• Nie minęło zbyt wiele czasu od rozpoczęcia działalności AKSO, a po całej Otchłani rozniosła się wieść o tajemniczej mgle, w której znikają statki. Czytaj więcej...
  • Wstrząsy naruszyły spokój Morza Łez!
    Odczuwalne są na całym jego obszarze, a także na Herbacianych Łąkach i w Malinowym Lesie.
  • Karciana Szajka została przejęta. Nowa władza obiecuje wielkie zmiany i całkowitą reorganizację ugrupowania. Pilnie poszukiwani są nowi członkowie. Czytaj więcej...
  • Spectrofobia pilnie potrzebuje rąk do pracy! Możecie nam pomóc zgłaszając się na Mistrzów Gry oraz Moderatorów.
Trwające:
  • Skarb Pompei
  • Zmrożone Serce


    Zapisy:
  • Chwilowo brak

    Zawieszone:
  • Brak


  • Drodzy użytkownicy, oficjalnie przenieśliśmy się na nowy serwer! Dokładne informacje na fanpege'u Spectrofobii lub forumowym Discordzie (odnośniki po prawej)!



    Zapraszamy do zapoznania się z Uśrednionym Przelicznikiem Waluty. Mamy nadzieję, że przybliży on nieco realia Krainy Luster i Szkarłatnej Otchłani.

    Szykujcie się na słodkie Walentynki i Dziewannę!

    Zimowa Liga Wyzwań Fabularnych nadeszła. Ponownie zapraszamy też na Wieści z Trzech Światów - kanoniczne zdarzenia z okolic Lustra i Glasville. Strzeżcie się mrocznych kopuł Czarnodnia i nieznanego wirusa!

    W Kompendium pojawił się chronologiczny zapis przebiegu I wojny pomiędzy Ludźmi i KL. Zainteresowanych zapraszamy do lektury.

    Drodzy Gracze, uważajcie z nadawaniem swoim postaciom chorób psychicznych, takich jak schizofrenia czy rozdwojenie jaźni (i wiele innych). Pamiętajcie, że nie są one tylko ładnym dodatkiem ubarwiającym postać, a sporym obciążeniem i MG może wykorzystać je przeciwko Wam na fabule. Radzimy więc dwa razy się zastanowić, zanim zdecydujecie się na takie posunięcie.

    Pilnie poszukujemy Moderatorów i Mistrzów Gry. Jeżeli ktoś rozważa zgłoszenie się, niech czym prędzej napisze w odpowiednim temacie (linki podane w polu Warte uwagi).

    ***

    Drodzy użytkownicy z multikontami!
    Administracja prosi, by wszystkie postaci odwiedzać systematycznie. Jeżeli nie jest się w stanie pisać wszystkimi na fabule, to chociaż raz na parę dni posta w Hyde Park
    .
    Marionetki – otwarte
    Kapelusznicy – otwarte
    Cienie – otwarte
    Upiorna Arystokracja – otwarte
    Lunatycy – otwarte
    Ludzie – otwarte
    Opętańcy – otwarte
    Marionetkarze – otwarte
    Dachowcy – otwarte
    Cyrkowcy – otwarte
    Baśniopisarze – otwarte
    Szklani Ludzie – otwarte
    Strachy – otwarte
    Senne Zjawy – otwarte
    Postaci Specjalne – otwarte

    Ponieważ cierpimy na deficyt Ludzi, każda postać tej rasy otrzyma na start magiczny przedmiot. Jaki to będzie upominek, zależy od jakości Karty Postaci.



    » Namalowana Pustynia » Miasteczko Snowflake
    Poprzedni temat :: Następny temat
    Autor Wiadomość
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 15 Grudzień 2015, 18:33   Miasteczko Snowflake



