ale nikt nie poinformował go, że to właśnie takie indywiduum mu przydzielą, ani tym bardziej, że owo indywiduum sprawiało wrażenie, że wyhodowało sobie skrzydła wyłącznie po to, by skuteczniej dać drapaka z przykrej lekcji chemii w gimnazjum.
    - Dzień dobry - odpowiedział po chwili na przywitanie. Odzyskując kontenans, dodał: - Zapewniam cię, że działa to w obie strony, bo ja ciebie też widzę pierwszy raz. Ale dla profesjonalistów takich jak my to chyba nie jest duży problem? Zrobił parę długich kroków przez gruzowisko i wyciągnął rękę w powitalnym geście - po męsku, do uścisku. Nazywam się Simon Quinn. Zastanawiał się, czy ona będzie równie niefrasobliwa w podawaniu swojego imienia. On sam rzadko miewał opory. Mało kto w końcu orientował się w rynku wielce wyspecjalizowanych usług, na którym jego nazwisko mogło być rozpoznawalne.
    _________________
    Scarlet
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 14 Lipiec 2017, 23:27   

    Szczęśliwie Simon okazał się być jej sprzymierzeńcem. Puściła rękojeść katzbalgera wiedząc, że do walki (a przynajmniej z nim) nie dojdzie. Prychnęła cicho, gdy została określona profesjonalistką. Jedyną dziedziną, w której mogłaby się tak określić było szycie, bo mimo wszystko wiedziała, że w kwestii zabójstw jeszcze przed nią kawał drogi, zaś w kontekście pracy dla MORII był to tytuł kompletnie nietrafiony, w końcu dopiero pierwszy raz ruszyła tyłek na misję jej zleconą.
    Spojrzała niepewnie na dłoń wyciągniętą przez mężczyznę. Nie była zbytnio przyzwyczajona do tej formy powitania. Przez chwilę gapiła się tępo w przestrzeń, a w myślach próbowała przypomnieć sobie, jak właściwie podawać dłoń, co by przypadkiem Simon nie odniósł wrażenia, że dziewczyna chce mu połamać palce. Gdy w końcu procesy myślowe Scarlet odwiesiły się, ścisnęła mu pewnie dłoń (mając nadzieję, że ostatecznie wyszło jej to dobrze) i przedstawiła się.
    - Nazywam się Scarlet - nie brzmiało to co prawda tak dostojnie jak miano mężczyzny, ale cóż mogła poradzić.
    Korzystając z niewielkiej odległości ich dzielącej, zlustrowała mężczyznę. Nie dostrzegła w nim nic nadzwyczajnego, ot zwykły facet lubujący się w czerni. Dopiero po chwili zauważyła pasek do którego przytwierdzony był karabin. Może jednak Simon do takich zwykłych osób nie należał. Scar podziękowała sobie w duchu, że nie wpadło jej do łba przypadkiem go atakować, bo zapewne leżałaby teraz podziurawiona jak sito. Odzwyczaiła się od broni palnej, w końcu takowa niemal w ogóle nie istniała po drugiej stronie lustra.
    Przyjrzała się jeszcze raz rozpadającej się pozostałości po barze.
    - Czyli, że mamy tutaj szukać piratów czy coś… Okej? - stwierdziła powątpiewając coraz bardziej w pomysł jej przełożonych. ”Ich już do reszty powaliło? Czy może ta misja ma być sposobem na upokorzenie mnie?” Westchnęła. Gdyby faktycznie miała zostać ukarana w ten sposób po co był jej Simon, wyglądający na całkiem poważnego.
    - No to ten… Wchodzimy czy coś? - właściwie nie czekając na odpowiedź wkroczyła do budynku uważając na szkło czy inne obiekty, które niekoniecznie chciałaby znaleźć wbite w swoje stopy.
     



    Snajper

    Organizacja MORIA: Zwiadowca
    Wiek: 26 lat
    Rasa: Człowiek
    Lubi: Papierosy, pewny strzał, walc
    Nie lubi: Fuszerka, zmienny wiatr, małe pieski
    Wzrost / waga: 184 cm/72 kg
    Aktualny ubiór: Czarny płaszcz, kamizelka, koszula, czarne spodnie
    Zawód: Wolny strzelec, dosłownie
    Pod ręką: Fabuła: Zegarek, krzyżyk MORII, paczka papierosów, zapalniczka Zippo, dwa glowsticki, zapasowa amunicja, celownik optyczny Schmidt-Bender 2,5-10 x 56
    Broń: Thompson Contender, Walther WA 2000, NRS-2
    Stan zdrowia: Optymalny
    Dołączył: 01 Lis 2015
    Posty: 269
    Wysłany: 15 Lipiec 2017, 15:52   

    Simon odwzajemnił uścisk, zadowolony, że początkowa nieufność nieznajomej nie przerodziła się w otwartą wrogość. Zapewne zadziałał tu jego nieodparty urok osobisty. Mimo tego, snajper postanowił darować sobie dalsze pokazy dobrego wychowania - nie byli w końcu na prywatce, a w trakcie misji.
    - Znaleźć piratów, zinfiltrować, dowiedzieć się czegoś przydatnego - przytaknął, idąc w ślad za rudowłosą w stronę zrujnowanego baru. - Ściślej mówiąc, ty zajmujesz się infiltracją. Możesz udać,
    że bardzo potrzebujesz podwózki, chociaż to raczej nie byłoby wiarygodne, zważywszy na twoje skrzydła... -
    Pokręcił głową. Szczegółów na temat sposobu wykonania misji, jak zwykle, nie otrzymał. Zlecenia z MORII były niedoścignione w pobudzaniu do kreatywnego myślenia. - Albo możesz spróbować się do nich zaciągnąć. Przystąp do piratów, poznaj świat. Ja będę trzymał się na dystans i pilnował, by sytuacja nie wymknęła się spod kontroli. - Wzruszył ramionami. To nie był jego pomysł, ale przecież to właśnie dalekie dystanse były jego specjalnością. - W każdym razie na pewno nie będę dalej niż kilometr.
    Weszli do baru. Buty Simona rozgniatały co większe kawałki szkła zalegające na podłodze. Czerwonawe światło wpadające przez otwarte drzwi i powybijane okna wystarczało, by dostrzec większość szczegółów; wnętrze było w jeszcze gorszym stanie niż zewnętrze. Poprzewracane stoły z powyłamywanymi nogami, potrzaskane krzesła, wątły zapach alkoholu z rozbitych dawno butelek. Było też mnóstwo kurzu i żadnych śladów obecności, przynajmniej na pierwsze dwa rzuty oka. Simon przeszedł wzdłuż poharatanego kontuaru, bębniąc po nim palcami, następnie przedostał się na drugą stronę, by zajrzeć na zaplecze.
    - Cokolwiek, co kojarzy się z piratami - przypomniał jeszcze na głos, wytężając oczy w półmroku.
    _________________
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 9