    W miejscu, w którym Namalowana Pustynia graniczy z Malinowym lasem, drzewa stają się coraz mniejsze i słabsze, ustępując miejsca włóknistym badylom i krzakom o ostrych gałęziach, które wprowadzają wędrowców w pustynny krajobraz. Czasami, przechodząc po tym pasie niezdecydowanej roślinności, można natrafić da sporą płaszczyznę martwej ziemi, na której wyrosnąć nie może nawet najwątlejsze źdźbło trawy. Przez pasmo to, ciągnące się przez ładny hektar, biegnie zaskakująco regularna sieć ścieżek. I byłoby to tylko trochę dziwne, w końcu ubita gleba pojawia się we po obu stronach lustra, prawda?
    Niezwykłość tego miejsca objawia się z początkiem zimy, kiedy to pierwszy płatek śniegu dotknie świeżo zamarzniętej ziemi. Po chwili kolejny i kolejny, i jeszcze jeden... Mogłoby się wydać, że śnieg w tym miejscu spada o wiele szybciej i zacieklej niż w okolicy, tworząc prawdziwą zadymkę wirujących płatków, w przeciągu minut tworząc grubą warstwę śniegu, zlepiając go w grudy, słupy pnące się coraz wyżej, ściany, parkany, okiennice z przejrzystego lodu, wreszcie dachy, aż do kurka na szczycie ratusza, tworząc tajemnicze miasteczko - widmo, znane jako Snowflake.
    Składa się ono z ratusza z wysoką wieżą i głównym placem, wokół którego kulą się śnieżnobiałe kamieniczki. Wokół nich rozrzucone jest kilka domków z ogródkami pełnymi śniegowych drzew pokrytych soplami, oraz dwie tawerny. Snowflake nie posiada murów ani wież, gdyż nigdy nie musiało się przed niczym bronić, a ponadto dzikie bestie i bandyci wolą omijać to miejsce...
    Miasteczko owo ma też swoich mieszkańców. Kiedy wszystkie budynki zostaną już ulepione, drzwi wszystkich domków otwierają się na oścież i dziwaczne, sztywne istoty wychodzą na zewnątrz. Wyglądają jak zamrożeni ludzie w chłopskich ubiorach - ścięte białka oczu, sina skóra i fioletowe usta, włosy pokryte szronem. Zazwyczaj snują się oni bez celu po mieście, spoglądają na siebie znacząco (większość z nich nie potrafi mówić z powodu trwale zamrożonych ust) albo po prostu patrzą w dal. Są oni dość przyjaźnie nastawieni do przyjezdnych - zawsze oferują gościom (zmrożoną na kość) strawę i (kuszący hipotermię) nocleg, a także wskażą drogę zagubionym. Jednak biada tym, który przyjdą do miasta z otwartym ogniem! Wszyscy osadnicy na widok choćby najmniejszego płomyczka zaczynają zachowywać się agresywnie i niczym zombie ruszają w stronę źródła ciepła, nie wiadomo - aby je zgasić, czy też zachować dla siebie życiodajny blask. Potem wracają do swoich codziennych zajęć nicnierobienia.
    Istnieje wiele legend na temat Snowflake. Według większości z nich jej mieszkańcy byli nieuczciwymi kupcami, który pewnego dnia oszukali potężnego czarownika lub jednego z pradawnych Baśniopisarzy, a ten w ramach zemsty przeklął ich na wiek wieków. Wiadomo jedynie, że wraz z pierwszymi roztopami znika miasteczko i tylko wielka kałuża jest znakiem, że cokolwiek się tu znajdowało...
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 5 Styczeń 2016, 23:58   

    Kiedy Kapelusznik wyszedł z portalu, pierwsze, co poczuł, to fala przenikliwego zimna. Jak wiadomo, był ubrany raczej na modłę wczesnojesienną, więc pewnie dorobi sie kataru. Szczególnie śpiewając na mrozie - angina murowana:

    Przygoooodaaa - wspaniała to rzecz!
    Bo to piękno jest przygody, co właśnie zbliża się
    Ulewy, mróz i niewygody urzekają mnie!


    Niestety (choć zapewne stety dla dwójki towarzyszy) , pieśń urwała się jeszcze zanim jeszcze zdążyła się porządnie zacząć,, gdy Charles przestał rozpoznawać otoczenie. Miasteczko widział pierwszy raz w życiu! A wydawało mu się, że widział już wiele miejsc w Krainie Luster i jako tako orientował się w terenie. Ściany i dachy były grubo pokryte śniegiem, a ulica była oblodzona - dozorcy chyba nie stawili się dzisiaj do pracy...
    - Ktoś orientuje się, co to za miejsce? - zapytał, wpychając przesyłkę pod klapę marynarki. Dopóki sie nie otworzy, czuł się bezpiecznie. A jeśli jednak jakoś się otworzy i tak zapewne bedzie mu wszystko jedno - mokre plamy nie potrzebują poczucia bezpieczeństwa.
    Gdyby Ben - ponieważ Scruffie wogóle nie znał tego świata i nie należało wymagać od niego szczególnej wiedzy - nie odpowiedział na jego pytanie, Charles zapewne podszedłby trochę na przód, aby się rozejżeć. I popytać o drogę śnieżne zombie.


    ((Przepraszqm, pisane na komorce o.o")) oryginalna piosenka
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Scruffie
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 6 Styczeń 2016, 13:17   

    Przygoda, przygoda i jeszcze raz przygoda! To jego pierwsza taka wyprawa, nie znał jeszcze do końca dwóch towarzyszy, którzy z nim w tę wyprawę sie udali więc musiał mieć wszystko na uwadze. Mogła to być przecież jakaś zasadzka w którą się wpakował, albo w miejscu gdzie tę przesyłkę czarnoksiężnik kazał im dostarczyć już będzie stało ze sto istot, które tylko będą chciały jednej rzeczy - właśnie tej szkatułki, którą miał ze sobą Kapelusznik. Przechodząc przez portal trochę się przeraził, bo znalazł się w miejscu, które było zimne jak cholera, oblodzone, zaśnieżone z każdej strony, gorzej już nie mogło być, Scruffie nie za bardzo lubił zimę bo w Świecie Ludzi mało jej doświadczał. A tutaj podobno zimowe tereny przeplatają się z pustyniami i jeszcze czymś innym, dziwne trochę.
    - Mnie nawet nie pytaj, Ty coś wiesz? - drugą część zdania wypowiedział w kierunku Bena, który też już przeszedł przez portal, może on będzie coś wiedział skoro Charlesowi też z głowy wyleciało. Czerwonowłosy rozejrzał się dookoła, obserwując co się dzieje w miejscu, w którym teraz się znaleźli. Ta Kraina coraz bardziej go zaskakiwała i sprawiała, że chciałby tu jednak zostać na dłużej, ale bardziej by się skłaniał w jakieś cieplejsze miejsca.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 6 Styczeń 2016, 15:24   

    Dobra, już chyba wysz- Ranyjulekjaktupiździ! Ben w jednej chwili objął się i zaczął ogrzewać poprzez pocieranie ramion. Co to za miejsce? Zaczął prędko patrzeć dookoła, by spróbować coś sobie przypomnieć. Nope, nic nie wiedział. Był tu pierwszy raz w życiu. W ogóle słyszał o tym miejscu? Raczej nie, inaczej cokolwiek by już powiedział. Pokręcił głową w kierunku Opętańca, po czym ruszył razem z nim za Kapelusznikiem.
    - Ch-Charles? Masz tam może jakąś k-kurtkę? - zapytał w pewnej chwili. Gdyby wiedział, że wypluje ich to na takim mini biegunie, zapytałby o to jeszcze przed wejściem przez portal. - N-nie przypominam sobie tego miejsca. W ogóle w jakim świecie jes...teśmy? Jeszcze Pustkowie czy już KL?
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 7 Styczeń 2016, 19:10   

    Fakt, mróz dokuczał Charlesowi i to mocno - w końcu piosenka była tylko piosenką i wszechobecna zimnica nie musiała być mu aż tak urzekająca. Ten Harim czy jak mu tam było chyba mógł odesłać ich w jakieś bardziej... dogodne miejsce. Na Herbaciane Łąki na przykład. Wtedy może zaprosiłby ich do domu po misji i poczęstował herbatką, ciasteczkami, pokazał kolekcję prądnic i posłuchaliby starego, dobrego rocka. Ale z drugiej strony tak nagłe pojawienie się potencjalnych terrorystów na Arcyksiążęcej ziemi było równoznaczne z wsadzeniem głowy do obieraczki ziemniaków. Względnie maszynki do mięsa. Fujka.
    - Zaraz sprawdzę, czy mi się tam coś uchowało, ale na cuda nie liczcie... - zaszczękał zębami, po czym jego dłoń zanurkowała w niekończącej się głębi jego cylindra. Wszystkie firanki w okiennicach kapelusza były szczelnie zasłonięte i powypychane maleńkimi gazetkami. Charles pomyślał, że musi się wreszcie dowiedzieć, co takiego zamieszkuje ten nieuchwytny domek, kiedy jego dłonie obmacywały przeróżne kształty, szukając czegoś miękkiego i nieforemnego. W końcu wyjął z niego kilka poplamionych szmatek, prześcieradło, kilka par skarpet, rękawiczkę bez pary oraz piękną, futrzaną czapkę - uszatkę, nawet specjalnie nie nadgryzioną przez mole. Gdyby należał do innej rasy, zapewne taki rarytas zachowałby dla siebie, ale zastąpienie swego cylindra innym nakryciem głowy było... po prostu nie wchodziło w grę. Dlatego rzucił czapkę w kierunku Marionetkarza. "Ten chłopak i tak jest blady jak śnieg - jeszcze nam się zgubi.", pomyślał, zaś znalezione skrawki materiału zaczął owijać wokół szyi ze słowami:
    - Pachną niespecjalnie, ale ochrona to ochrona. Dać wam jakieś?
    Niezależnie od odpowiedzi, wepchnął dłoń w zmiętą rękawiczkę po czym wszedł na teren placu przed ratuszem. Wszechobecna białość raziła oczy i zarazem odbierała wzrokowi ciemne plamy, na których mógłby spocząć. Ach nie, jednak był tutaj ktoś, na kogo można było zwrócić uwagę. Młody mężczyzna w luźnej koszuli i skórzanej kamizeli, oraz o bosych stopach(!!!!) szedł przed siebie, sztywno i niemrawo, wpatrując się zaciekle w jeden punkt gdzieś przed sobą. Charles, drepcząc pokracznie, chcąc wytworzyć swoim ciałem jak najwięcej ciepła, podszedł do niego i popukał w ramię. Tamten odwrócił się powoli. Charles powinien zauważyć jego zapadnięte oczodoły, twarz pokrytą szronem, jednak mróz rozkazał mu schylić swą głowę przed jego majestatem.
    - P-przepraszam, dobry człowieku. Co to za miejsce i jak dojść stąd na Herbaciane Łąki?


    Odpowiedź zostawiam MG :)
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 10 Styczeń 2016, 08:20   

    W takim razie może reszta towarzystwa przyuważy dziwaczny wygląd czy chód tubylca? Zaczepiony spojrzał bowiem dosyć nieprzytomnie na Charlesa, później na dwie kolejne postaci w zasięgu wzroku i uniósł rękę, anemicznie dźgając w kierunku, z którego nasi protagoniści (a może antagoniści?) przyszli. W niedalekiej odległości bezpośrednio ze skutego lodową skorupą podłoża wyrastały potężne, wysokie pnie drzew. Bez koron czy choćby gałęzi, ale poszarpane trzony tkwiły na pustkowiu jak żołnierze. A tak poza tym to dalej dookoła śnieg, mróz i wiało jak w kieleckim. (MG twierdzi to na podstawie osobistych, empirycznych doznań. Bez obciążników w kieszeniach przez wiadukt ani rusz.)
    Wioskowy zombie zaszurał bosymi stopami i znów pokiwał w stronę upiornego lasu. Tak samo pokiwali trzej inni, z(a)marznięci na kość miejscowi, którzy w międzyczasie wyszli spomiędzy zabudowań.




    Kolejkę rozpoczyna >> Scruffie,
    skoro Charles tak nam się wyrwał
    Scruffie
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 12 Styczeń 2016, 22:10   

    Dobra, ej, serio, Scruffie już naprawdę miał po uszy tego mrozu, musieli się stąd wreszcie ruszyć, nie było mu jakoś specjalnie zimno, przecież nie raz i nie dwa w jeszcze gorszym mrozie wracało się nawalonym z imprezy. To chyba najlepsze możliwe wytłumaczenie u pancura, czyli jednak Charles objął rolę przewodnika, bardzo dobrze, dało się wywnioskować, że on ma tutaj największą wiedzę o tym świecie dlatego "wybór" był oczywisty. Kapelusznik wyciągnął ze swojego nakrycia głowy jakieś rękawiczki, czapki i inne części ubioru, żęby się jakoś ochronić przed tym zimnem. Scruffiemu nie było to potrzebne, nawet jeśli nie lubił zimna to był do niego przyzwyczajony, zobaczymy jednak co będzie dalej. Udał się w kierunku Charlesa, który chciał się zapytać o drogę jednego z tubylców. Wyglądał jak jakiś zombie, cały zamrożony już od tego zimna, cały czas musi w nim przebywać, Scruffiemu to aż ciarki przeszły gdy go zobaczył. Do lasu tak? No super, od razu mu sie przypomniały te tandetne amerykańskie horrory, gdzie w takich lasach dzieją się różne dziwne rzeczy.
    - Czyli co, idziemy w stronę tych drzew, tak Kapeluszniku? - uśmiechnął się do niego, był to dość nieśmiały uśmiech gdyż nie mógł rozszerzyć dalej ust przez to zimno.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 13 Styczeń 2016, 20:32   

    Huh... Uszatka. Mało, ale lepsze to niż nic. Ben bezzwłocznie założył czapę na głowę i ruszył powolnym, dygoczącym krokiem za swoimi towarzyszami. Natknęli się potem na jakiegoś... chyba wieśniaka, w dodatku zamrożonego na kość. Normalnie jakiś lodowy zombie. Oby to był tutejszy endemit, bo już przerażał młodego Marionetkarza, mimo iż nic nie robił. Wskazał im jakiś las. Chłopak podążył wzrokiem za dłonią lodo-zombiaka, a potem spojrzał na Charlesa.
    - Ma-am dziwne przeczucie, że stanie się coś złego... Czy tylko ja? - zapytał cicho i przetarł czerwony już nos. Matko, jak tu zimno! Oby znaleźli jakieś źródło ciepła, bo chyba wkrótce dołączą do upiornej populacji tego śnieżnego miasteczka.
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 14 Styczeń 2016, 16:01   

    Charles spojrzał w stronę, w którą wskazał mu wieśniak. Potem spojrzał na jego palec. Potem na dłoń. Z każdym kolejnym, przesuwającym się w lewo spojrzeniem robiło mu się zimniej - nic dziwnego, w końcu stali na mrozie, na dodatek zaczął wiać wiatr. Mimo wszystko można było wyczuć w tym inny rodzaj chłodu, jak połówka ślimaka na widelcu z kawałkiem odgryzionej sałaty, wychodzący z żołądka, pełznący do gardła, aby zaraz potem ześlizgnąć się wzdłuż kręgosłupa lodowatym dreszczem. Kapelusznik spoglądał przeciągle w martwe, zszarzałe oczy, mętne latami rozkładu.
    - Achachach... too my sobiee pójdziemy taaamm... - rzekł, powoli cofając się w kierunku towarzyszy. Sina istota nie wyglądała zbyt agresywnie, była raczej stosunkowo niemrawa. A ponadto pokazywała kierunek, jaki o Charles ją prosił. Pułapka? W Krainie Luster wszystko jest pułapką, zagadką, testem, a kolejny egzemplarz w tej wesołej karuzeli, sztywny i milczący, prowokował wiele agresywnych zachowań. Brzydkie rzeczy są okropne i złe dla umysłów ciosanych strachem, upraszczającym percepcję i zmieniającym je w groty strzał zdolne ulecieć daleko lub trafić wroga prosto w serce. Charles musiał się opanować. Miłe zombie pomogło im, choć wcale nie musiało. Okazywanie jawnej niechęci byłoby wręcz niegodziwe, trzeba być miłym za okazaną pomoc. Zmiennooka nastolatka nie miałaby z tym problemu...
    Hej, a właśnie, gdzie jest Otome? Jej przepełniona naiwnością osoba została wymazana z teatru zdarzeń tak nagle i niespodziewanie, że nie dało się stwierdzić, w którym konkretnie momencie była, a w którym jej nie było. Przeszła przez portal? Wątpliwe, przecież byłaby tu z nimi. A więc została w Otchłani i... dopadło ją Rosarium. Charles wiedział, że nie może już nic zrobić. Czuł się potwornie, nie musiał ich zagadywać, a teraz, kto wie, może przez chwilę nieuwagi skazał niewinną dziewczynę na śmierć. Przynajmniej będzie pomszczona. O tak.
    - Nie ma czasu. Idziemy. W drodze zapewne zrobi nam się cieplej. - rzucił oschle. Nie było w nim już tej radości, która promieniowała z niech jeszcze parę chwil temu. Wielkimi krokami ruszył w stronę nagich drzew. Coś złego? Dobre sobie. Jedynym złem był tu teraz on.
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
     



    Sztukmistrz

    Anarchs: Przywódczyni Rebelii
    Godność: Sophie "Opal" Bugs / Esmé de Chardonnay
    Wiek: gdy ukrywa arogancję, wygląda na nastolatkę.
    Lubi: suszone owoce i nowe moce
    Nie lubi: niekompetencji i braku kontroli | czekolady i deszczu
    Wzrost / waga: 1,80m bez obcasów / 65kg
    Aktualny ubiór: Dopasowana burgundowa suknia o długich rękawach - spódnica opadająca do kostek składa się z szerokich, niemal prześwitujących pasów koronek. Na ramionach etola z futra lodowego lisa, dodatkowo rękawiczki, a na nich pierścienie. Pantofle na wysokim, masywnym obcasie widoczne są spod spódnicy. Kreska na oku, dopasowany do cery puder oraz koralowa szminka. Włosy splecione w koronę, nad karkiem szkarłatna brosza spinająca warkocze.
    Znaki szczególne: palce o czterech stawach; wytatuowane imię na miękkiej części prawego nadgarstka
    Zawód: oficjalnie sekretarz arcyksięcia
    Pod ręką: skórzana aktówka, parasolka oraz Artefakty
    Bestia: Likyus z rdzawą gwiazdą na pysku (Orem), jadowicie zielony Avi (Verde), Alam (Riehl) o grzbiecie pełnym czarnych magnolii
    Nagrody: Bolerko-niewidko, Krwawa Broszka, Cukrowe Berło, Maska Tysiąca Twarzy, Bursztynowy kompas
    Stan zdrowia: z tkliwą raną postrzałową w mięśniu dwugłowym lewego ramienia
    SPECJALNE: Administrator Pomocniczy, Mistrz Gry | Odkrywca Drugiej Strony Lustra
    Dołączyła: 28 Cze 2012
    Posty: 559
    Wysłany: 14 Styczeń 2016, 17:26   

    Pomiędzy drzewami nie było żadnej wyraźnej ścieżki, jedynie skrzypiący pod podeszwami świeży śnieg. A las się ciągnął i ciągnął. Na samym jego końcu zorientujecie się, że wyszliście z zimnej, nieprzyjaznej części Malinowego Lasu, teraz jednak macie chwilę wolnego od MG i jej zabawek. Proponowałabym wykorzystać ten spokojny czas na planowanie i szukanie w sobie motywacji, bo to się może przydać. Zdecydowanie. Obie rzeczy.

    No i na razie, jak na misję potencjalnie wcielającą do Anarchs, to panowie coś mało refleksyjni są c:
    Kolejka obowiązuje jak uprzednio: Scruffie >> Ben >> Charlie
    Scruffie
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 19 Styczeń 2016, 10:25   

    Uwierzyć tym zombiakom, czy nie uwierzyć? Wskazywali na las, który już swoim wyglądem odstraszał, ale misja to misja, trzeba było ją skończyć, chociaż nie wiadomo co się będzie działo na samym końcu, pewnie będzie jeszcze sto razy gorzej niż teraz. Było mu zimno, ale nie przejmował się tym aż tak bardzo, w końcu takie mrozy nie były dla niego jakimś nowym doznaniem, w Krainie Ludzi jest podobnie o konkretnej porze roku.
    - Nie, nie tylko Ty. - rzucił do Bena, który mówił, że może się stać coś złego, skoro sugeruje to pewnie tak będzie, no ale na to chyba są przygotowani, w końcu przyjęli tę misję bez żadnych wyjaśnień, wzięli kamień i poszli, a Scruffie za nimi. Chyba wreszcie poczynili jakieś kroki, bo czerwonowłosy musiał do nich dołączyć, Malinowy Las ciągnął się prawie w nieskończoność, więc nawet nie liczył czasu jaki upłynął od tego momentu gdy wyszli z Astrolabium.
    - Noo ale załóżmy, że będziemy już na miejscu, co wtedy mamy zrobić? Bo nie wiem czy pozwolą nam dać ten kamień jakiejś wysoko postawionej osobie, jeszcze do rąk własnych... - było to w sumie ciekawe, pasowało coś poplanować, bo na bieżąco wymyślać plan działań to troszeczkę słabo, mogłoby im nie wyjść, lepiej o tym porozmawiać teraz gdy jeszcze szmat drogi przed nimi.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 20 Styczeń 2016, 20:10   

    - Trzymam cię za słowo... - wycedził przez stukające zęby młodzieniec, idąc już całkiem mechanicznie za Charlesem. W międzyczasie myślał... nad różnymi rzeczami. Jak potoczy się ta cała ich misja? Co stało się z Otome? I czemu Charles nagle spochmurniał? Czyżby również on się o nią martwił? Ben nie bał się o jej życie - w końcu sam widział, do czego dziewczyna jest zdolna. Poradzi sobie. Bardziej się obawiał, gdzie mogła teraz być. Wolał wierzyć, że dotarła do jakiegoś w miarę bezpiecznego miejsca jak na przykład nad Czekoladowe Jezioro, a nie do miejsca jak... jak jakieś niebezpieczne miejsce.
    - Charles? Co jest w tej skrzynce? - zapytał po długiej chwili towarzysza.
     



    Oaza Spokoju

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Charles Belladonna Verbascum
    Rasa: Kapelusznik
    Lubi: wszystko, wszystkich, ( nie licząc wyjątków, patrz: niżej)
    Nie lubi: Nierówności, rodu Rosarium, ludzi będących jednocześnie złymi i zdrowymi psychicznie
    Wzrost / waga: 183 cm/ 63 kg
    Aktualny ubiór: Zielony cylinder schowany pod ubraniem , włosy zaplecione w swoje warkocze, znowu szara bluza i kaptur
    Zawód: Elektryk (?) Amator (?)
    Pan / Sługa: jakakolwiek służba jest sprzeczna z zasadami moralnymi Charlesa
    Pod ręką: podniszczone MP3, talia kart, mały zegarek, ładowarka do MP3, srebrna łyżka, rzeczy, które chowa jego cylinder...
    Broń: szpada zwana Dziurawcem
    Bestia: rawnar wody, Kapeluterek
    Nagrody: Bursztynowy Kompas, Czarodziejska Wstęga, Zegarmistrzowski przysmak
    Stan zdrowia: siniak na potylicy, krwotok z nosa
    SPECJALNE: Moderatoświr, Mistrz Gry
    Dołączył: 06 Kwi 2015
    Posty: 531
    Wysłany: 21 Styczeń 2016, 21:36   

    Charles przystanął na chwilę, ocierając poczerwieniały czubek nosa z kropli wilgoci, która zaczęła powoli zmieniać się w bryłkę lodu. Las był wokół nich, to pewne. Malinowy? Może i nie Malinowy, ale puszcza ta była tak absurdalnie rozległa, że idąc przez nią, można było dojść gdziekolwiek, do dowolnej wioski lub miasta. Może będą musieli wynająć dorożkę, bo zbyt długa wędrówka mogłaby się zakończyć niewesoło. Gdyby tylko napotkali dorożkę. Albo tawernę. Choćby jeden z tych drogowskazów po środku niczego. Coś. Cokolwiek. Takie cokolwiek to napotkają na pewno. Wszystko pójdzie cacy.
    Uwaga Scruffiego zaniepokoiła go. Faktycznie, jak mieliby dostarczyć pakunek do rąk własnych lordowi Rosarium? Położyć paczkę na progu, zadzwonić "ding-dong" do drzwi i zwiać z chichotem? W sumie... to był jedyny plan, jaki zdołał przyjść Charlesowi do głowy. Pasował do niego, czyż nie? Huh, pomyśli się jeszcze, mieli czas, nawet dużo.

    - Cóż, nie mnie to wiedzieć, lecz mam pewne podejrzenia. - westchnął, podnosząc skrzynkę i przyglądając jej się ze wszystkich stron. Lepiej byłoby nie zwierzać się z przeświadczenia o posiadaniu ładunku wybuchowego. Nie chciał, żeby uznali go za groźnego psychopatę, nawet jeśli Kapelusznik nie zaliczał się w poczet takowych. Psychopaci nie czują nic, nie muszą się martwić o innych i nie gryzie ich poczucie winy i straty, a to właśnie strata uczyniła go tym, kim obecnie był. Opętany do nomen-omen szaleństwa chęcią zemsty na samozwańczym księciu? No, już jesteśmy bliżej motywacji Charliego. Lepiej byłoby zaznaczyć je - choć delikatnie, aby Marionetkarz z Opętańcem nie czuli się niepewnie. - Cokolwiek to by nie było, na pewno nie jest to nic przyjaznego. Za przyjazne prezenty nie goni cię różana straż. A ja nie jestem wielkim fanem obecnej władzy. Mam przeczucie, że to może być jakoś związane z Anarchs. Spotkaliśmy jedną z nich, prawda Ben? Cyrkówka imieniem Opal. Chciałem z nią jeszcze pogadać. Liczę, że To - tu spojrzał znacząco na pudełko - zwróci jej uwagę... - westchnął, a jego oddech uleciał w eter małymi obłoczkami pary. W jego głosie wyczuć dało się ból.

    Nagle pomyślał o towarzyszącym im Marionetkarzu. Przez cały dzień szedł za nim krok w krok i pozwalał mu wpychać się we wszystkie możliwe sytuacje. Co do punka nie miał podobnych rozterek - jasno zasygnalizował, że liczy na nagrodę z wypełnionego zadania. A ponadto znał do dużo krócej. Zatrzymał się więc i odwrócił do bladego jak zimowy zestaw kamuflujący chłopaka:
    - Ben... właściwie to czemu z nami idziesz? Nic cię tu w sumie nie trzyma, a możesz tylko podpaść możnym tego świata. Przeze mnie nie zdążyłeś nawet poczytać żadnych z tych książek, które ci wypożyczyłem, tych o rękach. - dodał ze swego rodzaju zmartwieniem. Nie chciał go wyganiać ani zostawiać na tym zimnym pustkowiu, ale kierowała nim ciekawość... i może nawet troska.
    _________________
    - (Music theme )
    (Psychika Charlesa w dużym skrócie )
    Scruffie
    [Usunięty]




    Wzrost / waga: /
    Wysłany: 23 Styczeń 2016, 10:12   

    Dopiero co się tu znalazł a już wpłątał się w jakiś konflikt z obecną władzą, żadna władza dobra nie jest, to już wie z własnego doświadczenia bo już w Świecie Ludzi takimi anarchistycznymi zachowaniami się szczycił. Taaak, na pewno przydałaby im się jakaś tawerna bo wtedy na pewno wiedzieliby gdzie mają dalej się udać, a tak to tułaczka była jedynym wyjściem na obecną chwilę. Wysłuchał Kapelusznika, który wreszcie powiedział coś więcej o tym kamieniu, który cały czas przy sobie posiadali.
    - Anarchs? To jakaś tutejsza organizacja? Bo w sumie troszeczkę mi namieszałeś... czyli, że wdaliśmy się w jakiś konflikt z obecną władzą? - westchnął patrząc na Charlesa, który szedł pewnie przed nim, bo przecież on tu znał drogę najlepiej.- Niedawno się tu znalazłem, a już się w jakieś grubsze sprawy wplątałem... - on to ma szczęście, naprawdę, jak nie służby porządkowe zgarniają go za jakieś niszczenie mienia w Świecie Ludzi, tak tutaj jeszcze przeprowadzają dywersję, nie jest to nawet takie głupie, skoro mają dostać za to jakąś nagrodę, to dlaczego nie? Popatrzył na młodego chłopaka - Bena, który jak zaprogramowany szedł za Kapelusznikiem, podobno ma z tą misją najmniej wspólnego. Na pierwszy rzut oka można wywnioskować, że bardziej im w misji zaszkodzi niż pomoże, bez tej ręki, jednak z tego co zauważył, tutaj wszystko może się stać i jeszcze się wszyscy zdziwią jak uratuje im tyłek.
    - Aaa, i ta Opal, to ich przywódczyni czy coś? - rzucił jeszcze jedno pytanie w stronę Charlesa, pytań miał jeszcze dużo, ale na tę chwilę chciał żeby mu odpowiedział na powyższe.
     



    Mieszkaniec Świata Ludzi

    Anarchs: Rebeliant
    Godność: Benedict Lisander Griffin
    Wiek: 22 lata
    Rasa: Marionetkarz
    Lubi: Słodycze, marionetki, podróże
    Nie lubi: Ognia, tłumów
    Wzrost / waga: 176 cm | 62 kg
    Aktualny ubiór: Biała koszula, czekoladowa kamizelka, grafitowe spodnie, czarne trzewiki, skórzana rękawiczka na lewej dłoni / Event: + podbita kurtka, szal
    Znaki szczególne: Wiele blizn po oparzeniach po lewej stronie ciała, utracona lewa ręka zastąpiona ręką Marionetki, wygląd trochę jak Szklanka
    Pod ręką: Prowiant, pieniądze, różne drobiazgi
    Broń: Sztylet
    Dołączył: 19 Wrz 2015
    Posty: 110
    Wysłany: 23 Styczeń 2016, 14:41   

    O tak, tawerna by im się na gwałt przydała. Najlepiej, gdyby serwowali tam gorącą czekoladę. Bo co to ma być za "zima", jeśli nie można napić się czekolady, w której dodatkowo pływają sobie pianki? Nooo i się rozmarzył, biedny blady chłopaczyna. Z bardzo ciepłych i przyjemnych myśli wyrwały go słowa towarzyszy oraz przenikliwy wiatr, który wpadł mu pod koszulę wraz ze śniegiem. Normalnie aż by jęknął z tego nagłego uczucia dyskomfortu, gdyby nie wywołało to śmiechu ze strony Scurffiego albo Charlesa.

    - T-tak. Opal. - odpowiedział krótko Kapelusznikowi, a zaraz potem "spieszył" z wyjaśnieniem Opętańcowi, o kim mowa. - A-Anarchs to tacy... buntownicy przeciwko Rosarium. A według wielu również terroryści. Ale jako że sam spotkałem s-się z nimi tylko raz, czyli dzisiaj (albo wczoraj), to jeszcze nie mam własnego zdania.

    Kiedy tylko padło pytanie Charliego, spojrzał na niego swoimi oczami w barwie lodu i wzruszył wymownie barkami.

    - Sz-szczerze? Sam nie wiem. Chyba poszukuję czegoś do roboty. Czegoś... na dłużej. Bo poszukiwanie pracy w Świecie Ludzi, który pewnie nie doceniłby moich zdolności. Albooo zwyczajnie szukam jakiegoś towarzystwa, a z całej naszej obecnej ekipy, ciebie znam najlepiej. Chyba...

    Wtem Ben zahaczył o coś nogą. Potknąwszy się, poleciał na śnieg i jebut! Zniknął w śniegu. Poważnie. Gdyby nie ciemniejsze elementy ubioru, byłby jak taki jeden fiński strzelec wyborowy podczas zimy. Podniósł się po kilku chwilach, wypluł śnieg, otrzepał się... po czym zauważył, że jego lewa dłoń wygląda jak groteskowo wykręcana przez jakiegoś gangstera. Młodzieniec, wymownie się skrzywiwszy, jak gdyby nigdy nic "nastawił" najpierw wszystkie palce, a potem "przekręcił" tak, by grzbiet był na zewnątrz, a wnętrze... no, wewnątrz.
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Po drugiej stronie krzywego zwierciadła... Strona Główna
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Możesz załączać pliki na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do:  



    Copyrights © by Spectrofobia Team
    Wygląd projektu Oleandra. Bardzo dziękujemy Noritoshiemu za pomoc przy kodowaniu.

    Forum chronione jest prawami autorskimi!
    Zakaz kopiowania i rozpowszechniania całości bądź części forum bez zgody jego twórców. Dotyczy także kodów graficznych!

    Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
    Template AdInfinitum
    Strona wygenerowana w 0,24 sekundy. Zapytań do SQL: 9